Aquaman

After training (Aruna & Aquaman)

155 postów w tym temacie

What an outrageous overkill.png

Olek

 

Chłopak wzruszył ramionami. Nie zamierzał się z Phillipą kłócić. Może umiała gotować. No co najwyżej znał przepisy Food Emperora.

- Twoja wola - oznajmił, nie był na tyle głupi, żeby nie zauważyć, że dziewczyna boi się do niego zbliżyć, więc po prostu ominął ją, żeby móc wziąć czosnek. Zastanawiało go, czemu uznali wspólne gotowanie za dobry sposób pojednania drużyny, ale i tego nie zamierzał kwestionować. Może tak się robi w Ameryce, cholera ich wie. - Jeśli miałbym to doprawić tak żeby MI smakowało, to prawdopodobnie było by tak ostre, że większość osób nie chciała by tego tknąć. Więc może lepiej nie - zażartował po czym przeszedł do obierania czosnku z obojętnym wyrazem twarzy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
WS6OZTV.jpg?1

Billy Gosheven

 

- To zdecydowanie nie brzmi jak pomoc - odparł Neilowi, ale uśmiechnął się przy tym lekko i wręczył mu kostkę sera, chyba cheddar - Zdajesz sobie sprawę, że zjadanie niegotowego dania mija się z celem jego przyrządzania, hm? - dodał jeszcze żartobliwym tonem.

Zaczął trzeć ser, ale odwrócił się gdy zawołała go Evey.

- Nie powiedziałbym, że ksiądz. Prawda, że obaj odpowiadają za sferę duchową w swoich społecznościach, ale szaman nie jest kapłanem religijnym. Jest przede wszystkim łącznikiem że światem duchów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zdjęcie — kopia.png

Louie "Chrono" de Ronneais

 

Chłopak nie był szczególnie zainteresowany tym co się dzieje w kuchni, poczekał cierpliwie, aż wyjdzie z niej Roxi i ruszył za nią. Uśmiechnął się gdy odpowiedziała po francusku "urocze":

- Nie potrzeba lekarza, po prostu padła ze zmęczenia i musi się przespać.

Gdy weszli do pokoju położył Anaye i skierował się w stronę Roxi:

- Bardzo dziękuję - popatrzył jeszcze raz na śpiącą dziewczynę i kontynuował - Roxanne - rozpoczął pełnym imieniem by dodać wypowiedzi powagi - Anaya zdaję się być... specyficzna, może obudzić się całkowicie inna niż ją poznaliśmy. Bardzo proszę: miej na nią oko i informuj mnie w razie potrzeby.

Louie stał jeszcze patrząc się na Roxi, wiedział, że rozmawia z potokiem pytań i uwag, czekał więc cierpliwie, na nieuniknione.

Edytowane przez Gatzky

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eL9iYFtZRIY4OOqnk8m-lQEV1D8iH-i9w-PozCVn

Serpent

 

- Ej... To będzie serio pytanie. Bardzo serio. Nie, że świruję pawiana z twoich wierzeń. Ja lubię wszystkie religie - uśmiechnęła się - karmią na wypasie. Zwłaszcza ruchy neopogańskie. Ale nie można paść się na trawie jak się wyznaje... - urwała. Głupio się przyznać, że się chodziło do świątyń neopogańskich ku czci gościa, który się gdzieś tu rozbija po okolicy. A jeszcze głupiej się przyznać, że wbijało się tam na wyżerę  - no różniastych bogów, co nie pasą się trawą - wybrnęła dzielnie - No ale! Możesz się ustawiać z laskami? No albo z ziomami, mnie za jedno - uśmiechnęła się - czy no sorry, ale nie? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Zmarszczyła brwi. 

- Ludzie zazwyczaj nie zapadają w sen podczas rozmowy. To objaw narkolepsji, cukrzycy, skrajnego wyczerpania, problemów z... - zamilkła, orientując się, że nie musi tak wszystkiego wymieniać. - Może dlatego chciała rozmawiać z doktorem Bannerem. Rozmawiała z nim? - na ten moment Louie stał się w oczach Roxi specjalistą od spraw jej współlokatorki. 

Kolejne słowa jeszcze nie do końca dotarły do jej świadomości, gdy zrobiło to pierwsze słowo. Wiadomo, są sprawy ważne i ważniejsze, ale mimo wszystko...
- Skąd znasz moje imię? - nie przedstawiała się niczym innym niż ksywka. Po chwili skupiła się na tym co chłopak mówił. - Chwila, chwila, chwila. Co znaczy specyficzna? Ty coś wiesz. A jeżeli coś jest powodem do niepokoju, naprawdę powinniśmy powiadomić doktora, a nie siebie nawzajem. Mam podstawową wiedzę medyczną, ale "obudzić się zupełnie inna" zdaje się być innym poziomem zaawansowania - odwróciła się i przykryła dziewczynę odłożoną wcześniej kołdrą, po czym dotknęła jej czoła. Zdawała się być całkowicie bezwładna, ale nie miała gorączki. Tylko zmęczenie? Ta dziewczyna przed chwilą wypiła kawę i nie wytrzymała rozmowy z Louim bez zaśnięcia? 

I tak oto tracisz szansę na nie wyjście na grzeczną, bezbronną kujonkę z rodziny Roove. Integracje, współlokatorzy, dobre pierwsze wrażenia - nic nie wygra z potrzebą Roxi by postąpić właściwie. A potem się dziw, że ludzie ignorują, gdy się do nich odzywasz. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WS6OZTV.jpg?1

Billy Gosheven

 

 

Przysłuchiwał się spokojnie bezskładnemu paplaniu Evey czekając na puentę, a kiedy ta w końcu nastąpiła, omal nie wyskoczył mu z dłoni kawałek tartego sera, a tarka głośno zabrzęczała o miskę.

- Skąd... skąd w ogóle takie pytanie? - zapytał zmieszany i z rumieńcami na twarzy, ale po krótkiej chwili się uspokoił - Nie, nie ma takich zakazów. Można je sobie narzuć wedle woli, ale szamanizm, to nie jest doktryna zamknięta w sztywnych ramach. - odparł może odrobinę zbyt nerwowo.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eL9iYFtZRIY4OOqnk8m-lQEV1D8iH-i9w-PozCVn

Serpent

 

 - No jak to skąd, ziom. Po raz pierwszy ogarniam szamana, co nie wygląda jakby Mojżeszowi martwego ziomka krewił. Ciekawa jestem - wyjaśniła Evey - Ej, a wy możecie z duchami? Bo ci od voodoo i hoodoo to mogą. Zero szydery! Wafel, co przybił z Miasta Tajemnic miał voodoo wapno i sprzedawał zarzuty w temacie. A w dodatku... - drgnęła, jakby coś do niej dopiero teraz dotarło - Ej, stop! Ktoś nawijkę o ostrym żarciu rzucił? - popatrzyła na Olka - ziom, wyzywam cię! Epicka ustawka chiliheadów!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3V6r5Gj-r6p8gccuhGR-ywq1gtUhIUEU4DaD8s2R

 

Phillipa

 

To przedziwne narzecze, którym posługiwała się Eve było dla Phillipy źródłem nieustannego zdumienia. Niby był to język angielski, bo każde słowo z osobna brzmiało wyraźnie i posiadało jednoznaczny sens. Jednocześnie jednak zestawione obok siebie w tych kuriozalnych konfiguracjach, które Serpent najwyraźniej uznawała za zdania - nie tyle traciły jakiekolwiek znaczenie, co stawały ponad nim okrakiem. Jak jakaś czysto lingwistyczna odpowiedź dla logiki rozmytej Zadeha. Mogły oznaczać wszystko, nic i cokolwiek pomiędzy.

 

Czy tak czuje się człowiek cierpiący na którąś z odmian afazji?

Rozumie elementy, ale nie pojmuje całości?

Boże…

 

Odwróciła się do współlokatorki.

 

- Poczekaj… Eve... - Potarła wierzchem dłoni czoło, jeszcze raz obróciła w głowie wypowiedź dziewczyny. - Popraw mnie, jeśli się mylę, ale czy ty właśnie - z absolutnie wszystkich rzeczy i aspektów szamanizmu, które mogłaś wybrać - zapytałaś o możliwość kopulacji z duchami?

Edytowane przez rusty

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zdjęcie — kopia.png

Louie "Chrono" de Ronneais

 

- Może po prostu jestem nudnym rozmówcą Pani Doktor? - odpowiedział z uśmiechem. Dostał to czego się spodziewał, był pod nieustającym ogniem pytań i dylematem, czy powinien zdradzać informacje, które dostał od Anayi. - Nic nie wspominała o wizycie u Doktora Bannera.

- Strzelałem. Roxi, Roxanne jak z The Police, pasowało jak ulał - uśmiechnął się raz jeszcze, a następnie spoważniał, dziewczyna miała rację, może lepiej byłoby kogoś zawiadomić, niż to tak zostawić, być może Avengersi mają o niej niezbędne dane i przewidzieli procedury na tą ewentualność, o ile takie oczywiście są potrzebne. Strzępki informacji jakie od niej dostał nie dawały mu wiedzy co się stanie, kiedy dziewczyna się już obudzi. Z drugiej strony dziewczyna zdawała się być mocno zamknięta i introwertyczna, chyba nie powinien igrać z jej zaufaniem i rozpowiadać wszystkiego, wszystkim. Musiał podjąć decyzję, nie lubił i nie umiał podejmować decyzji, a już na pewno trudnych, całe jego dotychczasowe życie było przygotowane przez innych jak od linijki, gdy rozpoczął treningi nie panował już nawet nad tym jakie posiłki mógł jeść. "To miało być proste przeniesienie Anayi do łóżka, nie przewidywałem podejmowania trudnych decyzji, dziękuję Panno Roxanne.".

- Nie wiem panienko, naprawdę nie wiem co robić - odpowiedział drapiąc się po głowie z twarzą skrzywioną zdenerwowaniem i niepewnością.

Edytowane przez Gatzky

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

- Chcesz powiedzieć, że jesteś przyzwyczajony do ludzi zasypiających gdy do Ciebie mówią? - uniosła brew. Gdy powiedział o The Police, jeżeli to możliwe skuliła się jeszcze bardziej, przymykając na chwilę oczy. Do skojarzenia była przyzwyczajona. Ale, żeby piosenka o prostytutce pasowała do niej "jak ulał"? Na to nie była przygotowana. Zabiję moich rodziców. Ale ten książę nie książę nie może być choć trochę porządniejszy niż chłopaki z typowej państwowej szkoły? Najwyraźniej nie. - Rozumiem, że to aluzja do moich ciuchów? - skwitowała kwaśno. 

Spojrzała na chłopaka naprawdę zmęczonym wzrokiem. 

- Wystarczy Roxi, w końcu mamy razem mieszkać, uczyć się i walczyć. Równie dobrze możemy spróbować być przyjaźni. Idę zawiadomić doktora, możesz iść ze mną, albo zaczekać na niego... Ja wrócę potem do reszty, jeżeli będą ją badać, będzie potrzebować prywatności. 

Wyszła szybko z pomieszczenia - tylko z takim opóźnieniem po słowach by nie wydać się niegrzeczna i ruszyła niemal biegiem na poszukiwanie Avengers.

 

So put away your make up 
Told you once I won’t tell you again it’s a bad way 

 

Dobre maniery, dobre maniery, ale skojarzenie trzeba mieć? 

Do licha, Anaya. Nie zajmuj się głupotami. 

Znalazła wreszcie doktora Bannera. Stanęła przed nim - wciąż zdyszana po sprincie przez cały budynek i - upewniwszy się, że zwraca na nią uwagę, zamiast dalej czytać swoje dokumenty - odezwała się. 

- Doktorze Banner! Bardzo, bardzo, przepraszam, że muszę zawracać doktorowi głowę, ale myślę, że musi doktor iść sprawdzić co z Anayą. Nie wygląda na chorą, raczej na przemęczoną, ale zdrowi ludzie nie zasypiają na stojąco w trakcie rozmowy. Może jest wykończona, może chora, ale raczej potrzebuje opieki. A i tak chciała z doktorem porozmawiać, może właśnie o tym? 

Gdy doktor Banner wysłuchał jej i zapewnił, że wszystkim się zajmie i może wracać, podała mu numer pokoju i wyszła, znów zaczynając biec gdy tylko przekroczyła próg. Szybko dotarła do kuchni, ale zatrzymała się w progu, gdy zobaczyła, jak wszyscy dogadali się między sobą. Nawet Ci, którzy przy niej nie chcieli się odezwać. 

Może naprawdę w czymś im przeszkadzam. Mam dość na dzisiaj. Czy to naprawdę moje ciuchy? Niee... Ubranie Eve nikomu nie przeszkadza. Czyli to po prostu to mój charakter. 

Zaczęła wycofywać się z kuchni. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Neil

 

- To się najem serem i nie będę wam zjadał pizzy - uśmiechnął się i zaczął trzeć ser - Cheddar. Dobra rzecz - odkroił kawałek i zjadł.

- O, jesteś już! - zawołał, widząc Roxi - Wszystko z nimi w porządku? Nie wyglądało to za ciekawie, ale skoro jesteś to chyba wszystko pod kontrolą. Ominęła cię rozmowa o szamanach i życiu sercowym Billy'ego - powiedział z uśmiechem osoby, która wie czym jest takt, ale z tej wiedzy korzysta tylko do omijania go szerokim łukiem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Skrzywiła się wewnętrznie i stanęła, udając, że wcale nie zamierzała zwiać po cichu. Dotknęła dyskretnie twarzy. Była wciąż zaczerwieniona? 

- Ja... Nie wiem. Wezwałam doktora Bannera. Ale może... powinnam poczekać tam, aż on przyjdzie? - to było strasznie samolubne, zostawić Louiego z Anayą, tylko z powodu tego co powiedział. Teraz czuła się jeszcze gorzej. 

Rozmowa o szamanach i życiu sercowym Billego. Naprawdę zrobił się rozmowny. Roxi wyglądała po prostu na zrezygnowaną, ale znów przybrała na twarz zmęczony uśmiech. 

- Och, dowiedzieliście się, czy Billy umie to co Kanagatucko? - spytała Eve. Nie zamierzała znów wywoływać sytuacji, gdy Billy jest zmuszony celowo ją ignorować. W końcu już raz nie odpowiedział jej na to pytanie. Ona skupiła się na oskrobywaniu z paznokci tego co zostało z czarnego lakieru. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eL9iYFtZRIY4OOqnk8m-lQEV1D8iH-i9w-PozCVn

Serpent

 

 - Yep - przytaknęła Philipie niezrażona Evey i poklepała się po skrzydłach - Badam opcje. Paszkoty nie mogą tańcować pirmadonki, nie? Duchy to też opcja. - zerknęła na Roxi, która zadała jej pytanie - Nope, ale... Wybadałam dla ciebie grunta, laska! Wafel to nieśmiały baton, a nie patolostacja! I nie wali w celibat! Jest spoko! - uśmiechnęła się szeroko - I luz, mała,  jakby laska była takim zdechłym faflakiem na jakiego primadoni to by jej nie przyjęli do Akademii, nie? - spytała retorycznie - Nie parz cykorii - uśmiechnęła się  pocieszająco.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zdjęcie — kopia.png

Louie "Chrono" de Ronneais

 

Louie zrobił się cały czerwony, nie wiedział co palnął dopóki dziewczyna go o tym nie uświadomiła, cały zdenerwowany postanowił ratować sytuacje: 

- Non! non! To nie jest tak jak myślisz, chodziło mi o sam tytuł! - na jego twarzy pojawił się pełny zestresowania i zdenerwowania krzywy uśmiech - imię Roxanne znałem z tej piosenki i zdrobnienie Roxi pasowało do tego imienia, rien d'autre! [nic więcej] - francuskie zwroty same pchały mu się na usta w obliczu tej stresowej sytuacji. - Je suis désolé mademoiselle! Je suis désolé mademoiselle! Przecież nie wiedziałem, że jesteś... - ugryzł się język - to znaczy nie jesteś! oczywiście, że nie jesteś!

Po minie Roxi widział, że misja ratowania sytuacji nie działa, a może nawet przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Misję należało więc zakończyć. Skończył więc swoje tłumaczenia i spuścił głowę, nie chcąc patrzeć dziewczynie w oczy. Z niemałą ulgą przyjął słowa o "spróbowaniu bycia w przyjaźni", kiedy jednak padło słowo o pójściu z nią do Bannera odpowiedział:

- P-poczekam... - nie wziął się na odwagę by pójść sam na sam z brunetką, kto wie, czy po drodze nie znajdą jakiegoś ciemnego zaułka.

Kiedy dziewczyna wyszła usiadł na jej łóżku i odetchnął z ulgą.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

What an outrageous overkill.png

Olek

 

Ktoś coś do niego mówił? Rozejrzał się nagle, jakby wyrwany z zamyślenia, co nie było zbyt dalekie od prawdy, chociaż bardziej była to zażarta dyskusja. Dawno Overkill nie był tak "rozmowny". A oznaczało to mniej więcej tyle, że chłopak musiał być zajęty odpowiadaniem mu.

Chwilę mu zajęło przefiltrowanie informacji. Coś o pojedynku chiliheadów.

- Jeśli chcesz pojedynek mający sprawdzić kto zje więcej ostrego, dawaj. Będzie jedna pizza, która zapiecze z dwa razy - odpowiedział Evey z dość dużym opóźnieniem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Wyglądała na kompletnie przerażoną. I zakłopotaną. I złą. Ale tylko przez moment, bo zaraz tam gdzie stała Roxi, za chwilę był już tylko obłok mgły. Jeżeli bezkształtna chmura mogła wyglądać na zakłopotaną, ta była. 

- Czym jest... patostolacja? - spytała cichym głosem. - I co... o kim ty mówisz? - z ulgą przyjęła zmianę tematu. - Tak, pewnie niepotrzebnie się przejmuję. 

Mgła wpłynęła do pomieszczenia, udając kompletną obojętność wobec swojego wciąż niezmienionego stanu, oraz skierowanych na nią spojrzeń. 

Przecież nie wiedziałem, że jesteś...

Czy wszyscy tutaj właśnie tak o niej myśleli? Dlatego nie chcą z nią rozmawiać, ani podać jej ręki?

Edytowane przez Paranormal

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eL9iYFtZRIY4OOqnk8m-lQEV1D8iH-i9w-PozCVn

Serpent

 

 - Whoa! Wyrąbiste! - zachwyciła się Evey - Patolostacja to... - zastanowiła się. Czuła się jakby ją zmusili do rozmowy w innym języku - no... jest patola. I arystokracja. A patolostacja to eee... No te wszystkie bogate, zabujane w sobie ziomy, co mają flotę... znaczy forsę zamiast osobowości i tych, no, - pstryknęła palcami - ogarnięcia kulturowego? Coś jak ten blondynek, co mi wciskał hajsy zamiast podziękować, a potem zlał ciepłym moczem, bo mu nie paszę do wizji świata. I tak! Ostra pizza! - zawołała zadowolona. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Neil

 

- Jeśli będzie z serem to też chcę - oznajmił Olkowi jakby pizza z serem nie była standardem, ale jakimś rzadkim przypadkiem godnym szczególnej uwagi.

Mimo że w pierwszej chwili zdumiał się przemianą Roxi, po chwili zorientował się co się stało. Jemu też się to kiedyś zdarzało - No, i tak to można szpiegować, świetna sprawa! - powiedział z aprobatą, ale też pewną niezręcznością w kierunku wpływającej do pomieszczenia mgły. Próbował rozładować sytuację, żeby dziewczyna poczuła się lepiej, ale po chwili zastanowił się czy przypadkiem bardziej jej nie pogorszył zwracając uwagę reszty na Roxi. Bollocks.

Spróbował z odwróceniem uwagi i zmianą tematu - A myślałem, że to mnie będzie tutaj trudno zrozumieć - skomentował wyjaśnienia Evey z uśmiechem - Szkocki akcent i tak dalej... - uzasadnił swoje rozumowanie - Wiecie, że ludzie chcą napisy do szkockich programów? Jakbyśmy nie mówili po angielsku - pokiwał głową z dezaprobatą.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

EHBMiX2.jpg

Charlie

 

Charlie w międzyczasie nieniepokojony już nisko śmigającymi skrzydłami zakończył przygotowanie sporej porcji gorącej czekolady. Co prawda nikt poza nim nie wykazywał na nią ochoty gdy wcześniej pytał, ale co tam, nie zmarnuje się. Póki co napełnił dwa kubki i jeden zostawił sobie a drugi podsunął Olkowi, który wcześniej deklarował wielką miłość do czekolady.

- Wciągaj to a nie jakieś kawy - zaproponował.

Oczywiście zaraz też Roxi skupiła na nim swoją uwagę, choć życie sercowe szamanów też było ciekawym tematem i Charlie miał nadzieję, że któryś z indian coś w tej kwestii dorzuci.

No ale czas zająć się mgłą w pokoju.

- Super sprawa! - zapewnił Roxie. - Możesz się układać w jakieś kształty? To by było fajne do mindfuckowania ludzi. I jak to jest jak ktoś przez ciebie przechodzi w takiej formie? Jakie to uczucie? - Charlie zdecydowanie entuzjastycznie podchodził do tego co prezentowała Roxie. Z drugiej strony był też zafascynowany Overkillem więc jego gusta można było odbierać różnie.

- W sumie jak się w mgłę wchodzi to się też człowiekowi zimno robi. Próbowałaś tak wychładzać kogoś? - zaciekawił się też.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WS6OZTV.jpg?1

Billy Gosheven

 

Gosheven zupełnie nie wiedział co powiedzieć słysząc Evey. Właściwie to wcale nie był pewien czy dobrze ją zrozumiał, ale Phillipa, która najwyraźniej zrozumiała ją podobnie, postanowiła dopytać. I o zgrozo, dostała potwierdzenie.

- Nie! - odparł gwałtownie gdy już znalazł głos - Po prostu... nie!

Owszem, podczas transu można było doznać ekstazy, ale nie w ten sposób Nigdy o czymś takim nie słyszał i wolałby by tak pozostało. Wielkie dzięki Evey.

- A co takiego potrafi Kanagtucko? - dopytał wciąż zmieszany pytaniem skrzydlatej dziewczyny na Roxi. Znów miał wrażenie, że nie nadąża za tokiem myśli niektórych, czy raczej większości. Na czerwonej skórze przynajmniej rumieńce nie były az tak czerwone. Zanim jednak zdołał się tego dowiedzieć, Roxi przekształciła się w mgłę.

- Wow... Niesamowite... - wyciągnął w jej stronę dłoń, ale zawahał się. Znów może to być opacznie odebrane. No i Charlie rzucił też parę ciekawych pytań, ale Gosheven raczej podziwiał jak ot tak zmieniła stan skupienia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Czuła się zażenowana uwagami na temat jej stanu. To moc upokorzenia - schowaj się przed ludźmi - i zwracała uwagę. Nie miała też ochoty rozmawiać o Louim. Ale o kim mówiła Serpent? 

Słysząc Neila uśmiechnęła się... a raczej zrobiłaby to, gdyby miała w tej postaci mięśnie twarzy. Sympatyczny człowiek. 

- Rozgryzłeś mnie. Przyszłam was szpiegować. Dobrze, że mnie nie widzicie, ani nie słyszycie, nie? - powiedziała, starając się brzmieć neutralnie. - Jest tyle odmian angielskiego, że czasem ciężko nadążyć za całym słownictwem. Nawet angielski migowy ma kilka wersji - starała się, naprawdę się starała. To, że nie mogli zobaczyć jej wyrazu twarzy pomagało. - Kanagatucko rozmawia z duchami - powiedziała neutralnym tonem, licząc, że odpowiedzi na własne pytanie nie zignoruje. 

On stara się mi pomóc. Wie, że coś się stało?

- Nie próbowałam przybierać kształtów. Ale umiem - mgła uniosła się pół metra nad podłogę - odrobinę latać - zamyśliła się. Dość dziwnych rzeczy już o niej myśleli, a to kolejne naruszenie zasad osobistych. Ale nie miała już dzisiaj siły przejmować się kto co o niej myśli. Już chyba i tak zrobiła fatalne wrażenie i nie wie jak. - Śmiało, możesz przejść. Nie mam w tej postaci nerwów, więc tego nie poczuję. Temperatura też raczej jest... pokojowa. Chyba. Jak mówiłam, niespecjalnie czuję - opadła znów na podłogę. Machnęła też dłonią na Kanagatucko - Śmiało. 

Zachowuj się naturalnie, zaraz znowu o Tobie zapomną. 

Alabama, Alaska, Arizona...

...pasowało jak ulał...

Arkansas, Connecticut

...Nigdy nie będziesz taka jak my...

...Dopóki wyglądasz słabo, wystawiasz się na żer...

Dakota północna, Dakota południowa...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3V6r5Gj-r6p8gccuhGR-ywq1gtUhIUEU4DaD8s2R

 

Phillipa

 

Nie ruszyła się o krok od blatu przy którym preparowała pomidory na sos. Czyn istnie bohaterski, który złotymi zgłoskami winien zapisać się w annałach. Och, oczywiście, palce trzmające nóż zacisnęła tak mocno, że aż pobielały. Tak, przygryzła wargi prawie do krwi. Jasne, serce waliło jej jak oszalałe i znów musiała uprawiać swój prywatny sport ekstremalny.

 

Wdech. Wydech.

Kontrola.

 

Magia Charliego, niezamanifestowane jeszcze szamanizmy Kanagatucko i Billego, szkło Neila, Durendal, krzyk Anayi, nawet różowe skrzydła i równie różowe łuski - to wszystko istniało niejako na zewnątrz człowieka. Chłopcy, dziewczęta i ich nadnaturalne dodatki. Moc Roxi przemieniała ją w zjawisko atmosferyczne. Rozrywała ciało na strzępy: nerwy, mięśnie, wnętrzności, wszystkie receptory, mózg. I pod tym względem była najbardziej przerażająca i nieludzka z talentów Wspaniałej Dziewiątki. Najbardziej dehumanizujaca. Bardziej może nawet niż odrażający pasożyt Olka.

 

Ale tego wszystkiego przecież Phillipa nie mogła powiedzieć tonąc w zalewającej pomieszczenie kolejnej fali entuzjazmu.

 

- Jak to jest, że nie masz ust, a możesz krzyczeć? - zapytała zamiast tego cicho, parafrazując tytuł opowiadania Harlana Ellisona.

Edytowane przez rusty

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

EHBMiX2.jpg

Charlie

 

Charliemu nie trzeba było powtarzać dwa razy. Gdy Roxi zaproponowała by przez nią przeszedł, zaraz znalazł podszedł do niej.

- No... to wchodzę! Jakkolwiek dziwnie to brzmi! - zapowiedział i zrobił krok we mgłę. Uczucie było dziwne, choć nie do końca pod względem fizycznym. bardziej chodziło o świadomość, ze właśnie znalazł się... w kimś. No i...

- Hmmm... czy ja teraz tobą oddycham? - zapytał wyraźnie zafascynowany. - Dziwne doświadczenie - dodał i zrobił krok do tyłu by przestać naruszać przestrzeń osobistą dziewczyny.

- Tak czy inaczej popróbuj z tymi kształtami, fajne rzeczy by można z tym zdziałać. Jakbym jeszcze dorzucił trochę podświetlenia to można by dać niezły efekt. Na przykład wielka paszcza ze świecącymi oczami! No efekt psychologiczny murowany. Walka zakończona zanim się zaczęła - uznał.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zdjęcie — kopia.png

Louie "Chrono" de Ronneais

 

Chłopak siedział w pokoju jeszcze chwilę, czekając na Roxi lub Dr. Bannera. Nikt jednak się nie pojawiał. "Śpi jak zabita i będzie tak spała pewnie z parę dobrych godzin, zanudzę się, jeśli będę tu ciągle siedział. Po prostu zajrzę za jakiś czas, czy wszystko jest w porządku". Opuścił więc pokój i skierował się w stronę kuchni, po drodze wyciągnął telefon i zadzwonił do jednej ze swoich dawnych pokojówek:

- Bonjour!... Pani Plourde?... Świetnie! Mam do Pani bardzo ważną sprawę! Czy byłaby pani tak miła i wytłumaczyła jak obsługiwać maszynę do robienia kawy?...

 

Do kuchni wszedł powoli, rozglądając się skrupulatnie na boki, szybko rozejrzał się po wszystkich i z ulgą stwierdził, że nie ma tam Roxi, miał szczęście, nie chciał za szybko jej spotkać, zdaję się, że go nie polubiła. Uśmiechnął się do wszystkich, którzy na niego spojrzeli, ale starał się nie skupiać na sobie niepotrzebnej uwagi. Louie stanął zaraz przy drzwiach i z zainteresowaniem śledził jak Charlie... eksperymentuje? Z jakąś chmurą. Najprawdopodobniej to kolejne popisy po teleportacji i wytwarzaniu hologramu na rękach. Spektakl zapowiadał się interesująco, jednak chłopak miał cel, musiał szybko zrobić sobie kawę, zanim informacje, które pośpiesznie podała mu pokojówka ulecą mu z głowy. Skierował się więc do szafek, skąd wyjął filiżankę, talerzyk i łyżeczkę. Następnie pomaszerował do ekspresu do kawy, który z pomocą porad nieocenionej Pani Plourde udało mu się okiełznać. Musiał przyznać, że kawa wywalczona podczas tak zażartej walki pomiędzy człowiekiem, a maszyną smakowała dużo lepiej. Oparł się więc o blat i sącząc powolutku kawę przyglądał się sytuacji w kuchni.

Edytowane przez Gatzky

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WS6OZTV.jpg?1

Billy Gosheven

 

Gosheven spojrzał na Kanagutucko. W sumie powinien się domyślić ze wzmianek o dwóch szamanach.

Tak, rozmawiam z duchami. Jeśli trzeba mogę też poprosić je by mnie wsparły - odparł Roxi przyglądając się z ciekawością jak Charlie korzysta z propozycji dziewczyny by na własnej skórze sprawdzić odczuwanie jej mglistej formy. Podszedł bliżej, ale w przeciwieństwie do rudzielca, nie zdecydowała się wkroczyć w Roxi.

- Co prawda w ograniczonym stopniu - powiedział gładząc amulet w kształcie rysiej głowy - Wciąż się jeszcze uczę.

Przez myśl mu przeszło, że Roxi mogłaby z powodzeniem udawać ducha przed laikami, a już zwłaszcza gdyby faktycznie potrafiła przybierać różne kształty.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz