Nadia

Danse Macabre (Nadia)

11 postów w tym temacie

Na początek roku pańskiego 1349 jeszcze nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy. Zima przechodziła łagodnie zostawiając brzuchy nasycone pożywieniem, a głowy pełne dobrych myśli i zaufania pokładanego w Bogu i Najświętszej Panience. Rządy Księcia Albrechta zwanego Kulawym były spokojne, a plotki o zarazie pustoszącej krainy na południu wydawały się przesadzone i odległe niczym wielkie potwory morskie, które czasami opisywali żeglujący po Dunaju marynarze.

 

Wiosna jednak przyniosła pewne niepokoje. Z Konfederacją trzech miast: Schwyz, Uri i Unterwalden rozpoczął negocjacje niedaleki Zurych, najwyraźniej także planując uniezależnić się od władzy Habsburgów, wieści o pladze stały się na tyle częste i niepokojące, że zamknięto mury miasta odmawiając wstępu obcym, a w domostwie Grafenegg zrobiło się niecodzienne poruszenie, posłańcy pojawiali się i wybywali w sprawach znanych tylko panu rycerzowi i jego małżonce. Służba plotkowała intensywniej niż zwykle wymyślając coraz bardziej szalone teorie, a młodzi państwo byli niespokojni i nerwowi jakby podskórnie czując, że to ich losy się ważą.

 

Sprawa wyjaśniła się szóstego maja, w sobotę, podczas kolacje, na której przyszło Zicie usługiwać. Zaczęła się tak samo jak zwykle: wpierw Aldric odmówił długą modlitwę, tak jak lubiła jego małżonka, następnie Zita i dwie pozostałe służące nałożyły na talerze państwa potrawy i odsunęły się w cień by oczekiwać na najlżejszy sygnał, że znów są potrzebne, a potem pan domu zaczął wypytywać syna jakie poczynił postępy w edukacji oraz młodszą córkę jak jej minął dzień. Starszą zwyczajowo pomijał, więc Franziska patrzyła tylko tępo w stół drżącymi rękami łamiąc chleb.

Schemat był zawsze ten sam i trwał do momentu, kiedy wszyscy skończyli jeść, podziękowali modlitwą za posiłek i rozchodzili zostawiając oczywiście służbie zadanie posprzątania. Ale nie dziś. Dziś podczas kolacji przybył służacy z dwoma listami, które odebrał pod murami od gońców i które były na tyle ważne, że niezwłocznie przekazał je państwu, którzy czytali nie odchodząc od stołu. Warto zauważyć, że cenną tą umiejętność posiadali wszyscy członkowie rodu, a także kilkoro służących, którym chciało się słuchać Dietera.

- Franzisko - zaczął oficjalnie Aldric po przeczytaniu listu sprawiając, że zaskoczona córka drgnęła i podniosła na niego wzrok - nadszedł już czas byś wyszła za mąż.

- Za mąż? - powtórzyła niezbyt mądrze dziewczyna najwyraźniej wciąż w pewnym szoku.

- Jesteś w odpowiednim wieku - wtrąciła nad wyraz łagodnie matka - A twój ojciec znalazł idealnego kandydata.

- To młody Wilhelm Habsburg, drugi syn Rudolfa. To boczna linia, z zamku Hainburg, ale ciągle nosiciele potężnego nazwiska. Ten sojusz zapewni nam pomyślność i szczęście. Co o tym sądzisz?

- Ja.. ja... - Franziska zarumieniła się i otworzyła usta. Szybko się jednak opamiętała, spuściła skromnie oczy i szepnęła - Chętnie spełnię twą wolę ojcze.

- Spotkasz go niedługo, albowiem wraz z ojcem są gośćmi u naszego księcia.

- To wspaniałe wieści! - Heinrich ucieszył się szczerze całą radosną uwagę skupiając na siostrze. Ku uldze Zity, której wcześniej posłał ze dwa uśmiechy - Jak stryj Joachim umrze i przejmę w końcu zamek Grafenegg będziemy sąsiadami.

- Dla ciebie także mamy wieści Valerio - kontynuowała Carolina tym swoim niecodziennym, łagodnym tonem, który budził niepokój - Klasztor w Kahlenberg chętnie przyjmie cię w swe szeregi i gdy tylko bramy miasta zostaną otwarte pojedziesz tam wieść najwspanialsze życie wypełnione służbą bogu.

Przy stole zapadła ciężka cisza, którą w końcu przerwała Valeria powoli podnosząc spojrzenie z matki na ojca.

- To ja mam iść do klasztoru, a ona będzie żoną księcia? - zapytała wolno cedząc słowa.

- Tak, dokładnie tak będzie - Carolina porzuciła swój nienaturalny łagodny ton i wróciła do codziennego oschłego i zimnego - Powinnaś docenił łaskę i szczęście, która cię spotyka.

- Docenić?! - Valeria wybuchła - Docenić?! Ojcze, nie możesz...

- Mogę - przerwał jej twardo Aldric. Najmłodsze dziecko było jego oczkiem w głowie, ale nawet dla niej nie zwykł zmieniać swych decyzji i nie pozwalał na podważanie autorytetu - To już postanowione. Twoje wiano zostanie przekazane na rzecz klasztoru, będzie ci tam dobrze, a my zyskamy przychylność biskupa.

Przy stole znów zapadła cisza, a Valeria patrzyła w stół przygryzając wargę. W końcu wstała, podeszła do ojca i padła na kolana chwytając jego dłoń i składając na niej pocałunek. Franziska parsknęła cicho, tak że tylko stojąca za nią Zita to usłyszała.

- Skoro takie jest twe życzenie ojcze, tak uczynię. Zanim jednak na zawsze zniknę za klasztorną furtą pozwól mi na ostatnią przyjemność. Na ucztę niewielką, na tańce i ostatnią osłodę życia przyziemnego.

Carolina już otwierała usta by zaprotestować, ale Aldric był szybszy.

- Niech i tak będzie - skinął głową - Wypada też w końcu przywitać Wilhelma odpowiednio i zaprezentować się jego familli. Wyprawimy ucztę.

W podzięce Valeria jeszcze jeden pocałunek złożyła na dłoni ojca, który skinął głową i wstał dając sygnał, że posiłek zakończony. Wyszli po kolei wszyscy: ojciec, matka i Franziska podejrzliwie patrzące na najmłodszą i Heinrich pełen współczucia. Ostatnia wychodziła Valeria przedtem jednak przenosząc wzrok na swą służkę:

- Chodź ze mną.

 

Zita czuła na swych plecach wściekłe spojrzenie pozostałych służących, które zostawiła z pracą, ale w gruncie rzeczy mogła im zazdrościć. Kiedy uda jej się dostać do kuchni już pewnie niewiele zostanie z resztek z pańskiego stołu i przyjdzie jej iść spać z pustym brzuchem.

W swej komnacie Valeria ściągnęła panieński welon okrywający skromnie jej włosy i wściekle rzuciła go na łóżko.

- Ona ma iść za księcia a ja do klasztoru. Klasztoru! O nie, o nie... tak to nie będzie.

Miotała się przez chwilę wściekle niczym wilk na postronku, tak że Zita mogła tylko stać i czekać.

- Mam jedną, jedyną szansę - kontynuowała Valeria na szczęścia siadając i pozwalając służącej by należycie zajęła się jej włosami - Muszę przekonać księcia do siebie podczas uczty. Więcej niż przekonać... - zamyśliła się - Musi mi ulec, musi lec ze mną, tak by nie miał wyjścia. Najlepiej by było jakby sprawił żebym się stała brzemienna... - kontynuowała na poły do siebie na poły do Zity snując plan - Wtedy nie będzie wyjścia. Ale jak mieć pewność, no jak... Słyszałaś o szeptunce co w murach miejskich żyje?

Zita słyszała, a jakże. Plotki o mądrej babce co pośród nierządnic się chowa krążyły po służebnych komnatach co jakiś czas. Ponoć pomagała im ze wszystkimi problemami, a one za to chowały ją przed strażą i chłopkami niechętnymi.

- Będziesz musiała ją znaleźć. Znaleźć i nakupić ziół co bym miała pewność. Tak, to najlepsze wyjście.

Przeniosła pełne nadziei spojrzenie błękitnych oczu na Zitę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

caitiff.jpg

Zita Taube

Milczenie w odpowiednich momentach było jedną z umiejętności jaką winni posiadać wszyscy służący. Nie było to oczywiście prosta zdolność i nie każdy mógł się nią poszczycić, chociaż jej brak mógł kosztować wiele tego, który nie umie powstrzymać języka. I nie mowa była tylko o służbie mającej na widoku stratę zarobku, w najlepszym wypadku. Na szczęście Zita pojęła zasady życia już dawno... a wcielenie ich w życie wymagało przygięcia charakteru nim zastanie on przycięty przez innych.

 

Dziewczyna przyglądała się swemu państwu bez zainteresowania ich posiłkiem oraz prowadzonymi czczymi rozmowami. Zapach lżejszych potraw na koniec dnia był dziś naprawdę kuszący, więc brzuch służącej aż skręcał się z radości, choć to wszak nie dla niego to wszystko zostało przygotowane, a jedynie resztki z pańskiego stołu były tym, na co mógł liczyć, mając nadzieję na mniejszy apetyt szlachetnej rodziny. Dlatego Zita skupiała wzrok na swym państwu, nie zaś na słodkim zapachu ich kolacji potęgowanym przez czający się głód.

 

Czekała w milczeniu. Nie zaburzała ni słowem tej atmosfery.

Jak chrzaniona suka oczekująca kości z resztką mięsa, którą pan i tak wyrzuci na dwór, aby pilnowała posesji.

 

Już myślała, że nic się nie zdarzy, że wszystko zmierza ku końcowi dnia, resztkom pozostawionym służbie i odpoczynkowi na jaki Zita zasłużyła, och, jak zasłużyła. Mimo wizji nadchodzącego kolejnego dnia, mimo zrozumienia, iż nic nie ulegnie zmianie - ona czekała na to niecierpliwie; a jednak w posłusznej ciszy i spokoju, zaburzanego jedynie uśmiechami posyłanymi przez Heinricha. Ku swojej rozpaczy Zita czuła za każdym razem przyjemne, ciepłe mrowienie ciała; wtedy też zawstydzona spuszczała nieznacznie wzrok, zupełnie nie wiedząc jak powinna zareagować w takiej sytuacji. W obliczu przyszłego spadkobiercy rodu.

 

W momencie, gdy myśli Zity krążyły wokół niezrozumiałego podejścia Heinricha (była tylko jedną ze służących, nikim komu pisane było takie zainteresowanie!), wydarzenia następnych minut wybiły służkę z niegodnych niewiasty rozważań.

 

Nawet gdyby dane było się jej wtrącić, nawet gdyby była równa państwu, to wszystko odebrało jej głos. Role się odwróciły w szokujący Zitę (i nie tylko ją) sposób. Z drugiej strony.... Z drugiej strony słodziutka Valeria posmakowała pragmatyzmu swego ojca, który sprzedawał ją bez mrugnięcia okiem dla zysku. To akurat aż tak szokujące nie było, zważywszy na aurę chorej ambicji jaką Aldric zdawał się emanować. Jaką zaraził i córkę, której dziś postanowił odebrać wszystko, przekazując to córce, którą pogardzał... a która, co Zita zrozumiała szybko, nie zamierzała poddać się losowi. Tylko co jej panienka zdążyła w tak krótkim czasie wymyślić?

 

caitiffdiv.png

 

Zita obserwowała jak wściekła Valeria wyrzuca z siebie furię, która w niej gorzała. Służka milczała, jedynie posłusznie obserwując i czekając; czekając na ruch córki Aldrica. Nawet pusty brzuch nie zagrał zawiedzionej nuty, pozostając w ciszy jako i jego pani, jakiej los dalszego bytu pozostawał w niewiadomej.

- Pani moja. - wszeptała Zita jakby strwożona, iż sam Aldric podsłuchuje za drzwiami, ale zaraz obrała zwyczajny ton - Zrobię jak każesz, wiesz żem ci wierna, jak i w potrzebie nie zostawię, ale... - spojrzała uważnie na Valerię - ...choć uwieść mężczyznę łatwo kobiecie... To czy jesteś gotowa poświęcić cnotę dziewictwa i szacunek jakim cię darzą, a który zamrze wraz z takim uczynkiem? - służka czuła kiełkujący w niej niepokój - Z uczynienia tego zamiaru czynem nie będzie wszak odwrotu...

Edytowane przez Zell

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Valeria parsknęła i przeglądając się w lustrze popatrzyła na Zitę.

- A jaki mam wybór, powiedz, jaki? Klasztoru już nigdy nie opuszczę i co mi po tym szacunku jak zamknięta będę w jego murach? Zresztą jak wszystko dobrze pójdzie to niewielu się dowie, a nikt nie będzie chciał rozpowiadać. Poza Franziską - młoda panna zmarszczyła brwi - Ale wtedy ona zostanie oddana w służbę Bogu, by Biskupowi zadośćuczynić. Ona się tam nadaje dużo bardziej niż ja, wystarczy przecież tylko na nią spojrzeć!

Valeria westchnęła ciężko, a potem odwróciła się w stronę swej służącej.

- A poza tym i twój los się tutaj waży. Myślisz, że pozwolą ci zostać tutaj na służbie? Herta cię nie lubi i beze mnie nikt się za tobą nie stawi. Każą ci iść precz razem z siostrą, tak że albo przyjdzie wam obu zemrzeć z głodu albo podjąć się będziesz musiała nierządu. A jakby się udało pojechałybyście ze mną do książęcego zamku, gdzie spokojny żywot by was czekał. Nie mam wyjścia innego.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

caitiff.jpg

Zita Taube

Zita spojrzała ponuro na Valerię.

- Wiem co mnie czeka, gdy do klasztoru pójdziesz, złudzeń nie mam, ale skoro widzę, że ty też moja pani... - spojrzała poważnie na Valerię - Nie wiem czemu Francizkę wybrano na żonę dla księcia. Nie rozumiem tego, ale gdy tylko zobaczy ciebie, moja pani... sądzę, że gotów i przed klasztorem obronić, swoją zachcieć. - uśmiechnęła się, ale bez radości w tym wyrazie - Możesz być pewna mojej pomocy, jak tylko będę mogła. Pan-ojciec twój uparty, swoje zamysły ma, a ich się trzymać będzie, nawet jeżeli są ważne tylko dla jego żony. - obserwowała reakcję panienki na te słowa - Babkę znajdę, jak grosza dostanę to zakupię jej radę oraz zioła. Dla kogo to - nie powiem. - urwała na moment - Tylko kiedy uczta ma się odbyć? Kiedy pojawi się mąż przyszły? Twój mąż, bo inaczej przecie nie będzie, ma pani.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- To przez panią matkę, jestem tego pewna - Valeria potwierdziła z westchnieniem - A skoro ułożył się już z biskupem będzie trudniej. Z drugiej strony biskupowi wszystko jedno, która z nas zostanie oddana. Byleby wiano odpowiednie wniosła. 

Wstała powoli leniwym, kocim ruchem i podeszła do kuferka, gdzie jak Zita wiedziała trzymała swą biżuterię. Po chwili zastanowienia wyjęła srebrny wisiorek z krzyżem, który wart był pewnie kilka miesięcy pracy Zity.

- Weź to, za to dostaniesz wszystko co zechcesz - wręczyła służce biżuterię - Uczta pewnie za około tydzień będzie. Miasto zamknięte, więc tylko tutejszych zaproszą, a i przygotowań wielkich nie będzie, bo i z czego? Musisz się wymknąć w nocy tak by nikt nie pytał po co i na co. No i nikt nie może cię rozpoznać pod murami. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

caitiff.jpg

Zita Taube

Jak sobie życzysz, moja pani... - służka skłoniła się Valerii, chowając w dłoni srebrny wisiorek, za którego wartość mogłaby żyć spokojnie przez kilka miesięcy - ...tak też zrobię.

 

 

W końcu obie dobrze wiemy, że nie mam wyjścia w tej sytuacji.

 

caitiffdiv.png

Srebrny wisiorek ciążył Zycie w wyszytej kieszonce służebnego fartucha. Był zbyt ciężki, och, jak ciężki. Kobiecie wręcz wydawało się, że bez pomocy nie zdoła go nigdzie dalej przenieść, a na pewno nie będzie w stanie udać sidę z nim w poszukiwaniu szeptunki; w zamiarach przeciwko woli Aldrica. 

 

Valeria ryzykowała na swój sposób, ale w innym stopniu niż Zita. Niezależnie od wyniku planu szlachetnej panny, jasne stanie się kto ją w nim wspomógł, kto bardziej wystawiony na karę. Zitę bronić mogła tylko Valeria, o ile naprawdę zechce stanąć naprzeciw złości własnego ojca, którego wszak służka wolała unikać zawsze. 

 

Oczywiście był jeszcze Heinrich, ale Zita szczerze wątpiła, by młodzieniec był skory narażać się dla zwykłej dziewki służebnej, gdy takich mógł mieć wiele. 

 

caitiffdiv.png

Znowu o nim myślisz?

Zita uniosła spojrzenie znad resztek pozostałych po kolacji, jakich część podwędziła Agnes dla swojej starszej siostry nim reszta głodnej służby zasyciła się całością. Była wdzięczna siostrzyczce, która nie zapomniała o starszej z nich, dbającej o jej byt od  dawna. 

- O kim niby myślę? - zapytała, przełknąwszy ostatni kęs nadgryzionej wędzonej kiełbasy (przez Agnes, jak miała nadzieję), zastanawiając się w jaki sposób mała porwała taki kąsek. 

 

O twoim przyszłym mężu. O Heinrichu, oczywiście! - rozbawiona dziewczynka zajęła swoje miejsce przy ścianie, wiercąc się na wygniecionym już sienniku. 

 

On nie jest i nigdy nie będzie żadnym moim mężem, skończ z tymi durnotami, na spaniu się skup dzieciaku. - mruknęła Zita, rozsznurowując koszulę i spoglądając na miskę z wodą. 

- Ale ja chcę, abyś dała mu dzieci, abyś żyła z nim i dostawała prezenty! Wtedy obie będziemy żyć lepiej! 

- Do żadnego z tych nie trzeba mieć męża. - mruknęła starsza siostra, stojąca plecami do młodszej, obmywająca wodą szyję i piersi - A teraz cicho, spać idź. 

 

- Ale chciałabyś, aby teraz tu wszedł, co? - złośliwe pytanie Agnes zaskutkowało celnym rzutem koszulą wprost w dziewczynkę. 

 

caitiffdiv.png

Agnes spała już spokojnie, zapewne śniąc o życiu, o jakim tylko takie dziewczynki śnić jeszcze umieją, a siostrzyczka Zity posiadała zaiste bujną wyobraźnię i wiarę w cuda. Zita nigdy żadnego nie widziała, ale zakładała, iż zdarzają się one innym - szczególnie tym lepszego stanu... i tym bardzo blisko Boga. 

 

Czy Caroline była taką osobą?

 

Zita ukryła w niezdobionym pudełku otrzymany od Valerii krzyżyk, umieszczając go wśród plątaniny nici, które skrywały to bogactwo, jakiego mieć nie powinna.

Takie bogactwo... Czy jej prawdziwy ojciec właśnie tyle dał swej kochance, aby odeszła w milczeniu? Czy właśnie tyle była warta dla niego córka? A może nawet chciał tak zafundować usunięcie bękarta, na co jej matka się nie zdecydowała? 

 

Nie miało to już znaczenia. Przeszłość pozostawała przeszłością, a nagliły sprawy teraźniejsze. 

 

Zita nie mogła liczyć na wychodne przed końcem planowanej uczty. Herta już postara się, aby miała ręce pełne roboty i głowę pełną obaw, jakie musiała nosić w sercu. W końcu zdanie klucznicy będzie ważne w kwestii losu służki, gdy jej pani odejdzie do klasztoru...

Na szczęście dzięki przygotowaniom, służba będzie zbyt zajęta, by nocnego wyjścia Zity wypatrywać. Im więcej zadań, tym większe zmęczenie i gorsza czujność. Potrzeba momentu, chwili osobnej pracy, jaka pozwoli wydostać się z posiadłości.

 

I tego właśnie musiała wypatrywać, gdy strudzeni padną na swoje posłania, wypocząć przed następnym dniem pełnym pracy... a może i sama Herta zostawi swoją ofiarę z dodatkową pracą, jaka przeciągnie się i na godziny nocne? 

 

Najwyżej pomoże się trochę ziszczeniu tej karze... 

Edytowane przez Zell
Koszula!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Trzy dni minęły. Trzy dni ciężkiej, wytężonej pracy. We wtorek Zita zdała sobie sprawę, że nic z tego: Herta była zbyt zajęta zarządzaniem i swoją robotą by mieć czas na wymyślanie jej dodatkowych zajęć. Uczta miała mieć miejsce już w następny poniedziałek, a wiele produktów niedostępnych było z powodu zamknięcia miasta. Klucznica niemal na głowie stawała by kupić płody rolne czy sprowadzić wino z monastyru, a przecież należało jeszcze zadbać o mięsiwa jakieś i przyozdobienie stołu. 

Valeria już więcej nie poruszała tego tematu, ale każdego ranka, kiedy Zita pojawiała się w jej komnacie czuła na sobie pytające spojrzenie, na które póki co nie miała zadowalającej nikogo odpowiedzi. Poddenerwowanie córki rycerza pogłębiało się ilekroć spotykała matkę: Carolina bacznie ją obserwowała i co rusz kazała się modlić o łaskę pana jakby przyzwyczaić ją chciała do życia w klasztorze. 

Kolacja państwa dobiegała końca i wszystko wskazywało, że wieczór zakończy się tak samo jak poprzednie: zjedzeniem posiłku przez służbę, posprzątaniem komnat i pójściem na spoczynek by od świtu znów ciężko pracować. No chyba, że Zita sama znajdzie jakiś pretekst by się wydostać z domostwa w końcu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

caitiff.jpg

Zita Taube

W duchu Zita czuła tą niemą satysfakcję ze stresującego położenia w jakim znalazła się Herta, zawsze chcąca, aby wszystko działało jak najlepiej. Obowiązki zdawały się być teraz jej głównym sensem życia... ale w tym momencie to nie praca była głównym sensem życia dla Zity, która z każdym dniem sama czuła się coraz bardziej poddenerwowana. W końcu sama myśl o możliwym wyrzuceniu dwóch sióstr na ulicę, jeżeli Valeria zostanie odesłana...

 

Herta... Sądzę... Sądzę, że mogłabym pomóc w zdobyciu części potrzebnych rzeczy na ucztę... - od tych trzech dni Zita najwyraźniej wolała być po dobrej stronie Herty... co nie powinno dziwić w momencie, gdy zdanie tej kobiety będzie miało wpływ na dalszy los służki, gdy tylko jej pani odejdzie do klasztoru.

Edytowane przez Zell

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Herta oderwała wzrok od lnianego obrusu, na którym jakaś nieogarnięta służka (chyba Erica, ale Zita nie była tego pewna) pomyliła wzór i niebieski kwiatek był krzywo naszyty. To nie był wielki problem, prawdopodobnie już po godzinie uczty wszystko i tak zostanie przykryte plamami i zeschłym sosem kapiącym z dłoni ucztujących, ale nadal stanowiło to skazę w oczach perfekcyjnej służącej. No i pozwoliło oderwać myśli od dużo bardziej palących problemów. 

- Ty? - Herta zmierzyła Zitę od góry do dołu - A niby w jaki sposób?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

caitiff.jpg

Zita Taube

Zita poczuła rozchodzącą się w niej złość na pogardliwe podejście, którym zawsze raczyła ją Herta. Niezależnie jak bardzo się starała, jak Valeria była z niej zadowolona, jak dobrze wykonywała polecenia - to zawsze było nie tym dla zarządzającej. Za mało idealne.

Tylko teraz, gdy ochrona służącej miała zniknąć... Gdy miała pozostać bez broni...

 

- Na mieście na pewno są tacy, co mogliby zaoferować brakujące rzeczy na ucztę... - odparła cicho - Mogłabym rozpytać... Postarać się ugadać, załatwić co tylko mi się uda... Oczywiście nie zaniedbując pracy, w późniejszych godzinach... - dodała szybko, jakby nie chcąc, aby Herta posądziła ją o chęć ucieczki od obowiązków.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz