Ego

Objawy zła (Ego)

59 postów w tym temacie

Po krótkich przepychankach słownych w końcu uzgodniliście, co i jak. Karl, Lucien i Marie-Noëlle ruszyli na piętro, Lavina, którą ostatecznie Rikac przekonał do pozostania wyszła wraz z łowcą z domu i oboje okrążyli go, wchodząc na podwórze za budynkiem, natomiast Khergan został na ulicy, mając baczenie na okno sypialni.

 

5lQzb3A.pngigBvskf.pngx8hbQpU.png  

Rzezimieszek nie pozwolił się wyminąć rycerzowi, a elementy zbroi Luciena dźwięczały przy każdym ruchu, tak, że ktokolwiek był na piętrze, z pewnością mógł was usłyszeć. Mimo to weszliście po schodach i gdy znaleźliście się na korytarzu, od razu dostrzegliście, kto kręcił się po piętrze. Wysoki, otyły mężczyzna właśnie otwierał drzwi do sypialni znajdującej się od strony podwórza. Choć z postury wyglądał jak zwykły człowiek, to jego twarz zdradzała mutacje - posiadał dziwne, nieco oklapłe uszy i świński nos. Wyglądał na zaskoczonego i wystraszonego waszym pojawieniem się.

 

- Nie podchodźcie! Nie chcę żadnych kłopotów! - Krzyknął, łapiąc za sztylet przy pasie. Dostrzegliście, że kilka zębów ma nienaturalnie ostrych.

 

Mutant nie czekał na waszą reakcję, tylko otworzył drzwi i wpadł do sypialni, a wy za nim. Pierwsi w środku byli Karl i Marie-Noëlle, za nimi Lucien, akurat w momencie, gdy Świniak zdążył otworzyć okno i wystawić jedną nogę na zewnątrz. Siedział prawie okrakiem, co biorąc pod uwagę jego tuszę, wyglądało całkiem komicznie.

 

- Zostawcie mnie! Nic wam nie zrobiłem! Odejdę i nikomu nic się nie stanie! - Krzyknął mutant i wyrzucił przed siebie rękę, celując ostrzem sztyletu to w rycerza, to w rzezimieszka i żeglarkę. Jednocześnie próbował wdrapać się na okno i uciec.

 

 

EpHenqK.pngtZogzin.png

Wyszliście z domu i skierowaliście się na podwórze przez niedomkniętą, drewnianą furtkę. Na niewielkiej połaci terenu za domem panował zupełny bałagan. Wszędzie walały się jakieś zardzewiałe narzędzia i połamane meble, niemal całe podwórko zarośnięte było wysoką trawą i innymi krzaczorami. Szybko dostrzegliście również, że z drewnianych drzwi prowadzących do piwnicy zostało tylko kilka desek.

 

Nie było czasu na dokładniejsze sprawdzenie zejścia, gdyż usłyszeliście nagle odgłos otwieranego w pośpiechu okna na piętrze i po chwili zobaczyliście zwieszającą się przez parapet nogę jakiegoś mężczyzny i kawałek jego wielkich, nalanych pleców. Krzyczał w stronę pokoju, żeby do niego nie podchodzić, zatem Lucien, Karl i Marie musieli już tam być. 

Na razie nie dostrzegł waszej obecności na dole, a wy jego twarzy, gdyż ani razu nie odwrócił się w stronę podwórza.


3BPWEpv.png

Odprowadziłeś wzrokiem znikających na tyłach domu Lavinę i Rikaca i skupiłeś się na obserwacji frontowych okien. Ulica wciąż była pusta, chociaż woda stała już tylko w wielkich kałużach. Ludzie z pewnością wciąż obawiali się przywiązanych zwłok mutantów, co akurat było ci na rękę, bo w zbytnim tłoku mogłeś jeszcze coś pominąć.

 

Czekałeś przed domem i... nic się nie działo. Co prawda ze środka budynku docierały do ciebie jakieś głosy i stłumione pokrzykiwania, jednak okno na piętrze nie otworzyło się. Nikt nie próbował przez nie uciekać. Zastanawiając się, czy nie dołączyć do kompanów, nagle coś cię tknęło. Dziwne przeczucie, że jesteś obserwowany. 

 

Odwróciłeś się i rozejrzałeś. Istotnie, w przesmyku między dwoma domami po drugiej stronie ulicy, jakieś dziesięć metrów od miejsca, w którym stałeś, ujrzałeś zakapturzonego mężczyznę w szarym płaszczu. Nie widziałeś jego twarzy naciągniętej głębokim kapturem, jednak przyglądał ci się, co do tego nie miałeś wątpliwości. 

 

Chwilę później odkleił się od ściany, o którą był oparty i zniknął w wąskiej alejce między budynkami. Przypadek?

 

s6OH8dS.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

Wychodząc na zewnątrz, łowca cały czas obserwował wejścia, kątem oka tylko przyglądając się samemu podwórzu. Łuk zdjął z pleców, a jedną strzałę trzymał w dłoni - tak, aby mógł natychmiast zareagować, gdyby tajemniczy obcy chciał zwiać, albo jego towarzysze mieliby znaleźć się w niebezpieczeństwie. Kiedy dostrzegł wejście do piwnicy, rzucił tylko porozumiewawcze spojrzenie Lavinie. 

Nie sądzę, żeby prowadziło tam, gdzie prowadzi przejście w posiadłości. - podzielił się swoim przemyśleniem - Tym bardziej powinniśmy zbadać oba przejścia. O ile wszystko pójdzie zgodnie z planem.

 

W tym samym momencie tajemniczy przybysz wystawił nogę przez okno na piętrze, Rikac nałożył strzałę na cięciwę, i wycelował w jego kierunku. Oceniał jego posturę, nie wyglądał na takiego, który mógłby stanowić zagrożenie.

- Facet za cholerę im nie ucieknie. Połamie się, jeśli zeskoczy. - odparł z niedowierzaniem.  - Chyba jednak mamy do czynienia z kretynem...

Ani się waż zeskakiwać! - krzyknął ostrzegawczo Rikac - Wracaj na górę! - po chwili dodał już szeptem - Dla swojego własnego dobra... 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné


Kobieta wbiegła z pozostałymi na piętro i aż uniosła brwi, widząc kolejnego mutanta. Ten miał jednak świński nos, świńskie uszka i za cholerę nie wyglądał Marie na groźnego. Zresztą, widać było, że sam jest przestraszony ich obecnością, co się potwierdziło, gdy wbiegł do najbliższej sypialni.
- I tak nam nie zwiejesz! - Warknęła i ruszyła z towarzyszami za nim.

 

Gdy znaleźli się w pokoju, mutant był już w połowie drogi przez okno na dół. Czy naprawdę myślał, że skacząc z piętra nic sobie nie zrobi? Chyba był po prostu zdesperowany, by nie dać się złapać, sądząc po nerwowym wymachiwaniu sztyletem w ich stronę. Z podwórza usłyszeli głos Rikaca, co postawiło ich w jeszcze lepszym położeniu - Świńska Gęba nie miał jak uciec, otoczony z dwóch stron.
- Lepiej posłuchaj mojego kompana, inaczej nafaszeruje cię strzałami - powiedziała chłodno Marie, wpatrując się ponurym wzrokiem w przeciwnika. - Powiedz, co tutaj dokładnie robiliście i czy gdzieś jeszcze ukrywają się twoi kumple, a puścimy cię wolno i nic złego z naszej strony cię nie spotka.

 

Oczywiście kłamała, ale przecież tamten o tym nie wiedział. Modliła się przy okazji w duchu, żeby Lucien nie wyskoczył z jakimiś swoimi kwiecistymi przemowami odnośnie tego, że Chaos musi być tępiony na tych ziemiach i Świńska Gęba też się nie wywinie spod jego szlachetnego miecza. Gdyby sprawy się pokomplikowały, Marie miała zamiar ruszyć w stronę mutanta, zdzielić go tarczą i wciągnąć z powrotem do pokoju.

 

O ile będzie to możliwe. Chyba nie tylko ona wiedziała, że obecnie bardziej im się przyda żywy, niż martwy...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1WHKVbT.jpg

 

Lucien Dubois

 

Odnaleźli nieznanego, którym okazał się być mutant, kolejny pomiot chaosu i zapewne kompan tamtej trójki topielców. Bredził coś o zostawieniu go w spokoju oraz że nic im nie zrobił. Uciekał i był uzbrojony a to już było podejrzane, jakby nie wystarczyło samo to że miał mutacje. Wpadli we trójkę za nim do kolejnego pokoju, gdzie tamten miał zamiar skakać przez okno.

Skrzywił się słysząc słowa Marie odnośnie wypuszczenia go wolno. Była bretonką i chyba zdawała sobie sprawę, że takich osobników nigdy nie wypuszcza się wolno i żywych. Nie można było dopuścić by skaza chaosu rozprzestrzeniała się swobodnie po Bretonii i zagrażała każdemu mieszkańcowi królestwa.

 

- Nie będzie żadnego wypuszczania na wolność. Jedyne na co zasługujesz to na szybką śmierć z naszej ręki. – odezwał się nieświadomie niszcząc plany Marie odnośnie blefów i kłamstw. Lucien nie parał się takimi podchodami i szczerość, choć czasem kłopotliwa, była u niego bardziej honorowa aniżeli oszustwa jakimi parali się pomniejszego stanu. Dodał jednak słowa, które jego zdaniem mogły im pomóc w rozwiązaniu zagadki tego budynku i mutantów. – Odpowiesz na nasze pytania i otrzymasz szybką śmierć. Inaczej trafisz w ręce łowców mutantów, a oni nie będą tak wyrozumiali. Decyduj heretyku.

 

Może i dawał jakąś szansę mutantowi, ale jego los już był przesądzony. Miał umrzeć a czy to będzie tu zaraz, czy chwilę później to nie miało znaczenia. Podczas swych słów przesunął się parę kroków do przodu na flankę. W razie problemów miał zamiar skoczyć do przodu by uderzeniem tarczy zdzielić mutanta w pierś i odrzucić go w tym, tym samym dając otwarcie dla ciosu mieczem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

Lavina  Bleich

 

 

Zatrzymana przez łowce zweryfikowała swój plan i chociaż uważała, że element zaskoczenia już im nie wyszedł i nie musieli zachowywać ciszy to bez słowa udała się na tyły domostwa.

 

Kiedy zobaczyli postać w oknie myślała, że ona i Rikac mieli ten sam pomysł. Schować się i dać intruzów spaść,  połamać sobie coś i złapać go, kiedy stanie się mniej sprawny. Kiedy zamiast usunąć się w miejsce gdzie mutant że swojego miejsca ich nie zobaczy to Rikac spróbował 'to' zastraszyć by to nie skakało z okna, tylko prychnęła próbując zdławić śmiech.

- Wiesz, że łatwiej pojmać kogoś kto ma złamane nogi od tego co wie gdzie jesteś i może Cię opluć swoją skażoną śliną. - powiedziała tak by tylko Rikac ją usłyszał.

- Może jednak to postrzel. Jak przygwoździsz mu mogę do budynku to nie skoczy i nie ucieknie. - Dodała przeglądając się jeszcze raz po podwórzu szukając ewentualnego przeciwnika którego mogli pominąć zwracając uwagę na drzwi do piwnicy z tego co mogli spekulować mógł tam się kryć ktoś jeszcze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

war2.jpg

Karl Bergsohn

 

 

"Zaraz mnie krew zaleje". Pomyślał Karl widząc jak rycerz powoli i bardzo głośno wchodził po schodach. Napiął mocniej nadgarstki, żeby stłumić gniew, ale średnio mu to wychodziło, ledwo panował nad sobą. Wnet mignął mu obraz otyłego faceta próbującego wbić się do sypialni. Zaraz zauważył objawy mutacji. Nie były duże, ale na pewno widoczne. 

Nie wierzył, że mógł się z taką tuszą gdziekolwiek schować i nie dowierzał, że go wcześniej nie zauważyli. Gdy nieznajomy wparował do sypialni z jakimś okrzykiem, pobiegł zaraz za nim. Miał nadzieję, że reszcie udało się już dojść pod okno i zabezpieczą jego ucieczkę. Wszedł do sypialni i zobaczył komiczny wygląd, choć wcale nie było mu do śmiechu. 

 

Usłyszał jak Rikac woła do mutanta, przez co był pewny, że nieznajomy już nie ucieknie. Miał zablokowaną drogę z dwóch stron. Wymachiwał sztyletem, ale Karl nie odczuł strachu. Miał wrażenie że grubas nie za bardzo wie jak się nim posługiwać i jeszcze ten błagalny ton mutanta. Były rzezimieszek przyznał sobie w duchu, że nie wie co ma zrobić z mutantem. Nie wyglądał na groźnego potwora i nie widział powodu, dla którego miałby umrzeć. Nie miał jednak sporawego doświadczenia z mutantami, więc nie podejmował żadnych inicjatyw. Był przygotowany na rzut sztyletem, by wykonać unik, ale wątpił, że w ogóle zostanie rzucony. Ucieszył się w myślach, gdy usłyszał głos Mery, zapewniający, że nic mu się nie stanie, jeśli będzie współpracował. Ale prawie krew się mu zagotowała jak szlachtodupek wyrwał się ze swoją odpowiedzią o zabiciu grubasa. Gdy Lucien posunął się do przodu przybliżając się do mutanta, przeniósł miecz na lewą rękę i już chciał porządnie mu przywalić, ale zatrzymał rękę już na początku ruchu. Gdyby grubas był człowiekiem, nie oszczędziłby rycerzowi ciosu, ale nim nie był. O mutacjach niewiele wiedział, sporo ich też nie widział w życiu. Mutacje to były stygmaty zła. Karl wiedział, że nie powinien pomagać mutantom, ale czuł, że cała ta sytuacja nie powinna tak przebiegać. Stał tylko i patrzył na rozwój wydarzeń walcząc w myślach ze swoimi wątpliwościami. 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

63OwHmq.jpgP2sOvfn.jpg

Rikac Greatthane &  Lavina Bleich

 

Rikac nadal trzymał łuk wycelowany w mężczyznę, obrócił na ułamek sekundy głowę, aby spojrzeć na Levinie. 

Spójrz na tego mężczyznę - odparł cicho w jej kierunku, tak aby nikt wewnątrz budynku ich nie usłyszał -- Boi się. Miota się jak zaszczute zwierze, po co go straszyć jeszcze bardziej? Nie stanowi żadnego zagrożenia, to i nie będę go krzywdził. Przynajmniej nie teraz. Przecież on może nie mieć nic wspólnego z tymi mutantami. - patrzył na kobietę ze stoickim spokojem, wypowiadając słowa tak, jak gdyby recytował je z kartki  - Dajmy mu szansę na wyjaśnienie tego i owego, jak nie będzie chciał po dobroci, to rozprawimy się z nim inaczej. Założę się, że i bez przyszpilania go strzałą do tego parapetu, zaraz wszystko wyśpiewa.  

- Z nas dwojga ty masz go w zasięgu więc Ty decydujesz. Ja tym czasem baczam by ci nikt noża w plecy nie wbije. -  Odpowiedziała Lavina równie cicho, nie chcąc się kłócić na temat słuszności jej podejścia i brakiem poczucia humoru u towarzysza.

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

VmKliy0.jpg

Khergan Stalowa Tarcza

 

Khergan obserowował uważnie otoczenie i same okna ale nic się nie wydarzyło.
Dostrzeżona kątem oka zakapturzona postać wzbudziła jego zainteresowanie, wiedział jednak że nie może teraz zostawić posterunku by za nią podążyć w głąb miasta, 
zresztą, szanse że by dogonił człowieka, w dodatku miejscowego co zna miasto, były bliskie zeru. Niemniej, wpadł na pomysł że pierwsze co powinni zrobić jak już skończą badać miejsce to popytać sąsiadów co wiedzą o tym budynku i jego mieszkańcach. Sąsiedzi zwykle wiedzą więcej niż innym się wydaje, a wizja bycia przesłuchiwanym przez Łowców Czarownic zamiast przez Khergana na pewno sprawi że będą rozmowni, znaczy miał taką nadzieję.

 

Gdy usłyszał krzyki Rikaca był pewien że stoi ze złej strony a mutant, o ile to był mutant, został przyparty do muru z drugiej strony budynku, niewiele myśląć pobiegł w tamtym kierunku mając nadzieję że na coś się przyda.

 

 

 

Jak biegnie trasa? Czy wbiegając na podwórze Khergan przejdzie obok zejścia do piwnicy które widziała Lavina z Rikacem?

  

 

Edytowane przez Mhelkir

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

5lQzb3A.pngigBvskf.pngx8hbQpU.png 

O ile na słowa Marie mutant wyglądał, jakby zaczął się uspokajać, wywód Luciena sprawił, że szybko znów stał się nerwowy. To patrzył na nich, to za okno, gdzie w końcu dostrzegł Rikaca i Lavinę. Miotał się na parapecie, jakby miał hemoroidy na tyłku.

- Nie ma mowy, nie będę z wami współpracował! On mnie zabije! - Krzyknął w końcu. - Nurgle mi pomoże! Nurgle mnie ochroni!


Po tych słowach zaczął przerzucać prawą nogę przez parapet, jednak ze względu na swoją tuszę zachwiał się, stracił zupełnie równowagę i wypadł przez okno, głową w dół. Usłyszeliście jedynie głośne pacnięcie i nieprzyjemne chrupnięcie, a gdy dopadliście do okna, ujrzeliście leżącego na ziemi Świniaka. Jego głowa i szyja były wykręcone pod dziwnym kątem. Wyglądało na to, że spadł tak niefortunnie, że skręcił sobie kark.

 

EpHenqK.pngtZogzin.png

Obserwowaliście sytuację w oknie, która ze spokojnej stała się dramatyczna. Mężczyzna siedzący na parapecie odwrócił się w końcu w waszą stronę i ujrzeliście świński nos i takież same uszy - mutacje Chaosu, którymi poznaczona była jego twarz. Mutant krzyknął coś do znajdujących się w pokoju o tym, że Nurgle go ochroni, a potem próbował przerzucić nogę przez parapet.

 

Niestety, był tak gruby, że zachwiał się, stracił równowagę i runął z okna głową w dół. Moment później usłyszeliście głośne chrupnięcie, gdy zwalił się na ziemię i już nie poruszył. Dopadliście do niego, zachowując ostrożność, jednak wykręcona pod dziwnym kątem głowa i szyja zdradzały, że musiał skręcić sobie kark przy upadku. Akurat wtedy na podwórzu pojawił się Khergan, a w oknie Marie, Lucien i Karl.

Ciemne chmury na dobre zawisły nad L'Anguille. Zaczęło kropić.

 

 

3BPWEpv.png

Odpuściłeś sobie zakapturzonego mężczyznę i ruszając w lewo chodnikiem, otoczyłeś dom, przeszedłeś przez drewnianą furtę i znalazłeś się na podwrórzu za budynkiem. Na niewielkiej połaci terenu za domem panował zupełny bałagan. Wszędzie walały się jakieś zardzewiałe narzędzia i połamane meble, niemal całe podwórko zarośnięte było wysoką trawą i innymi krzaczorami. Szybko dostrzegłeś również, że z drewnianych drzwi prowadzących do piwnicy zostało tylko kilka desek. Przybój musiał zrobić swoje.

 

Nieopodal zauważyłeś stojących pod ścianą domu Rikaca i Lavinę, którzy pochylali się nad sporym kształtem leżącym na ziemi. Gdy podszedłeś bliżej, ujrzałeś człowieka z dziwnie wykręconą szyją i głową. Jego twarz nie była jednak ludzka - świński nos i takie same uszy zdradzały, że był naznaczony Chaosem i na pewno już nie żył.

Zaciągnięte ciężkimi, ciemnymi chmurami niebo nad L'Anguille w końcu zaczęło płakać.


s6OH8dS.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

- Kurwa mać! - Warknęła, gdy mutant po prostu wypieprzył się przez okno na zewnątrz.
Mogła się w sumie spodziewać, że nie będzie chciał współpracować po tym, co powiedział mu Lucien. Marie-Noëlle podeszła do okna i wyjrzała przez nie, wpatrując się przez chwilę w leżące na ziemi ciało. Potem odwróciła się energicznie w stronę rycerza.
- Blefowałam, Lucien, rozumiesz? Wiesz, co to znaczy blefować? Uczą was czegoś takiego na tych dworach? - Wysyczała przez zaciśnięte zęby. - Chciałam go podejść podstępem, żeby spróbować wydobyć od niego jakieś informacje, ale ty oczywiście musiałeś mu powiedzieć, że nie ujdzie z życiem. I zobacz, co mamy na dole... Martwe prosię... Następnym razem zastanów się, zanim palniesz coś głupiego. - Machnęła ręką. Miała ochotę przyłożyć mu z liścia w tę piękną buźkę, ale się powstrzymała, w końcu mimo wszystko to był szlachetka.

 

- Przynajmniej wiemy, że wyznawali Nurgla, chociaż ciężko było się nie domyślić, patrząc na jego gębę - rzuciła już mniej zdenerwowanym tonem. - Mówił, że ktoś go zabije, jeśli coś powie, zatem pewnie pracował razem z koleżkami u kogoś. Dla kogoś. W sumie na jedno wychodzi. Trzeba sprawdzić tę przeklętą piwnicę, może tam dowiemy się czegoś więcej. - Spojrzała na Luciena i Karla,  a potem wyjrzała przez okno i rzuciła do stojących nad ciałem Laviny, Rikaca i Khergana, który się doczłapał do nich. - Idziemy sprawdzić piwnicę, wy będziecie wchodzić tą stroną? - Wskazała palcem na wejście z rozbitymi drzwiczkami.

 

Gdy się rozmówili, ruszyła na dół. W salonie odpaliła latarnię i z mieczem w dłoni, w towarzystwie Karla i Luciena, lub nie, zeszła ostrożnie po schodach pod poziom podłogi. Cały czas pozostawała czujna i wypatrywała wszelkiego zagrożenia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

 

Lavina  Bleich

 

Lavina wciągnęła z sykiem powietrze kiedy rozległ się trzask i chrzęst łamanego karku. - No to pofrunął.  Dobra zobaczmy co jeszcze znajdziemy. - Skomentowała kiedy z Rikacem podeszli do trupa, przycupła przy ciele dźgnęła je dwa razy mieczem co by się upewnić że mutant na pewno nie żyje i zaczęła przeszukiwać łachy stwora. Po chwili szperania znalazła mieszek z ecu który bezceremonialnie schowała do swojej kieszeni.

Sztyletu nie ruszała gdyby Rikac chciał też jakaś pamiątkę.

Z góry dobiegły ją głosy Marie. “Uuuuu rycerzykowi się dostaje.”.

- Idziemy sprawdzić piwnicę, wy będziecie wchodzić tą stroną? - Usłyszała zapytania i podniosła głowę do góry.

- Chciałam pobiec do gospody po dodatkową lampę która mam, dajcie mi chwilę, i my możemy wchodzić od podwórza. - Odpowiedziała.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

war2.jpg

Karl Bergsohn

 

 

Rzezimieszek wpatrywał się krótko w nieżyjącego mutanta i towarzyszy. Nie było mu jednak żal denata. Wszelkie wątpliwości Karla zniknęły gdy mutant powierzył swój los Nurglowi. Sam sobie zawinił, gdy się przyznał jakiego boga wyznaje. Przeniósł gniew na nieżyjącego. Już się nie gniewał na rycerza, choć przyglądanie się na ochrzan jaki dostał od Mery sprawiło mu małą satysfakcję. Wysłuchał żołnierkę i nie rozumiał o jakiej stronie mówi Mery. Ale zgadzał się na zejście do piwnicy. Nie wdawał się w dyskusje z towarzyszami. Wyszedł szybszym krokiem z sypialni kierując się do swojego konia po pochodnię w worku. Nie poświęcił koniowi wiele czasu, sprawdził tylko więzy podtrzymujące wierzchowca. Ale jak poczuł pierwsze krople deszczu, żal mu było ekwipunku zawieszonego na siodle konia. No i trochę konia. Popatrzył na budynek i mruknął:

 

A co tam - po czym pociągnął konia ze sobą do budynku. Wszedł z nim do salonu i zawiązał do czegokolwiek stabilnego w pokoju. Zapalił pochodnię i ruszył do piwnicy budynku. Rozpalona pochodnia w lewej ręce, a miecz po prawej. Skupił zmysły w piwnicy, ale nie spodziewał się niebezpieczeństwa. Był bardzo ciekaw jakie tajemnice skrywają owe podziemia.

 

 

 

Edytowane przez Kertiop

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

W czasie, gdy Rikac tłumaczył Lavinie, dlaczego nie zamierza krzywdzić mężczyzny którego noga zwisała z parapetu, rozległy się krzyki. Młody łowca ujrzał twarz mutanta, i już zamierzał gwałtownie zareagować, wypuszczając strzałę prosto w jego kierunku. Tymczasem mężczyzna sam zsunął się z parapetu, i runął z hukiem na ziemię. 

Rikac przewiesił swój łuk przez ramię, a strzałę włożył z powrotem do kołczanu. Spojrzał na towarzyszkę.

- Cierpliwość nam się opłaciła, ja nadal mam dziesięć strzał w kołczanie zamiast dziewięciu, a skończyło się tak jak skończyłoby się przy każdym zaproponowanym przez ciebie scenariuszu - odparł beznamiętnie. - Jego zgonem. Różnica jest taka, że przynajmniej nie mam go na sumieniu.

Gdy Lavina przeszukała ciało, Rikac schylił się i zabrał sztylet. Nie miał żadnej broni do walki w zwarciu, więc uznał że ostrze rzeczywiście może mu się przydać. Łowca spojrzał na zbliżającego się krasnoluda.

Już po imprezie, krasnal. To przeklęty mutant, trzeba założyć, że może być ich tu więcej. Widocznie mieli tu jakąś kryjówkę, czy coś w ten deseń - rzucił. -  Musimy sprawdzić tę piwnicę. - wskazał głową na wejście na podwórzu. - Lavina zaraz przyniesie nam jakieś lampy.

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1WHKVbT.jpg

 

Lucien Dubois

 

Mutant wolał wyskoczyć przez okno i dać się zabić niż współpracować. Cóż śmierć i tak go czekała, ale obwieś wybrał opcję w której liczył na łut szczęścia i ucieczkę. Schował miecz do pochwy i stał się nagle celem ataku słownego ze strony Marie, której najwyraźniej nie były w smak jego własne słowa. Nie rozumiał w ogóle jej podejścia do tej sprawy.

- Na drugi raz mów wcześniej że masz zamiar kłamać i oszukiwać przeciwnika. Wtedy nie będę wchodził ci w paradę. Moje wychowanie wymagało czegoś więcej niż tanie sztuczki, prawdomówności i honoru. Niszczenia wszelkiego zła, które zagrażać może Bretonii. – odpowiedział jej bez namysłu. Nie zbeształ jej dosadnie tylko dlatego że była kobietą i nie wypadało tak jej traktować. Mogła się złościć, ale racja i tak była po stronie rycerza i ona zapewne to wiedziała i może dlatego się tak złościła.

 

Ruszył też na dół, skoro została już tylko piwnica do sprawdzenia. W pamięci przez chwilę pozostały ostatnie słowa mutanta – odnośnie jego boga Nurgla oraz tego który wydawał im rozkazy. Wyglądało na to, że przypadkiem natrafili na ślady czegoś poważnego i niebezpiecznego, co należało pokonać by nie plugawiło bretońskiej ziemi swą obecnością. Ponownie wyciągnął miecz gdy mieli schodzić do piwnicy. Światło, które jedno z nich odpaliło dawało szanse na dostrzeżenie wśród mroków szczegółów, jakie mogli by pominąć jak również w porę zauważyć zasadzkę i napastników. Schodził w dół uważając na to, co może ich czekać w podziemiach.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

VmKliy0.jpg

Khergan Stalowa Tarcza

 

 

- Krasnolud, ludziku - poprawił Rikaca Khergan uśmiechając się na koniec.
- Zdrobeninie za zdrobnienie - pomyślał i chociaż nie podobało mu się to jak go człowiek nazwał to starał się nie dać po sobie poznać, wiedząc że nadawanie własnych nazw jest powszechne u ludzi.
Był dumy z tego kim był i ze swojej rasy, dumny tak jak każdy Khazad być powinien.

 

- Słyszałem jak krzyczał o Nurgle'u, w tych okolicznościach nie wiem czy branie od niego noża jest dobrym pomysłem.
- Dom jest obserwowany przez zakapturzonego jegomościa, był zbyt daleko bym miał szansę go dogonić, ale ktoś się zauważalnie interesuje tym budynkiem i jego mieszkańcami, jak skończymy z piwnicą to sądzę że dobrze byłoby pogadać z mieszkańcami, może któryś z nich widział więcej niż powinien.

 

- Musimy się pospieszyć, jak się rozpada i zaleje piwnicę to wiele nie znajdźiemy. Zobaczę czy aby brak lampy tak bardzo przeszkadza, chwilę minie zanim Lavina wróci z lampą, a oczy mam nawykłe do kopalnianych ciemności, więc może coś uda mi się dojrzeć..

 

 To rzekłszy zaczął powoli schodzić do piwnicy od strony podwórza, póki kranoludzkie widzenie w ciemnościach dawało mu przewagę nad mrokiem podziemi. Liczył że pozostała dwójka niebawem z lampą do niego dołączą.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Lavina pobiegła szybko po latarnię, którą zostawiła w pokoju gospody, w tym czasie Khergan zszedł po skrzypiących, drewnianych schodach piwnicy. Z drugiej strony sporego pomieszczenia dostrzegł najpierw Marie, potem Luciena i Karla, którzy rozświetlali sobie drogę latarenką i pochodnią. Lavina w tym czasie dołączyła już z Rikacem i swoim własnym źródłem światła i choć w piwnicy pojawiliście się w krótkich odstępach czasu od siebie, to zobaczyliście to samo.

 

Zalegająca tutaj woda morska sięgała niewiele powyżej kostek, powietrze było chłodne i atakowało nieprzyjemnym zapachem stęchlizny i mokrej ziemi. Przez dwa niewielkie okienka umieszczone pod sufitem od drugiej strony domostwa, wdzierały się wstęgi światła, w których powoli unosiły się drobiny kurzu, a w jednym z nich zaklinował się kolejny opasły mutant, którego nogi zwisały teraz bezwładnie. Ściany były mokre, w niektórych miejscach nosiły znamiona jakichś dziwnych, zielono-fioletowych, paskudnie wyglądających nacieków. 

 

Główne, obszerne pomieszczenie piwnicy przerobiono na jakąś prowizoryczną świątynkę. Dziwny ołtarz stojący pośrodku, na którym wymalowano koślawe coś, co wyglądało jak opasła, ropiejąca na całym ciele żaba z jelenimi rogami był w opłakanym stanie, a walające się po podłodze misy oraz inne naczynia naznaczone były jakimiś bluźnierczymi i plugawymi symbolami od których robiło się wam niedobrze. Nie potrafiliście ich rozpoznać, ale skoro Świniak na piętrze wspominał o Nurglu, musiały wychwalać Pana Zepsucia. Żaden z przedmiotów nie wyglądał na cenny, a mógł przysporzyć tylko problemów w razie spotkania łowców czarownic.

 

Czuliście się tutaj nieswojo, jakby plugawy ołtarz - choć przewrócony - wciąż emanował jakąś złowieszczą energią. Rozchlapywana pod nogami woda przerywała ponurą ciszę, gdy w pełnej gotowości przeczesywaliście pozostałą część piwnicy.  Szybko natrafiliście na dwie pary drzwi rozmieszczone na ścianach po lewej i prawej od zejścia w salonie. O ile te po lewej były w całkiem dobrym stanie, tak te po prawej wypaczyły się pod dziwnym kątem we framudze pod wpływem wilgoci i widać było, że konwencjonalnymi metodami się ich na pewno nie otworzy. Gdy zastanawialiście się, co począć, nagle zza drzwi znajdujących się po lewej stronie doszedł was stłumiony, umęczony męski głos.

- Ratunku! Jest tam kto! Pomóżcie nam! Wydostańcie nas stąd! - Każde kolejne słowo zdawało się być wypowiadane z coraz większą desperacją.

 

Spojrzeliście po sobie, zastanawiając się, czy rzeczywiście ktoś potrzebował pomocy, czy może była to jedynie próba wciągnięcia was w pułapkę? No bo jak ktokolwiek mógł przeżyć w miejscu, które jeszcze kilkanaście minut temu znajdowało się zupełnie pod wodą?

 

s6OH8dS.png

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

W końcu zeszli do piwnicy i po tym wszystkim, co się wydarzyło wcześniej, Marie-Noëlle jakoś nie zaskoczyła się tym, co znaleźli. Właściwie spodziewała się, że skoro są tu mutanci, to gdzieś muszą mieć miejsce swoich schadzek i wyznawania bożka Chaosu. A gdzie lepiej robić te swoje rytuały, jak nie w piwnicy domostwa, którego nikt by nie podejrzewał o takie rzeczy, gdyby nie wypłynęły z nich zmutowane trupy?

 

Na paskudny ołtarz z rogatą ropuchą starała się nie patrzeć, bo napawało ją to obrzydzeniem. Trzeba było być naprawdę pojebanym, żeby zwrócić się w stronę Chaosu. Nawet, jeśli te kulty coś obiecywały swoim wyznawcom, to prędzej czy później było wiadomo, że tamci zawisną na drzewach, niczym liście, albo zostaną spaleni na stosach. Żeglarka nie cierpiała Chaośników i aż krew jej się burzyła, gdy miała z nim do czynienia.

 

Rozejrzała się po pomieszczeniu, dostrzegają dwoje drzwi na przeciwległych ścianach. Zza jednych zaczęły dochodzić ich nagle błagalne wołania o pomoc. To mogła być pułapka, a mogła nie być. Mimo wszystko należało zachować ostrożność. Spojrzała na zasuwę w drzwiach, wskazując na nią końcówką miecza.
- Jedno z was otwiera, reszta czeka z bronią, w razie, gdyby ktoś chciał na nas stamtąd wyskoczyć - powiedziała. Nie czuła się tutaj dowódcą, ale chyba to był najrozsądniejszy plan.

 

Odłożyła latarnię na podłogę, by dobyć tarczy. Kryjąc się za okrągłym, dodatkowym zabezpieczeniem, z mieczem w prawej dłoni, czekała, aż któreś z kompanów otworzy drzwi i będą wiedzieć, na co trafili. Czy na pułapkę, czy rzeczywiście na kogoś, kto potrzebował pomocy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1WHKVbT.jpg

 

Lucien Dubois

 

Podziemia były w opłakanym stanie, co jednak nie było dziwne biorąc pod uwagę niedawny zalew wody. Podobnie też rzecz miała się z wyposażeniem, które było równie zniszczone co wzbudzało obrzydzenie. Ślady bytności mutantów, ołtarz chaosu i przedmioty heretyków nie było czymś co należało tolerować.

 

- Nie dotykajcie żadnego z tych przedmiotów. Należało by sprowadzić kapłana lub jakiegoś specjalistę by zniszczył te plugastwa. – rzekł do reszty spoglądając na towarzyszy, czy czasem któryś nie planował przygarnąć jakiegoś przedmiotu dla własnego zysku. Słysząc głosy wzywające pomocy ruszył parę kroków w tamtym kierunku i gdy usłyszał słowa Marie zmarszczył brwi.

- Nie tak prędko z tym otwieraniem. To może być podstęp. – odezwał się powstrzymując działania pochopne z ich strony. A potem dodał głośniej – Kto tam wzywa pomocy i kim jesteś? – otwierać zamknięte drzwi miał zamiar dopiero gdy usłyszy odpowiedź na zadane pytania. Był ostrożny.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

VmKliy0.jpg

Khergan Stalowa Tarcza

 

- i jakim sposobem przeżyłeś gdy woda zalała całą piwnicę, mutacje chaosu dały Ci rybie skrzela?! - warknął krasnolud do osoby za drzwiami dodając w sumie najważniejsze pytanie o którym Lucien zapomniał. 

 

Nora śmierdziała błotem, morską wodą i czymś złym, czymś nienaturalnym co wzbudzało w Kherganie obrzydzenie.

Spojrzał na ropiejącą żabę namalowaną na ołtarzu, po czym wziął włócznię i przkereślił obraz dużym X niszcząc malunek oraz sprawnym ruchem włóczni zniszczył wszyst\ko co na nim stało zwalając to na ziemię. 

- Chaotyczne ścierwa - rzekł z niesmakiem i splunął na ołtarz.

 

Gdy skończył profanować ołtarz boga chaosu postanowił zbadać drugie drzwi, skoro jego towarzysze zajęli się jeńcem to on zabezpieczy teran.

Podszedł do wypaczonych drzwi i sprawdził czy mimo tego w jakim były stanie to da radę je otworzyć.

 

Sprawdzam czy silne krasnoludzkie ramiona i ewentualnie podważenie tarczą włożoną między drzwi a framugę pozwolą mi je otworzyć.

 

Edytowane przez Mhelkir

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

Lavina  Bleich

 

 

Lavina pobiegła do sieni gospody w której nocowała i złapała swój worek, sprawdziła tylko że sprzęt jest na miejscu, i tak szybko jak do niej wpadła, wybiegła z gospody. Niezwarzając na pobrzękiwania sprzętu w jej plecaku i mokre ulicę, kobieta biegła by nie przegapić rozdziału znalezionych kosztowności schowanych w piwnicy.

Kiedy wbiegła na podwórze zobaczyła, że tylko Rikaca na nią czeka. - Jak miło, że na mnie poczekałeś, mam nadzieje że cokolwiek nasz nienaturalnie duży karzeł znalazł na dole zostawi coś dla nas. - Powiedziała kucając i grzebiąc w plecaku wyjęła lampę, podała ją łowcy. - Potrzymaj mi to zaraz ją zapalę. - Następnie wyjęła łom i zapałki. Zarzuciła sobie plecak na plecy. I dopiero teraz zapaliła lampę. - Chcesz mój miecz czy może przyświecać latarnią drogę? Raczej nie będziesz strzelał tam do celu. - Zapytała i po usłyszeniu jego decyzji podała mu latarnię i razem ruszyli do piwnicy gdzie reszta już była i badała pomieszczenie. - Tylko jej nie zepsuj! To moja ulubiona i daje dobre światło. - Powiedziała puszczając go przed siebie sama trzymając w dłoni łom.

 

Na początku jej uwagę zwróciły wypaczone drzwi zastanawiała się czy to robota wilgoci czy czegoś innego. Kiedy odezwały się krzyki zza drugich drzwi i Marie przedstawiła swój plan Lavina podeszła do nich dając znać że może robić honory bycia wypuszczającym kogokolwiek tam mieli na zewnątrz. Kiedy Khergan i Lucien zadali swoje pytania pokręciła głową, ona sama rozegrała by to inaczej ale nie chciała stresować ludzi po tamtej stronie jeszcze bardziej stresować.

 

Spoiler

Lavina czeka z ręką na zasówie gotowa otwierać drzwi jeśli reszta podejmie taką decyzje że to robimy. Jeśli nikt o to nie spyta to zada tym po drugiej stronie następujące pytania. - Ilu was tam jest? - Czy jesteście związani lub skuci? -(Jeśli nie są i będą mogli o własnych siłach wyjść to da im jeszcze instrukcje.) -  Jesteśmy uzbrojeni i jeśli nie chcecie skończyć jak ci co was tam zamknęli wychodźcie powoli w odstępach z pustymi rękami wyciągniętymi przed siebie, Zrozumieliście?

Drugimi drzwiami zainteresuję się jak sprawa z "zakładnikami" zostanie rozwiązana.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

Rikac spojrzał za odchodzącym krasnoludem, ale nie odpowiedział mu ani słowem. Nie umiał dobrze mówić po bretońsku, a w księgach które studiował i które posłużyły mu do nauki, nie stroniono od używania słowa ,,krasnal'' w odniesieniu do krasnoludów. Widocznie dla przedstawicieli tej rasy był to zwrot obraźliwy. Warto było to zanotować w pamięci.

Mam czym się bronić. Ty też powinnaś. Wezmę lampę. - odparł, gdy Lavina już się zjawiła. Odebrał z jej rąk lampę, i ruszył przodem, wchodząc do piwnicy. Odwrócił się, słysząc jej uwagę. - Jak się zepsuje, to znajdziesz sobie nową. - rzucił opryskliwie.

 

Rikac ujrzał krasnoluda starajacego się otworzyć drzwi, odsunął się od Laviny i reszty drużyny, a następnie zbliżył do krasnoluda, położył lampę na ziemi, zdjął łuk z pleców, i wycelował prosto w drzwi. 

- Nie uważam żeby to był rozsądny pomysł, ale... - zaczął mówić w kierunku krasnoluda, ale przerwał, zabrakło mu pomysłu na to, jak mógłby dokończyć swoje zdanie. - Po prostu to otwórz. Mam nadzieję że na nabawimy się od tego żadnej mutacji...

 

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

war2.jpg

Karl Bergsohn

 

 

Wchodząc do piwnicy rozglądał się niczym baba na targu. Pochodnia wiele mu pomagała i mocno się zdziwił widząc krasnoluda, Lawinę i Rikaca w piwnicy. Dopiero po chwili zobaczył drugie wejście do piwnicy od strony podwórza. "Więc o to chodziło Mery". Obleśna i zawilgocona piwnica tak bardzo mu nie przeszkadzała jak poziom wody zakrywający buty. 

 

- Szlag by to! - zaklął Karl w przypływie gniewu. - Po co my tu wchodzimy. Nic tu nie ma oprócz przeklętej wody. 

 

Nagle usłyszał krzyk dochodzący za drzwi po lewej stronie. Skierował kroki w stronę drzwi, ale nie był pewny czy chce je otworzyć. Towarzysze zaczęli wypytywać kto jest za drzwiami, a były rzezimieszek zaczął podchodzić do drzwi  chcąc je otworzyć. Nie lubił tracić czasu, a i tak muszą je otworzyć. Jak zobaczył, że krasnolud z łowcą zaczęli interesować się drugimi drzwiami, które wyglądały na nieco zdewastowane zaczął się zastanawiać co jest z nimi nie tak. Krzyki były po drugiej stronie. Miał jednak nadzieję, że łowca przynajmniej się odwróci jak otworzy drzwi za którymi były krzyki. 

 

Już chciał dotknąć zasuwy gdy do drzwi podeszła również Lavina. Skinął jej głową, że on podejmie się ryzyka. Nie mógł przecież pozwolić, że drobniejsza od niego o dużą głowę kobieta, podejmie takie ryzyko. Poczekał aż się odsunęła od drzwi i przyjęła pozycję obronną koło Mery.

 

Jeśli odpowiedzi za drzwi nie brzmiały niepokojąco zwrócił się jeszcze do drzwi:

- Nie wyskakiwać stamtąd inaczej dostaniecie strzałę w głowę, rozumiecie? -  krzyknął do drzwi, po czym odwrócił się do Mery, dając jej kiwnięciem głową, żeby była gotowa. Prawa ręka trzyma miecz, a lewą ręką otwiera zasuwę. Gdy ją przesunie, mocno pociąga za sobą drzwi i odskakuje do tyłu i trochę na lewo stronę, tak żeby nie stać tyłem do drużyny. Miał też nadzieję, że Rikac się odwróci w stronę otwieranych drzwi gdy usłyszy słowo strzała i odpowiednio wyceluje.

 

 

Edytowane przez Kertiop
Sorka Obca, czytałem Twojego posta, ale widocznie nieuważnie...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

5lQzb3A.pngigBvskf.pngx8hbQpU.pngEpHenqK.png

 

Na odpowiedź zza drzwi Marie, Lavina, Lucien i Karl nie musieli długo czekać.
- Jestem Odo, to ja wołałem! Nie mamy jak wyskakiwać - Odezwał się ten sam głos. - Porwano nas parę tygodni temu z naszej wioski, Serrac, co niedaleko L'Anguille leży. Jest nas tu pięciu, zamknięci w klatce jesteśmy. Chcieli nas złożyć w ofierze, skurwisyny jedne! Pomóżcie nam, proszę!

 

Nie było powodu, by nie uwierzyć jego zdesperowanym słowom, więc Karl, który przejął zasuwę od Laviny pociągnął za nią i otworzył energicznie drzwi. Na Luciena i Marie nie wyskoczył żaden pomiot Chaosu, a gdy poświeciliście do środka, ujrzeliście pięcioro zziębniętych i przerażonych chłopów zamkniętych w prowizorycznej, skleconej na szybko metalowej celi. 

 

Wszyscy byli zupełnie przemoczeni i brudni, a jedyne ich odzienie stanowiły ubłocone spodnie i koszule. Dygocząc z zimna, tulili się do siebie, próbując choć trochę ogrzać. Jak okiem sięgnąć, po podłodze walały się jakieś śmieci, resztki mebli, tłuczone szkło. Powietrze było tu bardzo zimne, a wilgoć zdawała się przenikać wszystko. Jeden z więźniów, długowłosy, brodaty mężczyzna o inteligentnym, choć wyraźnie wymęczonym spojrzeniu, podszedł powoli do kraty i popatrzył po was, jakby nie do końca wierzył w to, co widzi.

 

i8Q9u2P.png

 

- Niech Pani będą dzięki - powiedział w końcu, z wyczuwalną ulgą i ożywieniem w głosie. - Już myślałem, że to ci pierdoleni kultyści się po nas wrócili, ale i tak zaryzykowałem wezwanie pomocy. Wcześniej nie dało rady, grozili, że nas pozabijają, jeśli chociaż piśniemy słówko. - Pokręcił głową. - Prędko, uwolnijcie nas. Oni długo już nie wytrzymają. - Wskazał głową na mężczyzn za plecami.

 

Istotnie, pozostali więźniowie prezentowali sobą obraz nędzy i rozpaczy. Dygocząc z zimna, nie byli nawet w stanie cieszyć się z nadejścia pomocy, obrzucając was podejrzliwymi spojrzeniami. Mogliście sobie jedynie wyobrazić, przez jakie piekło musieli przejść ci ludzie. Obok nich leżała długa, metalowa rurka, a mała dziura w suficie dała wam odpowiedź, jak przeżyli w zalanej piwnicy. Kratę oddzielająca chłopów od was wieńczyła solidnie wyglądająca kłódka.

 


3BPWEpv.pngtZogzin.png

 

Khergan i Rikac skupili się natomiast na wypaczonych drzwiach na przeciwległej ścianie. Krasnolud chwycił wielkimi łapskami brzegi drewnianych, zawilgotniałych drzwi i pociągnął do siebie. Za pierwszym razem wyskoczyły jedynie dwie śruby z zawiasów, za drugim energicznym pociągnięciem, tarczownik po prostu wyrwał je z trzaskiem i odrzucił na wilgotną podłogę piwnicy. Na stojącego z napiętym łukiem łowcę nic nie wyskoczyło, więc obaj ostrożnie weszli do środka.

 

Miejsce, oprócz zmurszałych beczek, wypełniały przeróżne koce, ubrania, misy, sztućce oraz szeroko pojęty ekwipunek podróżny, a przedmioty te zostały wykonane z dbałością i z dobrych materiałów. Wyraźnie nie pasowało to do opuszczonego domu i mutantów. W niewielkim kufrze pod ścianą odkryliście ponadto cynowe kufle, każdy ozdobiony wygrawerowaną finezyjnie literą "E", prowizoryczną, narysowaną niedbale mapkę okolicy z zaznaczoną krzyżykiem wioską Serrac oraz siedem ecu - niemal połowę rocznego zarobku chłopa. Nie było tu nic więcej, co zwróciłoby waszą uwagę, natomiast słyszeliście rozmowę towarzyszy dochodzącą z pokoju po drugiej stronie pomieszczenia z plugawym ołtarzem.

 

s6OH8dS.png

Edytowane przez Ego
literówki ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

Kobieta skrzywiła się nieznacznie, widząc zamkniętych w celi wieśniaków. Byli w opłakanym stanie i cud, że w ogóle żyli. Zerkając na rurkę i dziurę w suficie doszła do wniosku, że musieli oddychać na zmianę, gdy zalało piwnicę. Siedzieć kilka tygodni w takim syfie musiało być straszne, a co najciekawsze nieopodal po ulicy chodzili sobie ludzie, zupełnie nieświadomi tego, co się odbywało w tym domostwie.
- Pomożemy wam, spokojnie - powiedziała w końcu i spojrzała na kłódkę. - Ktoś umie sobie z tym poradzić? Lavina? - Spojrzała na towarzyszkę, a chwilę później przeniosła wzrok na mężczyznę o imieniu Odo. - Zaraz was stąd wypuścimy, ale wychodząc pokażecie nam dokładnie ręce i nogi. Nie to, żebyśmy wam nie wierzyli, ale musimy mieć pewność, że żaden z was nie jest jednym z tych plugawców. Na górze znaleźliśmy jakieś prześcieradła, powinny wystarczyć za chwilowe, suche odzienie dla was.

 

Poprawiła uchwyt miecza i kontynuowała.
- Powiedz no mi, Odo, ilu było tych kultystów tutaj? Coś szczególnego wpadło ci w oko, czy zapadło w pamięć? No i jak to się stało, że tutaj trafiłeś z ziomkami z wioski? Z domów was porywali?
Czekając na odpowiedź, odwróciła głowę w stronę drzwi i krzyknęła.
- Khergan, Rikac, wszystko u was gra? Bo coś cicho tam u was...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

Młody łowca spodziewał się, że za tymi niepozornymi drzwiami może ich czekać więcej kłopotów, niż za drzwiami którymi zajmowali się pozostali. Tak podpowiadała mu intuicja, kiedy więc krasnolud wreszcie wyrwał drzwi, łowca naciągnął cięciwę jeszcze mocniej, gotów natychmiast zareagować. Rozluźnił się dopiero, gdy krasnolud odrzucił drzwi na bok. Przewiesił łuk przez ramię, i wszedł wraz z nim do środka. Ujrzeli zwykłą w świecie graciarnię, pozornie pełną mnóstwa niewartych uwagi przedmiotów. Łowca chwycił jeden z kufli, i przyglądał mu się uważnie. Odwrócił się w kierunku krasnoluda, któremu udało się znaleźć 7 monet. Zgodził się na układ zaproponowany przez Khergana.

- Czwartą monetę zachowaj dla siebie. - odparł - Może jak już się z tym uporamy, po prostu postawisz mi piwo w gospodzie. - odłożył kufel, słysząc krzyk Marie.

Wszystko gra, u nas czysto! - spojrzał na krasnoluda - Nie mów im tylko, że znaleźliśmy tutaj pieniądze. Lucien i Marie na pewno nie będą mieli z tym żadnego problemu, ale Lavina... cóż, wygląda mi na taką, co to mogłaby nas okraść, i tyle byśmy ją widzieli. Nie kuśmy losu.

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz