Ego

Krew, którą nasiąkła (Ego)

7 postów w tym temacie

FL1M7BA.png

 

AYVJOo9.png

 

18 grudnia 2016 roku, poranek,
dzielnica Coventry, Gotham City,
Stan Nowy Jork, USA,

 

vFvLdln.png

 

Znów śniła ten sam koszmar.

 

Ciemna, deszczowa noc, stary pokój z łóżkiem i ona. Mała, chuda dziewczynka skulona w kącie, trzęsąca się na samą myśl o tym, co za chwilę się stanie. Serce biło jej jak szalone, gdy usłyszała spokojne, ciężkie kroki za drzwiami. Zbliżał się i wiedziała, że nie da rady mu się przeciwstawić. Krzyki i walka nie pomagały; sprawiały, że było tylko gorzej. Wolała się podporządkować - gdy była uległa, szybciej kończył i odchodził. Chciała tylko, by ten koszmar się skończył, jednak wiedziała, że to niemożliwe. Nikt nie mógł jej pomóc. Drzwi otworzyły się w końcu ze skrzypnięciem, a Lina aż podskoczyła w miejscu. We wpadającym przez okno świetle latarni ujrzała jego szczupłą sylwetkę, wypielęgnowane dłonie i okrągłe okulary na nosie. Jego szyderczy uśmiech sprawiał, że miała ochotę zerwać się na równe nogi i uciec. 

 

Nie mogła się jednak ruszyć, sparaliżowana strachem. Gdy podszedł i dotknął dłonią jej policzka, cicho jęknęła i natychmiast zacisnęła zęby. Wiedziała, co za chwilę nastąpi, za każdym razem było przecież tak samo. On pacnął ją palcem w czubek nosa i rozpiął pasek, a następnie rozporek i zsunął bokserki. Oczom Liny ukazał się na wpół nabrzmiały członek i owłosione jądra. Chwycił jej dłoń i położył na swoim przyrodzeniu, masturbując się powoli. Dziewczynka zaczęła płakać, starając się nie patrzeć na to, do czego ją zmuszał. I nagle, w mroku  nieopodal, dojrzała jakiś przedmiot. Nóż. Jej wybawienie.  Nie wiedziała, skąd się tutaj wziął, ale nie interesowało ją to. Łkając, wyciągnęła wolną dłoń w jego kierunku i chwyciła za zimną rękojeść. On dyszał ciężko z odchyloną do tyłu głową. To była jej szansa. Bała się, ale musiała to zrobić, by zakończyć ten koszmar trwający zbyt długo, by pamiętała nawet, kiedy się zaczął. Zamachnęła się ostrzem w stronę sterczącego penisa, a chwilę później słyszała tylko przeraźliwy krzyk i poczuła na twarzy ciepłą, ciemną krew...

 

Obudziła się z bijącym ciężko sercem, a zaspany umysł potrzebował chwili, by sprowadzić ją do rzeczywistości. Odetchnęła z ulgą, stwierdzając w końcu, że to był tylko zły sen a ona znajduje się w łóżku, w swoim mieszkaniu. Nie była już małą, zastraszoną dziewczynką, tylko pewną siebie, dojrzałą kobietą. Detektywem z wydziału zabójstw G.C.P.D. Spojrzała na stojący na szafce przy łóżku zegarek - czerwone diody pokazywały niemal piątą rano. Przetarła twarz i prawą dłonią przejechała po kołdrze w miejscu, gdzie zwykle spała Willow. Brakowało jej ukochanej, jednak wiedziała, że ta niebawem wróci do domu ze służbowego wyjazdu do Metropolis. Przez niedosłonięte zasłony widziała sypiący gęsto śnieg, odcinający się bielą na tle ciemnego nieba.

 

2H0iRen.png

 

Wygramoliła się z łóżka i podeszła do okna, zerkając na krajobraz za nim. Gotham City było niebezpiecznym miastem - wszyscy mieszkańcy doskonale o tym wiedzieli, a przyjezdni szybko się przekonywali. Zwykle bywało, że na własnej skórze. Po zmroku na dystryktach i w wąskich alejkach pojawiał się rak toczący metropolię. Można było tu trafić na cały przekrój podziemnego łańcucha pokarmowego miasta - złodziei, morderców, dewiantów, paserów, alfonsów i całą masę innych psycholi, którymi zwykle zajmował się zamaskowany symbol Gotham, czyli Batman i jego pomocnicy. Chociaż nigdy nie miała z nimi do czynienia, wiedziała, kim są Joker, Two-Face, czy Pingwin. Zresztą, kto w Gotham nie wiedział...

 

Przez chwilę wpatrywała się w tańczące na wietrze płatki śniegu. Wstawał kolejny dzień, pełen nowych wyzwań i niespodzianek. Tego Lina mogła być bardziej, niż pewna.

 

Gotham3.png

Edytowane przez Ego

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hU5uzW9.png

Lina Flannagan

 

Nienawidziła, gdy koszmary powracały, przypominając o przeszłości, którą chciała zostawić za sobą, pogrzebać. Będzie musiała powiedzieć o tym swojej terapeutce, chociaż nie sądziła, by cokolwiek to zmieniło. Żałowała, że nie ma przy niej Willow - jej spokój i poczucie humoru zawsze pomagały. Nie cierpiała, gdy ukochana wyjeżdżała, ale prowadzenie własnej firmy to nie tylko siedzenie na tyłku w biurze. Zwłaszcza, gdy to był biznes przekazywany z pokolenia na pokolenie.

 

Ziewnęła przeciągle, patrząc zza zasłony na krajobraz miasta. Zbliżały się święta, a ona jeszcze nie pozałatwiała żadnych prezentów. Nigdy nie była w tym dobra i właściwie nigdy nie cieszyła się ze świąt. Teraz starała się to robić dla Willow, która była wręcz zakochana w tym magicznym okresie. W Gotham ciężko było jednak spędzać radosne święta, biorąc pod uwagę reputację miasta. Lina jednak na swój sposób kochała je, tak samo, jak swoją pracę, której poświęcała każdą wolną chwilę.

 

Poszła do kuchni, nastawiając w czajniku wodę i gdy ta się zagotowała, zalała kubek, do którego wcześniej wsypała dwie łyżki kawy, rozkoszując się wspaniałym zapachem. Bez solidnej dawki kofeiny nie potrafiła normalnie funkcjonować, a od kawy była już chyba uzależniona, bo czasami mogła wypić nawet sześć kubków. Czekając, aż napój nieco ostygnie, rozejrzała się po mieszkaniu. To był jeden z tych standardowych, niewielkich apartamentów z zaledwie z jedną sypialnią, ale czegóż więcej potrzebowała kobieta, która mieszkała sama? Miała tu przestrzeń i wygodę, a lokalizacja na jedenastym piętrze zapewniała również odpowiednią ciszę i spokój.

 

Dla wielu to mieszkanie nie byłoby szczytem marzeń, ale Lina już dawno nauczyła się doceniać to, co ma. Zresztą, jej się podobało, innym nie musiało a i Willow stwierdziła, że jest ładnie urządzone.

 

HjtLGzo.png

 

Spojrzała na ustawioną w stojaku gitarę elektryczną, uśmiechnęła się tylko do siebie i przeszła do łazienki. Zrzucając po drodze bieliznę weszła pod ciepły (niemal gorący!) strumień wody. Lubiła swoje ciało i dbała o nie, regularnie chodząc na siłownię i ćwicząc w policyjnym klubie krav magę. Miała lekko zarysowane mięśnie ramion oraz brzucha i dobrą kondycję, a w pracy, którą wykonywała, sprawność fizyczna przydawała się tak samo, jak zdolność kojarzenia faktów i logicznego myślenia. Nosiła krótkie blond włosy, na lewej ręce miała kilka pięknych tatuaży, a przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu zdradzało inteligencję i determinację. Jędrne, duże piersi o brązowych sutkach przyciągały wzrok mężczyzn, tak samo jak zgrabny tyłek. Wiedziała, że faceci się nią interesują, jednak ona nie interesowała się nimi. Była w szczęśliwym związku z piękną kobietą i nie zamierzała tego zmieniać.

 

Po kwadransie spędzonym pod natryskiem wyszła i wysuszyła włosy, popijając ciepłą kawę. Ledwo odłożyła suszarkę, gdy jej iPhone zawibrował. Uśmiechnęła się do siebie, widząc wiadomość od Willow: "Kocham cię i tęsknię". Szybko odpisała w podobnym tonie, a moment później odezwał się dźwięk FaceTime'a. Lina od razu odebrała, a na wyświetlaczu telefonu pojawiła się piękna buźka ukochanej.

 

64OvyfZ.png

 

- Nie śpisz? - Spytała delikatnym, kobiecym głosem, posyłając jej całusa. - Jest bardzo wcześnie.
- I kto to mówi? - Lina zaśmiała się. Czuła na sercu przyjemne ciepło.
- Muszę przygotować trochę dokumentów na zebranie, dlatego nastawiłam zegarek na piątą. - Wyjaśniła Willow. - A ty? Znowu odezwały się koszmary?
- Niestety, ale wszystko w porządku, skarbie - odparła Flannagan. - Poza tym też mi się przyda pojechać dzisiaj wcześniej do pracy, mam trochę zaległej papierkowej roboty.
- Wracam dziś wieczorem - powiedziała Willow.
- Dzisiaj? Przecież miałaś zostać jeszcze dwa dni. - Lina zdziwiła się. - Nie musisz, naprawdę, wszystko ze ok, jestem dużą dziewczynką. - Puściła jej oczko.
- Wiem, ale tęsknię i chcę być przy tobie. Poradzą tu sobie beze mnie, zostawię wszystko na głowie mojego pełnomocnika i dziś wieczorem jestem - odparła kobieta uśmiechając się czarująco.
- Cieszę się. - Lina wyszczerzyła się do telefonu. - Bez ciebie w domu jest jakoś tak... bez sensu.
- Powinnaś przeprowadzić się do mnie.
- Pewnie kiedyś tak zrobię, ale sama wiesz, że nie cierpię wielkich posiadłości. To nie mój świat, nie moja bajka. - Wyjaśniła policjantka.
- Nie wiesz, dopóki nie spróbujesz. - Willow rzuciła wesoło.
- Niby tak, ale wolę to przeciągać w czasie tyle, ile mogę.
- Aż skończy mi się cierpliwość? - Carnowłosa zaśmiała się.
- To chyba nigdy się nie stanie w naszym związku - odrzekła Lina.
- Nie doceniasz mnie - odrzekła wesoło Willow, obruszając się teatralnie i robiąc niezadowoloną minę do ekranu telefonu.

 

Porozmawiały jeszcze kwadrans i choć trudno było im się rozłączyć, obie wiedziały, że muszą to zrobić. Lina cieszyła się, że ukochana będzie z nią już dzisiaj wieczorem i ta informacja od razu podładowała jej bateryjki. Poza tym, dom bez ukochanej był strasznie pusty i smutny. Willow była jedyną osobą, którą Flannagan tak szczerze i naprawdę kochała. Zawsze, gdy  wyjeżdżała, do policjantki powracały nieprzyjemne wspomnienia, które zwykle zagłuszała prozakiem. Łyknęła dwie tabletki, popijając resztą kawy, po czym zaczęła się ubierać do wyjścia.

 

Do pracy nigdy nie nosiła się nazbyt elegancko, przede wszystkim musiało być swobodnie. Dżinsy, bluza z kapturem, zimowe, solidne buty za kostkę i puchowa kurtka z kapturem zdawały egzamin przy takiej pogodzie. Za pasek od spodni poszła kabura ze służbową Berrettą PX4 Storm, na ramię plecak i mogła wychodzić. Raz jeszcze omiotła mieszkanie wzrokiem, zamknęła drzwi na klucz i zjechała do garażu, gdzie czekał na nią dwuletni, granatowy Hyundai Veloster, którego wciąż spłacała.

 

Veloster_colour_dazzling_blue_1_542x_7.p

 

Wsiadła do środka i odpaliła silnik, włączając przy okazji radio. Z głośników popłynął charakterystyczny głos Axl Rose'a, który śpiewał coś listopadowym deszczu. No cóż, chłopie, deszcz pojawi się w Gotham pewnie dopiero koło kwietnia, jak puszczą wszystkie mrozy i zima pójdzie sobie w cholerę. Krzywiąc się na paskudną pogodę, Lina wyjechała z garażu, zmierzając wprost na komisariat. Najwyższa pora wziąć się do roboty.

 

Gotham3.png

Edytowane przez Mashiro
justowanie ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ulice jednej z lepszych dzielnic Gotham, w której mieszkała, były spokojne i czyste. Drzewa rosnące na skraju sporego parku nieopodal pokrywała cienka warstwa szronu, mieniącego sie niczym diamentowy pył, a gałęzie uginały się od śniegu. Gdzieś dalej, w mrocznych zakątkach wąskich uliczek, bandyci i gwałciciele kończyli swoją nocną robotę, lecz tu widać było tylko zadbane budynki, szerokie aleje i spokojną ciemność przed świtem.

 

JfX5PPO.png

 

Zewsząd atakowały ją świąteczne dekoracje, którymi przyozdobione były ulice oraz banery reklamowe ze szczerzącymi się Mikołajami, co krok przypominającymi, że święta coraz bliżej.  Wiedziała jednocześnie, że tak wygląda tylko centrum, Coventry i Diamond District. W pozostałych dzielnicach wciąż było brudno, szaro i niebezpiecznie, a świąteczny nastrój dawał tylko ułudę sielankowości Gotham. To miasto nigdy nie było spokojne i nigdy nie będzie, nawet, jeśli gdzieś tam rękę na tym wszystkim trzyma Batman.

 

W drodze na komisariat minęła zaledwie kilka pojazdów i dwie pługo-piaskarki próbujące poradzić sobie z białą perzyną na drodze, by choć trochę ułatwić życie kierowcom. Na kilku ulicach dostrzegła też panienki lekkich obyczajów, które pomimo siarczystego mrozu wciąż liczyły na zarobek. Przed sklepami zaczęli pojawiać się właściciele z łopatami, którzy w pocie czoła odśnieżali szlak wiodący do ich przybytków.

 

Była mniej więcej w połowie drogi do pracy, gdy zamontowane w wozie radio policyjne odezwało się charakterystycznym dźwiękiem.
- Do wszystkich wozów w okolicy. Dwanaście dwadzieścia dwa. Dixon Street, budynek sześć osiem siedem, lokal dwanaście B. Meldunek niepotwierdzony. Kontakt z lokatorem mieszkania dwa A. Do wszystkich wozów...
Lina wiedziała, że podany przez dyspozytora kod oznaczał anonimowy telefon o awanturze domowej.

 

Gotham3.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hU5uzW9.png

Lina Flannagan

Jadąc do pracy, przyglądała się ulicom i choć nie przepadała za tymi wszystkimi świątecznymi ozdobami, którymi służby miejskie co roku obwieszały Gotham już pod koniec listopada, to mimo wszystko jakoś jej tak cieplej było na sercu, pewnie dlatego, że Willow jednak wracała wcześniej. Nie mogła się doczekać spotkania z ukochaną i marzyła, by ten dzień szybko jej minął.

 

Gdy odezwało się radio, w pierwszej chwili pomyślała, że pewnie za moment zgłosi się jakiś radiowóz i zajmie się tą sprawą, w końcu awantury domowe zdarzały się w Gotham częściej, niż słoneczne dni w ciągu roku. Nikt jednak nie kwapił się z odpowiedzią, więc Lina podjęła wezwanie.
- Zgłasza się detektyw Lina Flannagan. Jestem w odległości dwóch minut od Dixon Street, sprawdzę, co się tam wydarzyło.
- Zgłoszenie przyjęte. Zamelduj się po rozpoznaniu sytuacji
- odpowiedział dyspozytor.
-  Zrozumiałam. Bez odbioru.

 

Nie musiała przyjmować meldunku, bo takimi rzeczami zajmowała się prewencja, ale skoro była się w okolicy, mogła się zorientować, o co chodzi. Niedługo później dojechała na miejsce i wysiadła z ciepłego wnętrza samochodu wprost na mróz, który wcisnął się w każdy odkryty zakamarek jej ciała. Spojrzała dziesięciopiętrowy blok - w większości okien paliły się już światła, ludzie wstawali do pracy. Odszukała odpowiednią klatkę i zniknęła w środku.

 

Chwilę jej zajęło, nim odnalazła lokal dwa A. Energiczne pukanie rozniosło się echem po klatce, a kiedy zza drzwi odezwał się męski głos, przedstawiła się. Drzwi uchyliły się nieznacznie i ukazała się w nich para ciekawskich oczu. Lina pokazała odznakę.
- Podobno macie tu jakieś kłopoty?
- Tak... lokal osiemnaście B. Słyszałem krzyki i dziwne hałasy, pomyślałem, że trzeba wezwać gliny.
- Starszy mężczyzna, którego twarz zmarszczona była niczym skórka pomarańczy, otworzył szerzej drzwi, przyglądając się Linie.
- Dobrze pan zrobił. Kto tam mieszka?
- Kobieta. Samotna z tego, co wiem. Rozwiedziona chyba.
- Nazwisko? Ile ma lat?
- Judy Scott, tak mi się przynajmniej wydaje, bo kiedyś takie nazwisko przeczytałem na jej poczcie
- powiedział sąsiad. - Na oko ma ponad trzydziestkę. Ładna, zadbana babka, ale strasznie skryta. Tylko 'dzień dobry' zawsze powie i od razu ucieka. Mieszka tu od sześciu lat, nie sprawiała żadnych problemów.
- Dziękuję, proszę wracać do mieszkania i zamknąć drzwi.
- Poinstruowała go Lina.

 

Słyszała tylko szczęk zamka, gdy wsiadała do windy. Jadąc na trzecie piętro, połączyła się z centralą.
- Tu detektyw Flannagan, sprawa awantury domowej na Dixon Street. Mieszkanie dwanaście B zajmuje niejaka Judy Scott. Zamelduję się po rozmowie z nią.
- Potrzebujesz wsparcia?
- Nie. Bez odbioru.

Odruchowo sprawdziła, czy Berretta znajduje się w kaburze pod ramieniem i czekała, aż winda wysadzi ją na odpowiednim piętrze. Miała dziwne przeczucie, coś z tyłu głowy mówiące jej, że coś jest nie tak, ale jak na razie starała się nie wyciągać przedwczesnych wniosków.

 

Gotham3.png

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Winda zatrzymała się na odpowiednim piętrze i Lina wyszła z kabiny. Jej uważny wzrok natychmiast dostrzegł zainstalowane kamery bezpieczeństwa. W korytarzu panowała absolutna cisza. Sądzac z usytuowania i wystroju klatki schodowej, mieszkali tu pracownicy umysłowi o średnich dochodach. Wiekszość z nich wstawała po siódmej rano, w pośpiechu wypijała kawę i pędziła do autobusu lub do metra. Nieliczni szcześliwcy mieli biura na miejscu. Niektórzy odprowadzali dzieci do szkoły, inni zaś żegnali współmałżonków i czekali na kochanków. Zwykłe życie w Gotham.

 

Przeszła pod drzwi mieszkania dwanaście B i przez chwilę nasłuchiwała, a potem przydusiła przycisk dzwonka. W środku nie rozległ się żaden dźwięk, zatem dzwonek musiał być zepsuty albo wyłączony. Zapukała energicznie kilka razy, przedstawiając się. Znów bez odzewu. Dobywając broni nacisnęła na klamkę, drzwi uchyliły się z nieznacznym skrzypnięciem. Przekroczyła próg z uniesioną Berrettą i powtórnie przedstawiła się.
- Tu detektyw Lina Flannagan, GCPD, mieliśmy wezwanie do awantury domowej w tym mieszkaniu. Pani Scott, jest pani tutaj?! - Wywołała kobietę, ale odpowiedziała jej jedynie głucha cisza.

 

Wąskim, krótkim korytarzem przeszła do urządzonego w przyjemnym, ciepłym stylu salonu, w którym paliło się lekkie, żółtawe światło żyrandola. Na stole stała patera wypełniona po brzegi owocami, w większości jabłkami i świece w srebrnym oraz czerwonym kolorze, wypalone do różnych wysokości. Na przeciwległej ścianie ustawiono długą sofę w blado-błękitnym odcieniu. W pomieszczeniu pachniało sosną i cynamonem. Pod oknem leżała przewrócona mała choinka. Świąteczne lampki i aniołki ze słodkimi buziami były potłuczone, a gałęzie drzewka połamane. Zniszczeniu uległo również kilkanaście leżących pod choinką pudełek.

 

Lina rozejrzała się po salonie, jednak nigdzie nie dostrzegła żadnych śladów przemocy, żadnej krwi. Wtem usłyszała dochodzące z głębi mieszkania dźwięki muzyki. To była jeden z tych świątecznych hitów, które radio puszczało rokrocznie, aż do zrzygania. Z uniesioną bronią przeszła przez kolejny korytarz, mając przed sobą dwie pary drzwi. Jedne prowadziły do łazienki. Wiedziała to, gdyż były uchylone, ukazując kawałek wyłożonej białymi płytkami ściany. Poruszając się cicho i ostrożnie, z bronią w gotowości, podeszła do drugich drzwi, skąd głośniej dobiegły ją dźwięki "Last Christmas". Natychmiast wyczuła również świeży, metaliczny i kwaśny zapach śmierci.

 

Zapach, który znała aż za dobrze.

 

Gotham3.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hU5uzW9.png

Lina Flannagan

"Niech to szlag", pomyślała i pchnęła drzwi od sypialni, od razu ustawiając się z wycelowaną do środka bronią. Wiedziała, że nie ma tutaj nikogo, oprócz niej i ofiary, ale i tak należało zachować ostrożność. Lina miała dostatecznie dużo wyobraźni, by wiedzieć, że nawet z pozoru ciche mieszkanie może kryć nieproszonego gościa. Weszła do pokoju, rozglądając się. Sprawdziła w szafie, za firanami i przeszukała resztę pokoju. Pusto. Pomijając łóżko, na którym nieruchomo leżała kobieta.

 

Lina przyjrzała się jej, niczego nie dotykając. Nie była zjawiskową pięknością, ale za życia z pewnością przyciągała spojrzenia mężczyzn. Miała długie, blond włosy a szeroko otwarte, niebieskie oczy wyrażały zaskoczenie. Blade policzki pokryte były delikatnym odcieniem różu, rzęsy przyciemnione czarnym tuszem, a wargi, między którymi tkwił knebel z jakiejś szmaty owiniętej taśmą, pociągnięte miała wiśniową pomadką. We włosach, tuż nad prawym uchem, tkwiła ozdobna spinka w kształcie drzewka, z małym złotym ptaszkiem na jednej ze srebrnych gałązek.

 

Kobieta była naga, a wokół ciała miała owinięty błyszczący łańcuch choinkowy. Dostrzegłszy krwawą ranę na szyi, Lina pomyślała, że to pewnie on posłużył do uduszenia ofiary. Na rękach i nogach widniały ślady świadczące o tym, że ofiarę związano i że usiłowała walczyć. Z niewielkiej wieży stojącej przy łóżku, dobiegały pierwsze dźwięki kolejnego świątecznego hitu

Lina skrzywiła się i westchnęła ciężko, po czym chwyciła za radio.
- Tu detektyw Flannagan. Przyślijcie techników, mam tutaj morderstwo. Denatka to prawdopodobnie zamieszkała pod tym adresem Judy Scott.
- Przyjąłem, wysyłam ludzi. - Usłyszała w odpowiedzi.
Czekając, aż pojawi się wsparcie, przeszła się jeszcze raz po mieszkaniu, oglądając je dokładniej. Kto wie, może trafi na jakiś szczegół, który umknął jej wcześniej?

 

Gotham3.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Detektyw nie odkryła niczego nowego, a kwadrans później w mieszkaniu zaroiło się od techników kryminalistycznych i gliniarzy. Jedni przeczesywali mieszkanie, reszta zajmowała się ciałem zamordowanej. Na miejscu pojawił się również partner Liny, wyraźnie niewyspany Terry Rhodes. Pod prawym okiem miał ogromnego, fioletowego siniaka a jego twarz znaczyło kilka otarć i obrzęków. Wyglądał, jakby ktoś go pobił.
- Co ci się stało? - Zapytała Lina.
- Przewróciłem się - odparł wesoło Terry, choć wiedziała, że to nie jest prawda. - Strasznie oblodzone mamy te chodniki ostatnio.

 

Flannagan nie drążyła, gdyż doskonale zdawała sobie sprawę, że Rhodes i tak jej nie powie. Był od niej młodszy o kilka lat i odkąd został jej przydzielony, pozostawał jej podwładnym, choć oboje mieli stopień porucznika. Lina była po prostu bardziej doświadczona, a Rhodes'owi chyba niespecjalnie przeszkadzało, że ma nad sobą kobietą. Zresztą, mężczyzna chadzał własnymi ścieżkami i zwykle ciężko było go rozszyfrować. Gestem dłoni zostali nagle przywołani przez szefa techników, łysiejącego, szczupłego Mike'a DeLaGarzę badającego ciało kobiety.

- Wstępne oględziny wskazują, że śmierć nastąpiła o północy. Niemal co do minuty - powiedział Mike, patrząc na detektywów. - Przyczyną śmierci było uduszenie. Brak ran na ciele oznacza, że ofiara zaczęła się bronić dopiero wtedy, gdy została związana i zakneblowana. Ślady wokół pochwy i odbytu wskazują, że tuż przed śmiercią została zgwałcona.

 

Szef techników podniósł się z przykucu i dłońmi odzianymi w rękawiczki obrócił ciało denatki na bok. Całe plecy, pośladki i nogi znaczyły sino-czerwone wybroczyny, krew spłynęła do najniższych partii ciała powodując plamy opadowe. Mimo to, na lewej łopatce łatwo dostrzegli tatuaż. Pochylone litery układały się w sentencję "My Love, My Life". Praca wyglądała na całkiem świeżą.
- To co, możemy już ją zabierać? - Zapytał DeLaGarza, patrząc z ukosa na Linę.  

 

Gotham3.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz