Shartan

Ostatni z nich (Shartan)

11 postów w tym temacie

Ostatni z nich

 

mw-f8aad914fc69d50cc31bd76870cc9.jpg

 

Mike stał sam na pokładzie obserwacyjnym, a z oddali dochodziła głośna muzyka oraz śmiech gości "Seranada". Mike trochę zazdrościł pasażerem statku tak dobrego humoru, bo sam był dziś w nastroju kontemplacyjnym. Czuł jakby właśnie dziś miało się wydarzyć w jego życiu coś niezwykłego, ale nie miała pojęcia co to może być. Przeszło mu przez myśl, że zamiast się zastanawiać nad rzeczami na, które kompletnie nie ma wpływy, to lepiej dołączyłby do zabawy. Zwłaszcza, że jak tutaj szedł do jedna asari uśmiechała się do niego. Przemyślenia Mike`a przerwało jednak uderzenie czegoś w statek, a odgłosy dochodzące z zewnątrz ze śmiechu szczęśliwych ludzi zmieniły się krzyk przerażonych ludzi. Po chwili Mike dostał informacje by zameldować się natychmiast na mostku. Ruszył biegiem przedzierając się przez spanikowany tłum. Jego kolega Eric, który miała go dziś zastępować na stanowisku pilota leżał na podłodze nieprzytomny, a kapitan wydała mu rozkaz by natychmiast zasiadł za sterami "Serenady" . Dwa razy nie trzeba było mu powtarzać wykonał rozkaz natychmiast. Po chwili zobaczył coś czego nie spodziewał się zobaczyć już nigdy w życiu. Chciał uciec, ale wiedział, że "Serenada" nie jest na tyle szybkim statkiem by mogło się jej, to udać. Zarządził zatem ewakuacje do kapsuł ratunkowych i wysłał prośbę o pomoc. Była, to ostatnia rzecz jaką zrobił, bo dokładnie w tej chwili statek został zniszczony.
 

***

 

Gavos otrzymał informacje by stawić się dziś w pełnym ekwipunku w ambasadzie krogan na Cytadeli. Widocznie znaleźli coś dla niego. Od drzwi ambasady dobiegały do uszu Gavoa łagodne dźwięki skrzypiec. Po chwili drzwi otworzyły się i wszedł do środka. Jego oczom ukazał się kroganin ubrany w elegancki garnitur grający na skrzypcach.
- Witaj Gavosie czekałam na ciebie. Na imię mam Nex, ale pewnie to już wiesz. Przeczytałem twoje podanie i myślę, że znalazłem dla ciebie zajęcie do którego się nadajesz i które powinno ci się spodobać.
Krogański ambasador podczas rozmowy z Gavosem nie przestawał grać na czarnych skrzypcach delikatnej melodii.
 

***

 

Tori znajdowała się w stacji medycznej na statku i rozglądała po nowym miejscu pracy. Przeniosła się na "Albę" z jednego ze statków asari, który należał do floty, która wsparła Ziemie. Tori uznała, że jej umiejętności bardziej przydarzą się na "Albie" i dlatego przeniosła się na ten statek badawczy. W oddali słychać było kroki, bowiem cała załoga dopiero się schodziła i dla większości podobnie jak dla Tori był, to pierwszy dzień w nowej pracy. Jeden z załogantów postanowił ją odwiedzić. Był, to jeden z inżynierów na oko wyglądał na około 25 lat. Człowiek był szatynem ostrzyżonym krótko po wojskowemu.
- Dzień dobry pani doktor. I jak mija pani pierwszy dzień pracy na "Albie"?
Inżynier wydawał się być w dobrym humorze.

 

 

***

 

 

Mike w trakcie wojny uratował jeden z oddziałów z Przymierza. Wtedy nie spodziewał się będzie, to miało wpływ na jego obecne życie. Kilka dni temu od jednego z członków tego oddziału otrzymał propozycje pracy na nowoczesnym statku, który oficjalnie ma zajmować się badaniem kosmosu, a nieoficjalnie jego załoga ma znacznie szerzy zakres obowiązków. Mike`owi zaoferowano pracę snajpera, a był on specjalistą w tej dziedzinie. Płaca też nie była najgorsza, a nowe zajęcie jawiło się na horyzoncie jako całkiem ciekawa przygoda. Dlatego dość szybko zgodził się przyjąć ofertę. 

 

Udał się na Cytadelę gdzie stacjonował statek na, którego pokładzie miał się znaleźć. Został jednak zatrzymany przez turiańsko - ludzki patrol SOC.
- Pozwolenie na broń jest? - spytał turianin.
Drugi członek patrolu spoglądał podejrzliwie na broń Mike`a.

 

***

 

Danny leżał na szpitalnym łóżku i za pomocą małego lustereczka przyglądał się własnej twarzy. Minęło już kilkanaście dni od ostatnich operacji, które przeszedł. Jeszcze parę miesięcy temu chwytał się różnych zajęć, ale widać los miał dla niego inne plany. Upomniało się niego Przymierze i zaoferowali mu stanowisko pierwszego oficera na nieznanym statku badawczym. W prawdzie statek oficjalnie nie latał pod banderą Przymierza, ale dla niego nie stanowiło, to większego problemu. Przyjęcie oferty wiązało się jednak z kilkoma operacjami, którym musiał się poddać by przywrócono go do pełen sprawności Dzięki temu teraz jego twarz nie działa tak odstraszająco na innych, wymieniono mu także stary implant biotyczny zastępując go nowym L5n. Jako, że wszystko finansowało Przymierze, to jak na razie wyszedł całkiem dobrze na tym układzie. Do pokoju w którym przebywał nagle wszedł nieznany mu major Przymierza.Jego wygląda wskazywał, że jest mniej więcej w wieku Danny`ego.
- I jak się czujesz żołnierzu?

 

***

 

Anaid jadąc windą pogrążona była we własnych myślach. Wspominała córki starszą Saylię i młodszą Lunę Victorię. To one były głównym powodem dlaczego zaciągnęła się na pokład "Alby". Egzekutorka nie spostrzegła, że z przygląda się jej elegancko ubrany salarianin, który jechał windą razem z nią.
- Przepraszam, ale czy my się już gdzieś nie spotkaliśmy. Pani twarz wydaje mi jakaś taka znajoma.
Anaid nie rozpoznała salarianina. Jego twarz ani głos też nie wydawały się jej znajome, ale nie mogła wykluczyć, że już wcześniej kiedyś go spotkała. Jeśli tak było, to nie wykluczone, że salarianin zaraz ją sobie przypomni w końcu ich rasa ma całkiem dobrą pamięć.

 

***

 

Vira właśnie przed chwilą przeszła proces dekontaminacji. Po chwili podszedł do niej człowiek na oko był mniej więcej w jej wieku.
- Witaj na "Albie". Jestem Jerry pilot statku.  Jak widzisz załoga dopiero się zbiera i nie ma jeszcze wszystkich.
Vira jeszcze parę miesięcy temu nie spodziewała się, że zostanie oficerem na "Albie", ale Hierarchia turian uznała, że właśnie doskonale się tu sprawdzi i zarekomendowała ją na to stanowisko, a dowódca statku przyjął tą rekomendacje i w ten sposób stała się członkiem załogi.
- I jak ci się tu podoba?
 

***

 

Kapitan statku, człowiek o przyprószonych już siwizną włosach przeglądał akta załogi. Towarzyszył mu w kajucie inny wojskowy sporo od niego młodszy.
- Całkiem fajna ta twoja łajba. I załoga też całkiem interesująca. Słyszałem, że zarówno kroganina i jak egzekutorkę polecił krogański ambasador. Jeśli tak, to musi on być całkiem wpływowy. Kto by jeszcze parę lat temu pomyślał, że kroganie będą mieć ambasadę na Cytadeli i takiego oryginała jako ambasadora.

 

Kapitan odłożył akta załogi na biurko. 
- Zaiste załoga, jest interesująca.
 

 
Edytowane przez Shartan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

pasted_image_0.png

Danny Foster

 

Danny Foster od kilku miesięcy przechodził przez szereg finansowanych przez wojsko operacji. Ale za wszelką cenę unikał klinik chirurgicznych. Jedyne na czym mu zależało, to odzyskanie pełnej sprawności nad swoim ciałem, to był jego jedyny priorytet, swoją szpetną twarz uważał za symbol, pamiątkę która stale będzie mu przypominać o przeszłości. Nie było żadnego orderu, z którego Danny byłby bardziej dumny niż ze swoich blizn. 

Tej właśnie twarzy przyglądał się w lustrze z uznaniem, jego twarz budziła w nim samym podziw. Uśmiechnął się kącikiem ust, dotykając dłonią śladów po poparzeniu. W tym samym momencie do środka wkroczył mężczyzna, Danny po ubiorze rozpoznał majora przymierza.

- Jak nowo narodzony. - odpowiedział - Jestem gotowy na powrót do służby, majorze. 

Odłożył lusterko na łóżko, i obrócił się, od kilku godzin był ubrany i w pełni wyposażony, przez cały ten czas czekał na rozkazy. Był podekscytowany, raz że stęsknił się za służbą, to tymczasem wojsko nie tylko doceniło jego zasługi, ale także po raz pierwszy wysyłało go na misję poza swoją ojczystą planetą. 

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

sasviFhm.png

 

Urdnot Gavos

 

Kroganin odczytał na omni-kluczu otrzymaną wiadomość zrozumiał, że czas oczekiwania w końcu się skończył. Wzywany przez ambasadora wiedział już, że nie będzie musiał dłużej siedzieć w jednym miejscu i nudzić się szukając czegoś do zajęcia. A skoro miał się stawić z pełnym ekwipunkiem to znaczyło że wyprawa rusza nagle i w krótkim czasie. Zapowiadały się zatem problemy i Gavos uśmiechnął się na taką ewentualność. Szybko i sprawnie zgarnął swoje rzeczy mocując je na swoje miejsca, nie zapominając o niczym. Graal wylądował na zaczepach z tyłu pasa, młot biotyczny na plecach z prawej, pomniejszy sprzęt do zasobników umieszczonych w różnych strategicznych miejscach na pancerzu. Nie zapomniał o większym zapasie pochłaniaczy ciepła, tak na wszelki wypadek. Amunicji nigdy nie było dość i zawsze się przydawała. Gdy był gotów wyruszył do ambasady.

 

Grający na tak dziwnym i wydawać by się mogło delikatnym instrumencie był widokiem rzadkim. Ale skoro to jego wybrali na ambasadora to widać musiał się do tego nadawać.

- Ha, doceniono moje umiejętności, świetnie. Gdzie zatem i kiedy wyruszam?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Anaid Saylesiss

 

Po tylu setkach lat, które uciekały przez palce niczym piasek z pustyni.. Ona zastanawiała się nad swoją własną rodziną. Swoimi córkami, które były pozostawione teraz gdzieś tam na pastwę losu Galaktyki. Jakiż przykład mogę dawać swoim podopiecznym, które niegdyś szkoliłam? Za jaką Matronę będą mnie mieć? Upadek Thessi i walka z Żniwiarzami? Kto by się tego spodziewał, kiedy zaczynałam mieć znaczenie jako Egzekutorka, siejąca postrach u Ardat-Yakshi czy przestępców, najemników? Tyle lat.. I co Asari pozostawią po sobie? Z zamysłu wyrwał ją głos salarianina. Spojrzała na niego, jakże chłodnym wzrokiem. Bo przecież taka była, siejąca postrach i chłodna Egzekutorka.. A może na starość trochę współczucia wkradło się w jej serce? Nie mogła sobie przypomnieć twarzy obcego. Nie odezwała się nawet słowem. Nie miała nic do powiedzenia, więc po co strzępić swe struny głosowe? Czas. Jedyna miara, która nie ma litości. Nie da się zatrzymać, ni cofnąć. Przelatuje przez palce jak piasek, jak gruzy pozostawione przez wojnę. 

Edytowane przez SzafirowaNoc

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3gpYAtS.png

Tori T'mequa

 

 

Asari była właśnie w miejscu, gdzie miała swój nowy gabinet, rozkładała swoje “graty” zabrane z jednego ze statków, który pomógł walczyć o Ziemię. Dlatego uznała, że przydadzą się jej umiejętności bardziej na “Albie” niż gdziekolwiek indziej. Drzwi były uchylone, a w oddali słychać było kroki. Słychać było iż załoga się zbierała. Każdy miał swoje zadanie na statku. Tori układała na półce potrzebne leki czy małe zasoby medi-żelu. Nagle usłyszała zza pleców męski głos nie przypominający żadnej rasy poza ludzką.

-Dzień dobry panu. Właśnie kończę się wypakowywać by wszystko było jak u siebie - zachichotała Asari.

-Ruch jest całkiem spory jak słyszę? - zapytała ironicznie, bo chyba każdy na “Albie” słyszał szmer butów rozchodzący się po okręcie.

-No, ale nie będę zabierać panu czasu i zajmę się kończeniem moich prac, a potem będę już dostępna - uśmiechnęła się i powróciła wzrokiem do kartonu i ustawiała kolejne rzeczy na półkach czy swoim biurku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

vira oxera.jpg

Vira Oxera

 

Vira nie była nie wiadomo jak podekscytowana zbliżającą się misją. Niewiele rzeczy podlegających jakiemukolwiek rządowi jest interesujących. Mimo to przydzielenie na "Albę" było dość nieoczekiwanym ruchem ze strony turian. Vira spodziewała się, że zostanie na Palevenie lub gdziekolwiek indziej pod czujnym okiem swoich pobratymców. Tymczasem wysyłają ją na misję nie podlegającą Hierarchii, bez żadnego strażnika. Nie żeby myślała o ucieczce. Postanowiła podlegać rządowi jeszcze przez chociaż 5 lat, by niejako wynagrodzić czas spędzony na granicy prawa. A co później, się okaże.

Nie czuła się do końca pewnie na nowym terenie. Będzie znacznie lepiej, gdy dadzą jej wgląd do danych technicznych statku. Albo gdy sama je zdobędzie. Ale przynajmniej okręt dobrze się prezentował. Widać, że dbają o niego. Ciekawe, co ma w środku. Może mają pokładową SI?

- Całkiem dobrze, chociaż bywało lepiej.

Miała cichą nadzieję, że załoga okaże się przynajmniej w miarę. I że pilot nie będzie jej męczył zbędnymi pytaniami.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

x60vie.jpg

Mike Rain

 

Mike był dość mocno zaskoczony otrzymaną ofertą. Na pewno nie spodziewał się tak szybkiego zlecenia po niedawnej wojnie. Chciał chwilę odpocząć od tego wszystkiego, gdyż wiele się w jego życiu wydarzyło, zbyt wiele. Mimo tego słysząc nową ofertę zlecenia uznał za stosowne zarobić nowe pieniądze póki ma jeszcze taką okazję. Dlatego pomimo wątpliwość przyjął ofertę i udał się na cytadelę. Mocno zaskoczyło go pytanie o pozwolenie na broń, co nieco go przeraziło. Musiał wdać się w rozmowę z patrolem, nie miał innego wyjścia. 
Pozwolenie o broń? Hmm.. nie kojarzę abym coś takiego miał co nie nakreśla mnie zbyt w dobrym świetle, zobaczymy jak to się potoczy.
- Pozwolenie na broń? Nie przypominam sobie bym je miał. - Poczuł się niezręcznie, złapał się za głowę i uśmiechnął się w stronę.
Nie był przekonany co do swojej wypowiedzi, ani z jej konsekwencji.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Po twarzy majora było widać, że jego również ciesze radosne nastawienie Danny`ego.
- To świetnie Danny, bo właśnie dzisiaj oficjalnie wracasz do służby. Ja cię znam, a ty mnie nie. Także oficjalnie się przedstawię jestem major Tom Smith.
Danny wraz majorem opuścili szpital na Cytadeli. Wojskowy, który towarzyszył Danny`emu odprowadził go windy.
- Powodzenia na "Albie" Danny.

 

 

***

 

 

Krogański ambasador przerwał na chwilę grę.
- Nie tylko umiejętności. Wyruszasz natychmiast. Masz się zameldować na "Albie" w ciągu najbliższej godziny. Dok 27. Na miejscu dowiesz się gdzie wyruszasz. To wszystko. O ile nie masz jeszcze jakiś pytań.
Ambasador wznowił grę na instrumencie.
 

 

***

 

 

Anaid była w wybitnie nietowarzyskim nastroju i nie odezwała się słowem do nieznajomego. Być może gdyby się odezwała, to wtedy salarianin by ją rozpoznał. Stało się jednak inaczej. Anaid opuściła windę, a ta pojechała dalej. Egzekutorka udała się dalej w kierunku do którego zmierzała. Kilkadziesiąt minut później była już na statku. Podobnie jak reszta przeszła proces dekontaminacji. Część załogi krzątała się już po statku, a jakaś turianka rozmawiała z człowiekiem. W tej chwili nikt nie zwrócił jeszcze uwagi na jej obecność, ale egzekutorka miała świadomość, że ta chwila nie potrwa długo.
 

 

***

 

 

Inżynier również się zaśmiał. Chyba lekko zaraził się chichotem od asari.
- Jeśli pani nie ma nic przeciwko, to chętnie pomogę w wypakowaniu. A ruch u nas rzeczywiście całkiem spory. I nie ma jeszcze wszystkich. Podobno będziemy mieć nawet na statku egzekutorkę.
Tori nie poznała jeszcze wszystkich członków załogi, także nie wiedziała czy oprócz niej na statku znajdą się też inne asari. 
 

 

***

 

 

Vira na razie nie poczuła się jeszcze pewnie na nowym statku. Jednak kiedy dostanie dostęp do danych technicznych statku z pewnością poczuje się znacznie lepiej. Jej myśli pokierowały się w stronę SI. I raptem chwili po kiedy o tym pomyślała ujrzała hologram przypominający kształtem diament, który wysunął się jz jakiegoś prostokątnego pudełka.
- Witam na "Albie". Jestem Dive wirtualna inteligencja statku. - słowa zostały wypowiedziane kobiecym głosem z zabarwieniem emocjonalnym.

 

Pilot uśmiechnął się.
- Dive jest prawie jak prawdziwa SI.

 

***

 

Turianin uśmiechnął się promiennie do Mike`a. Najemnik nawet nie mógł podejrzewać, że funkcjonariusza SOC stać na taki "serdeczny uśmiech"
- Pan pójdzie z nami.
Mike szybko znalazł się na jednym z posterunków SOC na Cytadeli i tam też zaczął się tłumaczyć z nielegalnego posiadania broni jak i celu wizyty na Cytadeli. Problem było jednak fakt, że SOC nie bardzo wierzyła w wersje MIke`a. Jednak po kilkudziesięciu minutach jeden z funkcjonariuszy postanowił sprawdzić jego wersje i wyszedł. Po kilku minutach wrócił do pokoju w którym przesłuchiwano Mike`a.
- Ktoś po ciebie przyjdzie. Naturalnie jeśli powiedziałeś prawdę, a jeśli skłamałeś, to tylko pogorszyłeś własną sytuacje.
Mike naturalnie mówił prawdę, ale nie mniej znalazł się w dość niezręcznej sytuacji.

Edytowane przez Shartan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

pasted_image_0.png

Danny Foster

 

Gdy major nazwał go po imieniu, dobry humor Danny'ego gwałtownie uleciał niczym powietrze z pękniętego balonu. Stał tuż przy wyjściu i z grobową miną na paskudnej twarzy obrócił głowę by spojrzeć na majora Tommy'ego. Przyglądał mu się z rozszerzonymi oczyma. Zdziwił go bezpośredni sposób w jaki odezwał się major, niezależnie od funkcji jaką obaj pełnili, obcy żołnierz nie powinien sugerować mu, że go zna, ani tym bardziej zwracać się do niego po imieniu. A jeśli już, to zdecydowanie nie powinien używać do tego zdrobnienia. Daniel Foster - na papierach. Danny Foster - dla przyjaciół, i tylko poza służbą. 

- Czy nie poinformowano pana, majorze, że zabiłem Danny'ego w dniu w którym zaciągnąłem się do wojska? - zapytał z głosem pełnym niedowierzania - Proszę się do mnie zwracać Foster. Wszystko inne potraktuje jak obelgę. - pociągnął za klamkę, i nie czekając na majora, wyszedł z pomieszczenia.

 

Major prowadził go w kierunku windy, Danny trzymał się z tyłu, wpatrując się w plecy mężczyzny. Kiedy znaleźli się tuż przed windą, major na pożegnanie życzył mu tylko

powodzenia, Foster nie odpowiedział mu ani słowem. Leniwie wtłoczył się do windy, zrzucając plecak na ziemię. Oparł się o ścianę, wyciągnął z kieszeni papierosa, a następnie włożył do ust, gdy drzwi windy zasuwały się, Foster uśmiechnął się złośliwie a następnie puścił majorowi oczko.

- Podróże tutejszymi windami ciągną się w nieskończoność. - pomyślał - Ta przeklęta muzyka niczego nie ułatwia.

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

x60vie.jpg

Mike Rain

 

Mike nie był zachwycony okolicznościami w jakich się znalazł. Zdawał sobie sprawę ze swojej winy. To on nie załatwił sobie zezwolenia na broń dlatego też nie czuł żalu za zaistniała sytuację. Mimo, ze nie było mu to na rękę, to nie pozostało mu nic więcej jak czekać na eskortę chociaż zdawał sobie sprawę, że nie będą to najmilsze okoliczności spotkania jak i ukazania swojej osoby w pozytywnym świetle. Spoglądnął na funkcjonariusza nieco pobłażliwie.

- Oby tylko to nie potrwało zbyt długo.
Po czym oddał się rozmyślenia, gdyż nie pozostało mu nic więcej.
Przynajmniej następnym razem będę ostrożniejszy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

sasviFhm.png

 

Urdnot Gavos

 

Uśmiech szeroki pojawił się na twarzy kroganina. Nie było owijania w bawełnę. Prosta informacja, szczegóły i natychmiastowy wymarsz. To lubił, zdecydowane działania.

- Wyruszam natychmiast. - rzekł i skinąwszy głową na ambasadora opuścił pomieszczenie. Wieża Cytadeli miała sporo udogodnień i miał zamiar z nich skorzystać. Zjazd windą w dół, potem złapanie taksówki i skierowanie się do doków. Przez trwającą chwilę zastanawiał się kogo też spotka na miejscu, ale wkrótce porzucił te błahe myśli. W końcu zaraz sam ich spotka i zagadka się rozwiąże.

Gdy opuścił taksówkę po dotarciu na miejsce ruszył raźnym krokiem ku dokowi 27-mu. Dotarłszy do niego obejrzał sobie z boku "Albę", oceniając jej walory bojowe a potem skierował swe kroki ku wejściu na pokład. W końcu był oczekiwany.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz