Ego

Objawy zła (Ego)

200 postów w tym temacie

1WHKVbT.jpg

 

Sir Lucien Dubois

 

Wędrował tym przeklętym korytarzem, nie wiedząc co na nich gdzieś tam czeka. Gdzie w końcu wylądują gdy dotrą do drugiej części tego tunelu. Gdy w końcu odnaleźli litą ścianę zwieńczającą korytarz Lavina znów zabrała się za swoje umiejętności i szukać przejścia. Wykorzystując ten czas Lucien znów postanowił pomodlić się krótko do Pani Jeziora o błogosławieństwo. A potem znaleźli się w budynku całkowicie różnym od tego, który dopiero co opuścili. Wyglądało na to, że Pani dała swój znak w postaci swojej kaplicy. Ale potem dostrzegli Enguerranda, odmawiającego jakieś plugawe modlitwy. Odzianego w zbroję i gotowego na ewentualne problemy.

 

 

- Nie powinieneś był zdradzać swego obowiązku. Sprzeniewierzyłeś się wszystkiemu co bretoński szlachcic przysięgał, odwróciłeś się od Pani Jeziora by oddać się plugawym bóstwom chaosu. Oczyszczę te ziemie z twych przeklętych uczynków oraz twej niegodnej osoby.  – Lucien wyciągniętym ostrzem miecza celował w byłego szlachcica mówiąc te słowa. – Na chwałę Króla i Pani Jeziora! - i z tym okrzykiem ruszył na upadłego szlachcica, pełen wiary w swą boginię.

 

Spoiler

Modlitwa: - Siła Wiary: przy wyliczaniu obrażeń rzuca dwoma kostkami i wybiera lepszy wynik

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

war2.jpg.c5ded5732d3b9bf5b30cebf0cbb2c7ca.jpg

Karl Bergsohn

 

 

Szedł w milczeniu rozglądając się uważnie po tunelu szukając jakiś niepokojących objawów. Po kilku minutach przestał to robić i po prostu szedł przed siebie. Dużo ze sobą nie rozmawiali, przekazał im tylko to co dowiedział się od Zakapturzonego. "Jeśli ten tunel prowadzi do zamku to daleka droga nas czeka" pomyślał sobie, nucąc cicho znaną przyśpiewkę z karczmy. Przy świeżym powietrzu czuł już większą chęć do życia, choć czuł się lekko zmęczony po dzisiejszym dniu. Miał nadzieje, że tunel to mały rekonesans, dzięki któremu dowiedzą jak przyskrzynić upadłego szlachcica. Gdy dotarli do końca tunelu, Karl lekko się zdziwił, myślał bowiem, że dłużej im zejdzie w podziemiach. Lavina znalazła ukryty mechanizm i chwilę później znaleźli się w kapliczce z nikim innym jak Enguerrandem. Szlachcic czczący Nurgla wzbudzał większy respekt niż za pierwszym razem w karczmie. Ale fakt, że spotkali go samego w kapliczce był aż za bardzo dogodny. Walka z puszką żelastwa nie należała do łatwiejszych, a Karl nie czuł się jeszcze w pełni sił, ale w piątkę powinni bez problemu dać mu radę. I nagle mu się przypomniało, że Zakapturzony wspominał o jakimś towarzystwie od szlachcica, które eskortowało go do zamku. "Może Ci strażnicy są przed kaplicą" przeleciało mu przez głowę. Spojrzał na Lavinę, Rikaca i Mery

 

Sprawdźcie czy nie ma kogoś przed kaplicą i zabezpieczcie nasze tyły. Ja i Lucien chyba damy sobie radę z jednym blaszakiem - po czym z uśmiechem i gotowym ekwipunkiem ruszył na upadłego szlachcica, akurat jak ten się zbliżał. Już nie mógł się doczekać, żeby skopać mu tyłek. Planował skupić się początkowo całkowicie na defensywie i zobaczyć na co stać szlachcica przyjmując pierwsze ciosy na tarczę. Wystawił tarczę bardziej do przodu i starał się zajść szlachcica bardziej z prawej flanki dając pole manewru ataku Lucienowi. W kolejnych fazach walki będzie celował ciosy i atakował upadłego szlachcica.

Edytowane przez Kertiop

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

Lavina  Bleich

 

Kiedy wędrowali powoli w głąb korytarza Lavina w pewnym momencie zaczęła się zastanawiać czy rycerz którego przekonała do pójścia z nimi nie zmieni zdania znudzony tym marszem i nie każe im wracać bo uzna dalszą podróż za bezcelową. Na szczęście zanim to się stało udało im się dotrzeć do końca korytarza. Lavinie udało się znaleźć mechanizm na ścianie który miała nadzieje że służy tylko do otwarcia przejścia.

   

Przejście doprowadziło ich do starej zaniedbanej kaplicy gdzie był Enguerranda. Był sam i czytał głośno z grubej księgi w języku zapewne kultystów. Póki co ich jeszcze nie zauważył i Lavina sięgnęła do buta po sztylet mając nadzieję, że zdąży rzucić nim celniej niż za pierwszym razem i wykończy go tutaj i teraz. Niestety zanim udało jej się wycelować pan Serrac dostrzegł ich i zaczęła się potyczka. Lavina rzuciła trzymany sztylet celując w osłonięte miejsce na jego ciele ale po tym wycofała się za resztę i dobyła miecza. Miała zamiar wykorzystać fakt że Lucien prawdopodobnie przejmie większa uwagę szlachcica i główne ciosy na siebie. A Ona sama zajdzie ich przeciwnika od tyłu i zada parę celnych ciosów w plecy.

 

 

Spoiler

Po rzuceniu sztyletu  wycofanie na tył, dobycie miecza. Zajście szlachcica od tyłu i zadawanie ataków w plecy jak Assasino :-)

Ta taktyka obowiązuje do zmiany warunków walki (np wtargnięcia posiłków dla szlachcica)

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

Idąc z kompanami tymi dziwnymi korytarzami miała wrażenie, że już się nie skończą. O tyle dobrze, że zostawili za sobą paskudny odór grobowca i teraz dało się w miarę normalnie oddychać. Gdy w końcu doszli do schodów i Lavina odnalazła kolejne ukryte przejście, Marie rozluźniła się. Co prawda nie wiedziała, gdzie to wyjście ich zaprowadzi, jednak pewne było, że tam, gdzie chadzał (lub skąd chadzał) Enguerrand.

 

Nieco się zdziwiła, gdy okazało się, że wyszli w jakiejś kaplicy Pani Jeziora a na ambonie stał sam szlachciura, recytujący jakieś chaośnickie wersy z równie chaośnickiej księgi. Marie od razu unioła miecz i zastawiła się tarczą, akurat wtedy szlachcic spojrzał na nich i ruszył w ich kierunku. Słysząc słowa Karla, pokręciła tylko głową, uśmiechając się ponuro pod nosem.
- Nie ma takiej możliwości, złociutki. Nikt mi nie zabierze tej przyjemności chlaśnięcia skurwiela, gdziekolwiek tylko będę miała szansę - mruknęła, obchodząc zbliżającego się Enguerranda z lewej flanki. - Nie masz z nami szans. Lepiej się poddaj i zachowaj resztki godności. Jeśli ją oczywiście masz.

 

Wyczekując odpowiedniej chwili, gdy Enguerrand zajął się którymś z jej towarzyszy, żeglarka ruszyła na niego, mając zamiar ciąć go w nieosłonięte przez zbroję miejsca - na przykład nogi. Tarczę wciąż miała w pogotowiu, gdyby przyszło sparować jakieś uderzenie. Jednocześnie miała oko na to, co działo się wokół. Gdyby jednak na zewnątrz byli jacyś ludzie Enguerranda i wpadli do pomieszczenia, od razu ruszy na nich.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

Samotna ucieczka przez rozległe ziemie Imperium, lata podróży z bezlitosnym łowcą nagród, to wszystko zdefiniowało charakter Rikaca. Dziki, nie potrafiący nawiązywać współpracy i chadzający własnymi ścieżkami łowca. Rikac dopiero teraz przypomniał sobie, że towarzysze wcale nie są mu potrzebni. Stali mu tylko na przeszkodzie i komplikowali sytuację, którą Rikacowi zdawało się, sam mógłby mieć pod kontrolą. Jego uczucia były ze sobą sprzeczne, z jednej strony bał się samotności, z drugiej nienawidził współpracować z ludźmi. Wszystkie działania uzależnione od zbioru ludzi o różnych poglądach i stosunkach do życia, gdzie jednostka była tylko jednym głosem z wielu, definitywnie nie był to sposób działania jaki odpowiadał łowcy.

Gdy Lucien próbował przekonać pozostałych do spalenia kurhanu, Rikac ruszył samotnie w głąb tunelu. Nie obchodziło go już, czy reszta wznieci pożar, czy nie. Dokończy co zaczął, sam. W pewnym momencie zatrzymał się, usłyszał kroki, zorientował się że jego towarzysze również ruszyli w głąb tunelu... przyjął tę wiadomość z ulgą.

 

Przejście prowadziło do sporego budynku wyglądającego na kaplicę, Rikac wszedł tuż za Laviną rozglądając się w okół, nie wyglądało to na kryjówkę kultystów chaosu. Wręcz przeciwnie, tu i ówdzie można było dostrzec znaki sugerujące, że kaplica należy do tutejszego bóstwa, niejakiej Pani Jeziora. Usłyszał czyjś głos, ktoś czytał księgę w nierozpoznanym przez Rikaca języku, brzmiał on na tyle niepokojąco, że w myślach szybko powiązał to z chaosem. Ujrzeli odzianego w zbroję mężczyznę, który zdał sobie sprawę z ich obecności dopiero po pewnej chwili. 

Karl, czy ty naprawdę musisz tak często z chujem na łby się zamieniać? - zapytał tylko Rikac słysząc absurdalną propozycję towarzysza. Nie przepuściłby takiej okazji, chciał być świadkiem śmierci ser Enguerranda. 

Rikac wyjął sztylet który znalazł wcześniej przy mutancie i cisnął nim w kierunku ser Enguerranda, by następnie wyjąć łuk i znaleźć odsłonięte miejsce, bądź poczekać aż któryś z jego towarzyszy pozbawi sir Enguerranda części zbroi, aby skutecznie zranić mężczyznę. 

 

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

K3kkHdw.png

 

Enguerrand, nie komentując słów Luciena i Marie od razu ruszył do walki, wybierając sobie za cel właśnie rycerza. Rzucony przez Lavinę sztylet odbił się od blach pancerza, nie robiąc mu najmniejszej krzywdy, zatem hiena obeszła szlachcica od tyłu i smagnęła po plecach. Część uderzenia przyjęła zbroja, jednak kobiecie udało się znaleźć miejsce, między łączeniami blach, na których zostawiła krwawy ślad. Nie zrobiło to jednak na Eguerrandzie większego wrażenia, zwłaszcza, że rzucili się już na niego Rikac z Karlem. 

 

Sztylet ciśnięty przez łowcę również niewiele zdziałał, a rzezimieszek najpierw się bronił, przyjmując ciosy rozwścieczonego rycerza na tarczę, by w końcu wyprowadzić cios, który wgryzł się w napierśnik, uszkadzając go. Tuż obok natarł Lucien, uderzając ostrzem miecza i udało mu się rozcharatać bok Enguerranda, który warknął tylko głośno i ze zdwojoną zaciętością rzucił się na Luciena. To wykorzystała Marie, która bez problemu cięła go w prawą nogę, tuż powyżej kolana. 

 

Bryzgnęła krew, Enguerrand zawył. Lavina w tym czasie konsekwentnie cięła miejsce, które znalazła między blachami zbroi, uszkadzając ją przy okazji coraz mocniej. Stojący nieopodal Rikac wypuścił strzałę, która z mlaśnięciem weszła w lewą nogę Eguerranda. Ten padł na kolana, a Karl i Lucien natarli, siekąc mieczami, próbując przebić się przez zbroję. Kilka ciosów dotarło do celu, a splugawiony szlachcic nie był w stanie już efektywnie się bronić. Swoje dołożyła Marie, której miecz znalazł drogę do brzucha pomiędzy łączeniami pancerza.

 

Enguerrand słaniał się na nogach i machając mieczem próbował jeszcze trafić Lavinę i Karla, jednak hiena i rzezimieszek w porę odskoczyli.

Odczołgał się kawałek dalej, krwawiąc i zrzucił hełm. Choć z ust ciekła mu ciemna krew, nie wyglądał na przerażonego tym, co zaraz nastąpi. Wręcz przeciwnie, uśmiechał się niepokojąco.
- My... myślicie, że... wygraliście? Mój... mój pan i tak was... zniszczy... Nie powstrzy... macie go... 

 

Po tych słowach zwiotczał, lecz ku waszemu zdziwieniu, okazało się, że to jeszcze nie koniec, a groźba umierającego rycerza zaczęła się spełniać. Jego martwe ciało zaczęło podrygiwać w delirycznym spazmie, skóra na twarzy pokryła się ropiejącymi, gnijącymi wrzodami i poczęła puchnąć. Po chwili zupełnie eksplodowała, opryskując was i wszystko dookoła deszczem krwi i strzępkami ciała.

 

ztQRxfS.jpg

 

Znad trupa, spomiędzy krwawej mgiełki wyszła wysoka, groteskowa postać, pokrzywiona i poskręcana, pokryta licznymi wrzodami i ropiejącymi ranami. Smród, który od niej emanował, odrzucił was w tył. Najgorszy był jednak pysk stwora, który przywodził na myśl największe koszmary - dwa rzędy ostrych zębisk w szeroko otwartej paszczy dałyby radę zapewne odgryźć kończynę, a rogi wieńczące łeb potwora pokryte były bulgoczącą mazią. Warcząc groźnie, ruszył w stronę Luciena z uniesionym mieczem. Nie był to jednak oręż dzierżony jeszcze przed chwilą przez Enguerranda, a czarne, szerokie ostrze, z którego unosiła się zielonkawa mgiełka zepsucia. 

 

s6OH8dS.png

Edytowane przez Ego

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

war2.jpg.c5ded5732d3b9bf5b30cebf0cbb2c7ca.jpg

Karl Bergsohn

 

 

Towarzysze byłego rzezimieszka zlekceważyli jego ostrzeżenie o zabezpieczeniu tyłów, a do tego Rikac jak zwykle nie stronił od obrażania Karla. Poleciały pierwsze sztylety i widział jak się odbijały od pancerza. 

 

- Rzucanie sztyletów w blaszaka, ale żeście wymyślili - warknął na Rikaca, który w przeciwieństwie do Laviny wyciągnął dodatkowo łuk. Chciał jeszcze coś dodać do łowcy o znaczeniu strzał przeciwko całkowitemu opancerzeniu, ale nie zdążył. Szlachcic gniewnie uderzał mieczem, a były rzezimieszek skutecznie blokował jego ciosy tarczą. Dał radę nawet uderzyć mieczem, ale zbyt płytko. Po jego ciosie zostało tylko wgniecenie w zbroi przeciwnika. Walka nie trwała długo, szlachcic nie miał szans z ich piątką. Były rzezimieszek czaszem się odwracał i sprawdzał czy nie nadciągają rycerze szlachcica. Ale całe szczęście nikt nie przeszkadzał w zabawie. Gdy Mery zakończyła ciosem w brzuch, Karl odstąpił od władcy Serrac. Wiedział, że to już koniec, ale Enguerrand tak nie uważał. Wypowiedział swoje pośmiertne zdanie po czym głowa eksplodowała i strzępki ciała poleciały po pomieszczeniu. Karl splunął siarczyście i wytarł twarz w rękawie. 

 

- Co za paskudztwo - powiedział widząc stwora z czarnym ostrzem, lekko blednąc czując roztaczający się odór. Najchętniej by stąd wiał czym prędzej, ale Rikac by go później najpewniej wykpił, więc nie mógł sobie pozwolić na takie upokorzenie - mam nadzieję, że macie czym jeszcze strzelać - zwrócił się do Laviny i Rikaca po czym zaczął im zazdrościć ich umiejętności strzeleckich. Sam ruszył niepewnie z prawej flanki na potwora przeklinając pod nosem, bardziej słaniając się tarczą niż mieczem. Podziękował "górze" w myślach, że potwór podążał na rycerza, a nie na niego samego. Zaatakował ostrożnie, bardziej skupiając się na obronie niż na ataku. 

Edytowane przez Kertiop

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

Tak, jak się spodziewała, Enguerrand nie był wielkim wyzwaniem, w końcu on był sam, a ich piątka. Jak mówiło stare krasnoludzkie porzekadło, które kiedyś gdzieś Marie usłyszała: "nawet khazad dupa, gdy wrogów kupa" i w tym przypadku sprawdziło się idealnie. Nieidealne było jednak to, co stało się potem. Ciało szlachetki po prostu eksplodowało na kawałeczki, a w jego miejsce pojawił się paskudny pomiot Chaosu, którego odór sprawiał, że Marie miała ochotę po raz kolejny zwymiotować, choć chyba nawet nie miała już czym. Czując zimne igły strachu przebiegające jej po plecach cofnęła się odruchowo.

 

Nigdy wcześniej nie widziała takiego czegoś. Nigdy wcześniej paskudny Chaos nie był tak blisko niej w swoim najgorszym wydaniu. Musiała przyznać, że się bała. Tylko głupiec nie odczuwałby teraz strachu. Potwór wyglądał jak jedna wielka zaraza i żeglarka nawet nie chciała się do niego zbliżać, ani nawet myśleć o tym, co by się z nią stało, gdyby została choćby draśnięta przez tą bestię.

 

Szybko odrzuciła tarczę, a miecz oparła o ścianę za sobą. Sięgnęła po łuk i stojąc w odpowiedniej odległości, nieco za plecami Chaośnika, słała strzałę za strzałą. Biedny Lucien miał najgorzej, bo to na niego to bydlę się kierowało, ale Marie miała nadzieję, że jakoś sobie poradzi. Gdyby bestia zmieniła zdanie i ruszyła na Bretonkę, miała zamiar chwycić za miecz i unikając ciosów zadawać swoje.
- Niech Pani ma nas w opiece!!! - Krzyknęła, zwalniając cięciwę raz za razem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

Lavina  Bleich

 

Lavina już się zastanawiała czy zabicie szlachcica w proporcjach pięciu na jednego nie sprawi jakiś moralnych wyrzutów później w drużynie, zwłaszcza od strony Luciena, na nieszczęście nie będzie jej dane się o tym przekonać gdyż po pokonaniu jednej kreatury jej miejsce zajęła kolejna. - To się nazywa pokazać swoje prawdziwe wnętrze. - Powiedziała. Widziała już eksplodujące zwłoki ale nigdy tak świeże. Gotując broń do kolejnych ataków, w normalnych okolicznościach, pojawienie się tej kreatury znaczyło by dla niej dzwonek do ucieczki, ale po pierwsze miedzy nią a drzwiami stał właśnie pomiot ciemności po drugie Lucien, Marie, Karl i Rikac pewnie mieli by jej to za złe, ale głównie nie miała wolnej drogi do ucieczki. Trzeba było znaleźć w sobie swojego wewnętrznego szczura który przyparty do muru bez drogi ucieczki sam atakował w furii.

 

Korzystając że Lucien nadal był głównym celem bestii Lavina wykorzystała okazje, że tym razem całe plecy potwora były osłonięte, i jej ataki mogły zrobić więcej ran niż przy szlachcicu. Zadawała ciosy, starając się celować w miejsca gdzie zdawało jej się że bestia ma ścięgna i mięśnie by szybciej ją unieruchomić.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

Młody łowca zignorował odgryzającego się Karla. Nie było teraz czasu na przepychanki słowne. Całą swoją uwagę skoncentrował na walce i współpracy z towarzyszami, czekał na odpowiednią okazję aż uda mu się wypatrzeć odsłonięty punkt przeciwnika, i wypuścił pocisk, trafiając w nogę sir Enguerranda. Osłabionego i rannego szlachcica dobili jego towarzysze, wydawać by się mogło, że to już koniec walki. 

Udało się... - powiedział Rikac szeptem, następnie spojrzał na towarzyszy i powtórzył głośniej - Udało się! Załatwiliśmy go! - nie mógł uwierzyć że poszło im tak łatwo. Źródło ich wszystkich problemów zlikwidowane w przeciągu kilku chwil. Już chciał przewiesić łuk przez ramię, gdy wydarzyło się coś niespodziewanego.

 

Z martwego ciała Enguerranda rozbryzgując wnętrzności rycerza wydostał się paskudny pomiot chaosu, łowca przez stał sparaliżowany. Oddychał ciężko, przyglądając się bestii, zastanawiał się, czy ta poczwara jest sir Enguerrandem, czy zupełnie innym bytem? Patrzył się zahipnotyzowany w ślepia krwiożerczej bestii jakby próbując odnaleźć w niej cechy które świadczyłyby o tym, że jest w niej choć odrobinę człowieczeństwa, dopiero gdy ta przystąpiła do ataku, zorientował się że trzeba zacząć działać.

Fascynujące... - mruknął sam do siebie.

 

William Greatthane niejednokrotnie przestrzegał go przed niezdrową fascynacją chaosem, jego przybrany ojciec niejednokrotnie był świadkiem, gdy młody łowca wykazywał zbyt dużo zainteresowania tym, przed czym on sam chronił młodego Rikaca w dzieciństwie. 

Wyciągnął strzałę z kołczanu, naciągnął na cięciwę, i wycelował w bestię. Celował głównie w głowę, nie był pewien czy pociski w ciało będą w stanie uśmiercić bestię, skoro i tak skóra odpadała jej płatami. 

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1WHKVbT.jpg

 

Sir Lucien Dubois

 

Wymieniał kolejne razy z upadłym szlachcicem, skupiając swą uwagę tylko na nim. By go pokonać. Nie był zbyt zadowolony, że reszta również się dołączyła do tej walki atakując Eguerranda z różnych stron, niezbyt zresztą honorowo. Ale nic mógł na to poradzić, skoro każde z nich miało jakąś urazę do tegoż kultysty. Lucien nawet nie zdążył samemu rzucić mu wyzwania, by honorowo go pokonać i tym samym dać mu ostatnią szansę na odkupienie win. Ostatecznie upadły szlachcic runął na ziemię pod ich ciosami, na koniec jeszcze rzucając im śmiertelne wyzwania.

 

- Twój pan ci nie pomoże i nigdy nie wygra przeciw prawdziwym szlachetnym dzieciom Bretonii… - rzekł w odpowiedzi na tegoż majaczenie, ale nie skończył widząc jak ten się przemienia. Lucien postąpił krok w tył, gotując się na niespodziewane i spoglądając na to całe widowisko. Nie tego się spodziewał, nie sądził że Eguerrand zrobi coś takiego i odda swe ciało w posiadanie tegoż plugastwa.

- Miej nas w opiecie Pani Jeziora. – wyszeptał Lucien i rzucił się do ataku na kolejnego potwora, który swą obecnością plugawił świątynie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Bestia i Lucien skrzyżowali ostrza, aż posypały się iskry. Rycerz czuł, że potwór jest od niego silniejszy, choć nie był zwinniejszy i kilka cięć doszło celu. Nie zrobiło to jednak na przeciwniku większego wrażenia, tak samo jak strzały wypuszczane przez Marie i Rikaca. Potwór odczuwał je, warcząc i sycząc groźnie, ale wciąż walczył z Lucienem, który w pewnym momencie nie zdążył z zasłoną i miecz wroga zatrzymał się na boku Bretończyka i choć uszkodził pancerz, nie wgryzł się w ciało rycerza. 

 

Karl podszedł z prawej flanki, przyjmując kilka ciosów pazurzastą łapą pomiotu na tarcz, jednak wyprowadzone uderzenia mieczem minęły stwora o dobrych kilka centymetrów. Lavina atakowała od tyłu, tnąc miejsca, które zdawały się być newralgiczne, ale niewiele to pomagało. Po każdym cięciu z ran tryskała zielona, cuchnąca krew i kobieta musiała uważać, by przypadkiem nie wylądowała na niej. Po kolejnym takim uniku bestia wyczuła swoją szansę i odwinęła się zaciśniętą w pięść łapą, posyłając hienę celnym uderzeniem w korpus prosto na ścianę. Lavina odbiła się od niej i padła na kolana, czując palący ból w piersi.

 

Potwór zwymiotował cuchnącą, zieloną breją w stronę Luciena i ten odruchowo zasłonił się tarczą, która w moment zaczęła się topić pod wpływem żrącego wyziewu bestii. Gdy rycerz odrzucał ją od siebie, stwór ruszył na Marie, przyjmując kolejne pociski jej oraz Rikaca. Mimo to wciąż się nie zatrzymywał, choć z boku przypominał już przerośniętego, cuchnącego jeża naszpikowanego strzałami. Lavina cięła po raz kolejny, dołączył do niej Karl, który jednak nie zdążył odskoczyć w porę i miecz potwora ciął go w lewą nogę powyżej kolana. Rzezimieszek zawył z bólu i zwalił się na podłogę, chwytając za ranę, z której unosiła się zielona mgiełka.

 

I gdy zdawało się, że tym razem walka nie skończy się tak, jak byście tego oczekiwali, stało się coś niesamowitego. Coś, czego nikt się nie spodziewał. Szkło witraża z wizerunkiem Pani Jeziora rozprysnęło się nagle na drobne kawałki, a do środka wskoczył rumak o śnieżnobiałym umaszczeniu, niosący na swoim grzbiecie młodą, blondwłosą kobietę w pięknej, niebieskiej sukni. Lucien i Marie od razu skojarzyli, kto właśnie pojawił się w kaplicy Graala. 

 

yrtvY4I.png

 

Od urodziwej Wieszczki Pani i jej rumaka biła nienaturalnie jasna poświata, która zwróciła uwagę bestii. Kobieta wyrzuciła przed siebie dłonie, z których wystrzeliły oślepiające błyskawice, trafiając pomiota Chaosu. Ten zaczął potępieńczo ryczeć i zawodzić, gdy w moment stanął w płomieniach. Miotając się, próbował jeszcze dopaść stojących nieopodal Rikaca i Marie, jednak oboje odsunęli się z drogi, a stwór zwalił się na kamienną podłogę i tam dokończył swego żywota. Po kilku minutach zostało z niego jedynie poczerniałe, dymiące truchło.

 

Kobieta na koniu patrzyła po was poważnym wzrokiem, a widząc rannego Karla, machnęła tylko dłonią. Krwawiące i zaczynające ropieć cięcie na nodze zaczęło się zabliźniać i po chwili nie było po nim nawet śladu. Jedynie rozerwane spodnie świadczyły o tym, że rzezimieszek został trafiony. Wieszczka przeniosła spojrzenie na Luciena.
- Dobrze się prowadzisz, Lucienie Dubois. Pani jest z ciebie zadowolona. - Jej głos był miły dla ucha, jednocześnie wydawało się, że bardzo odległy, jakby nie pochodził z tego świata. - Zakapturzeni zaraz tu będą, tymczasem nie zbaczaj z obranej drogi i podążaj zawsze za swoim sumieniem.

 

Po tych słowach skierowała rumaka do drzwi kaplicy, które otworzyły się same z siebie, jakby pchane jakąś niewidzialną dłonią i po chwili piękna nieznajoma dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Zostaliście sami z truchłem zmutowanego Enguerranda, próbując przetrawić to, co się właśnie wydarzyło.

 

s6OH8dS.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1WHKVbT.jpg

 

Sir Lucien Dubois

 

Walka z potworem była ciężka i zdawała się też być beznadziejną. Choćby nie wiem jak go ranili, to plugastwo zdawało się mieć niespożyte zasoby siły i odporności. Za to im samym zaczynało jej powoli brakować. Kolejne rany zaczynały ich spowalniać, jemu samemu doskwierało trafienie potwora które choć szczęśliwie nie przeszło przez zbroję, to zostawiło bolesny ślad. Do tego musiał odrzucić tarcze, która topiła się od wydzieliny. A potem stało się to, czego się nie spodziewał, co przekraczało jego do tej pory doświadczenia. Ujrzał jedną z Wieszczek Pani Jeziora, która przybywszy na wierzchowcu niespodziewanie swą mocą niszczy plugastwo i popieli je ogniem.

 

templari.jpg

 

Gdy było już po wszystkim wnet przyklęknął na kolano przed Wieszczką, tym samym oddając jej należyty szacunek. To co potem od niej usłyszał było dla niego błogosławieństwem i zrozumiał też, że jego dotychczasowe wybory nie były złe, ale słuszne czyli takie jakie się podobają Pani Jeziora. Był to iście dobry znak na jego ścieżce, znak by dalej podążać dobrymi wyborami. Oraz na ile to możliwe dbać o tych, którzy byli niejako pod jego opieką - jego towarzyszy podróży.

- Zaiste zostaliśmy pobłogosławieni za nasze czyny. Myślę, że to dobry znak dla nas, byśmy dalej podróżowali i wspólnie walczyli z tymi, którzy zło ściągają na świat. - rzekł do reszty, natchniony niedawną świętą obecnością.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

Lavina  Bleich

 

Lavina widziała że jej ataki nie przynoszą takiego skutku jaki by chciała, do tego po każdym ciosie tryskała z potwora zielona osoka która cuchnęła niczym masowy grób po pladze.  Kobieta robiła wszystko żeby przypadkiem zielona maź jej nie dosięgła. Pewnie to sprawiło, że kiedy zauważyła pędzącą w jej stronę zaciśnięta pięść potwora było już za późno by cokolwiek zrobić. Cios był tak silny że Hiena straciła dech w piersi. Poczuła dziwne uczucie braku gruntu pod nogami a kiedy jej plecy rąbnęły o ścianę kaplicy wydała dźwięk który może przypomniał by krzyk gdyby miała powietrze w płucach. Odbijając się od niej i padając na kolana Lavina walczyła o oddech, i musiała złapać powietrze zanim mogła wstać i w przypływie adrenaliny ruszyć z powrotem na bestie.

 

Lavina kiedy usłyszała odgłos pękającego szkła pomyślała że bestia przyzwała posiłki, i walka zaraz się skończy z nimi wszystkimi w objęciach Morra. Hiena nie spodziewała się że Morr objawi się w chwili jej śmierci jako blond włosa piękność na białym rumaku. Lavina nie mogła oderwać wzroku od kobiety, jak zaczarowana stała i patrzyła jak Ta z nienaturalną łatwością zamienia pomiot w dymiące truchło, a następnie machnięciem ręki uzdrawia nogę Karla.

 

Był to pierwszy raz kiedy Hiena znajdowała się w obecności takiej potęgi. Kiedy po pochwale Luciena skierowała rumaka do drzwi kaplicy, a te otworzyły się same z siebie, Lavina poczuła jak jej nogi zaczynają się trząść i nie mogą już jej utrzymać w pozycji stojącej. Pozwoliła sobie by osunąć się na ziemię, wraz z ustaniem zagrożenia adrenalina powoli przestawała płynąc w jej żyłach i ból w plecach jak i pieczenie w płucach były teraz dla niej zauważalne. Mimo to Lavina nadal była zwrócona w miejscu gdzie zniknęła blond włosa. "Czy to była ich pani jeziora?"

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

war2.jpg.c5ded5732d3b9bf5b30cebf0cbb2c7ca.jpg

Karl Bergsohn

 

 

Pierwszy atak prawie trafił celu, ale jednak to było tylko prawie. Lucien przyjmował na siebie ciosy potwora, Lavina waliła mieczem bez efektu, a Mery i Rikac "najeżali potwora". Wszystko wydawało się takie bezsensu. To wprawiało byłego rzezimieszka w coraz większy gniew. Atakował coraz chciwiej, nie ważąc na obronę co skończyło się bardzo niefortunnie dla Karla. Pomiot Chaosu uderzył go mieczem powyżej rzepki, przez co były rzezimieszek od razu upadł na podłoże chwytając się za kolano. Był w lekkim szoku bo wydawało mu się, że widzi zieloną mgiełkę wychodzącą z rany. "No kur..." Chciał wstać, ale nie mógł. Cholernie szczypała go ta rana. "No jak ch** zakażenie albo co jeszcze gorszego." Widział, że towarzysze byli w tarapatach, ale nic nie mógł zrobić. Drżała mu noga jak porypana, a rzezimieszek nie rozumiał dlaczego.

 

Już miał krzyknąć, żeby stąd uciekali, ale nie zdążył, gdyż pojawiła się kolejna dziwna postać. Kobieta na koniu rozprawiła się z pomiotem chaosu w kilka sekund i wyleczyła jego ranę w kolejnej. Rzezimieszek był w szoku, nie zdążył nawet podziękować, gdyż owa postać naraz znikła. Próbował wstać i bez trudu zmienił pozycję. "To musiała być ta Pani Jeziora, o której mówią Bretończycy".

 

Podszedł do towarzyszy i zaczął drażnić się z łowcą, że urządzili sobie chyba tarczę treningową z cielska potwora, a widząc tarczę rycerza to się szczerze roześmiał. Stwierdził, czas wracać do Imperium i miał nadzieję, że wróci z kompanią, którą spotkał w Bretonii. W czasie wędrówki do Imperium będzie opowiadał każdemu w karczmie, co zrobili z towarzyszami i jak spotkali Panią Jeziora, Zakapturzonych, o wrednym szlachcicu co potworem się stał. W czasie krótkiego jeszcze pobytu w Bretonii będzie miał na oku Rikaca i staruszka, którego wyratowali w kurhanie, co by sztylet od łowcy nie zawędrował gdzieś dalej niż powinien. 

Edytowane przez Kertiop

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1WHKVbT.jpg

 

Sir Lucien Dubois

 

Schował oręż powstawszy z klęczek. Rozejrzał się po kaplicy, która tak nieoczekiwanie stała się polem bitwy ale też szczęśliwie zdołali ją wspólnymi siłami ocalić przed splugawieniem. A potem odwrócił się ku Lavinie, która zadała pytanie błędnie interpretując osobę na wierzchowcu.

- Nie, to nie była Pani Jeziora lecz jedna z jej wysłanniczek. Zwą je Wieszczkami Pani i są w Bretonii wielce szlachetnymi i poważanymi osobami. - wyprowadził ją z błędu swą własną wiedzą. - Sama Pani Jeziora objawia się tylko osobom, które uważa za godne ujrzenia jej samej. Oraz gdy rycerz dostąpi tego zaszczytu by napić się z kielicha, który mu wręczy. A tym samym stanie się on jednym z legendarnych rycerzy Graala, a niewielu jest godnych tego miana. Co nie znaczy że my rycerze bretońscy nie będziemy się starać osiągnąć tego celu.

Pozostało im jeszcze poczekać na Zakapturzonych, by oczyścić kaplice nim znów ruszą w dalszą drogę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

Lavina  Bleich

 

Zwróciła się zdziwiona na rycerza. "Czy ja wcześniej powiedziałam to na głos? Jestem bardziej zdezorientowana niż mi się wydawało."

- Tak no cóż uczymy się przez całe życie. Nie wiem jak wy, ale ja chętnie wyjdę na świeże powietrze. - Powiedziała do reszty ale wyciągnęła rękę do Luciena.

- Możesz być rycerski jeszcze przez chwilę i mnie wynieść? Bliskie spotkanie ze ścianą chyba mi nie posłużyło. - Miała zamiar wykorzystać poczucie obowiązku rycerza jeszcze przez chwilę, bo nie chciało jej się sprawdzać jak bardzo ma chwiejny krok jak już emocji potyczki z niej opadły.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1WHKVbT.jpg

 

Sir Lucien Dubois

 

Lucien spojrzał na Lavinę, dopiero chyba teraz zauważając i przypominając sobie jak poważnie chyba została potraktowana przez potwora chaosu. Skinął głową w jej kierunku i wnet też podszedłszy delikatnie wziął dziewczynę na ręce i ruszył z nią przez otwarte drzwi na świeże powietrze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

P2sOvfn.jpg

 

Lavina  Bleich

 

By mieć poczucia lepszej stabilności Lavina objęła rycerza za szyje.

 - Dziękuje. Nie wiem jak reszta ale ja po dzisiaj chyba zdecyduje się by zainwestować w jakąś porządną broń dystansową, może coś bardziej precyzyjnego niż łuk, ktoś zna kogoś kto zajmuje się budową kusz?- Powiedziała kiedy Lucien wyniósł ją na zewnątrz, i poczuła jak ogarnią ją lepszy humor.- Wiesz Lucien jeśli chciałbyś nadal walczyć ze złem i plugastwem może powinieneś zastanowić się nad odwiedzeniem Imperium. Mamy tam tyle plugastwa, że starczy dla wszystkich. - Nie była to najlepsza reklama Imperium jako miejsca osiedlenia, ale był to dobry opis dla kogoś kto właśnie nakręcał się by dalej wojować ze złem. I podróżowania razem, robiąc za przysłowiową “zasłonę dymną“ w końcu nikt nie podejrzewa rycerza o zadawanie się ze złodziejami, czy hienami cmentarnymi.

 

- Myślicie że jak szybko będziemy się musieli ewakuować z tej okolicy co by nie drażnić szlachetnie urodzonych powiązanych z Engurrandem? Pytam bo po czymś takim uważam, że powinniśmy uczestniczyć w jakimś świętowaniu, najlepiej z nami jako gośćmi honorowymi. - Podsumowała, mając nadzieję że reszta również ma ochotę opić ich zwycięstwo nad bestią Nurgla.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

Już wypuszczając pierwszy strzał, Rikac spodziewał się że nie osłabi on znacząco bestii z którą przyszło im walczyć. Dreszcze przeszły po ciele Rikaca, gdy zauważył że zarówno ciosy jego jak i jego towarzyszy nie robią na bestii żadnego wrażenia. Przez chwilę obawiał się, że Enguerrand miał rację. Nie wyjdą z tej kaplicy żywi. Poczucie bezsilności wzmogło tylko jego gniew, w parze z widokiem ranionych raz po razie towarzyszy, sprawiło że zaczął atakować coraz agresywniej. Włosy które rozwiały się pod wpływem gwałtownych ruchów przysłoniły mu twarz, atakował dalej.

Giń, poczwaro! - krzyczał, wyjął z kołczana kolejną strzałę, nie zdążył tym razem założyć jej na cięciwę.

 

Szkło witraża pękło z głośnym hukiem, a do kaplicy wpadła kobieta na białym koniu. Rikac opuścił łuk. Jeśli do tej pory nie wierzył w Panią Jeziora, musiał znacząco zrewidować swoje poglądy. Przyglądał się tej nienaturalnie pięknej kobiecie, całkowicie zapominając o obecności potwora. Widział w swoim krótkim życiu wiele, ale nigdy czegoś takiego. Przez kilka chwil miał wrażenie, jakby światłość na całym Starym Świecie całkowicie zapanowała nad chaosem. Dopiero ryk bestii która ginęła w płomieniach wyjąc z bólu wyrwał go z tej hipnozy. Uśmiechnął się ciepło i przewiesił łuk przez ramię. 

Gdy już zostali sami, Rikac wysłuchał Karla jednym uchem, ale stał w zamyśleniu, spojrzał tylko na rzezimieszka. 

- Skoro już po wszystkim, to nie mamy powodu dalej się sprzeczać, co? - zapytał tylko - Cóż. Chwila odpoczynku, i tym razem może i ja się upiję. - przyjrzał się Karlowi który nadal wyglądał jak na kacu - Przez jakiś czas będę miał dosyć zwalczania kultystów chaosu... 

Powiedziawszy to, ruszył za towarzyszami w stronę wyjścia. Już w myślach zaczął planować swoją kolejną podróż, wiedział że nie może dłużej pozostać w Bretonii, ani wrócić do Imperium. Po tym wszystkim bez wątpienia zwróci na siebie uwagę łowców nagród, Młody Łowca nie zamierzał już więcej kusić losu.

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

Wydarzenia przybrały nieco niekorzystny obrót. Marie szyła z łuku, jednak na potworze Chaosu nie robiło to żadnego wrażenia. Co więcej, Lucien stracił tarczę, Karl został ranny, a Lavina wylądowała na ścianie. Nie wyglądało to za dobrze. Bretonka już miała zamiar obmyślać inny plan, gdy witraż poszedł w rozsypkę i w środku pojawiła się piękna kobieta na koniu.

- O ja cię pierdolę... - rzuciła tylko pod nosem Marie, wpatrując się w nią z niemałym zaskoczeniem. Otworzyła usta z wrażenia i musiała wyglądać przy tym niezmiernie głupio.

 

Słyszała o Wieszczkach, ale jakoś nigdy wcześniej nie miała okazji żadnej spotkać. Aż do teraz. Była pod wrażeniem tego, jak służebnica Pani potraktowała stwora, który w mig zaczął płonąć. Instynktownie odskoczyła, gdy ruszył na nią i łowcę, a potem znów przeniosła wzrok na blondynkę. Była niezmiernie piękna, a światłość, która od niej emanowała sprawiała, że Marie czuła się spokojniejsza w środku. To była wyjątkowa chwila i wiedziała, że zapamięta ją do końca życia.

 

Gdy opadł bitewny kurz miała zamiar poczekać na pojawienie się Zakapturzonych, wyjaśnić razem z pozostałymi co zaszło a potem odpocząć trochę w Serrac. Nie zamierzała zabawić w wiosce zbyt długo, w końcu za kilka dni wypływała i mówiąc szczerze brakowało jej morza, skrzeku mew i sztormów. Życie na lądzie nie było dla niej.
- Za dwa dni wracam do L'Anguille. Jeśli ktoś chce się ze mną zabrać w rejs, to zapraszam. Kapitan na pewno się zgodzi, zawsze potrzebuje ludzi, a już zwłaszcza takich, którzy potrafią walczyć - powiedziała, patrząc na towarzyszy.

 

W sumie fajnie się z nimi pracowało, ale jednak wolała statek i otwartą przestrzeń, dlatego gdy nadejdzie czas pożegna się z nimi i wróci do swoich zajęć. Raczej bez żalu, bo jak na tę chwilę miała dość uganiania się za kultystami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

war2.jpg.c5ded5732d3b9bf5b30cebf0cbb2c7ca.jpg

Karl Bergsohn

 

 

Karl spojrzał na łowcę i z uśmiechem odpowiedział na plany wypicia piwa.

 

- No w końcu mądrze mówisz. Łeb mi ciągle nawala, ale nie odmówię wypicia piwa z towarzyszem broni -  Chwycił Rikaca nad ramię i skierował kroki ku wyjściu, ciągle żartując o naszpikowanym strzałami potworze, a później z podziwem wspominał niezły strzał Rikaca w kolano szlachcica. Zaprosił Mery pod swoje drugie ramię i ze śmiechem wychodzili z kaplicy. 

Miał w planach znowu się nachlać, tym razem z łowcą i pozostałymi. Nie dla pozbycia się wyrzutów sumienia czy też z przygnębienia. Dla uczczenia zwycięstwa dobra nad złem, życia nad śmiercią. Dla uczczenia uczucia spełnienia i spłacenia choć części długu zaciągniętego przez Karla.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

63OwHmq.jpg

Rikac Greatthane

 

Rikac chciał się uśmiechnąć, jego kącik ust poruszył się, ale zreflektował się po paru sekundach. 

- Owszem. Doskonały strzał, w trakcie całej naszej podróży było ich co najmniej kilka. - powiedział z dumą, a następnie położył dłoń na ramieniu Karla - Nie spoufalaj się zbytnio, chcę wypić, ale nadal nie jesteśmy przyjaciółmi. 

Następnie przerzucił swoje spojrzenie na Marie. Nie miał nawet cienia wątpliwości, co odpowiedzieć.

Ruszę z tobą, ale tylko jako pasażer, chcę dotrzeć na nowy kontynent, a później ruszam dalej. Sam. - odparł - Powiedz mi tylko, jakim językiem posługują się w miejscu, do którego zmierzamy? Muszę zaopatrzyć się w jakieś książki. Z ksiąg nauczyłem się Bretońskiego, więc i inne języki nie będą stanowić dla mnie wyzwania.

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Z5dGk6i.jpg
Marie-Noëlle Dieudoné

 

Marie spojrzała na Rikaca i uśmiechnęła się.
- W Tobaro rozmawiają po tileańsku, gdyż to miasto-państwo wchodzi w skład Tilei. To szybki, śpiewny język, a Tileańczycy to pogodni, otwarci ludzie. No, przynajmniej większość, bo piraci z Sartosy zbyt przyjacielscy nie są - powiedziała. - Nie wiem, czy ci się tam spodoba, bo większość miasta znajduje się w kompleksie jaskiń w klifie, dlatego kupcy nie zatrzymują się tam na długo. Zrobią, co mają zrobić i wracają do siebie. Pewnie lepiej by ci się żyło w Luccini albo Remas, bo to miasta na powierzchni. Słońce, plaża, dobre jedzenie. - Rozmarzyła się. - Z Tobaro bez problemu dostaniesz się do któregoś z cieplejszych miast.

 

Na jego słowa odnośnie samotnej podróży, prychnęła.
- No chyba nie myślałeś, że zamierzam z tobą tam zostać? Ja mam swoją pracę na pokładzie "Iskry Mananna" i po załadunku towaru wracam do Bretonii. Jesteś dużym chłopcem, poradzisz sobie. - Uśmiechnęła się z przekąsem. - Co do książek, to może kapitan będzie coś miał na statku. A teraz chodźmy się napić, przyda nam się nieco rozluźnić po tym wszystkim, czego doświadczyliśmy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zakapturzeni pojawili się w kaplicy niedługo później. Streściliście im, co się wydarzyło, po czym część ludzi Bezimiennego zajęło się spopielonymi zwłokami Enguerranda, a reszta odprowadziła was do Serrac. Na wieść o śmierci wielmoży ludzie wychodzili z domów i radowali się, cały czas dziękując wam za pomoc. Oczywiście nie mogli zaoferować nic więcej, ponad nocleg w wiejskich warunkach i prostą strawę oraz napitek, ale przyjęliście to z optymizmem, bo i czego więcej było wam obecnie trzeba? Wino w Serrac lało się strumieniami i gospoda przez dwa kolejne dni straciła chyba wszystkie zapasy, jakie posiadała.

 

pyHNpuq.jpg

 

Trzeciego dnia do wioski przybył władca sąsiednich ziem, niejaki sir Laustic ze swoją świtą, aby zbadać niepokojące pogłoski o zdradzie lorda Enguerranda. Po rozmowie z wami, staruszkiem znalezionym w kurhanie (który ostatecznie okazał się być zdrowy) oraz zbrojnymi szlachcica oraz po zbadaniu grobowca i plugawej księgi pozostawionej w kaplicy Graala, Laustic uroczyście ogłosił, iż Enguerrand był wynawcą Chaosu i heretykiem. Zadeklarował również, że otoczy opieką jego poddanych, przynajmniej do czasu, aż książę L'Anguille wyznaczy następcę zmarłego wielmoży. 

 

Rycerz podziękował wam za to, co zrobiliście dla tych ziem i ze skarbca Enguerranda przekazał na wasze dłonie po dziesięć ecu a także obiecał ugościć w zamku Chaośnika, jednak wy mieliście inne plany. Marie musiała wracać do L'Anguille a Rikac, nie widzący możliwości powrotu do Imperium, zabrał się z nią, by wypłynąć na "Iskrze Mananna" do tileańskiego Tobaro. Kapitan galeonu przyjął go z otwartymi ramionami, a w zamian za jego umiejętności strzeleckie zaoferował darmowe wyżywienie w czasie rejsu, na co młody łowca przystał, bo i nie miał w sumie większego wyboru.

 

Lavina, Lucien i Karl pożegnali się z Marie i Rikacem na szlaku prowadzącym do Parravonu. Stamtąd, przez Góry Szare przedostali się z łatwością na ziemie Sigmara podróżując w towarzystwie karawany kupieckiej i od czasu do czasu broniąc jej przed napadami goblinów, orków czy groźnych, górskich stworzeń. Nie narzekając na brak grosza, zatrzymali się w Ubersreiku, tam podejmując się przeróżnych zadań. Jednak jak dokładnie potoczyły się losy piątki awanturników, którzy stawili czoła Chaosowi na ziemiach L'Anguille, to była już historia na zdecydowanie inną, dłuższą opowieść.

 

UdEdSa2.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz