Aruna

Chapter 1: New life (Aruna & Aquaman)

183 postów w tym temacie

ci1n5nT.png

 

 

- Dziękuję - odpowiedziała na zaproszenie. - Phillipa - dodała na użytek dwóch osób, które na pewno nie były w jej klasie.

 

Siadając przy stoliku, z pewnym rozbawieniem musiała przyjąć możliwość, że zaczyna wyrabiać w sobie upodobanie do pewnego typu osób. Szczególnie, jeśli różowy uznać za odcień rudego. Evey. Charlie. Evelyn. Uśmiechnięci. Otwarci. Optymistyczni. Emanujący tym rodzajem entuzjazmu, który potrafi góry przenosić i tą jakąś wewnętrzną radością, której sama Phillipa w sobie po prostu nie miała. Co ją do nich ciągnęło? Chęć mimikry? Rozwijająca się tendencja do emocjonalnego pasożytnictwa? Czy po prostu fakt - przeczący zresztą wszelkim instynktom pchającym ją do ciągłej autoanalizy - że przerażająco łatwo było darzyć ich sympatią.

 

Zerknęła na wychodzącą ze stołówki Eve, popatrzyła po wciąż siedzącej w pewnym oddaleniu od reszty Wspaniałej… Szóstce, odprowadziła wzrokiem wyglądającego dziwnie niewłaściwie z plastikową tacą w rękach księcia. Evelyn udawała, że nie widzi żadnej z tych rzeczy. Phillipa wzruszyła delikatnie ramionami i postanowiła tego słonia w salonie zdefiniować po swojemu zanim zrobi to ktoś inny.

 

- Zróżnicowanie tempa przebiegu procesów asymilacyjnych. Studium na żywym przykładzie - podsumowała całą sytuację, uśmiechając się lekko do siedzącej obok dziewczyny.  

 

Bo i do tego chyba można było sprowadzić całą sprawę. Roxi, Neil czy Billy wyglądali na osoby, które potrzebowały więcej czasu, żeby wejść między ludzi. Gdyby chcieli Charlie i Eve wbiliby się w towarzystwo jak nóż w masło. Sama Phillipa zaś… Z jednej strony czuła potrzebę kontroli sytuacji, z drugiej nie chciała uzależnić się od Wspaniałej Ósemki, nie chciała zrosnąć się z nimi w metaforyczne syjamskie wielobliźnięta. Nie chciała być “jedną z”. Na bezpiecznym gruncie szkoły naprawdę chciała być tylko Phillipą. Ale tego głośno powiedzieć już nie mogła.

 

Popatrzyła po siedzących na stołówce uczniach. Chris i panna Brook. Steven. Lilly z Clintem. Pan Morris i oczywiście bal. Wyłapywała sporo strzępów informacji, ale nie potrafiła dopasować ich do jakiejkolwiek twarzy.

 

- Moglibyście przeprowadzić mi skrócony kurs kto jest kim? - zapytała z ciekawością. - Czy przy pierwszym lunchu takich pytań się nie zadaje?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

6Wh0tMa.png

 

 

Sam Olek zdawał się tylko wysłuchiwać słów innych. Co prawdą do końca nie było bo cała sprzeczka przeleciała tylko przez jego umysł, z racji, że on sam skupił się raczej na czymś innym. Mianowicie, na samym systemie edukacyjnym z którym przyjdzie mu się teraz mierzyć. No i dokumentacją. Myślał głównie nad tym, jak dużo czasu będzie musiał poświęcić na naukę, bo o ile na ogół dawał radę taktyką "bez spiny są drugie terminy" zawsze wychodzić na prostą i zawsze zdać, tak teraz zdanie było istotniejsze, jak nie zda to wypad z koniec ameryki.

Z całego tego rozmyślania wyrwała go dopiero kartka. Widząc tylko sposób pisania, samą obelgę i emotikonkę parsknął śmiechem. Specjalnie złośliwym. Wysłuchał słów reszty na ten temat wciąż chichocząc pod nosem.

- W życiu nie widziałem tak ŻAŁOSNEJ OBELGI - słowa "żałosna obelga wypowiedział znacznie głośniej, naciskając na nie tak, aby ewentualny rzucający je usłyszał. - A słyszałem ich sporo. Serio - stwierdził po czym znowu zachichotał. - Do tego czuję, że trzymając długopis językiem napisał bym to lepiej. No serio, ktokolwiek to napisał, piszę jak dzieciak z przedszkola - dorzucił. Zaraz potem zerknął na fakt, że sobie tacy nie wziął i nic nie zjadł. - No, szczerze to bym się przeszedł, chociażby, żeby poszukać miejsca gdzie będę mógł kupić coś czekoladowego.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

DjkZXo2.png

Charlie obdarował Roxi bezwstydnym uśmiechem pod tytułem "Hej, to ja!",a zaraz potem zwrócił się do Bill'ego.

- Skąd? Biorąc pod uwagę masę tej kartki papieru - zważył kartkę w dłoni -  opory powietrza dla kuli z uwzględnieniem zaburzeń wywołanych nierównościami powierzchni, wilgotności i temperatury powietrza... - zrobił kilka szybkich pociągnięć nosem jakby faktycznie oceniał powietrze w sali - zakładając siłę rzucającego ramienia mojej osoby, co nie powinno dość mocno zaburzać wyniku oraz biorąc też pod uwagę wilgotność powietrza a finalnie uwzgledniając siłe coriolisa i ten nieznaczny przeciąg, który czuję we włosach to... - dramatycznie uniósł palec szykując wszystkich na wielkie ujawnienie - nie mam zielonego pojęcia - oznajmił wreszcie z rozbrajającym uśmiechem.

- Ale jak na oko to bym powiedział, że skądś tam - dodał jednak zaraz potem. Machnął przy tym dłonią w kierunku, który wydawał mu się właściwy, ale nawet tam nie spojrzał. 

- No i mówię wam, mint, do pozytywne określenie, nie ma co się unosić - Charlie ciągle obstawiał przy swoim. Co więcej zaanektował kartkę zupełnie i teraz przystawiał ją sobie do klatki piersiowej - W sumie fajny motyw na logo na koszulkę. Mint Avengers... naprawdę podoba mi się smak tych słów. Taki... odświeżający! - zaśmiał się.

- No i idźcie beze mnie, ja sobie jeszcze coś wciągnę skoro wziąłem - wskazał ciągle pełna tackę przed sobą. Wyglądało na to, że albo nie odczuwał zupełnie niechęci części otoczenia albo też po prostu ignorował to... lub rzucał temu wyzwanie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Neil

 

- Tylko to mini jest urocze. Sam rysunek jest raczej... zastanawiający - wzruszył ramionami nonszalancko - Nie pasuje mi do mini. Tyle. Czy tam "mint" - dodał po chwili, gestem podkreślając cudzysłów wokół słowa "mint".

- Zresztą...i tak nie mamy się czym przejmować. Boją się nas i tyle - skwitował, kręcąc głową. Pewnie tak będzie przez jakiś czas. Albo zawsze - Także dajcie spokój, nie ma się co nakręcać - przyznał rację Charliemu - Też idę. O ile nie będziemy gadać o balu - postawił warunek, który, jak zakładał, i tak zostałby spełniony.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Edwin zaczął robić własne notatki, kontynuując w miejscu, w którym przerwał kiedy pracował nad nimi sama. Wydawało się, że chce dokończyć przynajmniej tą ich część na którą miał pomysł, nim przejdą z Evey do wspólnego omawiania jednego z zagadnień. Jednak kiedy dziewczyna zadała swoje pytanie, chłopak przestał pisać. Uniósł na nią wzrok, posyłając jej pytające spojrzenie. A w chwilę później uśmiechnął się do niej.

- Nie - odparł. - Gorzej. Jestem sierotą - dodał konspiracyjnym szeptem. - Pewnie z powodu tego, że kilka osób widziało jak idziesz ze mną do biblioteki, niektórzy mogą cię teraz wytykać palcami. W sumie... powinienem był cię przed tym ostrzec zanim zaproponowałem swoje towarzystwo... - dodał z nieco kwaśną miną.

 

- Kto jest kim? - dopytała Evelyn. - Jeśli mam ci przedstawić całą szkołę to... cóż, trochę to zajmie - zaśmiała się wesoło i promiennie. - Ale jeśli wystarczy ci sam stolik to nie ma problemu - wskazała na dwie dziewczyny, które Phillipa już znała z zajęć. - Was przedstawiać sobie już nie muszę. Dalej siedzi Sara - wskazała dłonią niską blondynkę o tak drobnej posturze, że można było odnieść wrażenie iż silniejszy podmuch wiatru może ją porwać. - Emilly - wskazała na dziewczynę o długich włosach sięgających zapewne połowy pasa, o ile nie dłuższych. Do tego ich kolor był tak ciemny i intensywny, że niemal niemożliwym było, by był naturalny. - I Julia - wskazała ostatnią dziewczynę o okrągłej, usianej piegami buzi i kręconych kasztanowych włosach. - Jak do tej pory podoba ci się w szkole? - zagadnęła Evelyn z zainteresowaniem.

 

Pozostała część uczniów Avengers Academy zaczynała dzielić się na jeszcze mniejsze grupki. Ci, którzy zdecydowali się odejść od stolików, ruszyli w ślad za zagubionym księciem, by odnieść swoje tacki. I chociaż Louie już wcześniej skierował się we właściwą stronę, pewność uzyskał w momencie, kiedy dostrzegł pozostałych znajomych z akademii zmierzających w tę samą stronę.

I gdy jedno odnosili tacki, a inni siedzieli przy stoliku decydując się na dokończenie posiłku, Olek ruszył w kierunku wyjścia ze stołówki, by tam poczekać na tę część drużyny, która razem z nim zdecydowała się już wyjść. W tym momencie Polak był niczym ta najsłabsza sztuka oddzielona od stada. A przynajmniej tak to musiało wyglądać z punktu widzenia trzech chłopaków, którzy zastąpili mu drogę. Ten stojący pośrodku, samiec alfa tej mini watahy, wystąpił krok w przodu, stając na tyle blisko Olka, by naruszać jego przestrzeń osobistą i strefę komfortu.

- Co tam, rusku? - zapytał. - Myślisz, że możesz przylatywać do mojego kraju i dołączać ot tak sobie do Avengers Academy, hm? - ściągnął gniewnie brwi. - Co ty w ogóle potrafisz? Potrafisz cokolwiek? - szturchnął Olka w pierś. - Boisko po szkole, gnojku. Zobaczysz gdzie twoje miejsce.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e617773

Serpent

 

 - Jeśli chcą i lubią się podcierać stopami... - wzruszyła ramionami Serpent - każdemu jego porno - zapadła się głębiej w wysiedziany fotel - Jestem Wężem, a nie Ofiarą - uśmiechnęła się - Popatrz, jakby podmienić w tym wierszu, wszystkie "Tyger" na "Serpent" to by pasowało - podsunęła mu najsłynniejszy wiersz Blake'a.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

6Wh0tMa.png

 

 

Całkiem jak w domu. Przypomniała mu się od razu polska szkoła, gdzie takie zachowanie było w normie. Skojarzyło mu się też z całą jego wiedzą na temat systemu więziennego. Znajdź największego kozaka i obij mu twarz. Nie musiał go jednak szukać, sam tu przyszedł. Wywołując tylko u Olka złowieszczy uśmieszek. Spojrzał na owego "samca alfa". Cwaniacko, tak cwaniacko jak tylko umiał. Nie pokazując grama strachu.

- Uważaj tylko kapitalistyczna świnio. KGB ma cię już na celowniku - oznajmił ze swoim najlepszym rosyjskim akcentem. - Ale skoro już przyprowadziłeś kolegów i zgrywasz takiego twardziela to pokaże ci, dlaczego mnie przyjęli do akademii, a ciebie nie. Pokażę ci gdzie twoje miejsce - oznajmił pokazując mu zęby, formując na twarzy najbardziej zły wyszczerz jaki umiał, niestety nie te Overkillowe. - Boisko po szkole, nie spóźnij się bo będę bardzo zawiedziony, a mój przyjaciel bardzo, bardzo głodny - dodał, żeby jeszcze postraszyć chłopaka, szczerząc się raz jeszcze, równie złowieszczo. - I poćwicz bycie śmiesznym. - Zaraz potem ruszył przed siebie, odpychając przyszłego przeciwnika barkiem. Musiał się pochwalić Evey, że już komuś obije twarz w stanach. I to nie z własnej winy. Szczerząc się dumnie, szukając miejsca w którym mógłby ją znaleźć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

DjkZXo2.png

Reszta sobie poszła więc Charlie zaczął sobie spokojnie jeść. Jednocześnie jednak wyciągnął swój smartfon i zaczął czegoś w nim szukać. A był to konkretnie zakład, który mógłby zrealizować jego mały plan. To był Nowy Jork więc oczywiście, że zaraz też coś znalazł w pobliżu. Bingo! Wyglądało, że nawet szybko też się mogą z tym uwinąć jeśli wysłać im wzór szybko. Bez problemu! Charlie rozprostował na stoliku kartkę, którą w nich rzucono a potem zagiął ją tak by nie było widać szpetnej emotki a jedynie sam napis. Owemu napisowi też zrobił zdjęcie i wysłał razem z resztą szczegółów zamówienia.

Wyglądało na to, że na jutro nawet może mieć już nową koszulkę. Miętowo zieloną. Z fajnym napisem.

Wyraźnie zadowolony z siebie wrócił do posiłku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ci1n5nT.png

 

 

No dobrze, może faktycznie, >faktycznie< zbyt dużo analizowała. Może faktycznie czasem za bardzo podchodziła do szkolnych znajomości jak do pewnego rodzaju gry, w której lubiła znać siłę i sposób ruchu poszczególnych pionków. To był ten rodzaj kontroli planszy, w której miała wprawę. Rodzice dobrze ją nauczyli podczas tych wszystkich oficjalnych przyjęć i imprez fundacji. Możliwe, że nauczyli ją zbyt dobrze, bo teraz ta chęć posiadania rozeznania w powiązaniach, przyjaźniach i animozjach była odruchowa i wskakiwała całym ciężarem imperatywu nabudowanego na latach oczekiwań na jej barki.

 

No dobrze, może po prostu przestrzeliła rozmówczynię po prostu.

Równie dobrze mogłaby zadać takie pytanie Charliemu. Zrozumiałby je pewnie tak samo jak Evelyn, tylko w przeciwieństwie do niej znalazłby sposób, żeby Phillipie wszystkich przedstawić z imienia, nazwiska i dziecinnego przydomku na dokładkę

 

Tylko dla niej naturalne i oczywiste było, że pytała o kliki, kręgi przyjaźni, te wszystkie wypracowywane miesiącami towarzystwa wzajemnej adoracji. Kto z kim i dlaczego? Ten stolik, gdzie wszystkie dziewczyny ubrane były tak bardzo podobnie.  I tamten, gdzie jeden z chłopaków wypychał pierś do przodu jak wielce zadowolony z siebie indor - czarne włosy, kwadratowy podbródek, muskulatura ciężko wypracowana na siłowni - istny Gaston z Pięknej i Bestii. Steven czy ktoś inny? Stolik przy których siedziały tylko dwie osoby, jak zadżumione, po przeciwnych jego końcach. A tam grupa, która kłóciła się o coś tak zażarcie, że nawet nie zwrócili uwagi na wejście i wyjście Wspaniałej Ósemki. Kto nadawał ton? Kto się dostosowywał? Gdzie pośród nimi wszystkimi była nisza, w której ona sama mogłaby uwić sobie wygodne gniazdo?

 

Więc przedstawić całą szkołę? Nie. Zdecydowanie. Nie.

Nie zdążyła skorygować, bo Evelyn już zadała pytanie i Phillipa nie potrafiła znaleźć gładkiego powrotu do poprzedniego tematu.

 

Jak mogło podobać jej się w szkole?


- Po kilku lekcjach i niecałej przerwie? Nie powiem “bardzo”, bo za mało czasu minęło, ale… - Zmarszczyła nos, wygięła usta w uśmiechu, rozłożyła bezradnie ręce. - Ale bardzo. To ekscytujące - przyznała. - Jak chyba każda taka zmiana. Nowe miejsce. Nowi ludzie. - Posłała prześliczny uśmiech chłopakowi, który wyglądał jakby nie mógł się zdecydować czy jej pierwszej napluć do jedzenia czy może wciąż siedzącemu na stołówce Charliemu. - Nowy start z nowego punktu. Poziom jest porównywalny do tego w mojej poprzedniej szkole, program trochę się rozbiega, ale nie na tyle, by stanowiło to istotny problem. A do tego wszystkiego zdaje się, że termin idealnie wstrzelił się w jedno z najważniejszych wydarzeń semestru. - Machnęła widelczykiem w kierunku jednego z plakatów balu. - Czego mogłabym chcieć więcej? - Uniosła brew w na wpół żartobliwym wyrazie. - Jest tu coś czego mogłabym jeszcze chcieć?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2FQunFl.png

 

Kanagatucko

 

Kanagatucko w spokoju spożywał posiłek przysłuchując się tylko rozmowom przy stoliku. Wciągając coś co chyba było kiedyś marchewką słuchał słów Charliego i skinął mu głową na potwierdzenie.

Powiedziałem, że powinniśmy iść, a nie, że mamy wszyscy iść. Zmuszanie kogokolwiek nie ma sensu. - Potem rozmowa zeszła ponownie w stronę balu i doświadczeń zarówno Roxi jak i Charliego. Pierwsza zdecydowanie nie miała zamiaru iść i nie widziała w tym żadnych plusów. Drugi zaś podzielił się swoją historią z X-Menami i był pełen entuzjazmu do wszystkiego... jak zwykle. Aż do czasu kiedy na stoliku wylądowała kartka nad którą wszyscy się pochylili. Kanagatucko skomentował jedynie słowa swojego współlokatora. - Zdecydowanie wygląda jak kreska. - Przyjął wersję Charliego, ale potem nie udzielał się już w dalszych rozmowach skupiając się na posiłku i przysłuchując. Ostatecznie wszyscy zaczęli się rozchodzić. Kanagatucko wstał razem z resztą patrząc jak się rozdzielili. Jego uwagę przykuło jak Olek został otoczony przez miejscowych brutali. Na szczęście wyglądało jakby wszystko rozeszło się po kościach. Nie mniej Kanagatucko poszedł odłożyć tacę i postanowił przyłączyć się do Olka. Nie wiedział o co chodziło, ale wyglądało na to, że mogli mieć niedługo pewien... incydent. To zaś dla Kanagatucko oznaczało, że trzeba było się tematem zainteresować. Kiedy dołączył później do Olka zapytał się cicho.

O co chodziło z tymi osiłkami?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

NEIL AVATAR.jpg

Neil

 

Nie musiał słyszeć całej rozmowy, żeby wiedzieć co zaszło. Znał takie sytuacje ze swojej szkoły. Kiedy tylko Olek odszedł od grupy chłopaków, Neil odwrócił się do reszty grupy, która jeszcze została w stołówce.

- Rozumiem, że nie jesteśmy tu mile widziani, ale żeby od razu dyskryminacja? - powiedział na tyle głośno, żeby usłyszeli to uczniowie w pobliżu, lekko machnąwszy dłonią w kierunku grupy, która jeszcze przed chwilą próbowała zastraszyć Olka. Na jego twarzy malowało się zniechęcenie i obrzydzenie pomieszane z nonszalancją Mina, która mówiła: "No tak, czego ja się właściwie spodziewałem..?". Jasne, prześladowca miał świadków w postaci swojej paczki, którzy mogliby zaświadczyć, że wcale tego nie mówił, ale Neil był przekonany, że i tak nie są zbyt lubiani w szkole.

Edytowane przez Teapunk

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

- To jest jeden z powodów, dla których nie chciałam się rozdzielać - powiedziała cicho. - Ani iść na bal. 

Podążyła wzrokiem za znikającym Olkiem. 

- Chyba zostaliśmy wystawieni - powiedziała ze sztucznym uśmiechem. - Poszłabym gdzieś indziej i tak, może jednak zapytamy Louiego czy wybiera się z nami. W tym tempie bez użycia mocy lub bójki się nie obejdzie, a naprawdę nie trzeba nam kłopotów pierwszego dnia. A Louie z jego nieprzyzwyczajeniem do Amerykańskiej szkoły to kolejny łatwy cel - nadal mówiła tak, by tylko oni ja usłyszeli. 

Uśmiechnęła się niepewnie do księcia, gdy szedł odstawić tackę. Nadal nie była pewna gdzie z nim stoi i kiedy podłoga się pod nią zarwie. 

- Idziesz z nami? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 Edwin zerknął na podsunięty przez Evey wiersz i czytał go przez chwilę. Następnie uśmiechnął się i uniósł na nią spojrzenie.

- Mówisz, że taka straszna jesteś? - stwierdził z namysłem i delikatnym uśmiechem, przyglądając się jej przez kilka chwil. - Zatem w nieśmiertelnych jakich oczach kształt twój... straszny - dodał unosząc kącik ust ku górze. -        śmiał się począć?

 

- Coś - powtórzyła Evelyn i uśmiechnęła się nieco szerzej. - może się znaleźć całkiem dużo "cosiów", w zależności od upodobania i zainteresowań. Mamy w szkole wiele dodatkowych zajęć i aktywności, zarówno naukowych, jak i sportowych. Do tego jeszcze chór i zajęcia z teatru - wymieniła niemal na jednym wdechu.

- Nie mówiąc o tym, że w szkole poza "coś", może się znaleźć jeszcze "ktoś", kogo można chcieć... - stwierdziła Emily, wodząc spojrzeniem przez salę w kierunku stolika, który opuściła Phillipa. Który niemal całkowicie został opuszczony, a spojrzenie ciemnowłosej dziewczyny skupione było na zadowolonym z siebie Charliem.

- Em? - Julia trąciła delikatnie dłonią koleżankę zapatrzoną w Arcana.

- Można chcieć poznać, oczywiście - dodała pośpiesznie Emily, próbując ukryć rumieńce za szklanką soku.

Evelyn pokręciła tylko głową z uśmiechem, który na chwilę utracił blask. Gdy Phillipa powiodła spojrzeniem za nową znajomą, dostrzegła scenę, a właściwie koniec sceny, pomiędzy Olkiem i trzema indywiduami, którzy musieli pojawiać się w każde szkole.

- Chyba twój znajomy zdążył przykuć uwagę tej nieciekawej strony naszej szkoły - skomentowała Julia, której spojrzenie powędrowało za Kanagatucko i Neilem podążającymi w ślad za Olkiem.

 

Louie miał przed sobą niezwykle ważne zadanie, które to sam sobie wyznaczył - odnieść tackę. Zadanie to wydawało się być o wiele trudniejsze w miejscu takim jak szkolna stołówka, które w niczym nie przypominało jadalni w rodzinnym zamku, ani też jadalni i kuchni w Avengers Tower. Gdyby mógł zauważyć zmywarkę, wiedziałby, że tam powinien skierować swoje kroki. Postanowił jednak iść za tłumem. Dzięki temu odnalazł miejsce, gdzie składowane były tacki pod koniec przerwy na lunch. Misja wypełniona.

Zadowolony odwracał się, by ruszyć w kierunku stolika, przy którym czekali na niego ci z uczniów Avengers Academy, którzy jeszcze się nie rozeszli w swoje strony. Przelotnie zerknął w kierunku drzwi, w których znikał Olek, a za nim Neil i Kanagatucko. Przy drzwiach wciąż stała trójka chłopaków wyglądających jak typowe łobuzy, których ulubionym zajęciem i celem w życiu jest dręczenie innych. Jednak nie ta scena zatrzymała Louie'go w miejscu. Jego spojrzenie szybko przeniosło się bowiem na dziewczynę, która właśnie przed nim stanęła. Uśmiechnęła się do niego ciepło, acz wyglądała na nieco skrępowaną.

- Cześć - zaczęła, przyciskając mocniej do siebie książkę do historii. - Jestem Veronica i zastanawiałam się... myślałam sobie, czy... czy może nie zechciałbyś pójść ze mną na bal? - końcówkę pytania zadała szybko, jakby w obawie, że zabraknie jej odwagi na jego wypowiedzenie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Neil

 

Zajrzał jeszcze przez otwarte drzwi do stołówki - Roxi, idziesz? Na razie trzeba znaleźć Olka, bo jeszcze zrobi coś głupiego - W Akademii jeszcze jakoś to wszystko ogarniał. Tutaj wszyscy się rozeszli i było zwyczajnie... chaotycznie.

- Louie da sobie radę. Zresztą... ma już chyba towarzystwo - uśmiechnął się, wskazując na księcia i dziewczynę, z którą rozmawiał.

Na razie, poza chłopakami zaczepiającymi Olka, nie było szczególnie zapalnych sytuacji. No, i kartką którą ktoś im podrzucił. Z telewizji, gdy jeszcze był w domu, pamiętał przebłyski reportaży o mutantach w USA i ogólnej opinii publicznej na ich temat. Wtedy go to szczególnie nie interesowało, ot telewizor włączony gdzieś w tle i strzępki informacji, które wpadały równie szybko co wypadały. Teraz jednak był w centrum tego wszystkiego. Mimo że Avengersi byli traktowani o niebo lepiej niż X-meni, w ich drużynie byli przecież mutanci. On sam, jako inhuman, mógł niestety spodziewać się podobnego losu. No bo który cywil odróżni jednych od drugich? Im by było wszystko jedno.

Dlatego też uznał, że pierwszy dzień nie należy do najgorszych. Jeden konflikt już miał miejsce, ale wszędzie są jacyś idioci, prawda?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e617773

Serpent

 

Serpent spoglądała na Edwina z namysłem. Przejrzała w głowie listę opowieści, które zawsze sprzedawała nowopoznanym. Tylko jej ziomy zaslugiwały na prawdę, świętą prawdę i tylko prawdę. Ale żaden jej ziom nie chodził do tej szkoły. Dla całej reszty pozostawała ściema. Coś za czym można się ukryć, zbudować sobie bezpieczne schronienie, na przykład zostać zakwalifikowanyn jako pusta lala bez wyższych wartości i mieć święty spokój. Pierwsza zasada. Dostosuj się.

 - Nie zadawaj pytań, na które nikt nie powinien nigdy poznać odpowiedzi - mrugnęła do niego i wystudiowanym gestem poprawiła swoje gęste, różowe włosy - Mundus vult decipi, ergo decipiatur

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

6Wh0tMa.png

 

 

- Chcą żeby ktoś poprawił im twarze. A ja z powiedziałem, że zrobię to z radością - rzucił obojętnie do Indianina na odchodnym. Wiedział, że reszta będzie chciała go powstrzymać, albo gorzej, przerwać mu walkę, co było by największym przypałem jaki mógł mieć. Okazywanie dominacji było by zupełnie zniwelowane przez jakieś dziwaczne próby ratowania go, gdy ratunek byłby mu absolutnie niepotrzebny.

Postarał się zostawić resztę Młodocianych Avengers z tyłu i jakoś uciec poza ich zasięg wzroku, dopiero wtedy napisać smsa do Evey z pytaniem gdzie jest. Gdy dostał odpowiedź ruszył na poszukiwanie biblioteki. Co mogłoby być trudne, ale Olek okazał się być fartowny bo znalazł rzeczone miejsce stosunkowo szybko. Wchodząc do środka i starając się być jak najciszej, wyszukał wzrokiem Evey, która miała jakiegoś kolegę, nie kojarzył go, więc pewnie ktoś z tej szkoły.

- Siemka - przywitał się, chociaż trochę bardziej z tym kolesiem. - Ej cholera, mam ustawkę. Pierwszego dnia, już ktoś chce żebym obił mu ryja - oznajmił dumnie po czym wyszczerzył się zadowolony.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e617773

Serpent

 

 - Ej, ziom, ale przycisz! - zganiła Olka z uśmiechem - raz, że to biblio, więc szacunek, ziom. A dwa, że - rozejrzała się konspiracyjnie - jeszcze Roxi usłyszy, uwali się w przejściu z wrzaskiem "Nie pozwolę ci, mnie bij, nie jego" i obciach kosmiczny - wzdrygnęła się -  Ej, ziomuś, ale tłuczesz się uczciwie czy z kumplem? Z kumplem na solo to tak też obciach trochę. Chyba że tamten też wbije z ziomami, to luz. Ustawka ma inne zasady. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

6Wh0tMa.png

 

- Sorki - odezwał się już półszeptem. - Roxi co prawda widziała jak ze mną gadali, ale szybciutko uciekłem. I pewnie zaraz stąd ucieknę, żeby i tu nie przylazła. Mam też nadzieje, że nie przerwie mi zabawy - odezwał się, dalej półszeptem. - No i ogólnie pytali mnie "co ja niby umiem", myślałem, czy może jednak nie przedstawić im kumpla. Ale wciąż, zobaczymy czy zawoła kolegów. Bo jednak honor polski trzeba bronić - oznajmił siadając na krześle przy stole.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

BjdWtHR.png

 

Po odłożeniu tacki Książę pochylił się i zajrzał przez okienko nie zważając za stojąca za nim kolejkę. 

- Bardzo dziękuję za obiad! Proszę przekazać pozdrowienia dla szefa kuchni!

Wyraźnie zadowolony z siebie odwrócił się i zauważył Olka gadającymi z jakimiś chłopakami, najwyraźniej jego współlokator znalazł sobie kolegów. Wyglądało na to, że dużo szybciej odnalazł się w warunkach amerykańskiej szkole niż Louie. Odsunął się o malutki kroczek, gdy jego przestrzeń osobistą naruszyła dziewczyna, która nagle pojawiła się przed obliczem księcia. Uśmiechnął się gdy tylko opanował zaskoczenie. 

- Cześć! Louie de Ronneais! - powiedział wyciągając do dziewczyny dłoń. Musiał przyznać, że zaproszenie go przez kobietę było dla niego lekkim szokiem, w Europie, to najczęściej mężczyźni wychodzą z tego typu inicjatywami. Powoli jednak zaczynał się przyzwyczajać, że zwyczaje amerykańskie odbiegają od jakichkolwiek norm. Przeprowadził kalkulację w głowie, jak na amerykankę dziewczyna zachowywała się nad wyraz kulturalnie. Ponadto wyglądała tak, że bez wątpienia wypadnie dobrze na wspólnych zdjęciach. W dodatku jedyną alternatywą jaka przychodziła mu do głowy była Panna Roxanne, z którą delikatnie mówiąc nie był w najlepszych relacjach.

- To będzie dla mnie zaszczyt mademoiselle! - Gdy tylko to powiedział do jego głowy wpadła pewna myśl - Tylko... widzisz... w moim przypadku wybór partnerki na bal to kwestia wagi państwowej. Muszę dbać o wizerunek rodu. Mógłbym poprosić o czas do konsultacji i namysłu - Następnie oderwał wzrok od dziewczyny zdając sobie sprawę, że kontynuacja pytania może nie być do końca wygodna - ooooraz... imię, nazwisko, numer telefonu i adres korespondencyjny?

Na koniec wyciągnął telefon by zapisać wszelkie niezbędne informacje

Edytowane przez Gatzky

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Zrobiła minę w stronę Billego, która była trochę niepewna, trochę zrezygnowana. 

- Chodź. Nie ma co tu stać - postarała się wykrzesać szczery uśmiech. - Co ty myślisz o tym całym balu? Zdaje się, że wszyscy poza mną i Neilem idą, ty pozostajesz niewiadomą. Jeżeli oczywiście chcesz odpowiadać - westchnęła. - Jestem fatalna w gadaniu do ludzi.

Wyszła ze stołówki i zwróciła do Neila dużo surowszą twarz. 

- Serio? Naprawdę chcesz go ścigać po szkole? - spojrzała na resztę chłopaków, jakby szukając potwierdzenia. - Nie wiem o co poszło, ale ściganie ludzi, którzy nie chcą gadać nieczęsto ma dobre skutki - nawet Louis to wie, dodała w myślach. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e617773

Serpent

 

 - Ziom, jak wystawisz wafla na wierzch to wrzucą nawijkę, że gdyby nie on to jeden parciol i się zginasz - podsunęła Serpent - I że bez niego jesteś lusiarz pierwszej klasy. No a na kwadracie zatopią ci część floty, admirale. Ogarnij opłacalność. Może tak klasyką pojedź? Armata na pizdę i po randce. Sierota obrzygana. Sorry, Edwin. Nic personalnego - zerknęła przelotnie na swojego nowego kolegę, a potem uśmiechnęła się i znowu skupiła się na Olku - Nie wprasujesz w asfalt jednego typa? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

fw5pjuJ.png

 

Billy skinął i ruszył z Roxi do wyjścia.

- Nie mam nic przeciwko. Właściwie to nawet lubię takie zabawy, więc niewykluczone, że się wybiorę. - odpowiedział na jej pytanie - Może byłoby łatwiej gdybyś tak bardzo się wszystkim nie przejmowała?

Gdy już opuścili stołówkę, spojrzał na Neila i Roxi.

- Ja z pewnością nie zamierzam ganiać za nim po szkole, tym bardziej, że nie ma żadnego powodu by to robić. Nie wiem jak wy, ale chętnie rozejrzę się po szkole. Warto się rozeznać w rozkładzie pomieszczeń.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Zaśmiała się. 

- Staram się nie przejmować. I to wydaje się być moim błędem. Staranie. Dajcie mi trochę czasu. Dwadzieścia lat i może to opanuję - zażartowała... przynajmniej w części. 

Znów przeniosła na niego wzrok, gdy miał to samo zdanie. Miała nadzieję, że Neil da się przekonać. 

- Drugi raz dzisiaj przemawiają przez ciebie słowa mądrości. Neil, Kanagatucko? 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ci1n5nT.png

 

Powędrowała za spojrzeniem Emily i cóż… nie mogła się dziwić.

 

- Ktoś? - Phillipa powędrowała za spojrzeniem Emily. - Charlie? - Upewniła się niepotrzebnie, bo w zasadzie nie mogła się dziewczynie dziwić. Uśmiechnęła się jakoś miękko, delikatnie. - No tak, Charlie jest łatwy do poznania.... - przyznała, ale urwała zanim zdążyła powiedzieć coś więcej, marszcząc brwi na ten mariaż rumieńca Emily i wyrazu twarzy Evelyn, z którego zniknęła na moment cała radość.

 

Ah… więc to tak…

 

Ale zaraz zauważyła na co patrzy jej nowa znajoma.

 

I już nie była pewna czy dobrze odczytała sytuację.

 

Popatrzyła po sylwetkach trzech dryblasów, po Olku, który przechodząc ostentacyjnie potrącił jednego z nich. Po Neilu, po Roxi, po siedzących w ich pobliżu uczniach. Odrzuciła gruby warkocz przez ramię, założyła nogę na nogę, oparła się wygodniej łokciem o stół. Nie próbowała nawet wyglądać na przestraszoną czy zmartwioną zaistniałą sytuacją - widziała prawdziwą twarz Olka, jad skapujący z zębów jego pasożyta, jęzor gruby jak jej przedramię i wiedziała, że gdyby chłopak zechciał mógłby odgryźć tym osiłkom głowy jednym kłapnięciem nieludzkiej paszczy. Widziała też Polaka na siłowni, widziała pracujące pod skórą mięśnie, widziała mocne barki, widziała jego siłę oraz wytrzymałość i doprawdy…

 

- Kim oni są, Julia? - zapytała spokojnie, zdecydowana zaspokoić ciekawość i wyciągnąć z dziewczyn wszystkie informacje o niedorosłych samcach alfa.

 

Bo może wisiało nad nimi widmo zawieszenia w prawach ucznia, a może mieli fory u któregoś z nauczycieli lub z kimś na pieńku, a może jakąś zdiagnozowaną słabość, może ustawionych rodziców lub inne czułe punkty. Zawsze dobrze było wiedzieć z kim ma się do czynienia i na jakie ruchy można sobie pozwolić.


 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Edwin, słysząc odpowiedź Serpent, uśmiechnął się do niej szczerze. Evey potrafiła poznać to spojrzenie u chłopaka i wiedziała, że właśnie mu zaimponowała. I zaintrygowała go jeszcze bardziej niż do tej pory. Przez chwilę tylko wymieniali spojrzenia, a kiedy Edwin otwierał usta, by coś powiedzieć, pojawił się Olek. I krótkie "cześć" było jedynym, co powiedział chłopak, bo zaraz Olek i Evey wymienili ze sobą kilka zdań, które Edwin skomentował cichym westchnięciem.

- Nie chodzi o to, czy wprasuje go w asfalt, czy nie - zaczął. - Chodzi o pokazanie jego albo was, w sensie z Avengers Academy, w złym świetle - wyjaśnił. - Jeśli wygrasz - zwrócił się już bezpośrednio do Olka. - to i tak usłyszysz oskarżenia, że korzystałeś z mocy. Nawet jeśli nie będziesz tego robił. Jeśli przegrasz, to będą z ciebie szydzić, że nic nie potrafisz albo coś w tym stylu. Więc może się okazać, że nawet jeśli wygrasz to przegrasz - skwitował. - Chyba, że wymyślisz jak wygrać, by naprawdę wygrać. W końcu jak powiedziała Evey - Mundus vult decipi, ergo decipiatur - dodał z lekkim uśmiechem.

Wtedy zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec przerwy i konieczność powrotu na drugą część testów.

 

Veronica starała się ukryć drżenie dłoni, gdy ściskała rękę księcia na powitanie. A słysząc jak się do niej zwraca, spąsowiała, jeszcze mocniej przyciskając do siebie książkę. Jednak wszystko zmieniły pytania Louie'go. Dziewczyna wyglądała na mocno zaskoczoną takim obrotem sytuacji. Zbita z pantałyku, z uniesionymi brwiami przyglądała się przez chwilę stojącemu przed nią chłopakowi, całkowicie oniemiała.

- Ja... po co? - zapytała, gdy w końcu doszła do siebie. - Do czego potrzebujesz tych wszystkich danych?

 

- Neandertalczykami odnalezionymi przez archeologów, którzy uznali za dobry pomysł wprowadzenie ich do społeczeństwa - odparła zapytana.

- Ten na czele, u którego twój kolega zbiera ujemne punkty to Marcus Wellback - Evelyn uzupełniła wypowiedź Julii. - Nikt z nim nie zadziera, nawet futboliści. Od maleńkiego wychowuje go ojciec, który prowadzi siłownię i klub bokserski w jednym. Marcus boksuje odkąd tylko zaczął chodzić. Ma na swoim koncie kilka amatorskich tytułów i tylko czeka aż osiągnie pełnoletniość, by zająć się tym zawodowo.

- Pozostała dwójka to po prostu jego przydupasy - stwierdziła Julia. - Nikt im nie wchodzi w drogę ze względu na to, że trzymają się z Marcusem. Obaj należą do szkolnej drużyny zapaśniczej, ale bez większych sukcesów, chociaż trener ich lubi. Zdarzało się, że wyciągał ich na "nieplanowany i niezwykle ważny trening" kiedy była jakaś klasówka tylko po to, żeby chłopaki mieli więcej czasu na przygotowanie się do niej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz