NiemiłosiernySamarytanin

Prawda zwycięży (NiemiłosiernySamarytanin)

92 postów w tym temacie

Po naradzie w ratuszu Jan Żiżka udał się na kwaterę, choć tym razem nie był to obskurny namiot opodal pobojowiska, lecz mieszkanie jakiegoś kupca wygnanego z miasta w związku z podejrzeniem o wspieranie Luksemburczyka to hejtman nie zamierzał korzystać z uroków owego lokum. Czekało go sporo pracy nim zażyje zasłużonego odpoczynku. Wpierw należało przestudiować raporty księdza Ambroża tyczące się ludzi, których można by posłać do Kutnej Hory nim Hus się rozmyśli.

Do tej pory nadal dziwiło to Żiżkę, że Hus jakby nieświadom godzi się na posyłanie armii ze sztandarem kielicha do walki z wrogami, ale jeśli idzie już o konkretne jednostki to potrafi decyzję odmienić dostrzegając okrutny los jaki znajduje się na końcu drogi owej jednostki. A przecież cóż to znaczył jeden człowiek, jeśli walka toczyła się o naprawę całego świata. Toteż Żiżka jedynie poluzował paski zbroi i zrzucił żelastwo na podłogę by ulżyć plecom, zasiadł na fotelu za biurkiem i jął przeglądać karty pergaminu zapisane zdecydowanym pismem przez Ambroża, człowieka mieniącego się kapelanem wojska, a wszak mającego więcej wspólnego ze szpiegiem niźli z kaznodzieją.

-Coż tu mamy - pomrukiwał drapiąc się po policzku pokrytym szczeciną zarostu - Hynek z Jicina, waleczny, oddany kielichowi - wzrok przesuwał się w dół karty oświetlanej mdłym blaskiem świec - spalona lewa strona twarzy; Warcislav, człek obyty, zapewne łotr z jednej z licznych przed wojną band rabusiów; Zdynek, dawny pisarz miejski, oczytany ale płochego serca - kolejne karty będące charakterystyką ludzi lądowały na osobnym stosiku

- Jan z Piławy, polak, podobno bijał krzyżaków; Sambor, kolejny polak do tego młokos, ale zawołany łucznik; Delion, podaje się za polaka, ale z miana wnieść można że to jakiś południowiec, zapewne dezerter; Boleslav, dzielny, pijak; Vilem, łotr nad łotrami, siedzi w lochu podejrzany o kradzież - studiował dalej ludzkie losy hejtman zerkając co jakiś czas na piasek przesypujące się klepsydrze

-Eh, mus wybrać kogoś - wymruczał sam do siebie, analizując to co przyszło mu przeczytać, w końcu machnął i zawołał giermka podając mu trzy kartelusze - niechaj z rana brat Ambroż stawi się u mnie z tą trójką

I tak oto odrzucając ludzi niepewnych lub też zbyt rzucających się w oczy albo zwyczajnych łotrów, którym to Żiżka nie chciał powierzać powodzenia misji los już z rana miał złączyć trzech rodaków, którzy jeśli im się powiedzie zostaną bohaterami, a jeśli nie to machina historii zmieli ich kości w bezimiennym grobie.

 

***

Jan po udanym wypadzie jakiego dokonało wojsko kaliszników na tyły szturmujących mury Pragi, rad napiłby by się piwa, toteż nie przyłączył się do chóralnych śpiewów zwycięskich wojowników, ale udał się do hospody nieopodal Vysehradu, choć lokal przypominał raczej teraz zwykły dom, bo ani muzyki, ani innych rozrywek zaznać nie można było. Polakowi niezbyt to przeszkadzało, ważne że piwo było chłodne i nie rozcieńczone wodą, tak oto spełniając kufel trunku zastał go wyrostek nakazujący się stawienie rano w kościele Matki Bożej Śnieżnej, nim najemnikowi udało się choćby zacząć pytanie co zacz znaczy owo zaproszenie wyrostek zakręcił się na pięcie i już śmignął przez wrota w noc.

 

Sambor podczas odpierania szturmu został przydzielony do cechu rzeźników mającego pieczę nad odcinkiem murów opasujących Nowe Miasto, może były to i chłopy rosłe, które tasakami wywijały jak piórkiem to brakło im strzelców, toteż Polak miał i okazję dać ramionom popracować przy naciąganiu cięciwy, a i w takiej kompaniji był względnie bezpieczny, bo jakby ten odcinek murów krucjatowe rycerstwo atakowało mniej zażarcie co wiązać się mogło z tym, że pierwsze drabiny które się o niego oparły szybko znalazły drogę na dół wraz ze zmasakrowanymi truchłami rycerze. Teraz na górę dostarczono beczki z piwem i jęto rozprawiać o przewagach nad niemieckim rycerstwem. Samobor przysłuchiwał się uważnie żądny wiedzy o jakowyś krzyżakach, co to by ktoś ich spostrzegł. Niemal nasłuchiwał z otwartymi ustami, gdy z zasłuchania wyrwało go pacnięcie w ramię i szybko przekazane słowa o konieczności stawienia się w kościele Matki Bożej Śnieżnej. Nim Dyszkant na dobre przetrawił nowinę, młody chłopak już znikał z muru, tylko jego płowa grzywka błysnęła jeszcze w świetle pochodni i młodzian zręcznie już manewrując wymijał ludzi pędząc na dół na złamanie karku zapewne z misją uwiadomienia kogoś jeszcze.

 

Delion wraz z kompanami już sposobił się do udziału w dziękczynnej procesji, która miał przejść ze Starego na Nowe Miasto, gdy niepostrzeżenie podszedł do niego wyrostek i obwieścił, że brat Ambroż pragnie się z nim spotkać jutro rano w kościele Matki Bożej Śnieżnej. Ten sam Ambroż, który nie tak dawno przecież z nim rozmawiał i zdawał się badawczym spojrzeniem wwiercać w jego duszę. Już mężczyzna chciał wypytać chłopaka o chodzi, ale nagle potrącony przez kogoś zdołał tylko zobaczyć oddalające się plecy chłopaka.

Edytowane przez NiemiłosiernySamarytanin

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Delion wstał z ziemii, otrzepał ubrudzoną ziemią zbroję i powiedział do osoby przez którą upadł:

- Uważaj psiakrew, bo żem wywrócił się przez ciebie.

Po czym wyszeptał do siebie pod nosem:

- Brat Ambroż? Cóż on znowu ode mnie chce, czyżby mnie do Kościoła werbują?

Zamyślony udał się na miejsce rozpoczęcia dziękczynnej procesji.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Sambor

 

Chłopak zeskoczył z załomu muru, na którym siedział jak jakiś, nie przymierzając - kocur. Spojrzał w ślad wyrostka posłańca i skrzywił się z dwojakiego powodu. Może jeszcze chwila, a o białych płaszczach w rozmowie by usłyszał, ale nici... Do kościoła wzywają. Do kościoła? I to tak imiennie, osobiście, właśnie jego? Ponury grymas przebiegł przez twarz młodzieńca, gdy zaczął sobie  skrupulatnie przypominać, czy choćby cień zarzutów jakowyś paść nań może. Nie wydawało mu się to jednak prawdopodobne. Może zatem o inny przydział chodzi? Tu już się uśmiechnął lekko, bo wiedział, że sprawił się dzielnie i niejedna strzała posłana jego ramieniem znalazła cel we wrażym kadłubie.

Jak to mawiali rzeźnicy: "byka trza za rogi chwytać".

Okazję też. Tak mawiali poprzedni kompanioni. Gdyby o co złe chodziło, nie czekano by do rana.

Rozchmurzył się. Odruchowo sprawdził czy komplet strzał tkwi w kołczanie, czy uzupełnione są te przy stanowiskach na murze, a później przysiadł się bliżej rosłych rzeźników, jeszcze pilniej uszu nadstawiając na wszelkie plotki i żołnierskie bajania. Wiedział przecież, że po odsianiu plew zawsze ziarenko poszukiwanej prawdy wpaść może. Za piwo jednak podziękował, grzecznie wymawiając się podjętym zobowiązaniem i uśmiechając się bez złośliwości, gdy poleciały zwykłe w takich momentach, a mimo to przyjazne docinki.

Do kościoła Matki Bożej Śnieżnej. Rano - powtórzył sobie w duchu. - A no to i zobaczymy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jan raczył się wybornym czeskim piwem. Słowa młodzika nieco go zaskoczyły, ale zamierzał się stawić  rano w kościele Matki Bożej Śnieżne.

Zaklął jednak pod nosem, skoro ma być tam rano to nie może sobie za wiele pofolgować tej nocy. No cóż zobaczymy o co chodzi odbiję to sobie wkrótce pomyślał, patrząc z żalem na ledwie co rozpoczęty dzban piwa. Pogładził ostrze bojowego topora, oby to nie byłą jakaś zasadzka pomyślał i udał się na spoczynek. Rano zaś idzie na miejsce spotkania.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

I tak choć dzień kończył się zwycięstwem, to jutro niosło niewiadomą, choć pocieszające mogło wydawać się, że Ambroż wzywa. Mógł przecież kazać doprowadzić, a to zwiastowałoby los zapewne dużo gorszy niż odwiedzenie kościoła z rana. Póki co nie było powodów do zamartwiania się na zapas, toteż Jan powoli spełnił kufel i udał się na spoczynek. Sambor z kolei usilnie nastawiając ucha nie dosłyszał z goła już nic interesującego, rozmowy powoli jęły schodzić czy to na tematy cen żywności czy też powoli w tematykę jęły wkradać się drobne bezeceństwa.

Uwagi Deliona zbyło tylko wzruszenie ramion zapewne samego biblijnego Goliata, bo i człek, który go przed chwilą potrącił musiał być owym wymienionym w Piśmie olbrzymem, lubo nadawał się do pozowania do portretu takowego. Może i polak na takie lekceważenie odpowiedział by hardo, ale nie miał ku temu czasu, gdyż nagle z dziesiątek gardeł uniósł się ogłuszający śpiew przyprawiający wroga o drżenie nie tylko serca i tak oto procesja ruszyła.

 

***

240px-P.Marie_Snezna.jpg

Kościół Matki Bożej Śnieżnej należał do grona jednych z najważniejszych dla wyznających komunię pod dwiema postaciami, toteż ni Jan, ni Sambor, ni Delion nie musieli pytać o drogę, każdy bowiem kto choć trochę czasu już przebywał w Pradze wiedział gdzie owa świątynia się znajduje. Tak oto nim świt na dobre rozpalił niebo na wschodzie w stronę monumentalnej budowli zmierzało trzech wędrowców na spotkanie swego losu i choć budowla przytłaczała swą monumentalnością, to same wrota lekko uchylone zapraszały do wnętrza. Nie pozostawało nic innego jak skorzystać z owego zaproszenia i spotkać przeznaczenie, to póki co nie szczerzyło kłów w postaci straży czy choćby rozgniewanego tłumu, który mógłby szykować jakiś niemiły psikus w postaci choćby wypędzenie z miasta lub co gorsza obicia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jan wsłuchiwał się w pełne mocy słowa pieśni śpiewanej z zapałem przez Bożych bojowników.  Katolickie wojska już wielokrotnie poczuły na sobie tak moc tej pieśni jak i siłę samych bożych wojowników, walczących na nieznane dotąd rycerzom sposoby. 

- Jan słyszał o Ambrożu, znaczny posłuch miał on wsród Czechów i innych wyznawców kielicha, czego taka persona chciała od bitnego, ale biednego najemnika jak on, i to Polaka a nie Czecha czy Morawianiania? Wkrótce miał się dowiedzieć. 

 

Jan wchodzi do Kościoła, jeśli go ktoś zapyta, mówi, że brat Ambroż go wezwał. 

Edytowane przez Araven

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Delion stanął przed wrotami świątyni i zamyślił się. W prawdzie nie uczynił nic złego w swoim życiu, ale co jakiś duchowny mógłby chcieć od rycerza? Po chwili powiedział pod nosem, wzdychając lekko:

 

- Raz się żyje! Co ma być to będzie, jeśli tam nie wejdę, do końca życia będę się zastanawiać, o co mogło chodzić.

 

Obejrzał się wokoło. Był ranek, pojedynczy ludzie przechadzali się po mieście, niektórzy wybierali się do roboty, inni oglądali wschodzące słońce siedząc na murze. Delion przestraszył się lekko, nawiedziły go przez chwilę czarne myśli o możliwej pułapce. Przeszły mu jednak szybko. Jeszcze raz szybkim ruchem głowy obejrzał się za siebie, wziął głęboki oddech,

następnie uchylił wrota jeżeli były zamknięte lub lekko uchylone i powoli wszedł do środka.

Edytowane przez Pezurn

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nie wiedzieć czemu, zapewne na skutek nieokreślonego niepokoju Sambor ociągał się tym bardziej, im bliżej był  świątyni. Wreszcie jednak kościół Matki Bożej Śnieżnej wyłonił się już w całej okazałości. Chłopak zatrzymał się na moment, widząc lekko uchylone odrzwia.

Zwykły dzień. Nikt nie zauważy, gdyby jakiś człowiek zniknął... Albo paru ludzi, pomyślał.

Ściągnął lekko brwi. Kto mógł zmierzać do świątyni o tej nieprzyzwoicie wczesnej porze?

Odetchnął głęboko, poprawił pasa i  ruszył dalej. Cokolwiek tam na niego czekało, był tylko jeden sposób na sprawdzenie, co. Nasłuchując odgłosów dobiegających z wnętrza i starając się nawet nie dotknąć framug, prześlizgnął się przez wejście do środka.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

DSCN4404.JPG

 

Cała trójka mniej lub bardziej odważnym krokiem wkroczyła do środka świątynni, obecnie dość ascetycznego bo pozbawionego zbędnych zdobień i większości sprzętów jakie to spotykano w kościołach w Polsce. Choć wnosząc po bogactwie fresków ów kościół w latach wcześniejszych musiał być naprawdę piękny. Jako, że w chwili obecnej jednak nie dane wam było podziwiać czy to obrazów czy krucyfiksów wasz wzrok szybko dostrzegł przy ołtarzu Ambroża rozprawiającego z zakapturzonym osobnikiem.

Przybycie zaproszonych gości najwidoczniej też nie umknęło uwadze kapłanowi bo szybkim gestem uciął dyskusję i odprawił zakapturzonego jegomościa, po czym ruszył raźnym krokiem w waszą stronę. W tym dziarskim marszu wyczuć dało się zdecydowanie, a postać księdza co i rusz zdająca się znikać w miejscach gdzie przez okna wpadało zbyt mało światła by rozświetlić posadzkę upodabniała go do demona pędzącego by wyrwać dusze z ciał śmiertelników.

 

-Witajcie, dziękuję za wasze przybycie - zabrzmiało niczym wystrzał z taraśnicy, powitaniu zaś towarzyszyło uważne spojrzenie Ambroża, który zdawał się Was oceniać swym lodowatym wzrokiem

-Mam nadzieję, że jesteście wypoczęci bo czeka Nas jeszcze mały spacer, dopiero wtedy znajdziemy się u celu, ale nie mogłem sobie odmówić przyjemności poznania Was nim wszystko zostanie Wam objawione - słowom księdza towarzyszył uprzejmy uśmiech, na widok którego na pewno już co niektórzy wiązali by sobie pętlę na szyi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W pierwszej chwili Deliona ogarnął lekki strach. Rozmyślał przez moment o dokładnym znaczeniu słowa "spacer". Czyżby chodziło mu o daleką podróż?

A może wywloką ich w jakieś katakubmy?

Niezależnie od tego, co się wydarzy, postanowił nie tracić odwagi.

Obok siebie ujrzał dwóch mężczyzn, jeden z nich był zapewne nieco starszy od jego samego.

Postanowił na razie nie mówić nic do nich, tylko odpowiedzieć Ambrożemu.

Popatrzał na księdza, podszedł do niego niepewnym krokiem i powiedział:

- Witam, jestem Delion. Jeśli chodzi o mnie, to jestem gotów do drogi.

Po tych słowach powoli uczynił krok w tył i czekał, nasłuchując odpowiedzi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Sambor zacisnął usta w cienką kreskę. Zacisnął też szczęki, odruchowo, mocno, jakby już oczekiwał na jakiś cios nadchodzący z ciemnych  kościelnych zakamarków. Być może młodzik zbladł też lekko na widok uśmiechu księdza, ale nie drgnął. Szczęściem jeden z towarzyszących wybawił chłopaka od konieczności udzielenia natychmiastowej odpowiedzi. Sądząc po niezbyt śmiałym podejściu i tamtemu nie do końca podobało się zaproszenie.

By może jednak właśnie to obserwowano, być może kapłan zastawiał pułapkę i patrzył, czy lęk nie zdradzi sekretów...

"Oni też siedzą tu, jak płoć w saku" - pomyślał Sambor, odrywając wzrok od Ambroża i spoglądając na towarzyszy swej doli lub niedoli. "To ta atmosfera, w kościele jakby sam Bóg patrzył na wskroś" - uspokoił zaciskające gardło obawy i postarał się nie okazać najmniejszego wahania, kiedy wystąpił o krok i stanął u boku tego drugiego.

- Zawszem w gotowości wspomóc ramieniem zbożne dzieło - skłonił głowę - I bić papieżników - dodał podnosząc ją.  Z ostatnimi słowami w oczach łucznika pojawił się błysk zaciętości, niesamowicie kontrastujący z melodyjnym lecz wysokim głosem chłopca, przez który to nosił przezwisko Dyszkanta.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jan uśmiechnął się nieco drapieżnie. Nie przepadał za wywyższającymi się klechami a Ambroż mu na takiego wyglądał. Nie okazywał strachu, starał się zachować kamienna twarz i obserwować dyskretnie otoczenie. Polak nie ufał nikomu, nawet tu, nawet w kościele. Dyskretnie otaksował wzrokiem przybyłych obaj byli gołowąsami, zwłaszcza młodszy. 

- Jestem Jan z Piławy, prosty wojak w służbie Kielicha, nie przepadam ani za papieżnikami ani za Niemcami, raczcie rzec po nas tu wezwaliście bracie Ambroż, bo jak mniemam nie na modły my tu przybyli. 

 

Najemnik popatrzył chwilę w oczy Ambroża, nieco hardo, ale niezbyt długo by go nie urazić nadmierną zuchwałością. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

-Och pomodlić też by się zdało, ale czas goni i modły wszelakie, zwłaszcza w intencji powodzenia przyjdzie czynić później. Zaś co do celu wezwania, jako rzekłem chciałem Was poznać nim nakreślona zostanie Wam pewna propozycja, ale jeśli chcecie wiedzieć czego ona tyczyć będzie jak już wspomniałem musimy jeszcze odbyć małą wędrówkę - co rzekłszy kapłan skierował się w stronę wrót, przy tym po wyminięciu wezwanych nie obejrzał się ni razu za siebie, a przekroczywszy odrzwia skierował kroki w stronę Nowego Miasta. Czyżby to był ostatni moment na wycofanie się z całej kabały? Tylko kwestią otwartą pozostawało jak tak znaczna persona potraktuje odmowę, poza tym jeśli to kto inny miał bojowników wprowadzić w arkana misji musiał stać wyżej niźli Ambroż, a niewielu takich było, czyżby zawezwanych miał spotkać zaszczyt spotkania z samym Husem?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Delion zazwyczaj najpierw coś zrobił, a później myślał nad często nieciekawymi efektami swoich czynów. Była to jedna z jego wad, jednak tym razem postanowił postąpić inaczej. Czego on chce od niego, jakiegoś młodzika i starszego od siebie rycerza? Czyżby wyprawa wojenna? Prawą ręką pogłaskał nerwowo rękojeść noża, jednak po chwili cofnął dłoń, aby nie budzić podejrzeń.

Obyś się szybko nie przydał - pomyślał.

 Przystanął na chwilę, popatrzał w sufit świątyni, po czym odwrócił się w stronę towarzyszy i rzekł głosem cichym, ale głośniejszym od szeptu do Sambora i Jana:

 

- Witajcie. Nie mam pojęcia czego wielmożny kapłan chce, ale wiem tyle co wy. Proponuję wyruszyć za nim, w końcu raz się żyje, a skoro chciał pomocy zbrojnych to pewno jakaś bitka się szykuje. Sława i pieniądze mogą nam się przydarzyć. Swoją drogą, pozwólcie że się przedstawię - jestem Delion, pochodzę, jak mogliście się dowiedzieć z karczemnych plotek, ze zniszczonej wioski Żwar. Wracając, co proponujecie? Ruszyć za kapłanem czy uciekać gdzie pieprz rośnie? 

 

Po tych słowach stał wpatrzony w towarzyszy i czekał cierpliwie na odpowiedź.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Jak się postawiło pierwszy krok, to i drugi - młodzik stwierdził  bardziej butnie, gdy nie czuł już na sobie świdrującego wzroku księdza - A i trzeci lepiej, niż wyjść na tchórza. - rzekł już ruszając za Ambrożem - Też mi coś mówi, że nie do modlitwy jesteśmy potrzebni. Zwą mnie Sambor - odwracając głowę do towarzyszy uśmiechnął się tym rodzajem uśmiechu, który raczej nie wróżył długich zwierzeń. Coś, być może na wyrost, mówiło mu także, że nawet ściany murów mogą mieć uszy prowadzącego w nieznane, dziwnego kapłana.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Prowadź tedy bracie. 

Jan ruszył za Ambrożem, po co ta maskarada pomyślał mogliśmy od razu się spotkać w Nowym Mieście. Ale kapłani niczego nie robią bez ceremoniału i udawania ważnych pomyślał. Nie lubił on klechów, także kapłani Kielicha rzadko bywali lepsi niż katolicki kler. Najemnik jest czujny, może to jakąś próba... Może nas ktoś napadnie. Zachowywał czujność był gotów do ewentualnej walki. Wypatrywał zagrożenia albo potencjalnych zamachowców, Ambroż był ważny dla Bożych bojowników, to i papiescy by go chętnie ustrzelili. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dopiero po kilkuset krokach Ambroż zerknął do tyłu i pokiwał głową, czyżby ukontentowany, że jednak cała trójka podążyła za nim? Tego chyba nie będzie dane nikomu się wywiedzieć, no i dalsze dywagacje nad tym czy ksiądz jest zadowolony przerwało jego nagłe zatrzymanie się przed drzwiami nie wyróżniającej się zanadto kamienicy. Jedyne co odróżniało ją od sąsiednich budynków to straż pod drzwiami, a ta już znacznie rzucała się w oczy, zwłaszcza olbrzym z młotem kowalskim w ręku dzierżonym z taką nonszalancją jakby to był mały młoteczek. Delionowi ów osobnik z miejsca wydał się znajom, czyżby to właśnie on wczoraj go staranował, jeśli tak to chyba los sprzyjał polakowi, że nie wdał się w zwadę z tym osobnikiem.

-Oni są ze mną, nikt za nami nie szedł - Ambroż rzucił krótko do chudzielca z rohatyną, ten tylko skinął głową i uchylił drzwi, a kapłan tylko zachęcił was gestem ręki abyście za nim podążyli. Wszyscy spodziewali udać się do gabinetu albo jakiegoś tajnego pomieszczenia, gdy to klecha poprowadził was wprost do kuchni, a tam ku waszemu zaskoczeniu pałaszował śniadanie sam Jan Żiżka.

-Bracie tak jak poleciłeś sprowadziłem ludzi, których wybrałeś - zaczął relacjonować ksiądz - Moi ludzie zasięgnęli o nich języka, choć to Polacy, każdy zdaje się wiernym Bożym bojownikiem, od momentu przekazania im zaproszenia z nikim nie mówili i nie zostawiali tajnych znaków, podczas drogi też nikt nas nie śledził, toteż wydają się ludźmi pewnymi - zakończył wywód kapłan

 

-Dobrze, dobrze - pokiwał głową hejtman, a czynił to tak zamaszyście, że okruszki z jego bujnych wąsów posypały się na blat - Siadajcie, zapewne jesteście głodni, częstujcie się czym chata bogata, wybaczcie że nikt nam nie usłuży, ale nie zwykłem utrzymywać służby - co rzekłszy dał wam chwilę na to byście zajęli miejsce i jęli się posilać, licząc zapewne na to że zajęci przeżuwaniem i przełykaniem nie będziecie mu przerywać wywodu na który się zanosiło.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Delion spojrzał na smakowite potrawy na stole. W zasadzie to miał na nie ochotę. Zastanawiał się przez chwilę, czy to jednak nie pułapka. Ten sam człowiek który go wczoraj potrącił stoi teraz na straży? A to ci zbieg okoliczności. W jego głowie pojawiła się kolejna nieufna myśl - A co jeśli jedzenie jest zatrute. Po chwili myśl ta odpuściła - kto w końcu chciałby ukatrupić zwykłego rycerza?

W końcu zdecydował się zasiąść do stołu.

Nie minęło dużo czasu, gdy rzekł:

 

- Witam. Do teraz nie wiemy, dlaczego zostaliśmy tu zaproszeni. Wczoraj jakiś pachoł wydarł się do mnie na rynku aby stawić się w kościele Matki Boskiej Śnieżnej. Nie wiem kim był, bo po chwili ktoś we mnie wbiegł i wyłożyłem się jak długi na chodniku. Można poznać cel tej wyprawy?

 

Jako iż czuł się najodważniejszy z tej kompanii, wziął ze stołu kromkę chleba, kawał szynki i zaczął powoli jeść jedno z drugim. Jeżeli na stole był jakiś napój bezalkoholowy, napił się kulturalnie, pół szklanki. Alkoholu nie ruszał. Tak dla własnego bezpieczeństwa.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zagapiwszy się w pierwszym momencie zbyt długo na hetmana młodzik po chwili spuścił wzrok, zawstydzony swoją bezczelnością. Bąknął przeprosiny i coś o zaszczycie, i usiadł, nie tracąc okazji jaką było zaproszenie do posiłku u stołu, choćby tylko kuchennego, tak wysoko postawionej persony. Nie komentował także nic, lecz raz po raz rzucał szybkie spojrzenia na wszystkich obecnych, myśląc do czego ich pan Żiżka potrzebuje. Zdało mu się już pewnym, że nie chodzi o karę żadną, może jednak o sprawdzenie lojalności, co sugerował wstęp Ambroża.

Edytowane przez Vadeanaine

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Witajcie panie, jam nienawykły do tego by mi kto usługiwał. Bóg ręce dał to sobie poradzę. 

Jan skinął hejtmanowi głową, starając się nie okazać zaskoczenia.  Żiżka miał z nim gadać.  Niepojęte. Już to że Ambroż zainteresowanie okazał polskim bojownikom było zaskoczeniem, a tu sam dowódca. 

- Czego od nas oczekujecie panie?

Po czym poczęstował się jadłem, czekając na odpowiedź. Nadal jestem czujny. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Delionowi zapewne zbytnio nie smakowało połączenie szynki z mlekiem, toteż pierwszy jął zadawać pytania, w sukurs przyszedł mu Jan, jedynie Sambor profilaktycznie napełniał żołądek w ciszy, bo kto wie kiedy znów dane będzie wam jeść w spokoju. Tak więc Żiżka widząc, że nie będzie mu dane ogryźć udka kapłona, jął wyjawiać cel misji, machając owym udkiem niczym buławą

-Wszyscy wiecie, że wczoraj pogromiliśmy papieżnicką krucjatę, Zygmunt umykał aż się za nim kurzyło, a umykał ku Kutnej Horze, stamtąd pewno wycofa się ku Węgrom z cały wojskiem, a przynajmniej tak mu się wydaje, bo nie zamierzam mu na to pozwolić. Chcę ubić ich jak najwięcej, coby już nie prześladowali wyznawców prawdziwej wiary. Aby tego dokonać musimy zdobyć Kutną Horę i to najlepiej na dniach, najlepiej bez długiego oblężenie, które pochłonie masę ofiar po naszej stronie, ofiar których da się uniknąć jeśli plan się powiedzie. I tu do gry wkraczacie Wy, zadanie macie proste, macie udać się do Kutnej Hory, jawnie lub skrycie, już Wasz wybór, a w dniu szturmu otworzycie jedną z miejskich bram, ot tyle dokonać musicie. Macie dziesięć dni na dotarcie do miasta i przygotowanie podstępu, dziesiątego dnia z armią polną staniemy pod murami. Tak dziesięć dni, to wystarczy nam na spokojny marsz, niemcom rozproszonym po wczorajszej bitwie na zgromadzenie się w saku murów Kutnej Hory, a Wam starczyć musi bo jeśli Wam się nie uda i tak dojdzie do szturmu, a wtedy ciężko będzie odróżnić w mieście wroga od swego, toteż Wasz los będzie marny jeśli Wam się nie uda. Jeśli się uda, w co nie wątpię, nagroda Was nie minie. Czy wszystko jasne? - zapytał z powagą świadczącą, że żadne wymigiwanie się od zadania nie pomoże

-Dodatkowych, niewątpliwie przydatnych informacji udzieli Wam brat Ambroż, on także zapewni Wam pewne fundusze, ale wpierw pytajcie, wszak lepiej dla Was jeśli dopytacie o to co chcielibyście wiedzieć, niż macie wysłuchiwać wywodów kapłana jak na kazaniu - rzekł niemal z uśmiechem Żiżka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Delion uśmiechnął się szeroko. Nareszcie jakaś rozrywka! Wcześniej kierowano go na proste bitki czy grabienie nieprzyjaciół przy granicy, a teraz? Miał zostać agentem. Zastanawiał się przez chwilę, popatrzał na Jana i rzekł:

 

- Mam jedno pytanie. Rozumiem, iż mamy dostać się do psubracich jednostek wojskowych, przeniknąć pośród nich i podczas szturmu zdradzić nieprzyjaciół, otwierając bramy do miasta? Czy włamać się niepostrzeżenie do straży bram podczas bitwy po czym w harmidrze bojowym pociągnąć za liny? Pierwsze rozwiązanie wydaje mi się lepsze, ale marny nasz los, jeśli poznają nas wcześniej. Drugie za to może być ryzykowne, bo tłum może nas zabić, zanim zdążymy cokolwiek zrobić.

 

Przerwał na chwilę, spojrzał się w stronę kompanów:

 

- A wy, towarzysze, co proponujecie? - rzekł, po czym czekał cierpliwie na odpowiedź.

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Sambor pałaszował z apetytem, podczas gdy hetman tłumaczył. Uważał jednak każdego słowa i przypominać sobie zaczął, czy cokolwiek o Kutnej Horze w ucho mu wpadło wśród żołnierskich plotek. Dopiero na pytanie odpowiedział wzrokiem poważnym i drapieżnym do tego stopnia, że owej powagi niewiele nawet ujmowały wąsy z mleka, jakie zostały nad górną wargą chłopaka. Wnet jednak wytarł je wierzchem dłoni i ściągnął brwi, stukając kłykciem w blat stołu.

- W szeregi obrońców przeniknąć... Niezła myśl, jeno feler ma taki, żeby nas do obrony bramy musieli najlepiej przydzielić. Dziesięć dni, niewiele, ale moglibyśmy się postarać, by przy którejś z bram służba niemiła się stała. Papieskie psy w zabobon wierzą równie mocno jak w Boga i jak nabędą przekonania, że nieszczęście i złe miejscu owemu towarzyszy, to nawet kropidłu i modłom szybko nie uwierzą, póki znaki i pech nie ustaną.  Jestli może jakowaś ponurą sławą owiana tajemnica? Strachy? Białe damy? Legenda jaka w Kutnej Horze?  - młodzik uśmiechnął się niebezpiecznie - A takoż sposób porozumiewania się ważny będzie, bo furda kiedy otworzym, jeśli otworzym nie w porę. Za wcześnie - to we trzech obronić będzie trudno. Wiedzieć musim, kiedy oddziały gotowe są przez naszą bramę przebiec. Sygnał jakiś, wtajemniczonym tylko znajomy, a podejrzeń nie budzący... - spojrzał na księdza Ambroża szukając, jaką reakcję wywołają na twarzy zakonnika pomysły Deliona i własne.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Pomysł Sambora ciekawym się wydaje. Możemy najemników udawać. Mości hetmanie a nie dało by się nas jakoś uwiarygodnić moglibyście za nami jakowyś udawany pościg wysłać, byśmy ubieżali do wycofujących się Niemców, coby nas uwiarygodnić jako wrogów prawdziwej wiary w oczach papieżników?  Potem byśmy z nimi ku Kutnej Horze ruszyli.  Albo zorganizujcie jakowyś napad na kilku Niemców a my im w sukurs przyjdziemy. To drugie nawet lepsze niż to pierwsze. Albo uwolnimy jakowegoś znaczniejszego rycerza z niewoli Waszej bo pewnikiem jakiś jeńców macie?  i z nim ku Kutnej Horze ubieżać będziemy. 

 

Czekając na odpowiedź posilał się na koszt hetmana jego potężne ciało wymagało dużo jadła.

Edytowane przez Araven

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ambroż z zadowoleniem pokiwał głową słuchając wywodów trójki wybrańców, nie głupie pomysły oni mieli, widać dobrze wybrali z Żiżką.

-Co do tego jak przedostaniecie się do miasta to Waszemu konceptowi zostawiam, choć udawanie uciekających papieżników odradzam, w okolicy po wygranej panuje euforia, chłopi są ośmieleni widokiem czmychającego wroga to i łatwo możecie paść w jakiejś zasadzce nim obaczycie kopalnie Kutnej, a w drodze odradzam Wam powoływanie się na znak Kielicha, bo nie wiada kogo spotkacie i kto Was zauważyć może. Nie myślcie tylko, że poślemy Was tam z niczym, radzę Wam udać się wpierw do Kolina, tam odszukajcie gwarka Havelka, wiernego czterem artykułom, rok temu uszedł on z Kutnej Hory przed prześladowaniami. Sam do miasta wrócić nie może i w misji celu ostatecznym Wam nie pomoże, ale wskaże ludzi niechętnych Zygmuntowi a i o jakowejś legendzie może coś wie. Może dodatkowo wie coś o mniej strzeżonym wejściu do miasta, kto wie jakie tajemnice posiada, zbyt go nie naciskaliśmy i nie odwiedzaliśmy by nie zdradzić się z zamiarami. - wyrzucił niemal na jednym oddechu kapłan po czym powiercił się na krześle i perorował dalej - Jeśli o jakowymś znaku mowa, to niechaj będzie to procesja, zawsze walczymy z monstrancją na przedzie to i dziwić to nie powinno, ino na znak gotowości okrążymy z hostią miasto dokoła, to znaczyć będzie że gotowi jesteśmy, ino Wy jakowyś znak też dać nam musicie na którą bramę uderzyć - rzekł ksiądz, po czym w słowo wtrącił mu się Żiżka - tylko oznaczcie ją dobrze i za wczasu, wtedy przeprowadzimy pozorowany szturm w innym miejscu coby wrogów tam odciągnąć i dać Wam większą szansę - dorzucił hetman - No i bym był zapomniał - z udawanym zakłopotaniem dodał Ambroż - Wiemy, że nic tak nie otwiera drzwi i podwoi jak oręż no i złoto, toteż dostaniecie pięć tysięcy groszy, gospodarujcie nimi mądrze, używajcie rozsądnie coby przekonać niezdecydowanych i pognębić wrogów - zakończył wypowiedź westchnięciem jakby myśl o rozstaniu się ze złotem szczególnie go smuciła

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz