Ego

Objawy zła (Ego)

141 postów w tym temacie

1WHKVbT.jpg

 

Lucien Dubois

 

Wydawać się mogło że wszystko się jednak ułoży. Jego słowa zostały poparte przez łowcę i Lucien uznał, że to dość by szlachcic uspokoił się i podjął rozważniejsze decyzje. Zwłaszcza w obliczu podejrzeń dotyczących kultystów chaosu. Wszystko to jednak zostało zaprzepaszczone przez resztę towarzyszy i samego Enguerranda, który słusznie zresztą uznał że należy ukarać za napaść na władcę tych ziem. Karczma wnet wypełniła się wrzaskami atakujących a Lucien przez krótką chwilę walczył ze sobą w obliczu wyboru przed jakim został postawiony. Mógł nic nie robić, pozwolić by jego towarzyszy złapano i skazano zgodnie z prawem tutejszym. Ale czyż mógł na to pozwolić ? Czyż nie obiecywał bronić słabszych, wspierać przeciw złu ? Czyż nie walczył ramię w ramię z tymi, którzy postanowili mu towarzyszyć w wędrówce po upragnionemu graalowi? Jak mógłby stanąć przed Panią Jeziora i co odpowiedzieć gdy ta zapyta czemu porzucił swych kompanów i uciekł jak tchórz?

 

„Pani, miej mnie w swej opiece, bowiem mam nadzieję że dobrze czynię stając przeciw tyranowi…” – przemknęło młodemu rycerzowi przez głowę, gdy sięgał po miecz i zaatakował. Lecz nie szlachcica, ale jego zbrojnych. Z halabardami w ciasnym pomieszczeniu nie mieli szans skutecznie użyć swej broni, dlatego skrócenie dystansu odbijając drzewce tarczą w bok by wyprowadzić atak było tutaj najlepszą opcją. Jeśli przeżyje tą walkę przyjdzie czas na kolejne decyzje... i ostre słowa do tych, którzy rozpętali niepotrzebnie tą walkę i rozlew krwi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

VmKliy0.jpg

Khergan Stalowa Tarcza

 

Khergan cieszył się że dotarli już do wioski, rana koło ramienia nadal dawała się we znaki i miał nadzieję że znajdzie znachora w tej mieścinie który pomoże mu szybciej wrócić do zdrowia.

Jadł, pił i weselił się z miejscowymi, pijąc z Rikacem obiecane mu piwo i miejscowe wino z jarzębiny. Wszystko wyglądało pięknie dopóki nie pojawił się szlachcic...

 

Szczerze Khergan nie znał miejscowego prawa dlatego uważnie patrzył na reakcje Luciena, sam nie chcąc się zbytnio wdawać w dyskusję. Krasnoludy z Gór Szarych w ostatniej wojnie ludzi poparły Imperium i o ile mieszczanie czy wieśniacy z Bretonii pewnie o tym nie wiedzą lub dawno zapomnieli, to szlachta i rycerze na pewno trzymają to w pamięci i przy kolejnej wezmą pod uwagę że khazadzi mogą nie pozostać neutralną stroną konfliktu, co może obrócić się boleśnie na ich niekorzyść.

Mogą też być uprzedzeni z tego powodu, wojna była przecież nie tak dawno temu, oczywiście nie tak uprzedzeni jak krasnoludy do elfów, czy inne długo-żyjące rasy. Ludzkie wojny trwają krócej, a i sam człowiek swoim krótkim żywotem sprawia że pamięć ich jako rasy lub nacji jest krótka i ulotna, Khergan nie chciał jednak jej obecnie testować.  Siedział, pił i czekał...

 

Na nieszczęście MarieRikac podjęli decyzję po której reszcie zostało niewiele manewru, i o ile losem nieznanej żeglarki by się mocno nie przejął, nawet mniej niż losem wieśniaków bo miejscowej, znającej prawo i wiedzącej czym ryzykuje na własne życzenie, to już losem Rikaca się przjemował, miał przecież dług do spłacenia.

Zwierzoludzie to nie byli, ale długi spłacać trzeba, stąd Khergan wstał i z żołnierską sprawnością przeszedł po stole tak by stanąć przed łowcą, obok Karla, osłaniając tego który uratował mu życie od najbliższych zbrojnych. 

 

Niewiele się zastanawiając szybkim ruchem wlóczni zaatakował najbliższego halabardzistę, niech Grimnir ma ich w opiece.

 

Edytowane przez Mhelkir

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Marie wypuściła strzałę, a z takiej odległości pocisk nie miał problemu by dotrzeć tam, gdzie został wystrzelony, czyli w nogę zbliżającego się halabardnika. Mężczyzna zawył z bólu i padł na podłogę. Strzelający nieopodal Rikac również trafił - jego strzała ugodziła przeciwnika w prawe ramię, wyłączając go z dalszej walki. Karl miał mniej finezyjny, ale równie skuteczny pomysł na walkę. Niesygnalizowane kopnięcie w krocze sprawiło, że szarpiący się z nim do tej pory halabardnik zgiął się w pół i zaczął krzywić, a prawy sierpowy rzezimieszka dokończył dzieła, wysyłając mężczyznę w krainę snów. Dobywając miecza, ruszył na kolejnego.

 

Lavina w tym czasie cisnęła kuflem, jednak żołnierz zdołał się uchylić i naczynie z brzdękiem odbiło się od ściany gospody. Nie mając wyjścia, sięgnęła po sztylet i rzuciła nim w stronę Enguerranda, który obserwując całą pogrążoną w chaosie bitkę, nie zdążył się uchylić na czas. Co prawda ostrze sztyletu tylko śmignęło mu obok twarzy, ale zostawiło szeroką, otwartą ranę na prawym policzku. Tego było już chyba dla dumnego szlachetki za dużo, gdyż odwrócił się na pięcie i po prostu wybiegł z karczmy, zostawiając swoich ludzi na pastwę losu. W tej samej chwili Lucien powalał właśnie na podłogę kolejnego z halabardników, a ciśnięta przez Khergana włócznia trafiła w bark następnego. Było po walce.

 

- Nieźle wam poszło. - Od strony zaplecza znajdującego się za waszymi plecami, dobiegł was nagle energiczny, wesoły głos i spokojne, pojedyncze oklaski. Dysząc od przypływu adrenaliny odwróciliście się i dostrzegliście stojących w drzwiach siedmiu tak samo ubranych, zakapturzonych mężczyzn w skórzniach i przy mieczach. Ten, który klaskał usiadł na rogu najbliższego stolika i  kontynuował. - Obserwowaliśmy was, odkąd pojawiliście się w Serrac. Byliśmy gotowi was wspomóc, gdyby walka z pachołkami Enguerranda nie rozwinęła się tak, jak powinna. Nazywają nas Zakapturzonymi, niektórzy z was na pewno o nas słyszeli.

 

Skinął głową na swoich ludzi, a ci bez słowa zaczęli zbierać z podłogi leżących i jęczących halabardników, po czym wywlekali ich przed karczmę, jednocześnie niezbyt delikatnie wyciągając z ich ran strzały i oddając je Rikacowi oraz Marie, a także włócznię Kherganowi.
- Obawiam się, że musicie iść z nami - powiedział głębokim głosem Zakapturzony. - Enguerrand tak tego nie zostawi, na pewno pognał już na zamek po posiłki i będzie was ścigał, póki nie zawiśniecie. Najbezpieczniej dla was będzie, gdy udacie się z nami. Nasz przywódca z chęcią was pozna. I nie obawiajcie się, nie zamierzamy zrobić wam nic złego. Cenimy sobie tych, którzy pomagają bezinteresownie innym. Odo opowiedział nam o wszystkim. Tędy proszę... - Ręką wskazał drzwi na zaplecze.

- Nie bójta się, to dobre chłopy są, ci Zakapturzeni. Walczą z Enguerrandem jak mogą, a ich dowódca to równy człek jest. - Wtrącił Odo, wyraźnie już rozluźniony.


s6OH8dS.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

 

Lavina  Bleich

 

Lavina miała była niepocieszona, że nie trafiła celniej Enguerranda. Nie wiele brakowało a mogli by spędzić parę dni bez listów gończych wystawionych za ich osobami. Zmierzyła wzrokiem nowo przybyłych i kiedy jedne z nich zaczął wykładać swoją sprawę ona udała się szybkim krokiem po swój sztylet na drugą stronę pokoju. Na nowo włożyła go do buta i wróciła po swoja torbę akurat kiedy zasugerowano im wyjście przez zaplecze.

- Po pierwsze nic nie musimy. Ale twoje zaproszenie jest nam bardzo na rękę więc i tak zamierzamy z niego skorzystać. - Powiedziała, do mężczyzny i nie tracąc momentum zarzuciła swój bagaż i ruszyła w stronę drzwi. Rzuciła jeszcze do swojej drużyny ponaglenie. - Ruszcie się bo nie mam ochoty trafić na stryczek dzisiaj.- 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

Obecność zakapturzonych zaniepokoiła go, przez chwilę obawiał się że to kolejni poplecznicy szlachcica. Kiedy jednak okazało się, że ci stoją po stronie wieśniaków, wcale nie odetchnął z ulgą. 

A więc jednak istnieje tu jakaś konspiracja. A potem dziw, że pan tych ziem chce wszystkich za byle co wieszać. - rzucił Rikac w kierunku zakapturzonych. Był zły, sam nie potrafił określić na kogo najbardziej, czy na swoich towarzyszy przez których Rikac będzie poszukiwany listem gończym także w Bretonii, przez Enguerranda, czy wreszcie zakapturzonych, którzy chcieli wciągnąć ich w swój spisek.

- Chcieliście nam pomóc gdyby coś poszło nie po naszej myśli, niech i tak będzie. Czy to dlatego przyglądaliście się całemu zajściu? Jest was siedmiu. Załatwiliśmy gwardzistów. Mieliście Enguerranda jak na dłoni. Gdybyście tu wkroczyli, mielibyśmy go z głowy. prychnął - A wy po prostu pozwoliliście mu uciec. Obserwowanie naszych zmagań widocznie sprawiło wam więcej przyjemności. Mało rozsądnych działań podejmujecie, jak na spiskowców.

Z braku lepszej alternatywy po ponagleniu Laviny, niechętnie ruszył razem z nimi.

 

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

war2.jpg.c5ded5732d3b9bf5b30cebf0cbb2c7ca.jpg

Karl Bergsohn

 

 

Adrenalina pulsowała mu żyłach, a on sam czuł jak ogarnia go siła po pokonanym pierwszym przeciwniku. Już się miał dobrać do następnego, ale zauważył, że już nikogo nie ma na swojej drodze. Wszyscy z drużyny poopowiadali się przeciw tyranowi. Nawet Lavina zdołała zranić szlachetkę. Widok płynącej krwi z policzka błękitnokrwistego bardzo ucieszył byłego rzezimieszka, ale był zaskoczony ile tajemnic skrywa dziewczyna, która w karczmie w bretońskim porcie bała się wody. Sztylety pochowane w obuwiu, potrafi otwierać zamki. Stwierdził, że lepiej jej nie prowokować, bo pewnie ma jeszcze parę asów w rękawie. Szlachetka niestety zbiegł z miejsca po nieudanym zamachu na jego życie, a na jego miejsce pojawili się zakapturzeni. Pierwszy raz słyszał o nazwie tej grupy. Banici pomyślał sobie Karl gdy jeden z nich zaczął przedstawiać grupę. Zakapturzeni zaproponowali ofertę, która w tym momencie była im na rękę. Szlachcic niewątpliwie wróci z zamiarem powieszenia ich wszystkich, więc ucieczka z Serrac była dobrym pomysłem. Wtem Rikac słusznie stwierdził, że mogli pojmać szlachcica, ale nie zadał pytania, więc były rzezimieszek go wyręczył:

 

Dlaczego go nie pojmaliście gdy mieliście szansę? - zapytał zakapturzonego, który wcześniej klaskał i dał im propozycję pomocy. Karlowi coś w tej grupie nie pasowało i był gotowy do kolejnej bójki jeśli będzie trzeba. Jeśli zakapturzowy udzielił sensownej odpowiedzi idzie po konia, sprawdza swój dobytek i rusza za nimi, patrząc oraz zapamiętując drogę, którą podążają. Po drodze trzyma się raczej swojej grupy, nie ufa zbytnio zakapturzonym.

Edytowane przez Kertiop

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

Walka poszła po ich myśli, chociaż z ucieczki Enguerranda nie można się było cieszyć. Marie czuła pulsującą w skroniach krew i uspokajała się już, gdy na scenie pojawili się Zakapturzeni. Kobieta wiedziała, kim są, zresztą, mało który zwykły Bretończyk nie wiedział. Zdenerwowało ją jednak to, że przyglądali się całej sytuacji, zamiast od razu wyjść z ukrycia i przeważyć szalę na korzyść Marie i pozostałych.
- Świetnie, że przedstawienie wam się podobało, trzeba było dołączyć, a nie klaskać teraz. W dupę sobie wsadźcie te oklaski - mruknęła, odbierając, a właściwie wyrywając swoją strzałę z dłoni jednemu z banitów.
Karl i Rikac zadali odpowiednie pytania, które nurtowały i żeglarkę. Dlaczego nie pochwycili Enguerranda, skoro mieli go na widelcu? To było dziwne, niemniej i tak nie mieli innego wyjścia, jak udać się z Zakapturzonymi, bo w wiosce byli już spaleni.
- Idę z wami, drugi raz losu kusiła nie będę - powiedziała nieco już spokojniejszym tonem i pozbierała swoje rzeczy. Z dłonią na rękojeści miecza podążyła za banitami, czujna i gotowa, gdyby jednak okazało się, że to pułapka.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1WHKVbT.jpg

 

Sir Lucien Dubois

 

Walczył, choć starał się głównie ranić i unieszkodliwiać przeciwników niż ich zabijać, ale zdawał sobie sprawę że na dłuższą metę to niewiele mu pomoże jeśli się pomylił w ocenie całej sytuacji. Nie pocieszał wcale fakt, że tak łatwo im poszło w walce, bowiem szlachcic uciekł i zapewne wróci z większą siłą by ich złapać. Odgłos klaskania i słowa za plecami zwrócił uwagę Luciena, który obrócił się ku nowemu.

Słyszał plotki o tych zakapturzonych, jak każdy kto urodził się i wychował w Bretonii, ale do tej pory nie było mu dane żadnego spotkać. I zdawali się nie być typowymi bandytami jak się można było tego spodziewać po opowieściach niektórych ze szlachty. Wytarł miecz z krwi i wsunął go na powrót do pochwy. Pomysł by oddalić się stąd by przemyśleć dalsze posunięcia i strategię był dobrym. Oczywiście nie obyło się bez sarkania i narzekań ze strony swoich towarzyszy, ale oni zdawali się być krótkowzroczni pod względem swych zamierzeń.

 

- Pojmanie szlachcica, a co dalej? Może jeszcze powieszenie go albo przejęcie jego ziem? Głupcy. Nie mielibyśmy tych kłopotów gdybyście powstrzymali się od atakowania go, a zostawili całą rozmowę mi. – rzekł do nich, a dokładniej do Karla który był prowodyrem tej całej bójki. Zgarnął swoje rzeczy i skierował swe kroki za zakapturzonymi. W drodze miał też zamiar zabrać swojego wierzchowca. Miał zamiar sobie uciąć dłuższą rozmowę z Karlem, który chyba za nic miał przewodnictwo rycerza i to że ściąga na wszystkich kłopoty swoich zachowaniem podczas spotkań ze szlachcicami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

 

Lavina  Bleich

 

- Pojmanie szlachcica to więcej roboty niż to warte. A przejęcie jego ziem z naszej pozycji społecznej i naszym nieistniejącym zapleczem było niemożliwe. Lucien co to znaczy dla ciebie? W sensie no reszta z nas jest już zapewne że nawet nie będą nas starać się schwytać żywcem żeby elegancko powiesić chyba tylko dla czyjejś Lordowskiej przyjemności. - Spytała rycerza, z ich wszytkich on chyba miał najwięcej do stracenia i podziwiała go w tej chwili za powściągliwość i nie spranie Karla na kwaśne jabłko tutaj i teraz. - Ale może ty jako rycerz masz jakąś drogę wyjścia obronną ręką. Nie ma sensu żebyśmy wszyscy siedzieli w tym gównie. Myślę, że nikt nie będzie miał nic przeciwko jeśli taką wykorzystasz, reszta z nas jakoś sobie z tym poradzi. - Dodała, ona pewnie by tak zrobiła mając taką możliwość, chociaż z drugiej strony czucie oddech służb ‘sprawiedliwości’ na karku nie był jej obcy, w przeciwieństwie do Luciena.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1WHKVbT.jpg

 

Sir Lucien Dubois

 

Lavina zdawała się chyba jako jedyna rozumieć w jakieś pozycji znalazł się Lucien. Oni skończyli by na stryczku, ale on sam? Skoro już byli w drodze to mógł odpowiedzieć kobiecie na jej pytania.

- Sir Enguerrand wie jak się nazywam, podobnie jego pachołki i wieśniacy. Jeśli bym znów stanął przed jego obliczem najpewniej zostałbym skazany jako rycerz na karę, adekwatną do mych zbrodni. Nie mówiąc już o przyniesieniu hańby mej rodzinie i ojcu musiałbym odkupić swe winy, jeśli w ogóle by mi na to pozwolono a nie skończyłbym na wygnaniu. Pokonać bestię mając za broń jedynie wiarę, czy przebyć cały las Arden w pojedynkę. O takich i podobnych karach słyszałem na rycerzy zsyłanych. - odpowiedział ze smutkiem w głosie. - Nie wiem co ma do powiedzenia szef tych Zakapturzonych, ale modlę się do Pani Jeziora, by pozwoliła mi pomyślnie przejść tą próbę jaką na mnie zesłała.

Prawdą bowiem było, że wpakował się w niezłą kabałę wiedziony słuszną ręką i w pościgu za śladem zła w postaci wyznawców chaosu. Ale zamiast kolejnych tropów i informacji podniósł rękę na władcę Serrac. Jego los zatem był równie zły jak reszty jego towarzyszy, a może nawet gorszy...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

 

Lavina  Bleich

 

“ Czyli twoją karą byłoby upokorzenie z szansą zachowania życia, osobiście uważam że to i tak jak lepiej niż reszta z nas”. Pomyślała w swojej głowie kiedy szli dalej. - Właściwie, to kim sa ‘Zakapturzeni’? Są to bardziej jak banici? Wywrotowcy? Rebelianci chcący zburzyć system klas społecznych? Regionalna grupa przestępcza o szerokim spektrum?  Sekta? Jakoś przez cały czas podróżowania przez ten kraj ta nazwa nie obiła mi się o uszy ani razu. - To pytanie rzuciła już do wszystkich, znałą parę grup uważanych przez władzę za nielegelne organizacje ale do tej pory informacje o takich grupach w Bretoni nie były jej potrzebne .

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

war2.jpg.c5ded5732d3b9bf5b30cebf0cbb2c7ca.jpg

Karl Bergsohn

 

 

Karl nie wierzył w to co słyszał, a pretensje rycerza wydawały mu się całkowicie bezpodstawne. Nazwanie Karla głupcem? Wiele razy popełnił głupotę w życiu, ale to jak się zachował w gospodzie nie należało bynajmniej do jego błędów. Właściwie to był jeden z niewielu dobrych uczynków byłego rzezimieszka. Słysząc, że jego dobre postępowanie było krytykowane napawało go to gniewem. Nie pomagał fakt, że miał wrażenie, że słowa rycerza kierowały się tylko do jego osoby. Zacisnął piąstki i już miał zripostować mu z nawiązką, ale w dyskusję weszła Lavina. Słuchając rozmowy między nią a rycerzem sprawił, że chciał mu pomóc wyjść z jego tarapatów. Nie czuł się winny tego co zrobił w karczmie, bynajmniej. Jeśli by nie zareagował, grupa chłopów pewnie by zawisła, zwłaszcza, że szlachcic nie był skory do słuchania. A nie mógłby żyć z świadomością, że mógł obronić chłopów, a tego nie zrobił. Chciał mu pomóc, bo pomimo, że bardzo często go wkurzał swoim kodeksem postępowania, to go polubił przez ostatnie wspólne przeprawy. Kopnął w kamyk, bowiem szedł na nogach, a konia trzymał za uzdę.

 

- Nie czuję się winny obrony wieśniaków w gospodzie, zrobiłbym to kolejny raz. I wiem Lucien, że mogłeś przejść na stronę tego dupka - po czym splunął na ziemię - bo tak byłoby łatwiej, ale nie zrobiłeś tego, bo czułeś, że nie tędy ścieżka do chwały. Ja .... pomogę Ci w odzyskaniu honoru. - rzekł do rycerza, chociaż nie był pewny czy słowo honor pasuje do sytuacji. Lekko się zirytował, bo nie lubił wygłaszać tego typu deklaracji publicznie, zwłaszcza, że nie był dobrym mówcą. Chciał szybko zmienić temat, więc odpowiedział na pytanie Laviny bez przekonania: Pewnie to zwyczajni banici.

Edytowane przez Kertiop

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

- Wychowałem się pod jarzmem łowcy nagród, byłem świadkiem wielu gorszych sytuacji, z większości z nich dało się wybrnąć negocjacjami. Rikac również czuł się zobowiązany skarcić swojego towarzysza, patrzył na Karla pełnym wyrzutów sumienia wzrokiem  - Za to spotkałem też paru takich jak ty. Nie przypominam sobie, żeby któryś długo pożył. Wybaczyłbym taką decyzję młodziakowi którego cechuje dziecięca naiwność, ale nie tobie. 

Rikac Greatthane, łowca wcześniej służący w służbie Imperium, wygnany przez własną ojczyznę i szukający nowego domu w Bretonii, stracił właśnie szansę na bezpieczne osiedlenie się i tutaj. Przytłaczało go bycie poszukiwanym listem gończym w jednym państwie, bycie poszukiwanym w drugim było już ponad jego wytrzymałość. Nie chodziło tylko o pretensje do Karla, Rikac musiał dać upust wszystkim wzbierającym się w nim emocjom. 

- I skończ się głupio usprawiedliwiać. Stój w cieniu, i najlepiej udawaj, że cię nie ma. To jedyna słuszna rzecz jaką możesz teraz zrobić. - warknął. 

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

- A może przestaniecie się kłócić, bo to i tak w niczym teraz nie pomoże? Stało się, jak się stało, czasu nie cofniemy. Każde z nas pochodzi z innych środowisk i każde reaguje tak, jak zostało przez to środowisko wychowane - powiedziała Marie, wtrącając się w końcu do rozmowy. - Nie ma sensu przerzucać się teraz winą, czy odpowiedzialnością. Będziemy ścigani i trzeba się z tym pogodzić, choć może Pani Jeziora ma w tym jakiś swój pokrętny cel. Przynajmniej chciałabym, żeby tak było. - Wzruszyła ramionami. Jakoś nigdy zbytnio religijna nie była, ale ponoć Pani kochała wszystkich Bretończyków, to i może dla niej miejsce w tej miłości się znalazło.

 - I również nie żałuję tego, co się stało. Ci wieśniacy nie zrobili nic złego, a zostaliby powieszeni, bo jakiś szlachetnie urodzony dupek miał taki kaprys. Nie cierpię tego wśród tych wszystkich szlachetków. Bez obrazy, Lucien, ty wydajesz się być inny.
Spojrzała na Lavinę.
- Zakapturzeni to legendy. Słyszałam o nich jeszcze jako mały szkrab. Od zawsze bronią biednych, łupiąc bogatych i przeciwstawiając się ich okrucieństwu. Nigdy nie dopuszczają się krzywdy wobec niewinnych, a z tego, co słyszałam wiele lat temu, werbują się z każdej grupy społecznej a ich przywódcą jest niejaki Bezimienny. - Wyjaśniła, kontynuując podróż za Zakapturzonymi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

 

Lavina  Bleich

 

- Marie daj im się wygadać lepiej żeby słownie się rozmówili. Nikt wam nie zarzuca, że źle postąpiliście chcąc pomóc ale musisz przyznać ze nie daliście Lucienowi załatwić tej sprawy polubownie, tylko od razu przeszliście do rozwiązań siłowych. Teraz o ile wasza Pani Jeziora nie ingeruje nasyłąjąc na wszystkich amnezję z ostatnich paru godzin pozostaje nam ewakuacja z kraju, albo zdekredytowanie Enguerranda i udowodnieniu mu powiązania z kultystami, czyli musielibyśmy znaleźć prawdziwe niezbite dowody, o ile takie istnieją, że to on wysłał swoich podopiecznych jako ofiary rytualne, jeśli to jego sprawka bo to ze ktoś jest dupkiem nie znaczy, że zadaje się z kultystami, i dostarczenie tych dowodów do wyższych władz..... -Lavina zawiesiła swój wywód, dając reszcie czas na nasiąkniecie jej pomysłami. Plus sama na szybko zrobiła rachunek zysków i strat przy tym planie. - Słyszałam że Estalia jest ładna o tej porze roku. - Powiedziała sugerując jej faworyta.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

Marie spojrzała na Lavinę.
- Nie przeszłam od razu do rozwiązań siłowych, tylko zagroziłam, że jeśli nie zostawi wieśniaków, to stanie mu się krzywda. A potem opuściłam łuk, gdy Lucien wygłosił swoje orędzie. Nie chciałam rozlewu krwi, ale nie zostawił nam wyboru. Za wszelką cenę chciał powiesić tych chłopów i nas przy okazji. Jakby chciał zacierać ślady, o czym Rikac już wcześniej mówił - wyrzuciła z siebie. - Nie wiem, jak jest w Imperium, bo byłam tam za krótko, ale w Bretonii sądy na podległych panu określonych ziem nie przebiegają na zasadzie: dzisiaj zawiśniesz, bo mi się nie podobasz, tylko są stosunkowo dłuższe. Nawet tyran musi się stosować do prawa, które narzuca mu król Bretonii, bo ma za dużo do stracenia, gdyby to kiedyś gdzieś wypłynęło. Enguerrand albo jest megalomanem, który myśli, że wszystko mu wolno, albo jest zamieszany w sprawę z L'Anguille. Pamiętacie, że znaleźliśmy kufle z literą "E", no nie? Jakoś Enguerrand mi całkiem pasuje. Zwłaszcza po tym, czego wszyscy doświadczyliśmy. Zobaczysz, Lucien, jeszcze wszystko się ułoży, nie załamuj się.  - Klepnęła lekko pięścią rycerza w blachy, które nosił na ramieniu. - Jesteś dobrym człowiekiem i Biała Pani na pewno to wie. - Uśmiechnęła się do niego, próbując podnieść go na duchu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1WHKVbT.jpg

 

Sir Lucien Dubois

 

Słyszał jak jedno przez drugie mówi straconej szansie pokonania szlachcica, udanej ucieczce czy też usprawiedliwieniu działań w karczmie. Dla Lucienia nie było to takie proste. Spojrzał na Marie, która zdawała się próbować go pocieszyć. Niezbyt jej to wychodziło.

- Czy byłby tyranem czy nie, to on stanowi prawo na swoich ziemiach, które odziedziczył po przodkach z dziada pradziada. Miał pełne prawo do swoich oskarżeń względem wieśniaków, czemu się przeciwstawiłem ale Karl wolał być w gorącej wodzie kąpany i szalał jakby przeciw orkom stawał a nie szlachcicowi. Dlatego chcę ostrzec, że jeśli znów taka sytuacja nastąpi a ty pierwszy zaczniesz działać nim ja się odezwę, to palcem nie kiwnę w twojej obronie. Mam nadzieję że wyraziłem się jasno. - pozwolił sobie na pełne pasji opieprzenie w końcu Karla za jego wybryk. - Wszyscy musimy się stosować do prawa miejscowego, nieważne jakie by było. W razie problemów stosować wyjścia dyplomatyczne gdy jest możliwość. Ale w tej chwili nie wiem czy Pani Jeziora spogląda na nas przychylnie czy nie. Wszystko się okaże w obozie tych zakapturzonych, co oni mogą nam powiedzieć o Enguerrandzie. Bowiem rzucanie takich pochopnych oskarżeń mając tylko kubek z literą za dowód przez nikogo nie zostało by uznane za znaczące.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

- Wiem, że przez nikogo nie zostałoby uznane, na Panią, do cholery. Czy ty myślisz, że jestem aż taką idiotką? - Marie przewróciła oczyma, gdy Lucien skończył mówić. - Jakbym wygarnęła mu wprost, że się z kultem Chaosu zbratał, a jedynym naszym dowodem póki co jest kufel z literą "E", to by miał pełne prawo mnie powiesić. Dlatego nie wygłaszam swoich spostrzeżeń wszem i wobec, tylko w naszym towarzystwie, bo mimo wszystko łączy nas ten sam cel i jakoś tam wam ufam. Wieśniacy zostali porwani, bo nikt za nimi tęsknił nie będzie, akurat z ziemi szlachetki Enguerranda, który chciał ich powiesić, gdy tylko wrócili cali i zdrowi. O kuflach mówiłam. No chyba nie powiecie mi, że mam paranoję i tylko mi jednej łączą się te sprawy w zgrabną całość? - Prychnęła. - Swoje wiem, i dopóki mi się nie udowodni, że ten szlachetka nie jest zamieszany w tę sprawę, to nie uwierzę. Nie uwierzę i chuj. - Skrzywiła się.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

war2.jpg.c5ded5732d3b9bf5b30cebf0cbb2c7ca.jpg

Karl Bergsohn

 

 

Piernicz się Rikac - odrzekł Karl z wypiekami na twarzy. - trzeba było pójść na obiad z tym dupkiem, tam mógłbyś opowiedzieć więcej o swoich przeprawach z łowcami głów.

 

Tym razem nie próbował nawet się powstrzymywać. Wystarczyło mu już tyrady ze strony towarzyszy. Gdzie niby popełnił błąd? Unieruchomił jedynie strażnika przed pojmaniem prostego chłopa, a teraz towarzysze mają mu za to za złe. Mery próbowała jakoś załagodzić jakoś sprawę za co był jej wdzięczny, gdyż sam powoli nie wiedział co miał o tym myśleć. W głowie zaczęły pojawiać się wątpliwości. Żałował, że nie ma przy nim jego przyjaciela. Jego prawdziwego przyjaciela, który pomógł mu zmienić jego życie na lepsze. Wrócił myślami do swojej przeszłości, przez co niewiele słyszał o czym mówili towarzysze. Wychwytywał tylko pojedyncze słowa Mery czy Luciena. Pomyślał, że musi się napić, czegoś mocnego, bo na trzeźwo tego nie zniesie. Życie jest do dupy pomyślał i miał nadzieję, że zakapturzeni mają coś mocnego.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Na wszystkie pytania odpowie wam nasz przywódca. Teraz nie mamy chwili do stracenia, ruszajmy. - Ponaglił ich Zakapturzony.
Khergan miał zamiar odwiedzić wioskową znachorkę, ale nie było na to czasu, głównie ze względu na to, że pozostali niemal od razu ruszyli wraz z Zakapturzonymi, dyskutując na temat sytuacji z Enguerrandem. Niedługo później opuściliście wioskę, prowadzeni gdzieś w głąb ponurego, pogrążonego w ciemnościach lasu. Ścieżkę rozświetlała jedynie jedna lampa niesiona przez nieznajomego, który prowadził pochód.

 

dNjFkHz.png

 

Mannslieb wisiał wysoko na niebie, rzucając trupioblady blask między wykrzywione pod dziwnymi kątami gałęzie. Jego mniejszy brat, Morrslieb, skryty był zapewne gdzieś za chmurami. Niektórzy z was przypomnieli sobie znaną legendę o tym, że onegdaj demony polowały na ludzi tego świata, wyłaniając się z bramy na niebie, dopóki Morr nie zadał im śmiertelnego ciosu. Następnie stworzył drugi księżyc ze zgliszczy demonów, aby śmiertelnicy nigdy nie zapomnieli tego, kto i jak ich uratował. Ludzie gadali jednak różne rzeczy i nie wszystkie były zgodne z rzeczywistością, o czym sami się przekonaliście w drodze do Serrac, nocując w opuszczonym młynie. Podróż przez mroczny las "umilały" wam dziwne dźwięki dochodzące z krzaków, czy strzelające gdzieś gałązki, jednak prowadzący was zakapturzeni mężczyźni zupełnie się tym nie przejmowali.

 

Wybierali tak zawiłe ścieżki, że ciężko byłoby się połapać w tym za dnia, a co dopiero nocą. Nawet Rikac szybko stracił poczucie kierunku, zatem zdani byliście na swoich przewodników. Po niespełna kwadransie marszu przez ponury las wyszliście na sporą polankę, pośrodku której płonęło żwawo ognisko. Wokół rozstawionych było kilka jedno i dwuosobowych namiotów, a przy ogniu siedziało pięciu zakapturzonych mężczyzn. Zostaliście podprowadzeni do paleniska i zwróciliście uwagę zwłaszcza na jednego z nieznajomych - był zakapturzony i zamaskowany, a jego skórznia w świetle ognia zdawała się być najlepszej jakości. Mężczyzna bawił się sztyletem, obserwując was. Z pewnością był to przywódca bandy.

 

Skinął głową swoim ludziom, którzy podnieśli się z kamiennych siedzisk wokół ognia i wraz z waszymi przewodnikami oddalili, zostając jednak w bezpiecznej odległości i obserwując was z dłońmi zwieszonymi na rękojeściach mieczy. Zamaskowany mężczyzna gestem dłoni wskazał wam, byście zasiedli przy ognisku, a gdy to uczyniliście, zaczął mówić spokojnym, melodyjnym głosem.
- Nazywają mnie Bezimiennym, a ten las i okolice to dom mój i moich towarzyszy. Obserwowaliśmy was od momentu, jak tylko pojawiliście się niedaleko Serrac i miałem naprawdę głęboką nadzieję was poznać. To, co wydarzyło się dzisiaj w gospodzie tylko to przyspieszyło. - Wsunął sztylet do pochwy przy pasie i kontynuował. - Wdzięczny wam jestem za uratowanie wieśniaków, to dobrzy ludzie wiodący proste życie. Odo zdążył opowiedzieć moim ludziom, przez co on i jego ziomki przeszli w L'Anguille, a to tylko potwierdza moje przypuszczenia, że coraz gorzej dzieje się na tych ziemiach. Zło zaciska swą pętlę coraz mocniej, a my nie możemy tak tego zostawić.

 

Spojrzał po was i na moment zamilkł, gdy do paleniska doniesiono pieczoną dziczyznę i dwa dzbany wina z kubkami.
- Częstujcie się, moi drodzy, bo chyba nie zdążyliście dokończyć wieczerzy w "Jeleniu".  - Sam nałożył sobie udziec na talerz i polał alkoholu, jednak na razie ich nie tknął. - Widzę, że są wśród was przedstawiciele rycerstwa, a i pozostali na pewno potrafią robić mieczem. Do rzeczy jednak... kilka godzin na wschód stąd leży starożytny kurhan, przy którym moi ludzie odkryli w ostatnich dniach wzmożoną aktywność zwierzoludzi i mutantów. Biorąc pod uwagę, co działo się z wieśniakami, możliwe, że te sprawy są w jakiś sposób powiązane. Ostatnimi czasy Enguerrand nieco zdziesiątkował moją bandę Zakapturzonych, zatem czy zechcielibyście pomóc nam w sprawdzeniu, co kryje kurhan, którym interesują się pomioty Chaosu? - Otaksował wszystkich wzrokiem, zatrzymując się dłużej na obliczu Luciena. - Dla rycerstwa to chyba sprawa honoru, by wytępić wszelkie objawy zła na bretońskich ziemiach, czyż nie?
Zamilkł, oczekując waszych odpowiedzi.

 

s6OH8dS.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

war2.jpg.c5ded5732d3b9bf5b30cebf0cbb2c7ca.jpg

Karl Bergsohn

 

Zawiązał konia do jednego z drzew jak tylko na trafili na obozowisko i zasiadł do ogniska razem z towarzyszami. Karl wysłuchał beznamiętnie przywitanie herszta banitów, ciągle pochłonięty wspomnieniami przeszłością. Miał w tej chwili wszytko w głębokim poważaniu i rozglądał się uważnie za czymś do picia. Chciał zgasić pragnienie, stare, dobrze znajome pragnienie, które nie potrafi być ugaszone. Ożywił się bardziej na widok trunku i posiłku. Słuchał Bezimiennego z lekką uwagą, a drżącymi rękami zaczął sobie nalewać wina i na pusty żołądek wlał w siebie całą zawartość jednym duszkiem. Pomyślał sobie, że pił lepsze i słodsze wina oraz, że wolałby coś mocniejszego. Jadł i popijał winem, nie przejmując się zbytnio propozycją dowódcy Zakapturzonych. Problemy związane z ostatnimi wydarzeniami robiły się coraz dalsze i dalsze, a Karl zorientował się, że wypił już trzeci kubek wina, przez co czuł się już trochę spokojniej. Popatrzył na Bezimiennego i na drużynę. Wspomnienia odżyły, gdy zatrzymał wzrok na rycerzu i łowcy, którzy potępiali jego występek w gospodzie u Jelenia. Nie mógł pić więcej gdyż, drużyna pewnie i za to by go skarciła, czekał w milczeniu, aż spotkanie dobiegnie końca, po czym poszuka mocniejszego trunku i zaleje się w trupa. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

 

Lavina  Bleich

 

Tematy ich rozmowy oraz sam 'spacer' przez las do ukrytego obozu, a wcześniej ich wczesna ewakuacja sprawił, że żołądek Laviny zaczął dawać o sobie znać. Kiedy w trakcie przemowy ich gospodarza wjechała dziczyzna Lawina z sztyletem rzuciła się na strawę i odkroiła sobie sporą część mięsa.

- Zakładając że i tak nie mamy zbyt dużego wyboru, w końcu jesteśmy już poszukiwani przez tutejszą straż wiec jesteśmy jako tako skazani na waszą gościnę, która jak zgaduje nie jest podyktowana tylko dobrocią 'szlachetnego' serca. -  Pozwoliła sobie na wypowiedzenie swoich spostrzeżeń. Jak i zwróciła uwagę na Karla który wpadł w bardzo niebezpieczny nastrój. - Pójdziemy tam i sprawdzimy co się tam dzieje... ALE chcemy znać wszystkie informacje jakimi się możecie podzielić. Ile mutantów zaobserwowaliście w grobowcu? Czy okoliczne opowieści mówią czyj był grobowiec? No i rozumiem, że możemy liczyć na odwracanie od nas uwagi podczas naszego śledztwa. - Zapewnie nie dostanie wszystkich odpowiedzi ale zamierzała wyciągnąć od Bezimiennego tak dużo zaplecza ile się da. Zerknęła jeszcze raz w stronę Karla. "Ughh.... trzeba go będzie odstawić od butelki jeśli ma być przydatny, coś czuje że nie będzie to łatwe."

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

Nie podobał mu się brak odpowiedzi ze strony zakapturzonego, ale nie protestował. Jeśli udałoby się im obalić pana tych ziem, lub przynajmniej znaleźć przeciwko niemu jakiekolwiek, solidne dowody, role mogłyby się znacząco obrócić na korzyść młodego łowcy i jego towarzyszy. Opcje były dwie, ,mogło okazać się że ruszenie za zakapturzonymi okaże się katastrofalną decyzją, lub najlepszą z możliwych. Ucieczka przed władzami Bretonii i łowcami nagród z kolei była już katastrofą samą w sobie. Wybór był oczywisty. 

Szli przez gęsty las, wybierając mało uczęszczane i zawiłe ścieżki, młody łowca z zaniepokojeniem zauważył, że nie ma już odwrotu. On i jego towarzysze zdawali się być zdekoncentrowani, i najprawdopodobniej taki był zamiar Zakapturzonych. Jeśli teraz zmienią decyzję, nie znajdą już drogi powrotnej. A jeśli jakimś cudem znajdą, to błądzenie po omacku zabierze im mnóstwo czasu.

 

Po jakimś czasie znaleźli się na polanie usianej namiotami, która stanowiła schronienie Zakapturzonych. Zdawali się być zorganizowaną grupą. Po przedstawieniu się Bezimiennego, Rikac uśmiechnął się tylko mizernie. Nie przespał poprzedniej nocy gdy trzymał wartę w domku przy młynie. Dziś był już całkowicie wyczerpany. Nogi uginały się pod nim, głowa bolała go niemiłosiernie, a oczy same się zamykały. Chciał zadać dziesiątki pytań, ale żadnego nie potrafił uformować.

Kurhany. Doskonały pomysł. - wymamrotał ledwo żywy. Nie zastanawiał się nawet nad sensem swoich słów - Dać się zabić pomiotom chaosu, Chyba nic lepszego nie wymyślimy. Ale nalegałbym, abyśmy zrobili to jutro. Gdzie mogę się przekimać?

Gdy Bezimienny wskazał mu miejsce, w którym mogą przenocować, Rikac bez słowa udał się tam, zapadając w głęboki sen. 

 

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

aH0cdhg.jpg

Bezimienny

 

Zamaskowany mężczyzna spojrzał na Lavinę, która zasypała go pytaniami.
- Mój zwiad naliczył trzy kręcące się przy kurhanie gory i sześciu mutantów, którzy większość czasu spędzają wewnątrz grobowca. Atak z zaskoczenia może mieć tu kluczowe znaczenie. - Bezimienny mówił pewnym, nieco nawet władczym, tonem. - Co do grobowca, z moich informacji wynika, że znajduje się tutaj około dwustu lat, a pochowany w nim został jeden z najsłynniejszych na tych ziemiach Rycerz Próby, Sir Ludovic Silnoręki, który do końca swych dni oddawał się poszukiwaniom Pani i wspierał potrzebujących. Tym bardziej nie należy pozwolić, by Chaosyci splugawili to święte miejsce. - Zacisnął pięść. - I tak, możecie na nas liczyć, zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by was wspomóc.

 

Chwilę później przeniósł spojrzenie na Rikaca.
- Moi ludzie wskażą ci namiot, gdzie będziesz mógł wypocząć - powiedział Bezimienny i skinął na dwójkę swych ludzi, którzy gestem dłoni dali łowcy znać, by podążył za nimi. Herszt bandy omiótł w tym czasie pozostałych spojrzeniem. - Coś jeszcze? Jakieś pytania?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

Pochłonięta rozmową z towarzyszami, żołnierka zupełnie nie zwracała uwagi, w którą stronę prowadzą ich Zakapturzeni, a nawet gdyby zwracała, to i tak pewnie nie zapamiętałaby żadnych ważniejszych szczegółów. Las to nie było miejsce, gdzie czuła się jak ryba w wodzie, więc po prostu skierowała się za pozostałymi, licząc, że ta wycieczka nie okaże się być pułapką.

Na szczęście tamci mieli rację i zostali przyprowadzeni do obozu banitów gdzieś pośrodku ciemnego boru. Marie przysłuchiwała się słowom Bezimiennego skubiąc nieco podanego mięsa. Czuła, jak adrenalina z niej opada i robi się coraz bardziej senna i zmęczona. To był ciężki dzień, pełen nerwów, dlatego chyba wszyscy potrzebowali teraz odpocząć, nabrać sił i dystansu do tego wszystkiego.

 

Lavina zadała Bezimiennemu odpowiednie pytania, więc Bretonka nie wtrącała się do rozmowy, racząc się niedosolonym mięsem i słuchając odpowiedzi bandyty. Siły Chaosytów, o których mówił, nie były jakieś znaczne, więc przy dobrej taktyce pewnie poradziliby sobie po cichu. Teraz jednak Marie nie miała siły, żeby o tym myśleć. Chciała tylko wypocząć.
- Pójdziemy do tego kurhanu, i tak nie mamy zbytnio wyboru. - Wzruszyła ramionami i ziewnęła przeciągle. - Ja mam tylko jedno pytanie, a właściwie prośbę. Pokażcie mi, gdzie mogę uwalić tyłek i pójść spać. Dzisiaj nie chce mi się już gadać o jakichś starych grobowcach, Chaosie i innych takich. Dobranoc wszystkim.
Zabrała ze sobą udziec i kubek wina, po czym poszła do wskazanego przez banitę namiotu.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz