Aquaman

Teen Titans Vol 1 Issue #2: Bounded by blood... (Aquaman)

145 postów w tym temacie

lMXwk2O.jpg

Nicole Dove a.k.a. Who

 

Nicki przyglądała się wszystkiemu co działo się za zamkniętymi drzwiami Wieży Tytanów z niemałym rozbawieniem. 

- O.. co to, to nie! - Zaprotestowała na sugestię Glaza - nie-e - dodała kręcąc głową dla pewności, a potem jej wyraz twarzy się zmienił... Nabrał rysów, jakie pojawiają się na twarzy dziecka, które właśnie padło na jakiś genialny plan, który na pewno nie spodoba się rodzicom. Zaśmiała się do swoich myśli, a potem gwałtownie wstała. Podeszła do Nymph nim ta zdażyła jeszcze opuścić pokój i bez zażenowania przejechała wzrokiem po jej ciele, zatrzymując się na kilku punktach, oceniając coś. Ostatecznie klasnęła w dłonie i zakręciła się na pięcie. Koraliki w jej włosach zagrzechotały radośnie, w takt śmiechu Who. 

- Leandra ma nie czuć się osamotniona? Zgoda - mówiąc, to znów okręciła się, jednocześnie jej ciało zaczęło się zmieniać. Śmiech pozostał ten sam, ale po chwili przed Glazem, Augustem, Connorem, Rafaelem i Josi stała wierna kopia nagiej Nymph. - Dwie Leandry mogą być? 

Edytowane przez Lunatyczka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kBdCLQU.jpg?1

August Sutton

 

Sutton pierwszy raz miał okazję podziwiać zmiennokształtnego w akcji. Byłby pod wrażeniem nawet niewielkich zmian, a Who się nie bawiła w jakieś drobiazgi i sama też poleciała od razu w strój Ewy. Naprawdę była naga? Przecież była ubrana przed chwilą. Może jej ubranie też się zmieniło? A może to jakaś iluzja?

- Dobra, poddaję się. Przechrzścimy wieżę na Wieżę Nudystów - powiedział, ale wyraźnie nie przeszkadzło mu to co widział.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kiedy Leandra bezceremonialnie i bez ostrzeżenia zdjęła z siebie sukienkę, prezentując swoje ciało niczym niezasłonięte, Rafael, który kilka chwil wcześniej zdążył koło niej usiąść, miał minę jakby pytał samego siebie, czy to wszystko mu się śni. Szczęśliwie nie miał w tej chwili nic w rękach, bo niewątpliwie znów coś by upuścił. Tego losu nie uniknął tym razem Connor, który właśnie chciał nabić na widelec kolejną porcję dania. Widelec jednak nie trafił w talerz, a właściwie to tylko o niego zahaczył i wypadając łucznikowi z ręki, wylądował na ziemi. To trochę go otrzeźwiło, bo asekuracyjnie odłożył talerz na stoliku. A i niespecjalnie wierząc w swoje nogi, przysiadł na drugiej kanapie, tuż obok Nicole.

- Jak... jak jej tak wygodniej... - stwierdził przy tym, najwidoczniej nie mając nic przeciwko nagości nimfy.

Rafael natomiast, wciąż jeszcze oniemiały widokiem, nie protestował w żaden sposób kiedy Leandra złapała go za rękę i pociągnęła w kierunku wyjścia. Nie zdążyli jednak za daleko odejść, kiedy padła propozycja Glaze'a, by nagość rozpowszechnić, do czego sam ochoczo się zabrał. Również Who nie pozostała obojętna na taką propozycją i korzystając ze swoich mocy odwzorowała Nymph. Ze szczegółami. Wywołało to tylko głośne przełknięcie ślinki przez Rafaela, które spojrzenie wodziło już nie po ciele jednej nimfy, a obu.

- Umarłem i trafiłem do raju - powiedział zachwycony.

- Ja się nie dziwię, że jesteście tak skuteczni w walce z przestępcami skoro motywujecie się w ten sposób - skomentował Connor z uśmiechem na ustach, również nie mogąc oderwać wzroku od Leandry i Who w jej ciele. Tylko na chwilę rzucił okiem na Josiego. - Jak widać tak u nas wygląda budowanie więzi - skomentował i podniósł się z miejsca, samemu zdejmując koszulkę. - Jak to się mówi - skoro nie możesz ich pokonać... - uśmiechnął się nieco szerzej i w ślad za koszulką powędrował pasek od jego spodni. Jeansy również zaczął rozpinać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Leandra

 

Leandra przyglądała się całej scenie rozbawiona. Oparła się swobodnie o framugę drzwi i w milczeniu obserwowała spektakl

 - To bardzo miłe z waszej strony - zaczęła w końcu z uśmiechem - Ale naprawdę nie musicie tego dla mnie robić, jeśli nie macie ochoty. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla ludzi wychowanych w waszej kulturze nagość kojarzy się seksualnie. Dla mnie nie - wzruszyła ramionami - nagość to nagość. Rozebrałam się, bo było mi gorąco. No i... - zaśmiała się - W domu nie ma mężczyzn, więc nadzy mężczyźni nie sprawią, że poczuję się jak w domu. - przyjrzała się swojej kopii. Nawet kucnęła, by się lepiej przyjrzeć - mam znamię po wewnętrznej stronie uda - poinformowała rzeczowo - A poza tym całkiem całkiem! Piękna jestem! - zachwyciła się.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

akNS9tm.jpg?1

Josiradei K'ahkol

 

Nie bardzo wiedział o co chodziło Glaze z piżama party i dlaczego miało być bez piżam? Wyglądało na to że jest to nazwa wspólnej kąpieli, skoro  reszta zaczęła się rozbierać. Szybko ściągnął górę ubrania zastanawiając się gdzie właściwie w wieży jest na tyle duże pomieszczenie z wodą żeby ich wszystkich pomieścić. Oprócz czarnej zrogowaciałej skóry układającej się w wzory, jego klatkę piersiową i brzuch "zdobiły" mniejsze lub większe blizny. Największe jednak znajdowały się plecach, trzy blizny ciągnęły się od prawego ramienia po skosie wzdłuż całych pleców, wyglądające jakby zrobione wielką łapą. W momencie zmiany Who przyszła jego kolej na parsknięcie wodą, którą zdążył upić. Stał z prawie rozpiętymi spodniami i intensywnie wpatrywał się w Who pod postacią Leandry. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Nicole Dove a.k.a Who as Leandra

 

Nicole odchyliła nogę prezentując podrobione udo Leandrze. Jak najbardziej było tam znamię.

- Nie zapominam o szczegółach - mrugnęła do niej i przeciągnęła się, jeszcze bardziej prezentując sylwetkę nimfy. W końcu to nie była ona, w końcu ona była ubrana, to była Leandra. 

Obejrzała się na jej nowych towarzyszy w suberbohaterzeniu, zawieszając spojrzenie na wmurowanym Joshi. Podeszła do niego i zamachała dłonią tuż przed jego twarzą.

- Hej! Żyjesz? - zachichotała, całkowicie jak ona, co zupełnie nie brzmiało jak śmiech Leandry. W tym towarzystwie nie musiała się silić na udawanie kogoś kim nie jest, wystarczy, że będzie wyglądać jak ktoś inny. 

- Czy ktoś wie, co mu się stało? - obejrzała się an Connora, Augustusa i Gleza. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Słysząc słowa Leandry, Connor zawahał się przed dalszym ściąganiem ubrań. Ostatecznie stał teraz bez koszulki, z rozpiętymi spodniami, tylko dłońmi podtrzymując je od tego, by spadły na ziemię. Rafael zaś, przybliżył się nieco bliżej prawdziwej Leandry, w dalszym ciągu przenosząc spojrzenie z nimfy na Who i znów na Nymph. Choć, gdy Who odsunęła nogę na tyle, by pokazać jak wiernie odwzorowała Leandrę, spojrzenie Horneta skoncentrowało się na dolnych partiach ciała Nicole, a jego twarz przybrała bardziej czerwony odcień niż jeszcze przed chwilą. Do tego przysunięcie się bliżej prawdziwej Leandry sprawiło, że jego dłoń bezwiednie musnęła odsłonięte ciało nimfy.

- Emm... eee... idziemy? - zapytał niepewnie, gdy zdał sobie sprawę jak blisko Leandry stoi.

Connor zaś, w dalszym ciągu nie mogąc się zdecydować, czy rozbierać się dalej, czy jednak się ubrać, wodził spojrzeniem za Who przechodząc przez salon, by podejść bliżej oniemiałego Josiradei'a. Kiedy oderwał spojrzenie od ciała Leandry, które Nicole sobie pożyczyła, przenosząc je na przybysza z innego świata, uniósł nieznacznie brew.

- Może dwie nagie dziewczyny to jednak dla niego za dużo? - zasugerował Hawke. - A może... może nie widział nigdy wcześniej kogoś o twoich zdolnościach? Potrafisz się zmienić w każdego niezależnie od płci? - dopytał zaintrygowany.

 

Światło wdzierało się do pokoju Kraris przez niedokładnie zasunięte zasłony. To właśnie ono, w połączeniu z cieniami tańczącymi po twarzy kosmitki sprawiło, że ta zaczęła otwierać oczy. I mimo tego iż nieznacznie tylko uniosła powieki, zaczęła żałować, że się obudziła. Tępy ból przeszył jej głowę, która ciążyła jej na tyle, że Kraris nie była w stanie jej unieść. Musiała wystarczyć jej obserwacja horyzontalna, co powoli, z trudem, acz skutecznie czyniła. Szybko, mimo półmroku panującego w pomieszczeniu, odkryła, że znajduje się we własnym pokoju. Leży we własnym łóżku, przykryta kołdrą. Jednak nie pamiętała, by kładła się spać. Światło, które mimo wszystko wpadało do pomieszczenia sugerowało, że jest jeszcze za wcześnie, by iść spać. Chyba, że był już kolejny dzień. Jednak Kraris nie tylko nie pamiętała, by kładła się spać. Nie pamiętała również, by przychodziła do swojego pokoju.

- Już się obudziłaś?

Do jej uszu dotarł zaskoczony, ale i zatroskany głos Nightwinga. Emerald Guardian nie pamiętała również skąd Dick wziął się w jej pokoju. On tymczasem przysiadł swobodnie na łóżku tuż obok niej i ujął jej dłoń leżącą na kołdrze.

- Nie spałaś za długo. Czujesz się trochę lepiej?

Jeśli to jak teraz się czuła miało być "lepiej", to jak musiała czuć się wcześniej?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kBdCLQU.jpg?1

August Sutton

 

Podczas gdy większości spieszno było do zrzucenia ubrania, Gusto postanowił nieco zabawić się ich kosztem. W końcu jeśli mieliby zrobić z tego normę, to przecież powinni być gotowi na nagłe alarmy. Chłopak cicho wycofał się z salonu i skierował do centrum dowodzenia, gdzie zaczął grzebać w systemie. Najpierw chciał wywołać alarm bojowy, ale szybko wpadł na inny pomysł. Zabawniej będzie zobaczyć jak zareagują na niespodziewanych gości. Na przykład Batman i Superman.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

akNS9tm.jpg?1

Josiradei K'ahkol

 

- Przepraszam..., zapomniałem -  wyszeptał.
- Twoja moc jest niesamowita Nicole. Nigdy czegoś takiego nie widziałem - powiedział otrząsając się z zaskoczenia - Później będę miał do ciebie prośbę. - rozglądnął się po pokoju
-To czym jest piżama party o której mówił Władca Lodu? Czy to coś związanego ze wspólną kąpielą skoro wszyscy zaczęli się rozbierać ?? - lepiej zapytać zanim jakieś nieporozumienie z tego wyniknie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

To na pewno był jej pokój.

To chyba był jej pokój. Kraris w zasadzie niespecjalnie go urządziła. Brakowało w nim rzeczy osobistych za wyjątkiem ubrań i przedmiotów codziennego użytku. Wchodząc do jej pokoju, można było odnieść wrażenie, że jest to pokój hotelowy: bezosobowy, tymczasowy. Ale kosmitka dostrzegła również pewne elementy świadczące o tym, że jest u siebie. Drobne, ledwo zauważalne, takie jak jaj koszulka rozwieszona na oparciu krzesła. Był to raczej słaby punkt zawieszenia, ale jakiegoś musiała się chwycić.

Właściwie najchętniej chwyciłaby własną głowę, ale nie zrobiła tego z dwóch powodów. Po pierwsze, to by w niczym nie pomogło. Po drugie, jedną jej dłoń trzymał Nightwing. To drugie samo w sobie było zaskakujące.

Kraris nie odpowiedziała na jego pytanie. W milczeniu analizowała aktualną sytuację. Pamiętała, że mieli witać nowych Tytanów. Pamiętała nawet, że ci przybyli i razem poszli na górę. Przez chwilę przysłuchiwała się rozmowie i…

Koniec.

Zapomniała, co było później? Trenowali razem i Dick ją znokautował? To wyjaśniałoby jego obecność. Ale nie, nie dałby rady jej znokautować. Chyba. Pozostało zatem jedno wyjaśnienie.

Zostali zaatakowani.

To wyjaśniało absolutnie wszystkie. Utratę przytomności i ból głowy Kraris. Musiała w nią nieźle oberwać. To wyjaśniało również obecność Nightwinga. Jako lider Tytanów troszczył się o członków grupy. Nokaut jednego z nich mógł przywiać go do pokoju Kraris. Przejmował się, bo był za nich odpowiedzialny. A to, że trzymał ją za rękę, musiało być kolejnym ze zwyczajów Ziemian. Może tak odnosili się do swoich rannych?

Zostali zaatakowani.

Dopiero teraz dotarło do Kraris, co to oznacza, dlatego skoncentrowała się na własnych pytaniach zamiast mu odpowiedzieć.

- Wygraliśmy? Z pozostałymi wszystko dobrze? Wieża jest bezpieczna?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Wygraliśmy? - zapytał zaskoczony. - Kraris, nie było żadnej bitwy ani walki - odparł uspokajająco, gładząc ją przy tym delikatnie po dłoni. - Wieża jest bezpieczna. Wszyscy jesteśmy. Coś złego musiało ci się przyśnić - stwierdził, nie przestając kciukiem gładzić wolno jej dłoni.

W tych ruchach pojawiło się coś więcej niż zwykła troska. Pojawiła się czułość.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Leandra

 

 - Jasne, że idziemy! - przypomniała sobie Leandra - Chodźmy! - uśmiechnęła się.

Po drodze do pokoju wypytywała go jeszcze, średnio co dziesięć sekund, czy na pewno nie jest wampirem. Czy nie miał przypadków wampiryzmu w rodzinie. Czy na pewno zabezpieczył nagrobki swoich krewnych zmarłych albo ich spalił na stosie pogrzebowym. Czy rude włosy to rodzinna klątwa. I czy na pewno nie jest wampirem. Na szczęście dla niego droga do pokoju nie była długa. 
A sam pokój nimfy wyglądał, jakby ktoś przeniósł do pomieszczenia kawałek leśnej polany, co musiało kosztować naprawdę krocie, skoro robiło taki efekt końcowy.

 - Chcesz uprawiać seks? - spytała bez ogródek - Wyglądasz jakbyś chciał. Ale skoro mamy być drużyną to... Powinniśmy? Ja nie buduję relacji przez seks. Dla mnie to jutro nie będzie miało znaczenia. A dla ciebie?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rafael próbował nadążać z odpowiedziami na wszystkie pytania, które zadawała mu po drodze Leandra. Łącznie z tym, że przyrzekał jej na co tylko chciała, że nie jest wampirem. Że w jego rodzinie nigdy wampirów nie było, żaden członek jego rodziny nie wstał z grobu, a rude włosy to nie klątwa. To po prostu kwestia genetyki.

Gdy dotarli do pokoju, w pierwszej chwili jakby odetchnął z ulgą. Pewnie liczył na to, że po dotarciu do środka pytania się zakończą. Krótką chwilę poświęcił nawet na rozejrzeniu się po pomieszczeniu, kwitując je krótkim, acz bardzo wymownym "Woooow....", ale szybko znów wrócił spojrzeniem na Leandrę, kiedy usłyszał jej pierwsze pytanie. Tym na pewno skupiła jego uwagę. Zaś kolejne jej słowa sprawiły, że chłopak zawahał się i zmieszał.

- Ja emmm... chcę - przyznał. - Tylko no... zdefiniuj, proszę "nie będzie miało znaczenia". No bo... bo to jednak będzie seks z nimfą... A to jednak będzie miało znaczenie o tyle, że... no... się nie powtórzy? - zapytał niepewnie. - Bo pod względem uczuciowym to, no nie... nie będzie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Leandra

 

 - Czemu ma się nie powtórzyć? - zdziwiła się - Znaczy no... Jak któreś z nas nie będzie chciało to się nie powtórzy - doprecyzowała - Tylko, że... - zaczęła rozbawiona- czasami seks z nimfami odurza... Pokażę ci! - zaproponowała i popchnęła go na łóżko.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Nicole Dove a.k.a. Who as Leandra

 

Mimo spojrzeń, które przyciągała nie czuła się ani skrępowana, ani też mile połechtana tym faktem. Chwilowo nie była sobą i to jakie reakcje wywoływała zupełnie nie miało dla niej znaczenia, starała się nie brać tego do siebie i zachowywać najbardziej naturalnie jak potrafiła. Uśmiechnęła się wargami Leandry i odwróciła do Connora, który najwyraźniej nie mógł przestać się gapić na ciało nimfy.

- Potrafię dużo więcej - odparła zaczepnie - ale cóż, jakby to powiedzieć.. Nie dla psa kiełbasa - mrugnęła do blondyna i spojrzała na Josiego, któremu udało wyrwać się z torporu.

- Możesz prosić Josi, nie obiecuję, że spełnię tę prośbę, ale nie musisz się bać - posłała mu przyjacielski uśmiech. - Co do piżama party to, na ziemi ubieramy piżamy do spania, o np... takie - przypomniała sobie piżamę, którą sama ostatnio nosiła i nagie do tej pory ciało Leandry, zostało ukryte pod materiałem piżamy z Arielką. - Dlatego Glaze, powiedział, kiedy zaczął się rozbierać, że to będzie takie przyjęcie, tylko bez tego - rękami przejechała po swoim ciele, prezentując nocny strój - nie ma to nic wspólnego z kąpaniem się. 

Na chwilę umilkła popatrując po obecnych w pokoju.

- Ale wiecie co.. to się chyba robi nudne, kiedy zostałam tu sama z samymi facetami. Zagrajmy w coś innego! Może jakieś... karaoke? - zaproponowała nieśmiało. 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

akNS9tm.jpg?1

Josiradei K'ahkol

 

 

- Rozumiem -  uśmiechnął się do Who, to była pierwsza oznaka jakiś emocji na jego twarzy.

Ubranie, które pojawiło się na ciele NIcole, oznaczało że jej moc jest jeszcze większa niż mu się na początku wydawało. I do tego jej ciasteczka były pyszne. Wyglądało na to że jest bardzo potężna. Przypominała mu trochę Strażniczkę Rytuałów. 

Karaoke brzmi dobrze - podniósł pasek i koszulę Connora i mu podał - Czy to coś do jedzenia?? Bo muszę powiedzieć, że to co tutaj zjadłem było a właściwie nadal jest najlepszym posiłkiem jaki kiedykolwiek jadłem. - ubranie ściągnięte przed chwilą zostało nałożone z powrotem.

 Czy to może jakaś forma treningu? Wspominałaś coś o grach w kontekście Karaoke. I twoje ciasteczka są naprawdę niesamowite. - miał bardzo dużo pytań. Nadal nie rozgryzł gdzie jest ukryta grupa grajków, skoro ciągle słyszał muzykę.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Nie śniła. Tego była pewna. A jednak nie potrafiła wyjaśnić tego, co się stało. W głowie jej dudniło, ciało było słabe jak nigdy dotąd. Po żadnej walce nie czuła się tak źle. I jeszcze to dziwne zachowanie Nightwinga. Wprawdzie coś się wydarzyło podczas ich treningu, ale czy to mogło sprawić, że mężczyzna aż tak zmienił swoje zachowanie względem niej?

To wszystko nie miało sensu.

- Co… - zawahała się. - Co w takim razie się stało? - zapytała ostrożnie.

Nie zabrała ręki. Jeszcze nie. Najpierw chciała się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Dlatego cała napięta czekała na jego odpowiedź. A może nawet opowieść?

Nightwing wyglądał na niepewnego, kiedy usłyszał pytanie.

- Nic nie pamiętasz?

W podobnych sytuacjach prawdomówność Kraris mściła się nie tylko na niej. Dla Nightwinga jej pamięć zdawała się mieć znaczenie, chociaż Kraris nie wiedziała dlaczego.

- Pamiętam początek rozmów na górze - przyznała. -  Co się stało? - powtórzyła.

Zmieszał się nieco, kiedy usłyszał jej odpowiedź.

- Wypiłaś poncz przygotowany przez Leandrę - zaczął. - Tylko ona nie powiedziała nam, że jedyny przepis jaki zna zawiera alkohol. I wypiłaś go dość sporo, do tego szybko i... - zawahał się. - Upiłaś się, Kraris - przyznał. - Rozmowy na górze stały się... dwuznaczne i... zaprowadziłem cię do pokoju - znów się zawahał. - Naprawdę nie pamiętasz? - dopytał z prośbą w głosie, jakby liczył na to, że jednak coś jej się przypomni.

- Ja nie kłamię, Nightwing - powiedziała spokojnie głosem wypranym z emocji. Może mogła spróbować nadać swojemu głosowi bardziej łagodny wyraz, ale czuła się źle. Właściwie czuła się dużo gorzej niż tylko źle.

Poncz Leandry… Kraris musiała zapamiętać, by nie tykać niczego, co proponuje nimfa. Nigdy.

- Zaprowadziłeś mnie do pokoju i położyłeś do łóżka? - upewniła się.

- Zaprowadziłem cię do pokoju, żeby porozmawiać - odparł. - Żeby wyjaśnić o czym dokładnie toczyły się rozmowy na górze. Żeby wyjaśnić sprawy pomiędzy nami i... - zawahał się. - Zasnęłaś później. Kilku minut później. Leżąc na mnie - znów się zawahał. - po tym powiedziałaś, że lubisz mnie dotykać. Po tym jak... Jak się całowaliśmy. I po tym jak... wymieniliśmy ze sobą obietnice... - zakończył, patrząc na nią z niepewnością. Nie cofnął jednak dłoni, ani jej nie puścił.

Kosmitka zaczęła rozumieć, jak inni mogli czuć się w jej otoczeniu. Ona sama natomiast chyba po raz pierwszy żałowała, że ktoś z Ziemi nie skłamał.

- Obietnice… - zaczęła powoli. - Jak one brzmiały?

Milczał przez chwilę, krępując się nieznacznie. W końcu jednak się odezwał.

- Że będziemy dla siebie oparciem. Będziemy dzielić swoje radości i smutki. Powiedziałaś, że będziesz mnie kochać, a ja obiecałem, że wyznam ci swoje uczucia, kiedy nadejdzie na to odpowiedni czas - zawahał się, a na jego twarzy pojawiły się rumieńce. - I było jeszcze... o dotykaniu się...

Kraris wyglądała jakby cała krew odpłynęła jej z twarzy. Przez dłuższą chwilę to była jedyna reakcja, na jaką mógł liczyć Dick, bo kosmitka zastygła w absolutnym bezruchu.

- To… to na pewno była obietnica? - upewniła się.

Dick nieśmiało i niepewnie przytaknął.

- Jednak kiedy mówiłaś swoją... zakończyłaś słowami "dopóki ci się nie znudzę" - powiedział. - To także była część twojej obietnicy i chcę żebyś też o tym wiedziała.

- Na mojej planecie nigdy… - urwała. To nie miało znaczenia. Przysięga warunkowa czy ostateczna - Kraris nie była już u siebie. Skoncentrowała się zatem na najważniejszej kwestii: samej obietnicy. - Mówiłeś o dotykaniu. Obietnica obejmowała również to?

Nightwing zarumienił się o wiele wyraźniej i to było widoczne nawet w ograniczonym świetle jej pokoju.

- Tak.

- I zasnęłam… w trakcie? To musiało być rozczarowujące - zauważyła spokojnie.

- To... - zawahał się zmieszany. - Nie powiem, że nie liczyłem na więcej. Bo liczyłem. Zwłaszcza kiedy twoje dłonie przesuwały... - pokręcił wolno głową. - Z drugiej strony, to byłoby nieuczciwe względem ciebie. Nie kontrolowałaś się. Nie pamiętałabyś tego i... - zawahał się. - Jeśli kiedykolwiek miałoby do czegoś między nami dojść, wolałbym by to była twoja świadoma decyzja.

- Kiedykolwiek? - tym razem Kraris wyglądała na zaskoczoną. - Przysięgałam. Powiedziałabym raczej, że to kwestia czasu.

- Mimo wszystko, mimo przysięgi - zaznaczył Grayson. - kiedy do tego dojdzie, chciałbym, żeby to było wynikiem twojej chęci, a  nie przymusu wynikającego z obietnicy. Dobrze?

Mogła to przemilczeć. Mogła wybrać ciszę, ale zdecydowała się na szczerość.

- Dick… mówiłam już, że nie kłamię. Nawet, a może szczególnie, gdy jestem odurzona. To oznacza, że nie kłamałam odnośnie dotyku. I to oznacza również, że przysięga była szczera. To znaczy… - zawahała się. - Nigdy bym się na nią nie zdecydowała. Nie mogłabym nic przysiąc, ale to się stało. Ale nadal faktem jest, że nie zostałam do tego zmuszona. I… muszę wziąć prysznic - dodała nagle. Wydawało się, że nie te słowa chciała pierwotnie wypowiedzieć.

Wyglądał jakby nie wiedział co odpowiedzieć na jej wcześniejsze słowa. Do momentu, kiedy wspomniała o prysznicu. Wtedy jakby odruchowo zapytał.

- Pomóc ci? - zapytał i zawahał się. - To znaczy... Dasz radę sama? Czujesz się na siłach?

Kurtuazyjne kłamstwo byłoby jak najbardziej na miejscu, ale nawet to nie było dozwolone dla Kraris.

- Czuję się…

Zastanawiała się chwilę nad odpowiedzią.

- Jakby ktoś pozbawił mnie całej siły i przy okazji zostawił wszystkie słabości. Czy ludzie stale się tak czują?

Nightwing uśmiechnął się do niej delikatnie, troskliwie.

- Tylko kiedy przesadzą z alkoholem - odparł.

- W takim razie dlaczego piją? To nie ma sensu.

- Każdy ma swoje powody do picia - odparł Dick. - Kwestia też tego ile kto może wypić. Nie po każdej dawce alkoholu człowiek czuje się tak, jak ty teraz. Tylko kiedy z piciem przesadzi.

- Czy ja coś zrobiłam zanim poszliśmy porozmawiać?

Dick podrapał się wolną ręką po tyle głowy.

- Mówiłaś o naszym treningu. Ale w taki sposób, że.. ekhm... inni myślą, że mamy już za sobą seks. Albo przynajmniej myślą, że miałaś na to wielką ochotę, tylko... - zawahał się znowu. - nie masz, jak to określiłaś, doświadczenia w dotykaniu mężczyzn... tylko kobiet i... cóż, Leandra chciała cię uczyć...

Milczenie trwało znacznie dłużej niż ostatnio. Może to po prostu było zbyt wiele dla Kraris i w końcu osiągnęła punkt krytyczny, po którym przepalił jej się nie tylko translator, ale zdolność rozumowania w ogóle.

- Masz w swojej łazience wannę? - zapytała po dłuższej chwili.

Nightwing zawahał się słysząc jej pytanie jako reakcję na odpowiedź, której jej udzielił.

- Wiesz, że to nie jest powód żeby się topić? - zapytał ostrożnie.

- To już chyba raczej zależy od punktu widzenia - odparła. - Ale pomijając kwestię topienia się, nie sądzę, że byłabym w stanie utrzymać się na nogach pod prysznicem. Czuję się, jakby strumień z prysznica był w stanie mnie przewrócić.

- Mam wannę - odparł. - Jeśli potrzebujesz się odświeżyć, chętnie ci pomogę. To znaczy, udostępnię ją.

- Dick, możesz obiecać, że będziesz ze mną szczery?

- Jeśli... - zaczął, ale pokręcił głową. - Tak, Kraris. Mogę ci to obiecać.

- W takim razie zacznij mówić to, co naprawdę masz na myśli. Ziemia jest wystarczająco skomplikowana i bez domyślania się, co tak naprawdę masz na myśli.

Westchnął ciężko.

- Obawiam się twojej reakcji - przyznał. - I tego, co możesz o mnie pomyśleć, jeśli bym ci teraz powiedział, co naprawdę myślę. A właściwie - o czym myślę.

- Nie sądzę, żeby to mogło być coś gorszego niż sama powiedziałam pod wpływem alkoholu.

- Gorszego? - zastanowił się. - Raczej nie. W temacie - przyznał. - Bo chodzi mi po głowie kontynuacja tego, co przerwał nam twój sen - stwierdził po chwili ciszy i wahania odmalowanego na jego twarzy. - Wzbogaconego o wspólną kąpiel - dodał i uśmiechnął się lekko. - Ale poczekam. Nie musimy się z niczym śpieszyć.

Kraris powstrzymała się od krótkiego “aha”, które cisnęło się na usta.

- Kiedy mówiłam, że nie mam doświadczenia w dotykaniu mężczyzn, to również była prawda. To znaczy, trenowałam z nimi i wtedy ich dotykałam, ale to niemal wszystko. I ja… lubię cię… to znaczy, lubię cię dotykać i lubię kiedy ty mnie dotykasz - zaczęła się wyraźnie mieszać. -  Ja po prostu nie wiem… jak… - zamilkła, nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów.

- Nie wiesz jak? - dopytał, patrząc na nią pytająco.

- Jak cię dotykać. Jak cię traktować. Jak najlepiej spełnić obietnicę.

- Emm... - Dick zawahał się. - Mam... mam cię tego uczyć? - zapytał niepewnie i z wahaniem.

- Jeśli możesz…

Przyglądał się jej przez chwilę. Wyglądał na niepewnego.

- Od... od czego zacząć?

- Nie wiem. Możemy zapytać Leandrę. W końcu była chętna.

- Taaa, tyle że Leandra... - zawahał się. - Wątpię, by poprzestała na udzieleniu słownych wskazówek.

- Myślałam, że wiesz… że masz doświadczenie...

- Mam, ale do tej pory sam tego nie uczyłem... - stwierdził. - Nie, że mi to przeszkadza czy coś - zastrzegł. - Po prostu... nie wiem od czego zacząć, by to nie było za dużo. By cię nie zniechęcić... - przyznał i zerknął na jej dłoń, którą w dalszym ciągu zakrywał swoją własną. - Może... najlepiej będzie jeśli będziesz mnie dotykała tak, jak ty tego chcesz - zasugerował.

Nie odpowiedziała na jego propozycję.

- Możemy… iść do twojej łazienki?

Przytaknął. Puścił jej dłoń i podniósł się z łóżka, by Kraris mogła wstać. Wykazał się refleksem w chwili, gdy dziewczyna zachwiała się po zbyt szybkim podniesieniu się z łóżka i złapał ją, chroniąc przed upadkiem.

A kilka chwil i jedno piętro później, znajdowali się już w jego pokoju. I mimo iż Dick mieszkał w wieży zdecydowanie krócej niż Kraris, jego pokój wyglądał tak, jakby mieszkał tu od zawsze. Nie chodziło o to, że miał bałagan. Dick dbał o to, by jego pokój wyglądał schludnie. Ale na ścianach widniały zdjęcia z różnych etapów jego życia. Przedstawiające go samego, ze sporą grupą ludzi, kiedy Dick był bardzo młody - być może z jego rodziną. Widziała kilka jego zdjęć w stroju Robina, na większości był ze swoimi przyjaciółmi - innymi bohaterami w przybliżonym wieku.

Nightwing poprowadził ją do łazienki, w której stała duża wanna - główny cel wizyty w pokoju Graysona.

- Przyniosę ci świeży ręcznik - zaproponował, ruszając do wyjścia z łazienki.

Dla Kraris kąpiel w wannie pod pewnymi względami była raczej niecodzienną czynnością. W swojej łazience celowo nie montowała wanny, decydując się na znacznie szybszy rodzaj kąpieli. Większość rzeczy, które robiła, miały w sobie znamiona praktyczności. Z tego powodu czuła się trochę zagubiona w pomieszczeniu wyraźnie świadczącym o tym, że Dick ceni sobie przyjemność.

Mimo to zaczęła nalewać wodę do wanny, chociaż sama nie była pewna czy potrzebuje gorącej kąpieli, czy też zimnego prysznica.

Woda ledwo zaczęła się lać, a usłyszała pukanie do drzwi łazienki.

- Mogę wejść?

Zamiast odpowiedzieć, po prostu otworzyła mu drzwi i przesunęła się, by mógł wejść. Już i tak szum wody potęgował ból głowy.

Dick wszedł do łazienki nie bez wahania. Zerknął przelotnie na wannę i przygotowywaną kąpiel, a następnie skupił się na Kraris.

- Proszę - powiedział podając jej ręcznik. - Potrzebujesz czegoś jeszcze?

- Czy mógłbyś ściągnąć koszulkę? - zapytała w odpowiedzi.

Przez chwilę patrzył na nią zaskoczony, jednak w chwilę później przeciągał koszulkę przez głowę.

- Mogę zrobić dla ciebie coś jeszcze?

Nie odpowiedziała. Bez słowa podeszła do niego. Jeśli jednak Dick miał nadzieję na kontynuację namiętnych chwil, tym razem na trzeźwo, musiał się zawieść, bo Kraris okrążyła go. Swoją uwagę poświęciła plecom Graysona. Dotknęła delikatnie rozległego siniaka, który nadal zdobił jego skórę.

- To raczej ja powinnam o to zapytać - odparła wreszcie. - Kiedy to zniknie? - zapytała, ostrożnie przesuwając palcami po jego plecach.

Dick najwyraźniej miał nadzieję, że zdjęcie koszulki będzie wstępem do czegoś przyjemnego. Poznała to po zmianie w jego spojrzeniu. Po delikatnym rozchyleniu ust, po rozluźnieniu w jego ciele. Przede wszystkim zaś, po zaskoczeniu i zawodzie, jaki dostrzegła, gdy go mijała, by stanąć za nim.

- Nie wiem - przyznał. - Może za tydzień, może nieco dłużej.

- Przepraszam. To moja wina. Przestałam nad sobą panować - powiedziała i złożyła delikatny pocałunek na siniaku. I kolejny. I następny.

Ludzie tak robili, a przynajmniej powtarzało się to w telewizji. Wprawdzie Kraris nie potrafiła tak leczyć i wątpiła, by potrafili to Ziemianie, ale może w tym geście było coś, co jej umykało.

Pierwszy pocałunek, który złożyła na jego plecach zaskoczył go. Rozpoznała to po krótkim napięciu jakie zawładnęło jego ciałem. Jednak to szybko zniknęło, zastąpione wcześniejszym rozluźnieniem. Trzeci pocałunek wyrwał spomiędzy jego ust westchnienie przyjemności.

To sprawiło, że Kraris przestała. Nightwing nie widział zaskoczenia, jakie przemknęło przez jej twarz. Gdy natomiast kosmitka stanęła przed nim, jej twarz nie zdradzała już niczego. Emerald Guardian patrzyła jedynie na Dicka. Nie chciała go wypraszać, ale też nie chciała się przy nim rozbierać.

- Ja… chyba wzięłabym już kąpiel - zdecydowała się postawić sprawę jasno.

Na jego twarzy odmalowało się zaskoczenie w odpowiedzi na jej słowa. Nightwing stał jeszcze przez kilka chwil i wpatrywał się w nią z niezrozumieniem, po czym kilkukrotnie przytaknął głową.

- Gdybyś czegoś potrzebowała to będę obok - powiedział jeszcze, a następnie wyszedł z łazienki.

Kraris siedziała w wannie znacznie dłużej niż zamierzała, jednak gorąca woda okazała się bardzo przyjemnym bodźcem. Dzięki niej dziewczyna mogła niemal zapomnieć o bólu głowy i ogólnej słabości wywołanej alkoholem. Ta jednak nie zamierzała zapominać o Kraris, bowiem kosmitce raz czy dwa zdarzyło się przymknąć oczy, aż wreszcie, gdy czuła, że jej własne nogi to wytrzymają, wyszła z zimnej już wody. Sięgnęła po ręcznik i spojrzała na swoje ubrania, które, równo poskładane, leżały na szafce. Nie chciała ich znowu ubierać. Czułaby się wtedy jakby cała kąpiel była na darmo. Nie mając wielkiego wyboru, owinęła się ręcznikiem i wyszła z łazienki.

- Zapomniałam zabrać ubrań na zmianę - wyjaśniła spokojnie.

Dick leżał na łóżku z książką w rękach. Kiedy wyszła, bardziej odruchowo niż świadomie zerknął w kierunku drzwi od łazienki. Widok Kraris w samym ręczniku sprawił, że zamrugał kilka razy, jakby się upewnić, że się nie przewidział.

- Och - odparł. - Mogę pożyczyć ci jakąś koszulkę i spodnie. Albo mogę przynieść z twojego pokoju co potrzebujesz - zaproponował.

- Nie chcę sprawiać ci kłopotu - powiedziała niepewnie.

- Żaden kłopot - zapewnił, zamykając książkę i siadając. - Chyba, że wolisz jakiś mój dres i chcesz sama iść...

- To ma jakieś znaczenie? To znaczy, na Ziemi… Czy noszenie ubrań… drugiej osoby ma znaczenie?

- I tak, i nie - odparł Dick. - Może... może lepiej jeśli ja pójdę?

Skinęła głową i pokrótce wytłumaczyła mu, gdzie szukać jej ubrań. Nie było to szczególnie trudne zadanie, bo wszystkie elementy garderoby miała w szafie. W jego gestii natomiast zostawiła, co jej przyniesie.

Normalnie wysyłanie mężczyzny po to, by odnalazł cokolwiek w szafie kobiety, wiązałoby się z koniecznością długiego oczekiwania na jego powrót. Na tyle długiego, że można by zacząć rozważać wysłanie ekipy poszukiwawczej. Jednak w tym przypadku Dick wrócił w miarę szybko. Podał Kraris naręcze ubrań.

Na powodzenie misji Greysona z pewnością wpłynął fakt, że Kraris nie była typową kobietą i nie miała szafy pełnej ubrań. Co więcej, wszystko było w jednym miejscu, poukładane z pedantyczną wręcz starannością. Dzięki temu kosmitka mogła pójść do łazienki. Nie zamknęła ich jednak do końca, ale zostawiła nieco uchylone.

- Gdy spałam, cały czas czekałeś w moim pokoju? - zapytała.

Ku swojemu zdziwieniu, pośród ubrań znalazła nawet bieliznę.

- Tak - odpowiedział jej bez chwili wahania. Odpowiedź była wyraźna, musiał podnieść głos, by słyszała go przez dzielącą ich odległość. - Chciałem być pod ręką gdybyś czegoś potrzebowała.

- Nie dlatego, że miałeś nadzieję na kontynuację? - zapytała bez śladu złośliwości. Była ciekawa.

- Nie.

- Czy ja… czy mówiłam coś jeszcze? Na temat mojej planety? Albo na temat tego jak znalazłam się na Ziemi?

- Nic, czego już wcześniej byś nie mówiła - odparł. - Nasza rozmowa skupiona była na... innych tematach.

- Seksu - przypomniała sobie. - I obietnic. Bycia parą. Co na Ziemi robią pary?

- Sądzę, że to samo co wszędzie w kosmosie - odparł z namysłem. - Głównie spędzają ze sobą czas. Rozmawiają. Bawią się. Poznają się cały czas wzajemnie. Mogą na sobie polegać. Na twojej planecie to wygląda inaczej?

- Zależy. Mój ród jest szkolony do innych rzeczy. To znaczy, mamy się rozmnażać, by zapewnić jego ciągłość, ale naszym głównym zadaniem jest ochrona powierzonej nam osoby. Spotkania, rozmowy dla przyjemności - to nie jest coś, co pochwala się u strażników.

- Więc jak to wygląda w twoim rodzie? - zapytał. - Swatanie?

- Przydzielają nam partnerów. Pod uwagę bierze się głównie fizyczne możliwości obojga. Niekiedy łączy się słabszych z silniejszymi, by wyrównać siłę potomka. Czasem natomiast silny łączy się z silnym, by ich dziecko przewyższało rodziców.

Nightwing milczał przez kilka chwil.

- W takich związkach pojawia się w ogóle miłość, czy są one nastawione głównie na... prokreację?

- Nie wiem. Nie pytałam o to, szczególnie że… - zawahała się. - Nigdy nie miałam dostać swojego partnera - dokończyła, wychodząc z łazienki.

- Był ku temu jakiś konkretny powód? - zapytał zaintrygowany.

- Osoba, którą chroniłam. Ciąża wymagałaby przerwy lub zastępstwa. Nikt nie chciał do tego dopuścić.

- Czyli przydzielono ci dożywotni obowiązek wykluczający jakiekolwiek inne zobowiązania - bardziej stwierdził niż zapytał. - A teraz... zaczęłaś związek ze mną i... jak się z tym czujesz?

- Nie wiem. Powtarzam to sobie, ale nadal tak naprawdę nie wiem, co to oznacza. To znaczy, znam teorię. W wielu kwestiach znam teorię, ale praktyka to coś innego.

Przytaknął.

- Nic na siłę i nie wszystko na raz - odparł. - Z czasem się dowiesz. I zrozumiesz.

- Tak, ale teraz… chciałabym to powtórzyć. To, czego nie pamiętam. Chciałabym skorzystać z twojej pamięci i odtworzyć to, co się stało, o ile oczywiście dla ciebie było to godne zapamiętania.

- Powtórzyć? - zapytał unosząc brew. - Co dokładnie? Chcesz odtwarzać całą naszą rozmowę sprzed twojego zaśnięcia? - zapytał zaskoczony.

- Nie. Nie rozmowę.

Stał i patrzył przez chwilę na nią w milczeniu.

- Odtworzyć... chcesz żeby było dokładnie jak wtedy?

- Tak - odparła krótko bez chwili zawahania.

Zawahał się, na moment zapominając o tym, że Kraris nie kłamie. Wskazał głową łóżko.

- Pozycja z naszego treningu - powiedział. - Zdaje się, że zaczęłaś dostrzegać jej inne zastosowanie.

- Rozumiem - odparła z namysłem. - Na trzeźwo tym bardziej mogę stwierdzić, że ta pozycja ma wiele zalet. Nie tylko bojowych - powiedziała tonem, który być może miał być żartobliwy.

Żaden z Tytanów nie mógł jednak przypomnieć sobie, by Kraris kiedykolwiek żartowała czy się śmiała. Oszczędny uśmiech był wszystkim, na co się dotychczas zdobyła.

Nie ruszyła się z miejsca, niepewna tego, co zrobić.

- Too... - widząc, że Kraris nadal stoi w miejscu, Dick również zaczął wykazywać niepewność w swoim zachowaniu. - Chcesz iść na łóżko?

- Chcę cię dotknąć - przynajmniej przed wypowiedzeniem tych słów się nie wahała.

Może dzięki wypowiedzeniu na głos tego, co myślała, podeszła do Dicka bez wcześniejszej niepewności. Siedział na łóżku i zdawał się czekać na jej ruch. Może na więcej niż mogła mu dać. Dotknęła ostrożnie jego twarzy.

- To fascynujące - powiedziała cicho. - Nasze rasy wyglądają podobnie, ale tak bardzo się różnią. A jednak kiedy cię dotykam - przesunęła dłonie na jego barki - wydajesz się silny w tym samym stopniu jak ktoś z mojego rodu. Widziałam, jak trenujesz. Jesteś dobrym wojownikiem. Doświadczonym, sprawnym. Czy... sprawnym również w innych kwestiach?

Uniósł nieznacznie głowę, kiedy jej dłonie spoczęły na jego twarzy. Rozchylił nieznacznie usta i przyglądał się jej twarz z fascynacją. Słyszała jak jego oddech przyśpieszył, gdy jej dłonie przesunęły się w dół, zatrzymując na ramionach.

- W innych... - powtórzył ściszonym głosem. - W kwestiach... dotykania?

- Tak. Mówiłeś, że masz doświadczenie, ale samo doświadczenie nie zawsze wystarcza. Dlatego...

Siedział na brzegu łóżka. To wystarczyło, by Kraris znalazła oparcie dla swoich kolan po obu jego bokach. Nie usiadła jednak na jego kolanach i nie pchnęła go do tyłu, by powtórzyć pozycję z treningu. Wydawała się zawieszona gdzieś między chęcią i ciekawością a obawą.

- ...chciałabym, żebyś mi pokazał.

Jak tylko Kraris się zbliżyła, przymrużył delikatnie oczy. Ta niewielka odległość pomiędzy nimi sprawiła, że pomiędzy ich twarzami była jedynie minimalna odległość. Poczuła jak jego dłonie wspierają się na jej biodrach.

- Jeśli... - zaczął cicho, otulając jej usta swoim szeptem. - Jeśli zaczniesz czuć się źle albo niewłaściwie... Daj znać - poprosił.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Przyjęcie w części wspólnej z rozbieranego, przeszło w ubierane, by ostatecznie stać się imprezą karaoke. Bez względu na upodobania do innych rozrywek, na ratowanie miasta przed przestępcami i inne zobowiązania, a także własne doświadczenia, Tytani wciąż byli nastolatkami. A to wiązało się z tym, że Titans Tower wyposażona była nie tylko w sprzęt audio, ale we wszelkiego rodzaju konsole z mnóstwem gier do wyboru. Propozycja Who, by skoncentrować się na karaoke została pozytywnie przyjęta przez pozostałych w salonie Tytanów, a także przez Shoxx, która dołączyła do nich właściwie w momencie kiedy wszyscy na powrót byli ubrani. Od karaoke przeszli do Guitar Hero, wykorzystując wszelkie dostępne dodatki odwzorowujące nie tylko gitary, ale i perkusję. W taki oto sposób, nie wiedząc kiedy, minęła im znaczna część przyjęcia powitalnego.

Dobra muzyka, dobre jedzenia, dobre towarzystwo i świetna zabawa - wyglądało na to, że tak wyglądał przepis na idealny dzień w wykonaniu Teen Titans.

 

Każdy bawił się jednak na swój sposób. Kiedy jedna część drużyny integrowała się przy muzyce i wspólnym wykrzykiwaniu słów piosenek mniej więcej do melodii, inni wykorzystywali ten czas, by pogłębić nowe znajomości w kameralnej, intymnej atmosferze. Leandra przekonała się, że Rafael, pomimo wcześniejszej nieśmiałości, odpowiednio zachęcony pokazywał swoją drugą naturę. Wykazywał przy tym wiele zapału do nauki i był bardzo pojętnym uczniem, w lot chwytając te nieliczne wskazówki, których udzielała mu Leandra.

 

 

Titans Tower,

Titans Island, San Fracisco Bay, San Francisco

1 października 2020 roku, godz 20:15

 

Pierwszy dzień października, pierwszy dzień który Teen Titans spędzili razem w powiększonym składzie, chylił się ku końcowi. August w pewnym momencie zniknął i już się nie pojawił. Dołączył za to członek drużyny, którego nie było z nimi w ciągu dnia - Gargoyle.

Teraz zaś, kiedy wieczór zapadł nad San Francisco, a sama zatoka skąpana była w świetle księżyca, Tytani znów siedzieli wszyscy razem w części wspólnej. Jedni nakrywali stół do kolacji, inni kończyli grać na konsoli. Jednak bez względu na to co robili, robili to wspólnie.

Zaskoczeniem dla wszystkich był dźwięk windy. Wieża była zamknięta i zabezpieczona przed wejściem osób z zewnątrz. A mimo to ktoś dostał się do środka. To sprawiło, że Tytani w jednej chwili przerwali to, co robili - ci bardziej doświadczeni członkowie zrobili szybciej niż nowy narybek - i stanęli gotowi do walki. Tymczasem winda zatrzymała się na poziomie części wspólnej. Drzwi rozsunęły się, ukazując ich gościa.

- Hmm... widzę, że rekrutacja zakończona - zauważył.

- O raju... on... on tu naprawdę jest? - zapytała z niedowierzaniem i lekkim niepokojem Shoxx, opuszczając przy tym dłonie, wokół których jeszcze chwilę temu przeskakiwały wyładowania.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Any6df7.jpg

Gargoyle

 

Trochę przed zachodem Gusto wymknął się z imprezy, co nie było specjalnie wymagające. Wszyscy obecni byli zajęci graniem i śpiewaniem, a nieobecni kotłowaniem się w łóżkach. Przemiana zaczęła się jak zwykle zaraz gdy tylko krawędź słońca zniknęła za horyzontem. Gdy wrócił do salonu, nie był już Augustem, a Gargoylem. Nocną marą. Potworem. Przywitał się z nowymi, a niedługo później dołączyły do nich obie pary gołąbków.

 

Potwór, nie potwór, Gusto wciąż był najlepszym kucharzem w Wieży, to znaczy przynajmniej ktoś z nowych nie zrobi mu konkurencji. Wiadomo już było, że  Who potrafi doskonale piec, więc może straci swój stołek, ale na razie Gargoyle zajmował się przygotowywaniem kolacji.

A kiedy pojawił się niespodziewany gość, był zaskoczony nie mniej niż Shoxx. Batman dotychczas ich nie odwiedzał. Co też go mogło sprowadzać? Nie potrafił też nie dostrzec pewnej ironii, że była to osoba, którą chciał nastraszyć Tytanów. Gdyby tylko ten złośliwy komputer był bardziej skłonny do współpracy.

- To... niespodziewane... - zaczął trochę niepewnie - Mam nakryć dodatkowy talerz?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Leandra

 

Shani wytłumaczyła kiedyś Leandrze, że granie na konsoli z drugim graczem, gdy jest się nago to jak jechanie na kodach i "god mode". Dlatego grała sobie kompletnie i grzecznie ubrana. Nie chciała przecież oszukiwać. Jednak to nie kolacja przerwała jej grę, a winda. Czy ludzie nie mogą się po prostu zapowiadać, gdy przychodzą z wizytą do tak odizolowanego miejsca? Tylko muszą stresować wszystkich dookoła!

 - Co się stało? - zapytała więc człowieka, który niby był człowiekiem-nietoperzem, ale Leandra była zdania, że bardziej człowiekiem-złymi wieściami, bo jakoś nie wyobrażała go sobie składającego towarzyską wizytę

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Gdy Kraris pojawiła się na górze, niemal nie było po niej widać śladów niedawnego incydentu. Trzymała się prosto na nogach, ale przede wszystkim jej twarz znowu powróciła do typowego dla niej wyrazu. Nie było łez, uśmiechów. Nie było zbyt wielu słów, jakimi kosmitka by się w ogóle dzieliła. Incydent z alkoholem niewiele zmienił w zachowaniu Kraris.

Coś musiała jednak pamiętać, a może coś na temat jej zachowania opowiedział jej Nightwing, bo po tym, gdy już wszyscy pojawili się w salonie, przeprosiła za swoje zachowanie. Były to jedyne słowa, jakie opuściły jej usta.

Czegokolwiek dotyczyła jej rozmowa z Nightwingiem wydawało się, że również niewiele zmieniła w ich wzajemnej relacji. Kraris nie wodziła za nim rozmarzonym wzrokiem, nie szukała kontaktu z nim i nie wyglądała na specjalnie rozluźnioną. Właściwie mały tłumek w salonie sprawił, że znowu się spięła.

Nie inaczej zadziałała obecność Batmana. Dopiero jego pojawienie się zmusiło Kraris do zerknięcia na Dicka. Szybko jednak powróciła spojrzeniem do obrońcy Gotham.

- Czy Liga czegoś od nas chce? – zapytała wprost.

Nie widziała innego powodu tych niecodziennych odwiedzin.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kClXj.png

Virgil Frost

 

Glaze jak zwykle podczas zabawy w Guitar Hero zasiadł do perkusji. Była to jego preferowana rola w grze i o ile ktoś nie wyrażał zdecydowanej chęci spróbowania, to Virgil zazwyczaj zasiadał przy tym stanowisku. Podobnie przy wszelkiego rodzaju śpiewanych grach Virgila zazwyczaj ktoś zagadywał w taktycznym momencie, aby go ominęła jego kolej. Jego boski głos, który dla każdego z jakimkolwiek słuchem muzycznym bardziej przypominał obdzieranie kota ze skóry w uszach samego zainteresowanego oczywiście był równie zajebisty co inne rzeczy z nim związane. Taktyka odciągania jego uwagi od śpiewania była zdecydowanie najskuteczniejszą opracowaną przez pozostałych Tytanów. Poza tym Virgil zdecydowanie faworyzował wszelkie gry w stylu Kinecta, który oparte były na ruchu i dawały się wykazywać hiperaktywnemu bohaterowi.

 

Dźwięk windy sprawił, że Virgil obrócił się w miejscu i zaczął do niej podchodzić.

Aurora? - Powiedział z nadzieją w głosie ni to do siebie, ni to do pozostałych.

Z windy wyszło jednak całkowite czarne przeciwieństwo ich białowłosej towarzyszki. Na widok człowieka w kostiumie nietoperza Virgil uniósł do góry ręce rozkładając je na boki.

Hej, hej. Kopę lat! - Powiedział tryskając wręcz entuzjazmem i radością. Podszedł od razu do Batmana i stanął obok niego obejmując go ramieniem. - Fajnie, że nas odwiedziłeś. Pozwól, że Cię przedstawię oficjalnie. - Zaczął ręką wskazywać kolejnych członków Tytanów - Kraris, czyli Emerald Guardian znając ją z chęcią by odbyła z Tobą sparing... Gargoyle też działa w nocy i straszy przestępców. Leandra nasza piękna Nymph, nie zdziw się jak się rozbierze jak jej będzie gorąco, a... i ostrożnie z ponczem. Nicki, nasza zmiennokształtna Who. Ej a potrafisz zrobić Batmana? - Zadał pytanie do koleżanki wskazując palcem na nietoperza. - Wyobrażacie sobie jakby przestępcy w Gotham byli posrani na widok dwóch Batmanów? Ale dalej... Nasza iskierka Shoxx, strzela prądem, ale chyba nie lubi tego powtarzać. Jose... jest imigrantem z daleka i ma miecz większy od siebie. Rafael, Hornet ma latającą zbroję z bajerami. Ale za to Connor ma luk. Tyle że jeszcze nie pokazywał nam jak z niego strzela. No a mnie i Dicka przedstawiać nie muszę. - Zakończył prezentacje z uśmiechem na ustach po czym odstąpił od boku Bruce'a i podszedł do stolika na którym zostawił kolejną swoją butelkę Pepsi.

Czemu zawdzięczamy Twoją wizytę? Masz... - Wyraźnie się zawahał... Z jednej strony czekał na odpowiedź, a z drugiej strasznie się jej bał. - ...Masz jakieś nowiny?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

lMXwk2O.jpg

Nicole Dove a.k.a. Who

 

W przeciwieństwie do Virgila Nicki bardzo dobrze radziła sobie podczas karaoke, wraz z mijającą początkowa nieśmiałością na wierzch wychodziła dziewczyna, która ewidentnie lubi i umie śpiewać. Przez chwilę miała chęć oszukiwać w Guitar Hero i dorobić sobie kilka palców, co nie stanowiłoby dla niej większego problemu, ale ostatecznie ograniczyła się do wybierania średniego poziomu rozgrywki, aby jednak trafiać we właściwie przyciski w odpowiednich momentach. Była rozgadana, wesoła, wylała łącznie dwie szklanki pełne soku i ponczu. Co biorąc pod uwagę jej roztrzepanie było bardzo dobrym wynikiem, zazwyczaj kończyło się to dużo gorzej. Sama trzymała się z dala od ponczu i alkoholu ograniczając się jedynie do soku i 7upa. Zabawa pewnie trwałaby w najlepsze, gdyby nie dźwięk windy, na który Who zareagowała dość nerwowo. Może nie weszła w tryb bojowy tak jak Shoxx, ale odsunęła się pod ścianę, tym samym odsuwając od drzwi windy.

 

Na widok Batmana zmarszczyła nosek i poprawiła różowe okulary. Takiego widoku się nie spodziewała i nie sądziła, że ktoś taki kiedyś do nich zawita. Najwyraźniej jednak Glaze dobrze znał się z Batmanem i na szczęście to on zajął się prezentacją obecnych. Na jego pytanie chciała coś odpowiedzieć i nawet już otworzyła usta, ale kiedy słowotok lodowego chłopca nie ustawał w swoim słowotoku zrezygnowała z tłumaczenia mu, dlaczego to nie do końca mogłoby być możliwe. Nicki postanowiła poczekać na odpowiedź Batmana, samej nie zabierając głosu. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

akNS9tm.jpg?1

Josiradei K'ahkol

 

To było uczucie, którego nie czuł od dawna, bycie częścią grupy. Karaoke zdawało się trudniejsze niż treningi, dlatego też dołączył do Glaze na ławce śpiewających inaczej. Granie na instrumentach nie był wcale łatwiejsze od karaoke. Wieczorem pomagał w nakrywaniu stołu i nie bardzo zwrócił uwagę na dźwięk windy, zorientował się dopiero jak do wspólnego pokoju wszedł dziwnie ubrany osobnik. Podniósł tylko rękę w geście pozdrowienia w momencie gdy Glaze go przedstawił.  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Titans Tower,

Titans Island, San Fracisco Bay, San Francisco

1 października 2020 roku, godz 20:15

 

- Nie będę tu tak długo - odparł na pytanie Gargoyle'a.

Zapewne powiedziałby od razu więcej, gdyby nie Glaze i jego entuzjazm do przedstawienia Batmanowi wszystkich. Batman zaś, zachowując kamienny wyraz twarzy, po prostu skinął zbiorczo głową na powitanie. Cały Batman - oszczędny w gestach i słowach.

- Liga niczego od was nie oczekuje, Emerald Guardian - odparł, robiąc krok do przodu, by odsunąć się od Glaze'a. - Przybyłem porozmawiać z wami w sprawie waszego jutrzejszego przesłuchania Terror Titans. Chciałbym wiedzieć o co chcecie ich zapytać. Czego chcecie się dowiedzieć. I co zrobicie, jeśli nie zechcą mówić.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz