Aquaman

After training (Aruna & Aquaman)

155 postów w tym temacie

eL9iYFtZRIY4OOqnk8m-lQEV1D8iH-i9w-PozCVn

Serpent

 

 - Sorry, ziomy. Darcie łacha z mieczatych typów mam w łuskach - zaśmiała się - nic osobistego - mrugnęła do Louiego - Durendal! - rzuciła odkrywczo - Masz Durendala? - zainteresowała się żywo - No tego z pieśni o tym typie, co go anioły zaiwaniły po śmierci. No co? Nie wbijałam do budy przez trzy lata, nie przez całe życie. I wbijałam do bibliotek. Ciepło i czyste kible, miejscówka 8/10, ale żeby nie grzali pawiana, że "Obosz patola u bram! Dajeta smołę, damy odpór tłuszczy!" to trza było czytać - zaśmiała się - Ej, to jak ty ogarniasz ciasto, a wiara kroi składniki - podała na stół noże, deski i wiktuały - to ja wam ogarnę deser! 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Neil

 

Zaczął bez słowa robić kolejną kawę, tym razem dla Kangatucko. Jakby wszyscy nie mogli poprosić od razu.

- Miecze, topory i inne są dobre jak sobie chcesz coś zrekompensować. Gdzie finezja? Gdzie kunszt? Naprawdę nie trzeba kilograma żelastwa, żeby kogoś uszkodzić - powiedział z miną znawcy - Chociaż fakt faktem, niektóre wyglądają ładnie na ścianie nad kominkiem - przytaknął zamyślony.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Uśmiechnęła się do Neila z dozą zażenowania. Więc podchwycił temat. 

- Dzięki. Oczywiście, znakomicie liczę i mam zabójczą pamięć wzrokową - powiedziała ze złośliwym uśmiechem. - Przy okazji, raz na jakiś czas zmieniam się we mgłę. 

Odwróciła się i pomachała Anayi na przywitanie. Przebrała się, czyli zapewne wybrała stronę w pokoju i Roxi będzie mogła się rozpakować. Po wewnętrznym uśmiechnięciu się słysząc o "polującym indyku przeszła do bieżących spraw. Po chwili odwróciła się do Louiego i zmierzyła go wzrokiem spod półprzymkniętych powiek. To było wyzwanie. 

- Znam z legend czy znam ze współczesnych wydarzeń? - uściśliła. 

Znów jej głowa odwróciła się w kierunku drzwi. Ciężko nadążyć za tymi ludźmi. 

- Cześć, Billy! Mówiłyśmy w salonie o integracji przy jedzeniu? Nie słyszałeś nas? Już myślałam, że nie chcesz nas poznać - uśmiechnęła się przyjaźnie. Miała nadzieję, że ponownie nie spowoduje to zażenowanego milczenia, a raczej wysiłek by spróbować wyjść do ludzi. 

Zerwała się na równe nogi na słowa Indyka. I ruszyła do szafek. 

- Tak jest, szefie kuchni! - zawołała jak na mustrze i wyciągnąwszy ze stojaka wielki nóż zaczęła szybko kroić warzywa na precyzyjne kawałki. Z nożem radziła sobie całkiem nieźle. Skinęła głową Olkowi, po czym zwróciła głowę do Neila... który chyba nie zwracał uwagi na wiele rzeczy. - Zrobisz jeszcze jedną kawę dla szefa kuchni? - zapytała, robiąc chwilę przerwy w krojeniu by napić się swojej. - Szczęśliwy kucharz to szczęśliwi jedzący. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zdjęcie — kopia.png

Louie "Chrono" de Ronneais

 

Chłopiec nie uwierzył w co się właśnie stało, wgapiał się z wielkimi oczami na Eve. Kiedy Roxi zadała pytanie mające pomóc jej znaleźć odpowiedź wskazał palcem na czarnoskórą i powiedział:

- Uprzedziła Cię. To Durendal - odpowiedział z niedowierzaniem w głosie, następnie ogarnął swoje emocje i dodał z dumą - A "ten koleś" to Hrabia Roland, mój przodek w prostej linii, po mieczu.

Zdawało mu się, że "łuskowata" zapomniała o Louim i zaczęła zajmować się czymś innym, on jednak patrzył się na nią i nie mógł wyjść z podziwu. Nie spodziewał się po niej takiej wiedzy. Musiał przyznać przed samym sobą, że jej ocena wobec Eve obróciła się praktycznie o 180 stopni od pierwszego wrażenia jakie na nim zrobiła.

Edytowane przez Gatzky

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Otworzyła szeroko oczy. 

- Wow. Roland zginął w VII w... Nie widziałam żadnych informacji o jego rodzinie...

A Durandal był mieczem z legendy, niezgadzającej się z prawdą historyczną - ale tego już nie powiedziała na głos. On żartuje, myli się, czy to jakiś wielki sekret, który ukryli przed dziesiątkami badaczy? Zamiast tego wskazała na Serpent. 

- Wykrywasz 30 punktów, które możesz zamienić na zdecydowanie co położymy na pierwszej pizzy. Jeszcze trochę takiej wiedzy i test z angielskiego zaliczysz z zamkniętymi oczami! 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Neil

- Kolejna kawa. Jasne. A mgła jest okej. W końcu jestem ze Szkocji - Neil wyszczerzył się na wspomnienie o edynburskiej mgle, która czasami zasłaniała cały zamek - No i infiltracje i inne takie. Moja moc jest też częściowo... wywiadowcza? W sensie że do zbierania informacji - wytłumaczył się Neil - My też się tam przydamy, chyba - uśmiechnął się lekko, jakby niepewny tego czy faktycznie ten aspekt jego mocy będzie przydatny zważywszy na to, że w grupie jest osoba uszkadzająca głosem, zmieniająca się w kosmiczne monstrum, szaman i gość, który twierdzi że jego przodkiem jest Roland.

- Durendal i Roland, tak? Jaaasne - zareagował na wyznanie Louiego - A moim przodkiem jest Connor Macleod! Przebij to - zaśmiał się. Uwierzył mu, a przynajmniej uwierzył, że chłopak w to wierzy, ale potrzebował dowodów.

Po słowach Roxi o wyborze co położyć na pierwszej pizzy zwrócił swoją uwagę na Eve - Ser. Wybierzesz ser, prawda?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WS6OZTV.jpg?1

Billy Gosheven

 

Billy szybko stracił wątek rozmowy, z której niewiele rozumiał. Miecze, hrabiowie, duren-coś tam, jakieś testy, punkty i dziwne statystyki... Chyba jednak wolał nie dopytywać.

Zamiast tego skupił na pytaniach rudzielca.

- Skoczek - odparł - Moje imię znaczy Skoczek. Iii... jestem szamanem. Początkującym.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eL9iYFtZRIY4OOqnk8m-lQEV1D8iH-i9w-PozCVn

Serpent

 

 - Ser - przytaknęła rozbawiona, gospodarując swoją część blatu - ogarniam deser! - powtórzyła - będą babeczki z dynią i czekoladą. Wegańskie, bo mają tu mleko migadałowe. Ogarniacie? Mleko migdałowe! - zachwyciła się - Nietolerancja laktozy może się schować! - powiedziała radośnie do Philipy, która chyba jeszcze nie odzyskała humoru. Albo to był jej standardowy humor. Bycie jaśniejszym kolorystycznie wariantem Wednesday Addams jednak ją zobowiązywało - A hrabia Roland, spoko ziomek, nie przycięłam komara przy czytaniu, wsysło. Ale wiara, Hrabia Monte Christo to dopiero był ziom! - westchnęła rozmarzona - ogarnęłam tę książkę sześć razy! - zamachała skrzydłami z wrażenia - Nędznicy też bardzo spoko. I Katedra Najświętszej Marii Panny! W ogóle ten Hugo to był ziom! 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Rozpromieniła się wewnętrznie na pomysł. Moc do wywiadu. Do tej pory myślała "bezużyteczna dla drużyny", ale to dawało nadzieję. 

- Skoro już zacząłeś, powiedz jaka to moc! Może uda nam się współpracować. Duet wywiadowczy, jak Czarna Wdowa i Hawkeye... bez mordowania - powiedziała to dość poważnym tonem, ale po iskrzących złośliwie oczach było widać, że żartuje. "Chyba". On też nie wiedział, czy się przyda. Ale była z nich piękna banda ludzi wątpiących w siebie. 

Zmrużyła oczy na Indianina, który znowu ją zignorował. Po raz zapewne piąty tego dnia.

- Dwóch szamanów? Ale Ty nie rozmawiasz z duchami? 

 Następnie zmierzyła też wzrokiem Louiego, Olka, Billego, Charliego i Phillipę. 

- Zmieszajcie sos pomidorowy, wyciągnijcie ser i zaraz będziecie kłaść składniki na ciasto. Come on! Wspólne gotowanie to dobry początek budowania więzi w drużynie. 

Uśmiechnęła się do Serpent. 

- Może się okazać, że pójdzie Ci w szkole lepiej niż niektórym z nas. 

Edytowane przez Paranormal

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Neil

 

- Uhm.. Szkło - powiedział cicho - Mogę je wytwarzać i dowolnie przekształcać. Ale do tego umiem sprawdzać co się w nim odbiło kiedyś... W sensie... Czytam wspomnienia szkła i luster? Nie wiem czy to co mówię ma sens... - podrapał się po głowie - Chyba trochę bezużyteczne w walce. Ale w duecie może coś zadziałamy - uśmiechnął się lekko.

Zwrócił się do Eve - Potrafię zrobić panierowane Marsy. Na deser się raczej nadadzą, nie? - zapytał niepewnie. Wyjawienie informacji o mocy trochę zepsuło mu humor, miał wrażenie że za bardzo się ujawnił.

Edytowane przez Teapunk

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2FQunFl.png

Kanagatucko - Polujący Indyk

 

Po przyrządzeniu ciasta Kanagatucko odwrócił się przodem do reszty przysłuchując się wymianie zdań. Nie wiedział co to był za miecz, o którym rozmawiali, ale nie przejmował się tym. Przypatrywał się za to dłuższą chwilę drugiemu szamanowi. Gdy Billy na niego spojrzał mógł zauważyć, że nie patrzył na niego tylko bardziej na coś obok niego, ale zaraz potem spojrzał w oczy Indianinowi i uśmiechnął się do niego lekko.

Blaszka - Powiedział wskazując piekarnik - Ciasto można już wyłożyć. Podczas pieczenie też dochodzi.

Odebrał też od Neila zamówioną kawę.

Dziękuję. - Skłonił lekko głowę - A co według Ciebie rekompensuje sobie Thor swoim młotem?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eL9iYFtZRIY4OOqnk8m-lQEV1D8iH-i9w-PozCVn

Serpent

 

Evey znowu pokryła się łuską. Chociaż pozbyła się jej ledwie chwilę wcześniej. Kierowane głupim odruchem skrzydła poruszyły się gwałtownie. Na tyle gwałtownie, że Serpent musiała zacząć panicznie łapać szklaną misę, którą sama sobie wytrąciła z rąk. I nawet złapała, tuż nad podłogą. Ale z kolei prawie wsadziła skrzydło do gotującej się zawartości garnka pilnowanego przez Charliego.

 - Cholera! - wyprostowała się i nawet udało jej się zwinąć skrzydła -Sorry! - zawołała zawstydzona - Chyba jednak je zwiążę... -mruknęła, starannie unikając wzroku wszystkich dookoła 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Okej. Nie powinna przyjąć z ulgą, że moc kogoś innego jest niebojowa, ale przyjęła. Ten lęk rozumiała. Ale u kogoś innego łatwiej było mu zaprzeczyć. Wbiła oceniający wzrok w kolegę, po czym przerwała siekanie - przed nią były sterty równopokrojonych warzyw - przełożyła nóż do lewej dłoni i uśmiechnęła się.

- Okej, szybkie ustalenie. Prywatność. Nie zaglądasz w moje okno, ani lustro, a możemy być najlepszymi kumplami. Umowa? - jej ton był lekki, wyciągnęła rękę do przypieczętowania "umowy". - Superszpiegowski duet. Może być fajnie. Walczysz wręcz?

Dokończyła krojenie i odsunęła się od blatu, odkładając nóż.

Wasza kolej. Sos, ser dodatki - wskazała na tych, którzy dotąd nie pomogli.

Przyglądała się z lekkim niepokojem Serpent. Coś się stało?

- Wiązanie części ciała brzmi nieludzko niekomfortowo. A oberwanie skrzydłem jeszcze nikogo nie zabiło. Chyba. No... może gdyby chodziło o skrzydło samolotu...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1byiGYM.jpg

Anaya White

 

Upiła kolejny łyk kawy. Połowa kubka opróżniona. Słuchała uważnie siedząc sobie w kącie.

Loui władał mieczem. Do tego niby legendarnym. Wyjęła telefon i wstukała hasło, żeby po chwili chłonąc legendę Rolanda. Następnie  stworzyła na głównym pulpicie notatkę: "Przeczytaj to koniecznie". Przez kilka chwil intensywnie stukała w klawisze, po czym odrobinę zdenerwowana kontynuowała obserwację.

Wężowa i jej przyszła współlokatorka Roxi szalały przy garach. Anaya zastanawiała się czy jest moment, w którym te dziewczyny przestaną tak nadawać. Czy możliwa jest błoga cisza w tej grupie? Zapewne nie. Wzruszyła ramionami sama dla siebie i kontynuowała obserwację.

Chłopak z rosyjskim akcentem wyglądał na zmartwionego. Może przed jej przyjściem coś się stało. Po krótkim zastanowieniu nie miała ochoty się tego dowiedzieć. Zdawał się mieć nieprzyjemną aurę wokół siebie.

Gdy usłyszała, że indianin Billy, jest szamanem prawie się udławiła. W sumie nie powinna się dziwić. W tym całym gronie kolorowych osobowości wypadała blado. Wstała, odstawiła kubek i podeszła do Billego.

- Po pierwsze dziękuję, za troskę. Po moim niekontrolowanego ataku, spytałeś czy wszystko dobrze, a ja oszołomiona nawet nie odpowiedziałam. Robię to teraz. Wszystko w porządku. - po czym bez ogródek wyskoczyła z pytaniem. - Czy jako szaman kontrolujesz pogodę? - zapytała zaciekawiona.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Neil

 

Parsknął kiedy usłyszał komentarz Kangatucko - Ich te zasady nie dotyczą. Taki gość jak Thor mógłby chodzić w różowym tutu i nikomu nic do tego... - powiedział tonem, który sugerował niedopowiedziane "a my się musimy męczyć i starać".

Nieco zdezorientowany spojrzał na reakcję dziewczyny od muffinek - Eee, wszystko w porządku? - zapytał bardziej z zaciekawieniem niż troską - Jak jednak postanowisz coś rzeczywiście zbić bez zmieniania zdania w ostatniej chwili to naprawię, spokojnie - zaoferował.

No tak, standardowa kwestia, kiedy tylko ktoś dowie się o jego mocach. Jasne. Spoważniał i spojrzał prosto w oczy Roxi - Nie lubię patrzeć w lustro. Więc nie, nie zamierzam tego robić - odparł odruchowo, może nieco zbyt szorstko - Przepraszam. - rzucił, nie podając powodu takiej reakcji i natychmiastowo na jego twarzy zagościł szczery, szeroki uśmiech - Tak, jasne, myślę że się dogadamy - uścisnął wyciągniętą dłoń Roxi - Uhm, trochę wręcz... wiesz, sztylety, no i mogę używać kawałków szkła jako pocisków. Czasami dużych, czasami bardzo małych. Nikogo nie uszkodzą, ale bardzo swędzą - uśmiechnął się przypomniawszy sobie jak potraktował nimi kiedyś nielubianego kolegę z klasy - No i nie muszę rozbijać okna, żeby się gdzieś dostać. To chyba też dobra umiejętność dla szpiega.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

EHBMiX2.jpg

Charlie

 

- Skoczek... - mruknął Charlie lekko zawiedziony. - No nie, Polujacy Indyk wygrywa, sorki - podsumował. Kanagatucko kontra Billy, 1:0.

Jedną ręką mieszając w garnku z gorącą czekolada a drugą w sosie do pizzy, przysłuchiwał się temu co dalej będą o sobie opowiadać ludzie. Wyszło, że miecz Loui'ego faktycznie był znany. Może nie tak jak inne wymienione wcześniej, ale w sumie ciągle coś o czym Charlie gdzieś tam słyszał.

- Loui, a jakie moce ma ten miecz? - zainteresował się. - Dusza twojego przodka została w nim zaklęta? - dodał.

Zdolności kolejnych osób też brzmiały ciekawie. Przemiana w mgłę, szklane pociski, szmanowanie... niezły zestaw. Tak czy siak to jednak Evey na razie najwięcej dawała wkoło znać swą mocą, a konkretnie skrzydłami. W pewnej chwili, gdy Neil odpowiadał Indykowi odnośnie Thora, Charlie aż musiał zanurkować by nie dostać jednym z nich po głowie.

- Ej, Evey, te szczątkowe paluchy na przegubie to nie tylko ozdoba. Spróbuj ich użyć jak spinki do płaszcza. Otul się skrzydłami jak peleryną i zapleć te paluchy pod szyją. Powinno dobrze zadziałać - stwierdził tonem kogoś, kto wie o czym mówi. - Badass wygląd od razu zapewniony - zapewnił.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

What an outrageous overkill.png

Olek

 

No nieźle, wpierw strach potem ignorowanie. No przynajmniej Roxi go nie zignorowała. Tak czy siak, zignorowano go. No kurcze, trochę szkoda no.

No a po zignorowaniu od razu dostał przydział w robieniu pizzy. Sosu to zrobić nie umiał. Znaczy no, widział przepis na pizze raz, ale był to przepis na "Pizze na którą ku*wa dwa dni trzeba czekać" i nie bardzo pamiętał co się daje do sosu.

- Ej moment, jakie dodatki? Bo no ja tam nie wiem czy tu nie ma jakiś wegan i takie tam. Tak samo z ostrością tych dodatków. Co ja mam robić? - zapytał z pytającym wyrazem twarzy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zdjęcie — kopia.png

Louie "Chrono" de Ronneais

 

- Może po prostu słabo szukałaś? - Odpowiedział Roxi na jej uwagę o braku informacji o Rolanda, następnie kiedy padło powątpiewanie ze strony Neila chłopak popatrzył na niego widocznie zirytowany - moja rodzina ma niezbite dowody na swoje dziedzictwo, z którymi zgadza się wielu historyków, twoja niewiara tego nie zmieni. 

Następnie wyraźnie spokojniejszy uśmiechnął się do Charliego i odpowiedział:

- Jakie moce? Huh, ta sprawa jest dość skomplikowana, jeśli chcesz porozmawiamy o tym na osobności.

 

ODStSls.png

Louie i Anaya

 

Spoiler

 

Spojrzała Louiemu w oczy wykonując gest głową, aby opuścili pomieszczenie. Nie była dobra w te klocki. Nie zwierzała się nikomu. Nie miała przyjaciół. Ba nie miała czasu ich zdobyć. Szczere rozmawianie było dla niej nowym doświadczeniem. Dlatego z nutką nieśmiałości rozpoczęła rozmowę.

- Niestety długo tutaj nie zabawię, a muszę się spytać. To co zrobiłeś z zegarkiem. Czy to telekineza czy masz wpływ na przepływ czasu? - patrzyła pełna nadziei prosto w oczy swojego rozmówcy.

 

Znak dziewczyny był dla Louiego jednoznaczny, postanowił pójść za dziewczyną, chociażby po to by odpocząć od chaosu jaki dział się w kuchni. Pasożytniczy kosmici, dziewczyny wężę i o zgrozo indianie to było dla niego stanowczo za dużo. Gdy już wyszli włożył ręce w kieszenie i uśmiechnął się serdecznie chcąc dodać otuchy dziewczynie. Lekko zdziwił się na pierwsze słowa dziewczyny, ale nie skomentował ich, pierwsze zdanie zniknęło w obliczu następnego pytania.

-Mam wpływ na czas, co prawda nie jest on zbyt duży, ale wciąż się uczę! - Louie uśmiechnął się szerzej na koniec, ale zaraz potem odwrócił wzrok, Anaya wpatrująca się w niego jak w obrazek widocznie go krępowała.

 

Zamrugała dwa razy oczami robiąc zdziwioną minę, na otrzymaną odpowiedź.

-Nie jestem dobra w te klocki, w sensie w rozmowy. -westchnęła ciężko - Zapytam wprost. Mógłbyś ofiarować mi czas? Sprawić, aby sekunda trwała sześć? - rozmarzyła się nad wizją. - Louie ...tyle rzeczy mogłabym zrobić. -

 

-Jak na razie rozmowa idzie Ci świetnie! - odpowiedział kolejny raz chcąc dodać dziewczynie otuchy. Następnie delikatnie się zmieszał, brutalna prawda mogła zaboleć dziewczynę, ale nie będzie jej przecież okłamywał:

- Em… - zaczął odwracając wzrok i poprawiając kołnierzyk koszuli - Potrafię wytwarzać pole tylko bardzo blisko ciała, nie obdaruję tym nikogo… Poza tym nie mogę tego długo utrzymywać. Przepraszam, może za miesiąc… czy dwa. - Zakończył spoglądając na dziewczynę. Czuł się strasznie, sztuką z zegarkiem dał dziewczynie złudne marzenia.

 

-Umm - pokiwała głową z lewej strony na prawą. - Nie ma za co przepraszać. To moja wina. Wiesz kiedy masz ograniczony czas, każda sekunda się liczy. Zwyczajnie nie wiem kiedy znowu będzie nam dane porozmawiać. - zrobiła zmartwioną minę, łapiąc równowagę. - Jak widzisz słaba jestem. To moja siedemdziesiąta czwarta godzina bez snu.-

 

Louie patrzył wyraźnie zmartwiony na dziewczynę, nie pamiętał kiedy ostatnimi czasy czuł się tak beznadziejnie bezużyteczny, z każdym kolejnym słowem dziewczyny jego oczy ze zdziwienia robiły się coraz większe.

-Mogłabyś mi to wszystko na spokojnie wytłumaczyć? Jaki ograniczony czas? Dlaczego nie możesz spać?

 

Na pytanie o problemy ze spaniem uśmiechnęła się lekko. - Jest wręcz na odwrót. - Rozciągnęła się wyciągając ręce w powietrze, prostując całe swoje ciało. - śpię bez problemu. chyba… w sumie to nie wiem. Bo nigdy się nie budzę. Wróćmy do Ciebie. -

uśmiechnęła się zadziornie. - Możesz podróżować w czasie? Jeżeli zrobisz to sztuczkę, załóżmy na bananie, to on zgnije jak przyspieszysz czas? - Była mega ciekawa odpowiedzi.

 

Louie uśmiechnął się. Gdy dziewczyna skończyła mówić, splótł ręce na piersi. Poczuł potężną moc dziewczyny na własnej skórze, a ciągłe zagadki tylko podjudzały jego ciekawość. Ze sporą dozą pewności siebie odpowiedział:

-Nie, nie wrócimy do mnie, przynajmniej dopóki nie skończysz odpowiadać na moje pytania zagadkami. Odkryłem już prawie wszystkie moje karty, teraz czas na ciebie.

 

Anaya westchnęła głęboko. - Mogę powiedzieć. Wszyscy będą wiedzieć bo mój limit się zbliża. Widzisz to ciało nie jest tylko moje. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Jest nas dwie. - posmutniała.

 

Chłopak zamknął oczy widocznie zasmucony odpowiedzą. Popatrzył w bok, przeczesał oczy ręką, pierwsze skojarzenie jakie mu przyszło było to czarne coś co miał ten chłopak z rosyjskim akcentem, już miał użyć tego porównania, gdy przypomniał sobie, że on “wyłączył” to, zanim dziewczyna weszła do kuchni.

-Limit? I co się po nim stanie? - Kontynuował

 

-Co się stanie? - zastanowiła się chwilę. - Zasnę, ale obudzi się już ta bezużyteczna, infantylna… - żyłka na czole zaczęła pulsować. - Ta ślepa, głupia, tchórzliwa... - Wzięła głęboki oddech. Uspokoiła się i mówiła dalej. - Nie wiem, kiedy znów odzyskam panowanie nad ciałem. - zrobiła pauzę. - Dlatego czas jest dla mnie najcenniejszy na świecie. -

 

-Em… czyli wymieniasz się ciałami z jakąś inną osobowością i delikatnie mówiąc za sobą nie przepadacie? - Louie był wyraźnie zdziwiony wszystkim co słyszał, pomimo swojej pozycji i rodowodu czuł się w tym towarzystwie przerażająco normalny. Widząc trudności z jaką dziewczyna mówiła o sobie postanowił zmienić temat. Włożył z powrotem ręce w kieszenie, a następnie popatrzył w górę

- Podróże w czasie? - Uśmiechnął się lekko - pracuję nad tym, ale idzie marnie. Raz udało mi się cofnąć o parę sekund, ale nigdy tego nie powtórzyłem. Co do banana… potrafię zmienić 10 sekund w minutę, to zdecydowanie nie wystarczy, żeby cokolwiek zgniło - Uśmiechnął się na koniec, czekając na dalsze pytania, bądź zwierzenia.

 

- Żeby była mowa o wymianie, to trzeba dostać coś w zamian. Widzisz, ja nie pojawiam się gdy Ayana zasypia. - tak miała na imię druga świadomość. - Ona kradnie mój czas. Stąd moja nadzieja, że możesz to zmienić. Może w przyszłości - puściła mu oczko. - Dziękuję, Ci od dawna z nikim nie rozmawi… - zamknęła oczy i bezwładnie runęła w stronę Loueigo. Widocznie organizm dłużej nie wytrzymał. Anaya zasnęła.

 

Louie kolejny raz poczuł się zakłopotany. Anaya pokładała z nim duże nadzieje, co prawda powiedział o miesiącu, czy dwóch, ale chciał być po prostu miły. Czas jest mocno nieplastyczny, nie można nim dowolnie żonglować, nawet lekkie jego zakrzywienie jest dla niego ogromnym wyzwaniem. Z tych myśli wyrwał go jednak upadek dziewczyny. Złapał ją i wziął na ręce, kierując się w stronę kuchni. Biedna dziewczyna, zasłużyła na odpoczynek.

 

 

 

Zdjęcie — kopia.png

Louie "Chrono" de Ronneais

 

- Excuse moi... - zaczął wchodząc niepewnie do kuchni, trzymając na rękach śpiącą w najlepsze Anaye. Skierował swój wzrok na Roxi i uśmiechnął się serdecznie- Panienko, zechciałabyś... pokazać mi wasz pokój, byłbym bardzo wdzięczny

Edytowane przez Gatzky

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Zbyła komentarz o lustrach machnięciem ręki. 

- Nie masz za co. Jestem obcesowa - przekrzywiła głowę na bok. - A noże rzucane? Zawsze chciałam się nauczyć, ale sąsiedzi zadzwoniliby pewnie po opiekę społeczną. Musimy wkrótce potrenować, kolego superszpiegu - starała się odwrócić uwagę od tego... cokolwiek przed chwilą wisiało w powietrzu. Nie wiedziała jak się zachować, więc wybrała lekki humor, wzorem rozmówcy. 

Później zwróciła się do Olka, tonem starszej siostry, której nie potrzebujesz, ale i tak pomoże. 

- Koncentrat możemy wziąć ze słoika, o ile nie potraficie zrobić z prawdziwych pomidorów. Dodajesz oregano, sól, pieprz, próbujesz, jeżeli jest kwaśne, możesz dodać odrobinę cukru. Spokojnie zjemy cztery pizze, jeżeli nie więcej więc zróbcie by było przynajmniej po jednej bez kontrowersyjnych składników. Może być jedna bez mięsa, jedna z ostrymi papryczkami, jedna z ananasem, jedna bez pieczarek... albo jakikolwiek porządek na który się umówicie, byle ludzie mieli wybór. Wierzę w wasze moce kreatywne. 

Mówiła z uśmiechem, ale wzrok już uciekł jej do drzwi, a widok tam był niepokojący. Na słowa francuza poderwała się i w mgnieniu oka była za drzwiami. 

- Oui, bien sur - powiedziała poprawnie, ale z wyraźnym akcentem, zdaje się odruchowo, po czym skrzywiła się. - Jasne, chodź za mną. Zemdlała? Nie trzeba wzywać doktora? 

Zaprowadziła Louiego do pokoju, zauważyła, że dziewczyna wybrała już łóżko. Odsłoniła kołdrę by mógł ją położyć w pościeli i patrzyła na oboje z niepokojem. 

Widać było, że jest czujna, wyraźnie nie chciała stać w miejscu. Jednak dopóki trzymał dziewczynę i nie wiedziała co się stało nie mogła się wtrącać. Palce, które tak bardzo chciały coś zdziałać, coś naprawić, z braku zajęcia zaczęły obskubywać czarny lakier z paznokci. Jednak choć ręce były niespokojne, oczy miała stalowe, skupione. Jakby czekała na przeciwnika, któremu miała stawić czoła - a którego przecież nie było. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3V6r5Gj-r6p8gccuhGR-ywq1gtUhIUEU4DaD8s2R

 

Phillipa

 

Gdy Neil odezwał się niczym szkocki głos ludu, coś chwyciło ją za gardło, ścisnęło, zdławiło. I nikt nie zaprotestował. I nikt mu nie zaprzeczył. Więc tutaj miało być tak samo jak wszędzie: trzeba będzie udawać, dbać o pozory, nie mówić tego, co się myśli, tylko uśmiechać się miło, żeby inni czuli się lepiej. Sama nie wiedziała co zabolało. Własna naiwność czy rozczarowanie Wspaniałą Dziewiątką.

 

Ale dobrze, niech będzie i tak. W udawaniu, w pozorach, w kłamstwach i przemilczeniach była doskonała. Miała w końcu za sobą długie lata praktyki.

Tylko jeszcze sekunda. Jeszcze minuta. Jeszcze chwila.

 

Znasz to wrażenie, że twoje kości zostały połączone ze sobą na sztywno drutem?

I teraz siedzisz jak smutny idiota w tym narzuconym bezruchu i wiesz, że gdyby go przełamać wszystko byłoby prostsze.

Jedno drgnienie i po krzyku. Przestajesz być rzeźbą, zaczynasz być człowiekiem, drewniana dziewczynko.

Przełamujesz tą niewidzialną ścianę i jesteś po drugiej stronie. To niby taka prosta rzecz. I ta głupio beznadziejnie, trudna.

 

Ten bezruch był bezpieczny, ta bierność wygodna. Nawet jeśli wiedziała, że im dłużej będzie trwała tym trudniej będzie go przerwać. Dawała błogosławione wrażenie samotności. Zignorowała więc Eve. Zignorowała Roxi, której hasła o budowaniu więzi w drużynie, po słowach Neila brzmiały groteskowo. Zignorowała więc też Louie’ego i Anayę - chłopak nie wyglądał na zaniepokojonego, a dziewczyna przez pół dnia wyglądała jakby miała paść ze zmęczenia. Nie widziała powodów do niepokoju. Zignorowała niesforne skrzydła Eve i dobre rady Charliego. W tamtej chwili, chciała być gdziekolwiek indziej tylko nie tam.

 

Do ruchu zmusiła się dopiero, gdy Roxi zaczęła mówić Olkowi o sosie z koncentratu pomidorowego. Koncentratu!

 

Wdech. Wydech.

Wszystko jest pod kontrolą.

Pomimo pojawiającego się bólu głowy.

Pomimo kotłujących się w środku emocji.

 

Wstała powoli, nieśpiesznie, z wdziękiem.

 

- Pomogę ci zrobić sos - powiedziała cicho do Olka. - Ale ze świeżych pomidorów, dobrze?

 

Wszystko jest pod kontrolą.

Nic nie wystaje spod maski Phillipy uprzejmej i miłej.

 

Popatrzyła przez ramię na Neila. Brwi delikatnie uniesione, półuśmiech na ustach.


- Gdy patrzysz przez szkło - wskazała czubkiem trzymanego w dłoni noża na jego okulary - to zmienia twoją percepcję? Widzisz więcej lub inaczej?

Edytowane przez rusty

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

What an outrageous overkill.png

Olek

 

Aż cztery pizze? W sumie sporo, ale ma to sens, na dziesięć osób to przynajmniej nie będzie musiał jeść brokułów na pizzy, jeśli ktoś jest tu na tyle szalony.

Gdy powiedzieli Olkowi żeby zrobił sos, burknął coś o czekaniu i wyjął z kieszeni telefon szukając czegoś przez kilka minut w telefonie. Stukając przez moment w ekran, wyraźnie skupiony na szukaniu. Nie zauważył temu, że podeszła do niego Phillipa. Gdy się odezwała wzdrygnął się trochę.

- Ee, dobra, ale znalazłem przepis jeden... Tam dawali... - zawiesił się na moment. Zupełnie zapomniał jak po angielsku jest koncentrat pomidorowy. - Ten... - pstryknął kilka razy - Tą pastę z pomidorów, pomidory z puszki i taką pastę z anchois - powiedział po chwili. - Wedle całego przepisu na ciasto się dwa dni czeka, ale sos chyba można ten, ta? - zapytał.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
WS6OZTV.jpg?1

Billy Gosheven

 

Gosheven czuł się trochę jak piąte koło. Dwie osoby które wyraziły jakieś zainteresowanie jego umiejętnościami ostatecznie zlały go całkowicie zajmując się innymi rozmowami, by po krótkiej chwili wyjść. Najwyraźniej pytania były grzecznościowe, a szamanizm uznawany był tylko za folklorystyczny zabobon. Nie bardzo wiedział też co wygrywa Kanagatucko. Czyżby niczym w wilczej watasze ustalana była między nimi hierarchia? 

Westchnął tylko zrezygnowany i postanowił, że chociaż ser zetrze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Neil

 

- Z nożami do rzucania nie próbowałem, ale tak, podejrzewam że też by wyszło - zamyślił się nieco - W gruncie rzeczy miecz pewnie też bym potrafił zrobić, ale to nie dla mnie - wzruszenie ramion.

Oparł się o blat. Poczuł wewnętrzny spokój. Może nie będzie tu tak źle. I tak zareagowali lepiej niż zazwyczaj. W domu nawet nie wiedzą, że tu jest. Pomyślał, że to trochę śmieszne, że właściwie obcy mu ludzie wiedzą o nim więcej niż własna rodzina. No, poza jedną osobą. Chyba. Spochmurniał.

- Co się stało? - zapytał, widząc Louiego i Anayę. Chciał pomóc, ale Roxi miała już wszystko pod kontrolą i właściwie tylko by przeszkadzał. Nie wtrącał się i nie dociekał, kiedy wyszli z pomieszczenia. Pewnie i tak dowie się prędzej czy później.

- Zdejmuję je, kiedy działam. Bez nich widzę wyraźniej, ale wyglądają spoko, prawda? - zapytał, mimo że właściwie nie oczekiwał odpowiedzi. Nie wchodził w szczegóły. Jeszcze nie teraz i nie przy wszystkich.

Widząc, że Billy zajmuje się serem podszedł do niego - Wiesz, mogę ci pomóc. Dobrać ser, zetrzeć czy co tam jeszcze - zaoferował - Tylko ostrzegam, połowę zjem podczas przygotowania - wyszczerzył się.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3V6r5Gj-r6p8gccuhGR-ywq1gtUhIUEU4DaD8s2R

 

Phillipa

 

- Nadają twojej twarzy charakter - odpowiedziała Neilowi Phillipa ze słodyczą i odwróciła się do Olka. - Żadnego koncentratu. Moja mama mówi, że to rozwiązanie dla ludzi leniwych. - Zaczęła się krzątać koło naczyń. Szybko, efektywnie i bardzo, bardzo uważając, żeby nie dotknąć chłopaka. - Sparzymy pomidory, obierzemy ze skórki, usuniemy nasiona i podsmażymy. A potem doprawisz tak, żeby ci smakowało. Ja zacznę przygotowywać pomidory. Ty obierz i wyciśnij pół główki czosnku, dobrze?

Edytowane przez rusty

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eL9iYFtZRIY4OOqnk8m-lQEV1D8iH-i9w-PozCVn

Serpent

 

 - Dzięki - mruknęła Evey starając się nie wyglądać jak zawstydzona, różowa ofiara własnych emocji i zaplotła sobie skrzydła zgodnie z sugestią. Odetchnęła głęboko i pozbyła się też łusek. Zajęła się za to łupaniem orzechów dłonią - Ej, Billy! - zawołała do biednego przedstawiciela First Nation, który nagle zaczął wyglądać jakby go ktoś przed chwilą upychał w oknie życia z nadzieją, że jeszcze się tam zmieści  - Szaman to jakby ksiądz, nie? Przed Wielkim Jabłkiem poznałam jednego. Szoszońskiego szamana. Bujałam się trochę wtedy w tych klimatach. Wiecie, że Szoszonów nazywa się Wężami? - powiedziała zachwycona - chcieli mnie zatrzymać! Nie wyszło - wzruszyła ramionami - Ale spoko ludzie! 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz