Shartan

Ostatni z nich (Shartan)

67 postów w tym temacie

Ostatni z nich

 

mw-f8aad914fc69d50cc31bd76870cc9.jpg

 

Mike stał sam na pokładzie obserwacyjnym, a z oddali dochodziła głośna muzyka oraz śmiech gości "Seranada". Mike trochę zazdrościł pasażerem statku tak dobrego humoru, bo sam był dziś w nastroju kontemplacyjnym. Czuł jakby właśnie dziś miało się wydarzyć w jego życiu coś niezwykłego, ale nie miała pojęcia co to może być. Przeszło mu przez myśl, że zamiast się zastanawiać nad rzeczami na, które kompletnie nie ma wpływy, to lepiej dołączyłby do zabawy. Zwłaszcza, że jak tutaj szedł do jedna asari uśmiechała się do niego. Przemyślenia Mike`a przerwało jednak uderzenie czegoś w statek, a odgłosy dochodzące z zewnątrz ze śmiechu szczęśliwych ludzi zmieniły się krzyk przerażonych ludzi. Po chwili Mike dostał informacje by zameldować się natychmiast na mostku. Ruszył biegiem przedzierając się przez spanikowany tłum. Jego kolega Eric, który miała go dziś zastępować na stanowisku pilota leżał na podłodze nieprzytomny, a kapitan wydała mu rozkaz by natychmiast zasiadł za sterami "Serenady" . Dwa razy nie trzeba było mu powtarzać wykonał rozkaz natychmiast. Po chwili zobaczył coś czego nie spodziewał się zobaczyć już nigdy w życiu. Chciał uciec, ale wiedział, że "Serenada" nie jest na tyle szybkim statkiem by mogło się jej, to udać. Zarządził zatem ewakuacje do kapsuł ratunkowych i wysłał prośbę o pomoc. Była, to ostatnia rzecz jaką zrobił, bo dokładnie w tej chwili statek został zniszczony.
 

***

 

Gavos otrzymał informacje by stawić się dziś w pełnym ekwipunku w ambasadzie krogan na Cytadeli. Widocznie znaleźli coś dla niego. Od drzwi ambasady dobiegały do uszu Gavoa łagodne dźwięki skrzypiec. Po chwili drzwi otworzyły się i wszedł do środka. Jego oczom ukazał się kroganin ubrany w elegancki garnitur grający na skrzypcach.
- Witaj Gavosie czekałam na ciebie. Na imię mam Nex, ale pewnie to już wiesz. Przeczytałem twoje podanie i myślę, że znalazłem dla ciebie zajęcie do którego się nadajesz i które powinno ci się spodobać.
Krogański ambasador podczas rozmowy z Gavosem nie przestawał grać na czarnych skrzypcach delikatnej melodii.
 

***

 

Tori znajdowała się w stacji medycznej na statku i rozglądała po nowym miejscu pracy. Przeniosła się na "Albę" z jednego ze statków asari, który należał do floty, która wsparła Ziemie. Tori uznała, że jej umiejętności bardziej przydarzą się na "Albie" i dlatego przeniosła się na ten statek badawczy. W oddali słychać było kroki, bowiem cała załoga dopiero się schodziła i dla większości podobnie jak dla Tori był, to pierwszy dzień w nowej pracy. Jeden z załogantów postanowił ją odwiedzić. Był, to jeden z inżynierów na oko wyglądał na około 25 lat. Człowiek był szatynem ostrzyżonym krótko po wojskowemu.
- Dzień dobry pani doktor. I jak mija pani pierwszy dzień pracy na "Albie"?
Inżynier wydawał się być w dobrym humorze.

 

 

***

 

 

Mike w trakcie wojny uratował jeden z oddziałów z Przymierza. Wtedy nie spodziewał się będzie, to miało wpływ na jego obecne życie. Kilka dni temu od jednego z członków tego oddziału otrzymał propozycje pracy na nowoczesnym statku, który oficjalnie ma zajmować się badaniem kosmosu, a nieoficjalnie jego załoga ma znacznie szerzy zakres obowiązków. Mike`owi zaoferowano pracę snajpera, a był on specjalistą w tej dziedzinie. Płaca też nie była najgorsza, a nowe zajęcie jawiło się na horyzoncie jako całkiem ciekawa przygoda. Dlatego dość szybko zgodził się przyjąć ofertę. 

 

Udał się na Cytadelę gdzie stacjonował statek na, którego pokładzie miał się znaleźć. Został jednak zatrzymany przez turiańsko - ludzki patrol SOC.
- Pozwolenie na broń jest? - spytał turianin.
Drugi członek patrolu spoglądał podejrzliwie na broń Mike`a.

 

***

 

Danny leżał na szpitalnym łóżku i za pomocą małego lustereczka przyglądał się własnej twarzy. Minęło już kilkanaście dni od ostatnich operacji, które przeszedł. Jeszcze parę miesięcy temu chwytał się różnych zajęć, ale widać los miał dla niego inne plany. Upomniało się niego Przymierze i zaoferowali mu stanowisko pierwszego oficera na nieznanym statku badawczym. W prawdzie statek oficjalnie nie latał pod banderą Przymierza, ale dla niego nie stanowiło, to większego problemu. Przyjęcie oferty wiązało się jednak z kilkoma operacjami, którym musiał się poddać by przywrócono go do pełen sprawności Dzięki temu teraz jego twarz nie działa tak odstraszająco na innych, wymieniono mu także stary implant biotyczny zastępując go nowym L5n. Jako, że wszystko finansowało Przymierze, to jak na razie wyszedł całkiem dobrze na tym układzie. Do pokoju w którym przebywał nagle wszedł nieznany mu major Przymierza.Jego wygląda wskazywał, że jest mniej więcej w wieku Danny`ego.
- I jak się czujesz żołnierzu?

 

***

 

Anaid jadąc windą pogrążona była we własnych myślach. Wspominała córki starszą Saylię i młodszą Lunę Victorię. To one były głównym powodem dlaczego zaciągnęła się na pokład "Alby". Egzekutorka nie spostrzegła, że z przygląda się jej elegancko ubrany salarianin, który jechał windą razem z nią.
- Przepraszam, ale czy my się już gdzieś nie spotkaliśmy. Pani twarz wydaje mi jakaś taka znajoma.
Anaid nie rozpoznała salarianina. Jego twarz ani głos też nie wydawały się jej znajome, ale nie mogła wykluczyć, że już wcześniej kiedyś go spotkała. Jeśli tak było, to nie wykluczone, że salarianin zaraz ją sobie przypomni w końcu ich rasa ma całkiem dobrą pamięć.

 

***

 

Vira właśnie przed chwilą przeszła proces dekontaminacji. Po chwili podszedł do niej człowiek na oko był mniej więcej w jej wieku.
- Witaj na "Albie". Jestem Jerry pilot statku.  Jak widzisz załoga dopiero się zbiera i nie ma jeszcze wszystkich.
Vira jeszcze parę miesięcy temu nie spodziewała się, że zostanie oficerem na "Albie", ale Hierarchia turian uznała, że właśnie doskonale się tu sprawdzi i zarekomendowała ją na to stanowisko, a dowódca statku przyjął tą rekomendacje i w ten sposób stała się członkiem załogi.
- I jak ci się tu podoba?
 

***

 

Kapitan statku, człowiek o przyprószonych już siwizną włosach przeglądał akta załogi. Towarzyszył mu w kajucie inny wojskowy sporo od niego młodszy.
- Całkiem fajna ta twoja łajba. I załoga też całkiem interesująca. Słyszałem, że zarówno kroganina i jak egzekutorkę polecił krogański ambasador. Jeśli tak, to musi on być całkiem wpływowy. Kto by jeszcze parę lat temu pomyślał, że kroganie będą mieć ambasadę na Cytadeli i takiego oryginała jako ambasadora.

 

Kapitan odłożył akta załogi na biurko. 
- Zaiste załoga, jest interesująca.
 

 
Edytowane przez Shartan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

pasted_image_0.png

Danny Foster

 

Danny Foster od kilku miesięcy przechodził przez szereg finansowanych przez wojsko operacji. Ale za wszelką cenę unikał klinik chirurgicznych. Jedyne na czym mu zależało, to odzyskanie pełnej sprawności nad swoim ciałem, to był jego jedyny priorytet, swoją szpetną twarz uważał za symbol, pamiątkę która stale będzie mu przypominać o przeszłości. Nie było żadnego orderu, z którego Danny byłby bardziej dumny niż ze swoich blizn. 

Tej właśnie twarzy przyglądał się w lustrze z uznaniem, jego twarz budziła w nim samym podziw. Uśmiechnął się kącikiem ust, dotykając dłonią śladów po poparzeniu. W tym samym momencie do środka wkroczył mężczyzna, Danny po ubiorze rozpoznał majora przymierza.

- Jak nowo narodzony. - odpowiedział - Jestem gotowy na powrót do służby, majorze. 

Odłożył lusterko na łóżko, i obrócił się, od kilku godzin był ubrany i w pełni wyposażony, przez cały ten czas czekał na rozkazy. Był podekscytowany, raz że stęsknił się za służbą, to tymczasem wojsko nie tylko doceniło jego zasługi, ale także po raz pierwszy wysyłało go na misję poza swoją ojczystą planetą. 

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

sasviFhm.png

 

Urdnot Gavos

 

Kroganin odczytał na omni-kluczu otrzymaną wiadomość zrozumiał, że czas oczekiwania w końcu się skończył. Wzywany przez ambasadora wiedział już, że nie będzie musiał dłużej siedzieć w jednym miejscu i nudzić się szukając czegoś do zajęcia. A skoro miał się stawić z pełnym ekwipunkiem to znaczyło że wyprawa rusza nagle i w krótkim czasie. Zapowiadały się zatem problemy i Gavos uśmiechnął się na taką ewentualność. Szybko i sprawnie zgarnął swoje rzeczy mocując je na swoje miejsca, nie zapominając o niczym. Graal wylądował na zaczepach z tyłu pasa, młot biotyczny na plecach z prawej, pomniejszy sprzęt do zasobników umieszczonych w różnych strategicznych miejscach na pancerzu. Nie zapomniał o większym zapasie pochłaniaczy ciepła, tak na wszelki wypadek. Amunicji nigdy nie było dość i zawsze się przydawała. Gdy był gotów wyruszył do ambasady.

 

Grający na tak dziwnym i wydawać by się mogło delikatnym instrumencie był widokiem rzadkim. Ale skoro to jego wybrali na ambasadora to widać musiał się do tego nadawać.

- Ha, doceniono moje umiejętności, świetnie. Gdzie zatem i kiedy wyruszam?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Anaid Saylesiss

 

Po tylu setkach lat, które uciekały przez palce niczym piasek z pustyni.. Ona zastanawiała się nad swoją własną rodziną. Swoimi córkami, które były pozostawione teraz gdzieś tam na pastwę losu Galaktyki. Jakiż przykład mogę dawać swoim podopiecznym, które niegdyś szkoliłam? Za jaką Matronę będą mnie mieć? Upadek Thessi i walka z Żniwiarzami? Kto by się tego spodziewał, kiedy zaczynałam mieć znaczenie jako Egzekutorka, siejąca postrach u Ardat-Yakshi czy przestępców, najemników? Tyle lat.. I co Asari pozostawią po sobie? Z zamysłu wyrwał ją głos salarianina. Spojrzała na niego, jakże chłodnym wzrokiem. Bo przecież taka była, siejąca postrach i chłodna Egzekutorka.. A może na starość trochę współczucia wkradło się w jej serce? Nie mogła sobie przypomnieć twarzy obcego. Nie odezwała się nawet słowem. Nie miała nic do powiedzenia, więc po co strzępić swe struny głosowe? Czas. Jedyna miara, która nie ma litości. Nie da się zatrzymać, ni cofnąć. Przelatuje przez palce jak piasek, jak gruzy pozostawione przez wojnę. 

Edytowane przez SzafirowaNoc

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3gpYAtS.png

Tori T'mequa

 

 

Asari była właśnie w miejscu, gdzie miała swój nowy gabinet, rozkładała swoje “graty” zabrane z jednego ze statków, który pomógł walczyć o Ziemię. Dlatego uznała, że przydadzą się jej umiejętności bardziej na “Albie” niż gdziekolwiek indziej. Drzwi były uchylone, a w oddali słychać było kroki. Słychać było iż załoga się zbierała. Każdy miał swoje zadanie na statku. Tori układała na półce potrzebne leki czy małe zasoby medi-żelu. Nagle usłyszała zza pleców męski głos nie przypominający żadnej rasy poza ludzką.

-Dzień dobry panu. Właśnie kończę się wypakowywać by wszystko było jak u siebie - zachichotała Asari.

-Ruch jest całkiem spory jak słyszę? - zapytała ironicznie, bo chyba każdy na “Albie” słyszał szmer butów rozchodzący się po okręcie.

-No, ale nie będę zabierać panu czasu i zajmę się kończeniem moich prac, a potem będę już dostępna - uśmiechnęła się i powróciła wzrokiem do kartonu i ustawiała kolejne rzeczy na półkach czy swoim biurku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

vira oxera.jpg

Vira Oxera

 

Vira nie była nie wiadomo jak podekscytowana zbliżającą się misją. Niewiele rzeczy podlegających jakiemukolwiek rządowi jest interesujących. Mimo to przydzielenie na "Albę" było dość nieoczekiwanym ruchem ze strony turian. Vira spodziewała się, że zostanie na Palevenie lub gdziekolwiek indziej pod czujnym okiem swoich pobratymców. Tymczasem wysyłają ją na misję nie podlegającą Hierarchii, bez żadnego strażnika. Nie żeby myślała o ucieczce. Postanowiła podlegać rządowi jeszcze przez chociaż 5 lat, by niejako wynagrodzić czas spędzony na granicy prawa. A co później, się okaże.

Nie czuła się do końca pewnie na nowym terenie. Będzie znacznie lepiej, gdy dadzą jej wgląd do danych technicznych statku. Albo gdy sama je zdobędzie. Ale przynajmniej okręt dobrze się prezentował. Widać, że dbają o niego. Ciekawe, co ma w środku. Może mają pokładową SI?

- Całkiem dobrze, chociaż bywało lepiej.

Miała cichą nadzieję, że załoga okaże się przynajmniej w miarę. I że pilot nie będzie jej męczył zbędnymi pytaniami.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

x60vie.jpg

Mike Rain

 

Mike był dość mocno zaskoczony otrzymaną ofertą. Na pewno nie spodziewał się tak szybkiego zlecenia po niedawnej wojnie. Chciał chwilę odpocząć od tego wszystkiego, gdyż wiele się w jego życiu wydarzyło, zbyt wiele. Mimo tego słysząc nową ofertę zlecenia uznał za stosowne zarobić nowe pieniądze póki ma jeszcze taką okazję. Dlatego pomimo wątpliwość przyjął ofertę i udał się na cytadelę. Mocno zaskoczyło go pytanie o pozwolenie na broń, co nieco go przeraziło. Musiał wdać się w rozmowę z patrolem, nie miał innego wyjścia. 
Pozwolenie o broń? Hmm.. nie kojarzę abym coś takiego miał co nie nakreśla mnie zbyt w dobrym świetle, zobaczymy jak to się potoczy.
- Pozwolenie na broń? Nie przypominam sobie bym je miał. - Poczuł się niezręcznie, złapał się za głowę i uśmiechnął się w stronę.
Nie był przekonany co do swojej wypowiedzi, ani z jej konsekwencji.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Po twarzy majora było widać, że jego również ciesze radosne nastawienie Danny`ego.
- To świetnie Danny, bo właśnie dzisiaj oficjalnie wracasz do służby. Ja cię znam, a ty mnie nie. Także oficjalnie się przedstawię jestem major Tom Smith.
Danny wraz majorem opuścili szpital na Cytadeli. Wojskowy, który towarzyszył Danny`emu odprowadził go windy.
- Powodzenia na "Albie" Danny.

 

 

***

 

 

Krogański ambasador przerwał na chwilę grę.
- Nie tylko umiejętności. Wyruszasz natychmiast. Masz się zameldować na "Albie" w ciągu najbliższej godziny. Dok 27. Na miejscu dowiesz się gdzie wyruszasz. To wszystko. O ile nie masz jeszcze jakiś pytań.
Ambasador wznowił grę na instrumencie.
 

 

***

 

 

Anaid była w wybitnie nietowarzyskim nastroju i nie odezwała się słowem do nieznajomego. Być może gdyby się odezwała, to wtedy salarianin by ją rozpoznał. Stało się jednak inaczej. Anaid opuściła windę, a ta pojechała dalej. Egzekutorka udała się dalej w kierunku do którego zmierzała. Kilkadziesiąt minut później była już na statku. Podobnie jak reszta przeszła proces dekontaminacji. Część załogi krzątała się już po statku, a jakaś turianka rozmawiała z człowiekiem. W tej chwili nikt nie zwrócił jeszcze uwagi na jej obecność, ale egzekutorka miała świadomość, że ta chwila nie potrwa długo.
 

 

***

 

 

Inżynier również się zaśmiał. Chyba lekko zaraził się chichotem od asari.
- Jeśli pani nie ma nic przeciwko, to chętnie pomogę w wypakowaniu. A ruch u nas rzeczywiście całkiem spory. I nie ma jeszcze wszystkich. Podobno będziemy mieć nawet na statku egzekutorkę.
Tori nie poznała jeszcze wszystkich członków załogi, także nie wiedziała czy oprócz niej na statku znajdą się też inne asari. 
 

 

***

 

 

Vira na razie nie poczuła się jeszcze pewnie na nowym statku. Jednak kiedy dostanie dostęp do danych technicznych statku z pewnością poczuje się znacznie lepiej. Jej myśli pokierowały się w stronę SI. I raptem chwili po kiedy o tym pomyślała ujrzała hologram przypominający kształtem diament, który wysunął się jz jakiegoś prostokątnego pudełka.
- Witam na "Albie". Jestem Dive wirtualna inteligencja statku. - słowa zostały wypowiedziane kobiecym głosem z zabarwieniem emocjonalnym.

 

Pilot uśmiechnął się.
- Dive jest prawie jak prawdziwa SI.

 

***

 

Turianin uśmiechnął się promiennie do Mike`a. Najemnik nawet nie mógł podejrzewać, że funkcjonariusza SOC stać na taki "serdeczny uśmiech"
- Pan pójdzie z nami.
Mike szybko znalazł się na jednym z posterunków SOC na Cytadeli i tam też zaczął się tłumaczyć z nielegalnego posiadania broni jak i celu wizyty na Cytadeli. Problem było jednak fakt, że SOC nie bardzo wierzyła w wersje MIke`a. Jednak po kilkudziesięciu minutach jeden z funkcjonariuszy postanowił sprawdzić jego wersje i wyszedł. Po kilku minutach wrócił do pokoju w którym przesłuchiwano Mike`a.
- Ktoś po ciebie przyjdzie. Naturalnie jeśli powiedziałeś prawdę, a jeśli skłamałeś, to tylko pogorszyłeś własną sytuacje.
Mike naturalnie mówił prawdę, ale nie mniej znalazł się w dość niezręcznej sytuacji.

Edytowane przez Shartan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

pasted_image_0.png

Danny Foster

 

Gdy major nazwał go po imieniu, dobry humor Danny'ego gwałtownie uleciał niczym powietrze z pękniętego balonu. Stał tuż przy wyjściu i z grobową miną na paskudnej twarzy obrócił głowę by spojrzeć na majora Tommy'ego. Przyglądał mu się z rozszerzonymi oczyma. Zdziwił go bezpośredni sposób w jaki odezwał się major, niezależnie od funkcji jaką obaj pełnili, obcy żołnierz nie powinien sugerować mu, że go zna, ani tym bardziej zwracać się do niego po imieniu. A jeśli już, to zdecydowanie nie powinien używać do tego zdrobnienia. Daniel Foster - na papierach. Danny Foster - dla przyjaciół, i tylko poza służbą. 

- Czy nie poinformowano pana, majorze, że zabiłem Danny'ego w dniu w którym zaciągnąłem się do wojska? - zapytał z głosem pełnym niedowierzania - Proszę się do mnie zwracać Foster. Wszystko inne potraktuje jak obelgę. - pociągnął za klamkę, i nie czekając na majora, wyszedł z pomieszczenia.

 

Major prowadził go w kierunku windy, Danny trzymał się z tyłu, wpatrując się w plecy mężczyzny. Kiedy znaleźli się tuż przed windą, major na pożegnanie życzył mu tylko

powodzenia, Foster nie odpowiedział mu ani słowem. Leniwie wtłoczył się do windy, zrzucając plecak na ziemię. Oparł się o ścianę, wyciągnął z kieszeni papierosa, a następnie włożył do ust, gdy drzwi windy zasuwały się, Foster uśmiechnął się złośliwie a następnie puścił majorowi oczko.

- Podróże tutejszymi windami ciągną się w nieskończoność. - pomyślał - Ta przeklęta muzyka niczego nie ułatwia.

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

x60vie.jpg

Mike Rain

 

Mike nie był zachwycony okolicznościami w jakich się znalazł. Zdawał sobie sprawę ze swojej winy. To on nie załatwił sobie zezwolenia na broń dlatego też nie czuł żalu za zaistniała sytuację. Mimo, ze nie było mu to na rękę, to nie pozostało mu nic więcej jak czekać na eskortę chociaż zdawał sobie sprawę, że nie będą to najmilsze okoliczności spotkania jak i ukazania swojej osoby w pozytywnym świetle. Spoglądnął na funkcjonariusza nieco pobłażliwie.

- Oby tylko to nie potrwało zbyt długo.
Po czym oddał się rozmyślenia, gdyż nie pozostało mu nic więcej.
Przynajmniej następnym razem będę ostrożniejszy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

sasviFhm.png

 

Urdnot Gavos

 

Uśmiech szeroki pojawił się na twarzy kroganina. Nie było owijania w bawełnę. Prosta informacja, szczegóły i natychmiastowy wymarsz. To lubił, zdecydowane działania.

- Wyruszam natychmiast. - rzekł i skinąwszy głową na ambasadora opuścił pomieszczenie. Wieża Cytadeli miała sporo udogodnień i miał zamiar z nich skorzystać. Zjazd windą w dół, potem złapanie taksówki i skierowanie się do doków. Przez trwającą chwilę zastanawiał się kogo też spotka na miejscu, ale wkrótce porzucił te błahe myśli. W końcu zaraz sam ich spotka i zagadka się rozwiąże.

Gdy opuścił taksówkę po dotarciu na miejsce ruszył raźnym krokiem ku dokowi 27-mu. Dotarłszy do niego obejrzał sobie z boku "Albę", oceniając jej walory bojowe a potem skierował swe kroki ku wejściu na pokład. W końcu był oczekiwany.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3gpYAtS.png

Tori T'mequa

 

 

Na słowo “egzekutorka” trochę Tori mina zrzedła, nie spodziewała się tutaj na okręcie osoby o takiej “profesji”.

-Nie dziękuję. Poradzę sobie - powiedziała Tori odwracając się do inżyniera i posłała mu ciepły uśmiech niosąc w rękach karton z medykamentami. Poszła w kierunku swojego biurka uprzednio położyła pudło na szafce, dosyć wysoko, ale w zasięgu ręki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

vira oxera.jpg

Vira Oxera

 

Tiaa, jasne. Prawie jak prawdziwa. Oficjalnie nikt Si się nie zajmował, ale niemożliwym było, żeby na na porządnym statku była tylko dobrze rozbudowana WI. Nie da się. Pewnych przypadków nie można przewidzieć, wtedy porządna SI jest niezastąpiona. To, że Żniwiarze niszczyli życie organiczne, nie oznacza, że każdy syntetyk będzie to robił. Przecież gethy i quarianie całkiem niedawno żyli w pokoju, nawet jeśli los nie dał im zbyt wiele czasu.

Vira z zainteresowaniem patrzyła w stronę Dive. Zapomniała o stojącym obok pilocie, który(raczej/oby) nic więcej do powiedzenia nie miał. Lekko uśmiechnięta, z błyskiem w oku zapytała:

- Jaki jest zakres twoich kompetencji?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Gavos wszedł na pokład "Alby" i jak cała reszta musiał przejść dekontaminacje. Kiedy był już w środku statku zauważył jedną asari i jedną tuirankę rozmawiającą z jakimś hologramem. Na statku był chyba jednym kroganinem, ale na razie nikt nie zwrócił na niego większej uwagi. Wyglądało na to, że załoga obecność kroganina na statku uznaje za jak najbardziej normalną.

 

***

 

Danny kiedy dotarł na statek przeszedł proces dekontaminacji i znalazł się w środku. Niektórzy członkowie załogi ukradkiem na niego zerkali. Wyglądało na to, że wywołuje większe zainteresowanie niż kroganin, którego miał przed sobą. 

 

***

 

Osobiście po Mike` przyszedł jakiś wojskowy z którym wyszedł.

- Mogłeś powiedzieć, że nie masz pozwolenia na broń na Cytadeli. Ten problem wtedy został by załatwiony wcześniej, ale teraz to już nie ważne. Problem z głowy. Masz się zgłosić osobiście do kapitana do jego kaiuty. Po drodze wytłumaczę ci gdzie, to jest.

Wojskowy odprowadził Mike` do windy. Po kilkunastu minutach znalazł się na "Albie".  Kiedy przeszedł proces dekontaminacji udał się w stronę kapitańskiej kajuty. Po drodze minął krognina i innych członków załogi. Wszedł do kajuty kapitańskiej.

- Witaj.

Kapitan spojrzał na twarz Mike`a i chyba coś go w niej zastanowiło.

- Mike czemu nosisz opaskę na oku?

 

***

 

Inżyniera zawołał jeden z załogantów i ten pożegnawszy się z Torii opuścił stacje medyczną, a asari została sama ze swymi myślami. Plotka o obecności egzekutorki trochę ją zaniepokoiła. Tori wróciła do rozpakowywania reszty jej rzeczy.

 

***

 

Pilot powiedział Virze, że zostawia ją z Dive i odszedł.

- Całkiem szeroki. Diagnozuje i kontroluje urządzenia elektryczne statku oraz zapobiegam atakom cybernetycznym. To konieczne rozwiązanie bowiem reaguje szybciej niż istoty organiczne.

 

***

 

I tak też się stało. Na obecność Anaid na statku zwróciła uwagę jedna z kobiet z załogi. Ruszyła w jej kierunku.

- Witaj na "Albie". Pewnie mnie nie pamiętasz, ale 4 lata temu na Ziemi uratowałaś mi życie.

 

***

 

Przez interkom rozległo się wezwanie do stawienia się w pokoju odpraw i łączności. Wezwano Gavosa, Danny`ego, Anaid, Tori, Virę i Mike`a. Dano im kwadrans na stawienie się.

 

 

 

Edytowane przez Shartan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

pasted_image_0.png

Danny Foster

 

Kiedy winda dotarła na samą górę, Danny już był w połowie wypalania swojego papierosa. Przewiesił plecak przez prawe ramię, i ruszył w kierunku ,,Alby''.

Został przetransportowany na Cytadelę dopiero po kilku zabiegach w ziemskich klinikach, ale te najbardziej skomplikowane operacje które miały przywrócić go do pełnej sprawności fizycznej wykonano już na Cytadeli, przez zespół najlepszych specjalistów w galaktyce. Wszystko na koszt wojska, które pokładało w Fosterze spore nadzieje. 

Po wojnie Danny wierzył, że jego kariera legła w gruzach, że dostanie tylko order i pochwałę, a potem będzie musiał udać się na przymusową emeryturę.

To los który spotkał wielu jego towarzyszy, i Danny nadal nie potrafił zrozumieć, dlaczego to akurat jemu dano kolejną szansę. Potwornie okaleczonemu, porywczemu żołnierzowi, któremu brakowało dyscypliny. Danny definitywnie nie miał szans zostać następcą słynnej pani komandor Shepard.

 

Kiedy znalazł się na statku, stał lekko przygarbiony, wypalając już trzeciego papierosa. Wychwycił kątem oka, że wzbudza zainteresowanie członków załogi, czuł na sobie ich spojrzenia. Zachęciło go to pełnego wyprostowania się, chciał w ten sposób jeszcze bardziej wyeksponować swoją twarz. 

Foster. - przedstawił się pozostałym - Z satysfakcją i pełną szczerością pragnę stwierdzić, że załoga na pierwszy rzut oka wygląda obiecująco. Wierzę, że nasza współpraca okaże się owocna. - włożył papierosa do ust i zaciągnął się najmocniej jak tylko potrafił, uniósł głowę do góry i wypuścił dym z ust  - Nalegam też, żebyście już zaczęli powoli przyzwyczajać się do tego smrodu. - machnął papierosem tuż przed nosem stojącego obok kroganina, uśmiechając się przy tym paskudnie. 

 

 

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

vira oxera.jpg

Vira Oxera

 

Vira zwykle wolała towarzystwo syntetyków. Według niej miały dość jasno określone cele. Zwykle nie udawały, choć oczywiście rozwinięta SI byłaby do tego zdolna. Ich funkcjonowanie było niezwykłe, a zarazem w miarę zrozumiałe. Jeszcze podczas służby wojskowej turianka, ciekawa biologicznych aspektów samej siebie i swoich potencjalnych przeciwników, przez pewien przesiadywała u doktor pokładowej. Praca organizmu wydawała się jej całkiem ciekawą, ale okazała się kompletnie niezrozumiałą. Poznawszy słabe punkty innych ras, zaniechała wizyt.

 

Skoro WI broni przed atakami cybernetycznymi i robi to skutecznie, to może mieć wręcz idealnie napisane algorytmy lub nawet pewną zdolność do samodoskonalenia. Z pewnością przeanalizowała mnóstwo skomplikowanych przykładów hakowania. Vira już chciała się jej o to podpytać, jednak przerwało jej głośne wejście człowieka. Cholera, muszę szybciej wracać. Jest masakrycznie blisko i dopiero to zauważam!

Szybko zlustrowała towarzysza. W oczy rzuciła jej się twarz pełna blizn. Okoliczności otrzymania tak rozległych ran ciekawiły ją, jednak zachowanie człowieka było przynajmniej odpychające. Albo chciał wywołać taki efekt, co dobrze świadczyło o jego zdolnościach aktorskich, albo po prostu jest szują. Zdolną szują, skoro załapał się na ten statek. Turianka lekko wykrzywiła usta w pogardliwym uśmiechu.

Foster machnął papierosem przed twarzą kroganina. Współczuję. Na jego miejscu przywaliłabym mu. Chociaż ten raczej będzie w miarę. Vira po walkach na swojej ojczystej planecie bardzo doceniła wojowniczość krogan. Choć dziwnie było jej to przyznawać, darzyła ich swoistą sympatią.

Komunikat był świetną okazją do zmycia się z tej niezręcznej sytuacji. Turianka ponownie skierowała wzrok w stronę WI.

- Niegrzecznym jest nagłe przerwanie rozmowy, ale, co zresztą słyszałaś, wzywają mnie. Do zobaczenia, Dive - nie zwracając już więcej na nikogo uwagi, odwróciła się i szybkim krokiem poszła w kierunku pokoju odpraw.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

x60vie.jpg

Mike Rain

 

Mike był znużony tym oczekiwaniem na wykaraskanie się z kłopotów. Nie przepadał za marnowaniem czasu, a fakt, że był odcięty od jakiejkolwiek rozrywki jeszcze bardziej go dobijał. Niezmiernie ucieszył się na widok wojskowego, gdyż od razu zorientował się o co chodzi, kiedy go zobaczył. Udał się wraz z wojskowym do windy.
- Przepraszam za kłopot i niepotrzebne nadużycie twojego cennego czasu.

Mike po znalezieniu się na statku zaczął go podziwiać, jak i przyglądać się członkom załogi. Przypominała mu to jego starą kompanie najemników - czarna kompanię, której zawdzięczał przebywanie w obecnym miejscu. Po wojnie ze żniwiarzami Mike nie potrafił się zaaklimatyzować, ciągle poszukiwał miejsca w którym mógłby chociaż osiąść na dłuższą chwilę. Dlatego ucieszyła go myśl, że to właśnie miejsce może stać jego upragnionym miejscem, przynajmniej przez chwilę.

Mike przestał się przyglądać i udał się do kajuty kapitana, przecież nie mógł zignorować kapitana. W kajucie kapitańskiej również odrzekł na jego powitanie.
- Witaj.
Zaskoczyło go pytanie odnośnie jego przepaski na oko, spodziewał się tego pytania aczkolwiek nadal nie wiedział jak na nie odpowiedzieć, a przede wszystkim wiązało się to z kłopotem jaki mógłby powstać w momencie powiedzenia prawdy. Budowanie swoich relacji z kapitanem na kłamstwie jeszcze bardziej go nie przekonywało, dlatego postanowił to powiedzieć bardziej ogólnikowo, niż go okłamać.
- Spodziewałem się, że o to zapytasz. - Uśmiechnął się pod nosem - Straciłem oko.. - Zawahał się przez chwilę dalszej wypowiedzi - za sprawką jednej osoby. Możesz dostrzec we mnie przykład ludzkiej nienawiści w stosunku do nas samych. - Spoglądał się niepewnie na kapitana, któremu to powiedział i zastanawiał się czy taka odpowiedź go satysfakcjonuje. Nim jednak miał zamiar powiedzieć coś więcej, to wtedy usłyszał interkom.
Idealne wyczucie czasu, teraz mogę zbierać się z tej kajuty nim powiem niepotrzebnie coś więcej.
- Wzywają mnie, więc jeśli mogę opowiem Ci więcej innym razem. - Przed wyjściem z kajuty Mike odwrócił się do kapitana i jeszcze raz na niego spoglądnął. - To rana pochodzi jeszcze zza  mojego dzieciństwa, razem z nią uczyłem się strzelać i walczyłem z nią na różnorodnych misjach dlatego też proszę o nie martwienie się o moje kompetencje.
Zapewne tak nie jest skoro tutaj jestem, ale warto było mu zwrócić na to uwagę.
Udał się do pokoju rozpraw.

Edytowane przez Shartan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

sasviFhm.png

 

Urdnot Gavos

 

Kroganin przeszedł się po pokładzie lustrując załogę. Sporo ludzi, turianka, asari... haa. Z tego ostatniego był nader zadowolony. W końcu kto jak kto, ale asari potrafiły nieraz zrozumieć krogan oraz nieźle się z nimi współpracowało. Zwłaszcza że z wiekiem podobnie jak on nabierały odpowiedniego doświadczenia wojennego, w przeciwieństwie do reszty krótkowiecznych osobników. Człowiek z poharataną twarzą nie wyglądał na tego, kto miał tutaj dowodzić. Używał tych swoich papierosów i zadymiał okolicę, najwyraźniej próbując sprowokować kroganina do gwałtownych reakcji. Na twarzy Gavosa pojawił się grymas uśmiechu, złowrogiego.

- Na twoim miejscu nie palił bym tyle. Dym zdradza tylko twoją pozycję wrogom i łatwiej cię namierzyć a potem odstrzelić. Może dlatego tak teraz wyglądasz. - parsknął z ironią krzyżując ręce na piersiach i spoglądając z góry na człowieka. A słysząc wezwanie na odprawę dodał odwracając się i ruszając do sali na zebranie. - Rusz się i nie marnuj czasu człeczyno. Są ważniejsze sprawy niż twoje nałogi.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby na jego miejscu był inny kroganin, to człowiek już dawno sprawdzał by głową wytrzymałość ścian statku. Ale by wyprowadzić z równowagi Gavosa trzeba było trochę więcej. W końcu był szamanem, jednym ze z nielicznych starszych władających biotyką a to wiązało za sobą sporą odpowiedzialność jak i pokazywało że kroganie nie są tylko maszynkami do zabijania, ale też potrafią przewodzić innym bez uciekania się do przemocy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3gpYAtS.png

Tori T'mequa

 

 

Asari została wezwana na zebranie na okręcie, więc miała jeszcze “umowne” piętnaście minut na wypakowanie i przygotowanie się na spotkanie.

Chyba wszystko jest już gotowe i zrobione, mogę iść - pomyślała Tori. Wyszła z gabinetu i drzwi się za nią zamknęły. Na miejscu już zastała dwóch przedstawicieli ludzkiej rasy, Kroganina i Turiankę. Czyżby z nią miała przyszłą komitywę? Odbyła się tu wymiana poglądów dotyczących palenia fajek przez człowieka z blizną. Przyszła na odprawę jako trzecia od końca, więc chyba jeszcze ktoś się zjawi, no chyba czwórka wystarczy jak na nich. W końcu jest lekarz na pokładzie. Stanęła gdzieś z boku i wolała na razie trzymać się z dala od dymu papierosowego, nie lubiła tego zapachu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kapitan wysłuchał wyjaśnień Mike`a.

- Zatrzymaj się Mike. Rozumiem, że sobie radzisz z karabinem całkiem nieźle, ale masz tylko jedno sprawne oko stanowi jednak pewien problem. Na szczęście ten problem powinno dać się rozwiązać. Kiedy spotkanie w pokoju odpraw dobiegnie końca zgłosisz się do doktor Tori. Dłużej już cię nie zatrzymuje.

 

***

 

Po słowach Gavosa skierowanych do Danny`ego, Vi przywitała pozostałe osoby, które schodziły się na spotkanie i poinformowała komandora Fostera by zgasił papierosa gdyż w przeciwnym razie uruchomią się systemy wykrywania dymu.

 

Na razie tylko czwórka osób znalazła się w pokoju łączności. Byli, to Gavos, Vira, Danny i Tori. Z osób wezwanych brakowało jeszcze tylko Anaid i Mke`a. Na środku pokoju odpraw znajdował się stół na którym wyświetlał się hologram statku. Stół otaczały krzesła. Cztery z nich znajdowały się po lewej i cztery po prawej stronie stołu. Natomiast jedno krzesło było umiejscowione za stołem. Jako, że spotkanie się jeszcze nie rozpoczęło jego uczestnicy mieli teraz okazje by poznać się bliżej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

pasted_image_0.png

Danny Foster

 

Machając papierosem, Danny nie zwrócił uwagi na stojącego obok kroganina. Kiedy zorientował się, że taki gest mógł zostać źle odebrany przez przyszłego członka drużyny, przerzucił papierosa do drugiej dłoni. 

Jeśli chodzi o papierosa.... To wygląda tak, że naszą dwójkę złączyło przeznaczenie. - odpowiedział Urdnotowi  i uśmiechnął się kącikiem ust -  Siła wyższa. On rozumie mnie nawet lepiej niż wszystkie kobiety jakie kiedykolwiek poznałem. Ryzyko czy nie, miłość wymaga wyrzeczeń.  - poklepał kroganina po ramieniu - Jeśli rzeczywiście to jemu zawdzięczam swoją twarz, to nawet nie wiesz, jak kurewsko wdzięczny mu jestem. Poza tym, towarzyszu, możliwe że będziemy musieli walczyć ramię w ramię. Nie kwestionuj moich zdolności bojowych, bo może okazać się, że to od naszego zaufania będzie zależeć sukces tej misji. 

Zgniótł papierosa przy najbliżej stojącej ścianie, a następnie zgodnie z poleceniem, ruszył w kierunku pokoju łączności. Kiedy znalazł się na miejscu, przyglądał się towarzyszom, nie odzywając się ani słowem. Miał swoje pięć minut przed kilkoma chwilami, teraz już tylko czekał w milczeniu, dając szansę na przedstawienie się pozostałym.  

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

sasviFhm.png

 

Urdnot Gavos

 

Słowa człowieka zdawały się dla Gavosa być przechwałkami, które miały zamaskować ślady słabości lub braków. Jaka była rzeczywistość to dopiero miała pokazać przyszłość. Kroganin ruszył do pomieszczenia, gdzie mieli się zgromadzić na odprawę. Wszedłszy do środka rozejrzał się po nim odruchowo. Gdy reszta również się tam znalazła przemówił.

- Skoro mamy razem latać i walczyć warto byście mnie poznali wszyscy. Gavos, szaman z klanu Urdnotów. Warlord przewodzący kroganskiemu oddziałowi podczas walk na Tuchance przeciw żniwiarzom, a potem również w ofensywie z bratnią pomocą ludziom na Ziemi. - tutaj przerwał by podkreślić niejako swoje ostatnie dokonania. - Zapewne mam więcej doświadczenia niż większość z was w walce, nie licząc oczywiście asari. - mrugnął do stojącej najbliżej porozumiewawczo. A potem bezceremonialnie rozsiadł się przy stole, w oczekiwaniu na słowa reszty zgromadzonych.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3gpYAtS.png

Tori T'mequa

 

 

-Może i masz większe doświadczenie Gavosie, ale to ja wszystkich łatam hehe - odpowiedziała na zdanie Kroganina asari dodając -Tori lekarz wojskowy, jak mi padniesz z bólem dupy to ja ci pochłaniacza ciepła z niego nie wyciągnę - dopowiedziała żartobliwie swoje trzy grosze i usiadła obok Kroganina czekając na resztę załogi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

x60vie.jpg

Mike Rain


Mike nie był do końca zachwycony decyzją kapitana, ale rozumiał podjęcie tej decyzji, przecież to jest dość istotna misja i nie można pozwolić by coś nawaliło. Przed wyjściem odpowiedział.
- Tak też zrobię, nie narażę naszej misji. - Odpowiedział niezbyt chętnie i ruszył w stronę sali odpraw.
Czas poznać załogę, ciekawe z kim przyjdzie mi współpracować.
Udał się do pokoju rozpraw.

W pokoju rozpraw Mike rozglądał się za niejaką doktor Tori, na swoje nieszczęście zapomniał zapytać gdzie właściwie ją znajdę, gdyż jego orientacja na statku nie była najlepszą stroną. Postanowił zapytać się osób przy stole w końcu w tym pomieszczeniu mieliśmy się zebrać, więc miał nadzieję, że ją tą spotka prędzej czy później. Podszedłem do stołu i odezwał się do nieznajomych.
- Proszę wybaczyć, że przeszkadzam jednak poszukuje niejakiej doktor Tori nie wiecie, gdzie ją znajdę? Moje oko ma do niej sprawę - Wskazał na przepaskę na lewym oku, po chwili zaś dodał - Swoją drogą zwę się Mike i postaram się was wspierać. Jestem najemnym snajperem i liczę na przyzwoitą współprace.



 

Edytowane przez PoloxDisc

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

vira oxera.jpg

Vira Oxera

 

Miała malutką nadzieję, że załoga może jednak postanowi trochę później udać się do pokoju odpraw. Płonne nadzieje. Porozmawiałaby gdzieś w okolicach pokoju łączności z Dive, ale skoro wszyscy idą razem, to nie wypadało w taki sposób i z takiej przyczyny odcinać się od grupy.

Nigdy wcześniej nie spotkała szamana. Nie z takiej odległości. Zarówno kroganin jak i asari wydawali się jej dość sympatyczni. Może ten człowiek też nie będzie taki zły. Póki co tylko Vira w ogóle się nie odzywała. Weź głęboki wdech...

- Vira Oxera, inżynier - Chyba tyle wystarczy. Oby. Usiadła po przeciwnej stronie stołu. Turianka z jednej strony czuła, że powiedziała dość mało i że zebrani mogliby oczekiwać chociażby jednej bardziej szczegółowej informacji, zaś z drugiej wolała zostawić swój temat na lepszą, komfortową sytuację. Na przykład w obecności jedzenia. Na szczęście, ku jej zadowoleniu, w pokoju pojawił się człowiek poszukujący pani doktor, który przynajmniej na moment odwrócił uwagę od Viry.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz