Lomion

Rozdział I: Bez pracy nie ma nuyenów (Lomion)

47 postów w tym temacie

 

b5dae5b6c666b5e2d341483b6529d491.jpg

 

Ratz jest jednocześnie barmanem i właścicielem Chatsubo. Baru, który tak jak on sam jest znany prawie wszystkim, ale swoją przeszłość i naturę skrywa dla nielicznych. Ogromny i muskularny jak każdy troll, ze swoimi posrebrzanymi cybernetycznymi ramionami i pokrywającymi część twarzy tatuażami bardziej przypomina bezwzględnego zabójcę niż kompana do polewania drinków czy skutecznego biznesmana. Ale, gdy temat jego wyglądu i talentów sporadycznie wypływa, stwierdza tylko że nigdy nie jest za późno by zacząć od nowa. I robi to w sposób skutecznie zniechęcający do zadawania dalszych pytań.

 

Imery_Watson_16a.jpg

 

Samo miejsce należy raczej do tych gdzie można spokojnie pogadać i napić się piwa  (własnoręcznie warzonego na zapleczu przez Ratza, a nie żadnego masowo wytwarzanego szmelcu - jest to kolejny z jego talentów), niż przez całą noc tańczyć do ogłuszającej muzyki. Jest też miejscem z którego łatwo można dotrzeć w każdy zakątek Londynu i przyjrzeć się każdemu z jego obliczy: położone na zachód Westway jest siedliskiem gangów i ruin, znajdujący się na wschodzie West End na powierzchni był kiedyś dzielnicą artystyczna, będącą teraz za dnia i wzdłuż głównych ulic turystyczną atrakcją - w nocy zaś zmienia się w prawdziwą siedzibę Triad i prostytucji. Pod jej powierzchnią znajduje się Underplex: podziemne miasto zbudowane pod miastem, będącą największą na świecie świątynią komercji. Odwiedzaną przez setki tysięcy kupujących, otwartą całą dobę i nieustannie patrolowaną przez policyjne i korporacyjne patrole, nadzorujące czy nikomu nie przyjdzie do głowy zakłócać porządek kupujących. Na południu znajdują się stare dzielnice pałacowe, gdzie stare budynki wzniesione jeszcze Piątym Świecie doskonale odgradzają bajecznie bogatych właścicieli od reszty świata. Tak dobrze, że będąc orkiem czy trollem, albo nawet ubierając się nieodpowiednio elegancko można było być "poproszonym" o opuszczenie dzielnicy. Nie jest to zgodne z prawem, ale jakoś skargami składanymi na takie postępowania mało kto się przejmuje. Na północy zaś znajduje się Village District, gdzie nieco mniej bogaci metaludzie, nie posiadający pieniędzy albo wpływów by kupić sobie kilkusetletnią posiadłość w centrum ogromne metropolii mogą rozkoszować się luksusem rozłożonym pomiędzy ogromnymi połaciami parków i ogrodów. Jest to najbardziej zielona dzielnica Londynu i z tego powodu była szczególnie uwielbiana przez elfy, których żyło tu nadzwyczaj dużo.

 

A tuż nad miejscem gdzie znajdowało się wejście do Chatsubo, była też wielka dziura w Kopule Pogodowej, która kiedyś według planów miała przykryć całe miasto i zapewnić że smog będzie wydostawał się na zewnątrz, a w środku będzie zawsze czyste powietrze i piękna pogoda. I tak by zapewne było, gdyby tych planów nie pokrzyżował zamach terrorystyczny, w wyniku którego kopuła została uszkodzona i podziurawiona. Większość uszkodzeń znajdowała się jednak nad Westway, tak więc władze uznały że naprawa jest nieopłacalna i lepiej ją zostawić taką, jaką jest. Czyli - w uproszczeniu - wciąż działającą, ale w sposób zupełnie odwrotny do pierwotnych założeń. Filtrowaniu smogu w powodu dziur było po prostu niemożliwe, ale za to kontrola pogodowa wciąż działała, wywołując niespodziewane i czasem zabawne efekty. Takie jak np. śnieg w środku lata albo mżawka, która w normalnych angielskich warunkach była ciężka i uporczywa, a przy źle działającej kopule robiła się metaliczna. I nie do zniesienia.

 

dome-city.jpg

 

I są też jeszcze Cage Boys - gang wariatów, wspinających się na Kopułę i urządzający wyścigi w bieganiu i zjeżdżaniu po niej. Czasem jeden z nich nie dostrzeże z odpowiednim wyprzedzeniem dziury i wtedy... cóż, doznaje przyspieszenia. A że dziura znajduje się dokładnie nad Chatsubo, musisz naprawdę spodziewać się wszystkiego.

 

Chatsubo jest miejscem równie unikalnym co sam Ratz. Choć ze względu na położenie w pobliżu Marble Arch i Hyde Parku jest chętnie odwiedzane przez turystów, trzon jego klientów stanowi inna grupa: Shadowrunnerzy. Każdy jest tu mile widziany, o ile potrafi się przyzwoicie zachować i swoim wyglądem nie odstrasza turystów. Każdy też może liczyć na pomoc, jeśli jej potrzebuje - za odpowiednią cenę oczywiście, bądź przysługę o którą Ratz od czasu do czasu prosi. I którą potem zawsze, solidnie i z nawiązką spłaca - z tego powodu o jego przysługach mówi się że mają wartość większą od nujenów. Dlatego też chętnych do oddania mu przysług jest zawsze więcej niż mógłby potrzebować. Ratz zaś ma w zwyczaju powierzać je metaludziom w jakiś sposób obiecującym, takim w których dostrzega szansę by wybili się ponad przeciętność.

 

Kay

 

Kay poznała Ratza przypadkiem, odkrywając przy tej okazji że jest także domorosłym mechanikiem. I choć jego specjalizacją wydawał się być cybersprzęt, to okazało się że zna także kilka tricków przydatnych przy pracy z pojazdami - a także że posiada naprawdę szeroki dostęp do wszelkiego rodzaju części zamiennych, których często trzeba by na pniu szukać. Sam Ratz zdawał się dodatkowo lubić jej temperament, choć osobiście był raczej jej przeciwieństwem, polegającym na rozwadze i doświadczeniu, zamiast na brawurze i impulsywności. Nigdy dotąd nie poprosił jej o przysługę, więc gdy pewnego poniedziałkowego popołudnia dostała od niego wiadomość o treści:

 

Cytuj

 

Czy możesz wpaść dziś wieczorem do Chatsubo? Chciałbym cię przedstawić mojemu staremu przyjacielowi.

Było to coś co nie zdarzyło się wcześniej. Ale - zważywszy na to że nie przychodziło jej do głowy nic co mógłby jej mieć za złe - musiało chodzić o coś dobrego, prawda?


Billie

 

Billie znała Ratza i bywała w Chatsubo już od dawna. Ze względu na ojca, który należał do starych i stałych bywalców i gadał z Ratzem tak że nie było wątpliwości że znają się od bardzo dawna. Za każdym razem gdy Black Velvet zabierał ze sobą Bille, Ratz zwracał się do niego per "Leon" i potem obaj się z tego śmiali jak z branżowego dowcipu, którego nikt poza nimi nie rozumie. Billie początkowo też go nie rozumiała, dopóki nie poświęciła pewnej ilości czasu aby odnaleźć analogię. Dowiedziała się też przy okazji, dlaczego wielki, ręcznie modyfikowany Remington Roomsweeper którego Ratz trzyma pod blatem jest pieszczotliwie nazywany Molly. Cóż, przynajmniej nie mogła mieć wątpliwości że dzieli wraz z nimi te same zainteresowania.

 

- Ratz pyta czy nie chciałabyś wpaść dziś wieczorem do Chatsubo i wyświadczyć mu drobną przysługę? - ojciec zapytał ją jakby od niechcenia, po przeczytaniu przesłanej do niego wiadomości - ja nie dam rady się dzisiaj wyrwać, ale Ratz obiecuje że będziesz działać w dobrym towarzystwie.

 

Roboty pod okiem Ratza pewnie nie można było nazwać całkowicie samodzielną, chociaż z drugiej strony... zawsze to jednak działanie na własną rękę.

 

Chris

 

Dla Chrisa Chatsubo było miejscem gdzie zdobywał większość zleceń, służących mu do zaspokojenia swoim potrzeb finansowych. W zasadzie to nie były nawet jego potrzeby, ale musiał je zaspakajać tak czy inaczej, jeśli chciał cieszyć się dobrym zdrowiem. Dotychczas jednak dostawał raczej drobne i słabo płatne zadania i musiał nadrabiać ilością. Kiedy więc otrzymał wiadomość od Ratza:

Cytuj

 

Hej Chris,
Nudzisz się? Jeśli nie masz nic do roboty, wpadnij dziś wieczorem do klubu. Przestawię ci mojego przyjaciela, który może mieć dla ciebie zlecenie.

Od razu przyszło mu na myśl że może to być coś większego, niż zlecenia jakie dostawał dotychczas. A większe znaczyło lepiej płatne.

 

Angel

 

Angela pracowała w taki sposób, że bycie na bieżąco z tym kto jest kim, co potrafi załatwić czy jak daleko sięgają jego wpływy było jej po prostu niezbędne do działania. Było podstawą, bez której mogłaby poruszać się jedynie po omacku. Dlatego Ratza i Chatsubo znała od dawna, chociaż niezbyt dobrze. Lepiej niż ktokolwiek inny orientowała się jak rozległe kontakty posiada ten na pozór zwykły barman i jak wiele potrafi załatwić jeśli uzna że sprawa jest tego warta. Wiedziała też że Ratz zwracał na nią uwagę, świadomy tego jak wiele dostrzega i że jej talenty są o wiele rzadziej spotykane niż zdolności do bardziej bezpośredniego rozwiązywania problemów. Zawsze była mile widziana w Chatsubo, a Ratz chętnie nalewał jej piwo i rozmawiał o bieżących wydarzeniach. Tym razem było jednak inaczej.

 

- Nie chciałabyś poznać mojego przyjaciela? Będzie tu dzisiaj wieczorem - pozornie niewinne pytanie było takim, które niosło ze sobą wiele konsekwencji. Po pierwsze, nie padło nigdy wcześniej, więc Ratz musiał uznać że warto ją poznać ze swoimi przyjaciółmi. Po drugie, Ratz miał dużo przyjaciół, z których większość posiadała szerokie wpływy. Po trzecie, musiał być jakiś powód dla którego to pytanie padło akurat teraz. Być może taki że przyjaciel Ratza także chciał ją poznać - a to otwierało szansę którą mogła wykorzystać.

 

Milady

 

Carolyn także znała Chatsubo od dawna, choć z nieco innej strony. Od chwili gdy zaczęła interesować się rzeczami nie do końca aprobowanymi przez jej rodzinę wiedziała, że w tej branży, jak w każdej innej, istnieją miejsca lepsze i gorsze. W tych gorszych brało się ryzykowne albo słabo płatne zlecenia, pracowało z półprofesjonalistami i generalnie narażało się swoją osobę na dużo większe ryzyko niż było trzeba. Były też miejsca lepsze, gdzie pracowało się z profesjonalistami, za profesjonalne stawki i podejmując profesjonalny poziom ryzyka. Jedyny problem z tymi miejscami był taki, że trzeba było samemu być profesjonalistą aby zostać tam dopuszczonym. Szybko udało jej się odkryć że Chatsubo jest nie tylko takim miejscem, ale posiada reputację jednego z najlepszych tego typu miejsc w Londynie. Słowem, było to miejsce w którym trzeba było być, aby być uznanym za profesjonalistę.

 

Niestety, w drugą stronę nie działało to tak łatwo. Choć bywała w Chatsubo i dość łatwo szło jej rozróżnianie kto jest profesjonalistą, kto żółtodziobem, a kto zwykłym turystą, dotychczas nie dostała żadnej szansy aby się wykazać. Ratz był dla niej miły, ale wciąż była w jego oczach żółtodziobem i wiedziała że póki nie zmieni o niej zdania nie będzie tu traktowana inaczej. Jak na złość, okazja by to zmienić nadarzyła się akurat wtedy, kiedy uczesniczyła w rodzinnym obiedzie wydanym w Annesley Manor w Glastonbury. Zazwyczaj unikała takich uroczystości, ale tym razem nie była w stanie, bez narażania się konsekwencje.

 

Wiadomość od Ratza była zaś dość prosta:

Cytuj

 

Hej Uptown girl. Pofatygujesz się do nas na za trzy godziny? Chciałbym cię komuś przedstawić.

 

Co oznaczało, że choć oficjalna część obiadu dobiegła już końca i mogła się bez przeszkód i niepostrzeżenie się urwać, to aby zdążyć na miejsce musiała ostro przycisnąć pedał do podłogi. Zakładając że nie napotka korków mogłaby jechać wolniej, ale w okolicach Londynu lepiej było na takich założeniach polegać.

 

Max

 

Max znał Chatsubo, choć nie bywał tu często. Jego ludzie woleli bardziej rozrywkowe miejsca, a na dodatek nie potrzebowali miejscówki, w której można było zgarnąć dobre zlecenie. On miał nieco inne wymagania, dlatego lepiej rozumiał zalety lokalu który pokazał mu Ziggy - który zresztą bywał tu dość często i miał nawet swoje specjalne miejsce które zajmował zawsze gdy był na miejscu. Poza tym że Chatsubo było miejscem gdzie można było dobrze zarobić, Ratz serwował tu naprawdę niezłe piwo - a do tego był jedną z nielicznych osób, która potrafiła wypić więcej od Maxa. Do samych Hien też nie chował żadnej urazy i potrafił chłopaków grzecznie usadzić, gdy od czasu do czasu któremuś strzeliło do głowy by przyjść i poszukać tu swojego szefa. Choć trzeba zaznaczyć że mając 2,5 metra wzrostu jest to pewnie łatwiejsze niż normalnie... Ratz znał jednak ulice jak mało kto, i potrafił się dzielić swoją wiedzą, znał się z Ziggim bardzo dobrze, więc po prostu nie można było go nie lubić. Podobnie zresztą jak Ziggiego.

 

Było późne popołudnie gdy Ziggy wysłał mu wiadomość:

Cytuj

 

"Nadal szukasz zespołu Max? Wpadnij dzisiaj o 20:00 do Chatsubo i zapytaj o Hausera. Mnie nie będzie, ale Ratz cię pokieruje gdybyś tego potrzebował. Ręczę że będzie ci się opłacać".

 

Co by nie mówić o Ziggim, to zawsze gdy mówił o pracy czy zespole można było mieć pewność że wyjdzie się na tym dobrze. Oczywiście o ile sprosta się jego wymaganiom, ale to Max miał już za sobą. Ostatnia robota jaką Ziggy mu zlecił zaczęła się podobnie, choć w innym klubie, a skończyła w sposób którego Max nie był w stanie na początku przewidzieć. Chociaż z pewnością dobrze - wykonał robotę, zdobył pieniądze, a jakby na to właściwie popatrzeć, to także i dziewczynę. A do tego nikt nie zginął. Jakby nie liczyć, wychodziło lepiej niż pierwotnie się spodziewał.

 

Edytowane przez Kira
cytat

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

4GMzH9b.png

 

Kayleigh "Kay" Sullivan

 

 

Mała ikonka wiadomości podskakiwała chwilę w dolnym prawym rogu zakresu widzenia, ale Kay konsekwentnie ją ignorowała. Była zbyt zajęta wymienianiem łącznika elastycznego wydechu i łączeniem go z zasobnikiem paliwa rakietowego, by skupić się na reklamie bionicznego zamiennika penisa czy innej tego typu bzdecie. 

Dopiero jak koperta zaczęła mienić się na czerwono, wybuchać i zmieniać się w czaszkę dziewczyna z ciężkim westchnieniem wysunęła się spod vana i wycierając uwalane smarem ręce wysłała mentalne polecenie "Pokaż".

 

Sms od Ratza był krótki, ale Kay wiele więcej nie potrzebowała, odpisała niezwłocznie:

 

Cytuj

Będę. 

 

Wreszcie się coś zaczynało dziać, od tygodnia, poza treningami Rampaging Roughnecks, nie robiła nic ciekawego i powoli zaczynało ją nosić. Wesoło pogwizdując rzuciła kluczem francuskim do pojemnika na narzędzia, całkowicie ignorując fakt, że się odbił i poleciał gdzieś w bok. Puściła jeszcze głośno muzykę i opuściła garaż, by wziąć gorący prysznic i poczynić odpowiednie przygotowania.

 

***

Na parking położony na tyłach baru wjechała ostro, na wysokich obrotach silnika, ledwie wyrabiając się na zakręcie. Zaparkowała z boku, tak by żaden jełop nie porysował jej Wolverine z charakterystycznym motywem czaszki na boku, i zziajana odpięła kabel łączący ją z motorem. Uwielbiała to poczucie jedności z maszyną, kiedy olej zastępowała krew w jej żyłach, a tłoki silnika symulowały bicie serca. I nieodłączną adrenalinę, kiedy mieściła się na minimetry i przemykała w ułamkach sekund przyprawiając innych uczestników ruchu o stany przedzawałowe. 

Uśmiechnęła się do siebie i do podziurawionej kopuły, która lata temu dostarczała jej podobnych wrażeń. Już wtedy uchodziła za naprawdę szaloną, gdy wspinała się najwyżej i z najbardziej wulgarnymi okrzykami , na jakie było ją stać, zjeżdżała na dół. To były czasy. Teraz już nie było czasów.

 

W lekko nostalgicznym nastroju wkroczyła do Chatsubo i skierowała się prosto do baru.

- Siemandero - żartobliwie zasalutowała Razowi sadzając zadek na stołku - Piwo podaj, ale tym razem nieochrzczone proszę. 

Mrugnęła okiem, częściowo dla zaznaczenia żartu, a częściowo dla flirtu. Już kiedyś próbowała zaciągnąć go do łóżka, ale postawił ją przed wyborem: interesy albo radosne uprawianie seksów. Jako że Kay preferowała dłuższą współpracę nad jednorazowy numerek zostały im tylko niewinne flirty. 

- I gdzie ten twój przyjaciel? - rozejrzała się po barze - Chciałabym, aby został i moim. Mi casa es su casa.

Popisała się jedynym znanym powiedzonkiem po hiszpańsku. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIOewos.png 

Billie Jean

 

 

Była w trakcie przygotowywania sobie przekąski. 

Dzień toczył się leniwie, pomiędzy partyjkami w gry i przerwą na przerabianie materiału jaki ojciec zadał do powtórzenia. 

Znaczy, wiem, powinno być na odwrót, ale wiecie....ech, miała dziś poprzypominać sobie co nieco o strzałkach, protokołach bezpieczeństwa i Ice'ach. Gołe, maglowane już nie raz podstawy, które jednak musiała mieć dobrze ułożone w głowie. Tak, by, jak staruszek mawiał, nawet jak ją w środku nocy wybudzą powinna bezbłędnie wyjaśnić. I nie pomylić się ani razu, bo od tego kiedyś będzie zależało być może czyjeś życie. Nie zawsze będziesz miała czas i możliwość by wykonać reasearch. To będą sekundy. - tak mówił.  

A teraz serio, schodząc już z tych groźnie brzmiących przestróg, ważne też było by się dziś przyłożyła korzystając z luźniejszego dnia, bo ojciec już od dawna odgrażał się że zafunduje jej solidną przepytkę. 

Nie spodziewała się by z tego ponurego obowiązku coś miało ją wybawić, bo o żadnej nowej robocie nie gadali z ojcem już od dobrych paru dni. Więc albo jeszcze nic nie potwierdzone albo posucha, też bywa. Oby tylko nie długo, bo rachunki same się nie zapłacą.

 

No i patrzcie, jak na życzenie, ledwo o tym pomyślała a ojciec zaczął dostawać jakieś wiadomości. 

Wyprostowała się jak na komendę słysząc że zwraca się do niej. Gdy już zaczął mówić straciła zainteresowanie żarciem. Miał jej pełna uwagę od momentu gdy powiedział "Ratz", zaraz potem "przysługa" a serce jej mocniej zabiło. Szybko zrozumiała co jest grane, jej ciemne oczęta błysnęły radośnie i w pierwszej chwili nie wiedziała co odpowiedzieć, dlatego patrzyła na ojca starając się opanować myśli w głowie i coś odpowiedzieć.

W końcu czekał na jednoznaczną odpowiedź - a w tym przypadku, tylko jedna miała sens. 

 

- Jasne. Czemu nie? Dawno Ratza nie widziałam. - odparła, ścinając głos i próbując mimo wszystko naśladować obojętny ton, taki jak on miał. Że niby ona też, wiecie; że drobnostka, ok, skoro tak tylko od niechcenia o tym wspominasz, to niech tak będzie. 

Czy ojciec blefował tu i ją testował, by wybadać czy jej głupawka z tej radości nie odbije? Gdyby tak było, pewnie zaraz by ją ściągnął na ziemę odpowiednim komentarzem.

A może serio miała to być bardzo prosta przysługa - więc nie robił z tego big deal. 

 

Okaże się.

 

Jak to ojciec powtarzał jej nie raz, te przysługi mają wartość większą od nujenów, więc Ratzowi się nie odmawia. Dla niej to był deal. Po skórze Billie przebiegł dreszcz, na samą myśl o tym, że coś będzie się działo wieczorem. No coś się musi dziać, skoro macza w tym palce Ratz i jego znajomi, to już ją nakręciło, sama myśl, nie znając szczegółów. 

Wcześniej już nie raz próbowała zagadać gruboskórnego kumpla ojca, o to, czy znalazłoby się dla niej jakieś zadanie, takie wiecie, solo. Ratz zbywał to zazwyczaj żartem lub czymś pobłażliwym w stylu "może kiedyś, dzieciaku". Patrzcie państwo, nie ściemniał.

Może i Billie nie miała pewności, czy właściciel baru od razu poprosił "Leona Zawodowca" o to, by przysłał swą "Matyldę", czy po prostu zadowolił się nią, nie mogąc wyciągnąć starego druha na ten wieczór. Dla młodej ten szczegół i tak nie miał znaczenia - jeśli została wzięta pod uwagę przez trolla i chciał jej powierzyć zadanie, to już coś znaczyło. Brawo ona. Brylujesz Billie, +1 do bycia cool. Teraz tylko don't cock it up. 

 

Poderwała się z miejsca, przecież trzeba było się przygotować do wyjścia. Nie dała rady zbyt długo ukrywać podekscytowania. Było widoczne w ruchach, minie, ogólnie mowie ciała. Ojciec dobrze wiedział i to już od dawna, że jego dziecko chciało się wykazać i podjąć się jakiegoś zlecenia samodzielnie, więc nie powinien być zdziwiony.  

Nuciła jeden z ulubionych kawałków, gdy krzątała się po małym mieszkanku w poszukiwaniu swoich gratów. Podłączyła się do sieci, by sprawdzić rozkład komunikacji i ustalić sobie trasę. Chciała to ogarnąć na spokojnie, chociaż kurcze, palce się jej drżały i buzia sama się uśmiechała na myśl o tym, jak może przebiec wieczorem rozmowa z Ratzem. Założyła kamizelkę kuloodporną, bez niej praktycznie nie zapuszczała się samotnie w miasto. Musiała jeszcze zgarnąć parę swych osobistych rzeczy, a tak szykując się do wyjścia rozmyślała, cóż to może być za "przysługa". Miała bujną wyobraźnię, więc trochę opcji jej przeszło do głowy. 

 

- Jak podjadę tam wcześniej, może załapię się na małe show Cage Boysów?  - rzuciła, mijając ojca w głównym pokoju kiedy wróciła się tu po jej przerobionego comlinka. Czując badawcze spojrzenie rodziciela szybko naprostowała - Tylko popatrzę, no. Dawno nic ciekawego do sieci nie wrzucili.  - i wzruszyła ramionami. 

Nic innego tu przecież nie sugerowała. Choć, jak już przy tym jesteśmy, to była taka historia, no.... kiedyś wypaliła przy rodzicielu że kiedyś musi tego spróbować. Na jej usprawiedliwienie - miała wtedy trzynaście lat, pusto we łbie i wszystkie dzieciaki w okolicy się tym jarały. Oczywiście, zafundowała sobie tym pomysłem dłuższą pogadankę z serii ojciec - córka, taką wiecie, poważną. Black Velvet uciął sprawę ostrym "nie". Zresztą, ten młodzieńczy zapał do tego, by spróbować ostygł, gdy Billie któregoś dnia wychodząc przed klub zobaczyła co mogłoby ją czekać, gdyby źle się ześlizgnęła i jednak wypadła przez tę cholerną dziurę.  

Chociaż, część z tych szaleńców co się już decyduje przeżywa. A nagrania z takiego zjazdu zdobywają sporą popularność w Matrixie. Czasami je oglądała, bo ktoś podrzucał temat na czacie gry a trzeba było być na czasie. 

 

 Zanim opuściła mieszkanie jeszcze zagadała ojca. Na szczęście jeszcze nie wyszedł, był zajęty grzebaniem przy swoim sprzęcie. 

 - Mówiłeś że sam nie dasz rady się wyrwać. Znowu wpadła jakaś robota o której nie chcesz gadać? Spotkanie? Może... randka, co?  - zagadnęła, ostatnie zaproponowała tak zaczepnie, żartem bo była w świetnym nastroju. Billie ciekawska, od zawsze, chciała wiedzieć co jest grane. Niestety, zazwyczaj było tak, że jeśli ojciec na samym wstępie nie rozwijał tematu, znaczyło to, że nie zamierza spowiadać się córce ze szczegółów. Tyle że, jak to mówią, trzeba spróbować szczęścia. A nuż staruszek jest w sprzyjającym wyznaniom nastroju.

Jak nie, to złapać coś z komunikacji miejskiej i kierunek z grubsza na Hyde Park. Potem już w kierunku klubu. Kilka przesiadek, trochę przekleństw rzuci pod nosem z powodu korków i będzie na miejscu. A dobra playlista umili podróż.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hQ1Mga0.png

Angela Richmont

 

Zbieranie informacji było jej chlebem powszednim, tak jak ciągłe zmiany wyglądu. Ren zwykł jej powtarzać, że gdyby musiała zostać przy jednej tożsamości, nie wiedziałaby kim jest. Faktem było, że wychodzenie na miasto bez przygotowania uczyniłoby ją bardzo... odsłoniętą. A na to nie mogła sobie pozwolić. Każda przewaga była potrzebna. 

Dzisiaj też wyruszyła pozbierać okoliczne plotki i poobserwować otoczenie w jednej z ulubionych przykrywek... która jednak nie oszukiwała Ratza, który po prostu znał ludzi. I był w tym naprawdę dobry. A ona chciała znać ludzi, którzy znali ludzi. I nawet jeżeli było wielu o podobnym celu, lubiła myśleć, że się wyróżnia. Bo ona nie udawała sympatii i zainteresowania. Ona naprawdę lubiła osoby z którymi rozmawiała i naprawdę chciała ich poznać. A jeżeli się kogoś lubiło, były większe szanse, że polubi w zamian. 

Zamówiła i zapłaciła za piwo, nie oczekując na dziś niczego niezwykłego. A jednak. Uśmiechnęła się promiennie. 

- Wiesz, że uwielbiam poznawać nowe osoby - odpowiedziała od razu. - Zwłaszcza, jeżeli to ciekawe osoby, a Twój przyjaciel raczej taki jest... - spojrzała na trolla ciekawym wzrokiem, w nadziei, że zdradzi coś, co pozwoli jej się przygotować. Lubiła wiedzieć co ją czeka i zwykle spędzała kilka godzin przed spotkaniem na wyszukiwaniu przydatnych informacji... ale tu wszystko zależało od gospodarza.

Ciekawe co skłoniło go do skierowania się do niej? Ratz miał wielu chętnych do pomocy... darowanej znajomości nie zagląda się w zęby, ale warto się temu przyjrzeć. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

TSKNoBc.png

MAX

 

Maxa wiadomość od Ziggiego wyrwała z objęć dziwacznego snu. A trzeba to przyznać od ostatniego zlecenia często takie sny miewał. Były one bardzo intensywne i jakieś mroczne. Śnił  w nich o stracie i o jakiejś nieuchwytnej tęsknocie za tym… by być nieśmiertelnym, ale tak prawdziwie nieśmiertelnym a potem o Nancy. Dużo było w nich Nancy, że są razem, że pozwala mu się gryź, że on jej się pozwala gryź, że może latać… A czasem… Miał takie sny, że poluje na ludzi… Z tymi ostatnimi snami akurat nie czuł się dobrze. 

 

W końcu ziewając sennym wzrokiem spojrzał na commlinka. Kiedy przeczytał, że to od Ziggiego przebiegły go ciarki. Jakie ten gość miał układy? Ostatnio dał mu zlecenie od nieżyjącego gwiazdy, a teraz czym to chciał przebić? Może smokiem? Celedyrem?! Vertigo by się pewnie ucieszyła. I swoją drogą… to ciekawe czy wie, że to dzięki niemu to nagranie które tak chciała przesłuchać jest lub będzie na streecie. Zresztą… co tu ukrywać nawet jakby Ziggi znalazł jakiegoś demona z otchłani to musiał się ruszyć i zacząć „pracować” bo naprawdę pomału sypiał coraz więcej i coraz mniej czasu spędzał w rzeczywistym świecie. I…  Nawet jego ludzie widzieli, że nie do końca pozbierał się po ostatnim zleceniu.

 

Jednak… Jeszcze na chwile zamknął oczy…A kiedy ponownie je otworzył to musiał przyznać że chyba najwyższa pora się zwijać. Rozejrzał  się jeszcze dookoła sprawdzając gdzie jest reszta jego załogi, ale wyglądało na to, że  spał sam. Przeszło mu przez myśl że chociaż oni „robili swoje”. Postanowił w końcu wziąć z nich przykład. Odświeżył się na tyle na ile było to możliwe, wsiadł na motor i… pojechał do Electro by zasięgnąć języka bo może Joe zna tego całego Hauser.

 

I… Dopiero gdy załatwił tą sprawę przybył na miejsce. Był prawie pewien że jest  o wyznaczonym czasie. Otworzył energiczni drzwi uśmiechając się szeroko i rozłożył ramiona w geście powitania.

 

-Ratz przyjacielu! – Krzyknął w sposób zwracający na niego raczej powszechną uwagę i podchodząc do barmana pewnym krokiem by wymienić uścisk. Trzeba tu nadmienić, że nie była to tylko czysta formalność pokazując że Hieny za czasów Maxa nigdy nie ruszą tego lokalu - on naprawdę lubił tego gościa jak i jego wyroby.

 

-Nalej mi kufel piwa. Twojego piwa. Najlepszego piwa. – powiedział wyjmując creditsa. Po chwili ściszył głos.

 

-Ziggi dał mi namiar na Hausera. Powiesz mi gdzie go znajdę? –  rozejrzał się po lokalu i... Szybko jego uwagę skupiła siedząca niedaleko niego rudowłosa kobieta. Zmierzył ją wzrokiem... była całkiem całkiem... I... jeśli Max po przebudzeniu myślał o Nancy to teraz jego myśli przeszły na zupełnie inny tor. Uśmiechnął się wymownie.

 

-Co taka ognistowłosa piękność robi w takim miejscu? - zapytał przysuwaj się do niej.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

4GMzH9b.png

 

Kay

 

Nie zdążyła się nawet napić piwa, kiedy podbił do niej jakiś gość. Człowiek, ale z twarzy nawet ciekawy. Cóż jednak z tego skoro zaczął najbanalniejszą gadką ever?

- Spadłam z niebo, bo mój ojciec był złodziejem - odpowiedziała znudzonym tonem przekręcając się na krześle, by druga część baru mogła zobaczyć świecący, czerwony napis na jej skórzanej kurtce, który głosił życzliwe: " I <3 Uranus" 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

TSKNoBc.png

MAX

Max uśmiechnął się szeroko. Trafiła mu się sztuka.

-Nie, nie piękna…To nie tak. Widzisz… Mówi się:

„Hej twój tata jest złodziejem ? Czeka się na odpowiedź. A potem mówi,  że ukradł wszystkie gwiazdy i wsadził ci w oczy.” Albo…

„Hej maleńka. Bolało jak spadłaś z nieba?”

Tego nie można łączyć. Razem nie ma efektu. Zaufaj mi... Jestem ekspertem. – powiedział uśmiechając się szeroko. I naprawdę nie było widać po nim czy mówi szczerze czy z niej żartuje. Po chwili wypalił.

-Czego się napijesz?

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

4GMzH9b.png

 

Kay

 

Ale jej się trafił podrywacz doprawdy. Musiał wieść prym na każdej wiejskiej potańcówce... A wyglądał tak obiecująco!

- Piję już przecież - wskazała na swoje piwo i kpiąco skrzywiła wargi - A porady jak poderwać ekstremalnie wstawione panny zapamiętam i może kiedyś nawet zastosuje. A teraz nara ziomek, mam spotkanie - podniosło dłoń do czoła i zasalutowała kpiąco odwracając się bokiem na znam, że rozmowa skończona. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

TSKNoBc.png

MAX

 

Max uśmiechnął się lekko i odsunął się zostawiając kobietę i skupiając się na swoim piwie i na swoich sprawach. Prawie czuł na skórze, że Ratz mu się przygląda.

 

"Proszę państwa tak oto głowa Hien dostała przed chwilą pięknego kosza od jakiejś nastki. Loża VIP rząd pierwszy" Max zmarszczył brwi. "Zaraz... czy ja się jej przedstawiłem?" 

 

Spojrzał na kobietę i otworzył usta. Ale tym razem zamknął je i nic nie powiedział. To chyba nie był w zasadzie jego najlepszy dzień. Zresztą... Przyszedł tu do pracy i na tym powinien się skupić, a laski mógł sobie wyrywać w Niagarze zazwyczaj szło mu tam znacznie lepiej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

G5Yn4XM.png

Chris

 

Odpalił muzykę...

 

Podszedł do okna wychodzącego na rozkoszny krajobraz biedniejszej części Londynu. Oparł się o futrynę okno, śledząc spływającą po oknie kroplę metalicznej mżawki, ciągle czując spływającą po plecach ciepłą wodę prysznica. Kropla ześlizgnęła się po szyi, potem po klindze miecza i w końcu przecinając Qui Audet Adipiscitur i skapując na ziemię. Zaciągnął się papierosem i na moment, krótki moment, nie myślał nic. Oczyścił umysł z każdej niepotrzebnej myśli. Był tylko on, woda, papieros i muzyka. I poczuł się, w tym krótkim momencie, naprawdę wolny.

 

To nie mogło trwać długo.

 

Gdzieś w polu widzenia pojawiła się wiadomość od Ratza. To mogło mu pomóc. Mogło mu naprawdę, naprawdę pomóc. Wystarczyło żeby pozbył się tego cholernego długu i będzie po wszystkim.

 

KhYHy6T.gif

 

Gwizdnął głośno i lokalne dzieciaki zeskoczyły z jego motocyklu. Był do tego przyzwyczajony i nie miał nic przeciwko, w końcu jeśli dzieciaki czuły się tu na tyle bezpiecznie, że mogły bawić się na czyimś motocyklu, to dzielnica nie była taka tragiczna. Wyciągnął z kieszeni kluczyki i wsadził je do stacyjki, po czym zaciągnął się mocno papierosem. To był jego ostatni pewnie na dobrych kilka dni, więc mógł się nim nacieszyć.

 

Wyrzucił papierosa i ruszył do Chatsubo.

 

tumblr_ozq2ypEX7h1wetxgxo1_500.gif

 

- Dolej tej pani na mój koszt - powiedział znad szklanki, wskazując Kay, zerkając na scenę z boku. Do tej pory, jakimś cudem, nie rzucał się nikomu w oczy. Był potężnie zbudowanym mężczyzną, miał mocno zmodyfikowaną czaszkę i nie był zwykłym szarakiem, ale w tym miejscu taki widok nie był niczym specjalnym. Miał na sobie znoszoną kurtkę z syntskóry i czarny podkoszulek.

 - Lubię patrzeć jak ktoś wyciera czyjąś mordą stół. Z klasą.

Uśmiechnął się i wrócił do poświęcania uwagi swojej whisky.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

4GMzH9b.png

 

Kay

 

No i następny, Kay westchnęła głośno. O ile jeszcze kiepski tekst na podryw to po prostu kiepski tekst na podryw, o tyle dowartościowywanie się czyimś niepowiedzeniem było po prostu buraczane.  Odwróciła się od samca alfa i zignorowała piwo nalewane przez Ratza, do samego barmana porozumiewawczo mrugając i podeszła do stolika czaszkowatego. 

- Jeden drink, potem jak mówiłam mam spotkanie - usiadła na krześle z nogami szeroko rozwalonymi - Niech będzie jakiś kolorowy i z palemkami. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

G5Yn4XM.png

Chris

 

 - Nie jestem zainteresowany - zaśmiał się pod nosem widząc odchodzącą Kay. Zawsze uważał podryw przy barze za staroświecki i trochę obraźliwy. Zakładanie, że ktoś tam stoi i na ciebie czeka to przerost ego który zasługiwał na prztyczka w nos, a nie miał zamiaru być też niczyim białym rycerzem. Każdy ma swoje życie. Ale momenty gdy jakiś oblech dostaje za swoje to momenty zasługujące na darmowego drinka.

 - Jak pani sobie nie życzy, to chociaż je wypij - powiedział do Ratza - Co z tą robotą chłopie?

Edytowane przez Ferr-kon

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

TSKNoBc.png

MAX

Max kiedy usłyszą uwagę no w sumie uwagi gościa z głębi klubu pod swoim adresem westchnął ciężko. Zawsze się znalazł ktoś kto wszczynał burdy w barach nie wiadomo o co. No takie życie, a przecież mu nie przyłoży nie w lokalu Ratza którego znał i szanował. Spokojnie dokańczał swoje piwo aż...

nagle… stała się rzecz totalnie abstrakcyjna.  Ruda laska przysiadła się do niego. Zamurowało go i przez chwilę tylko gapił się na nią w końcu zabrał głos.

-Ta-ak. Jasna. Coś kolorowego dla pani. – powiedział odkrywaj że w sumie chyba nie to miał zamówić ale może i to mu jakoś wybaczy.

-Max jestem Max.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

40SO6u5.png

Milady

 

Siedziała akurat w bibliotece rezydencji, korzystając z okazji, żeby przeszukać zapiski i woluminy pod kątem informacji przydatnych w opanowaniu nowego zaklęcia - jeśli wierzyć źródłom, miało łagodzić objawy alergii, więc siłą rzeczy była żywotnie zainteresowana. Ciężko jednak było skupić się na analizie, kiedy jej umysł dryfował w stronę fantazji o potraktowaniu ciotki Grace którymś ze wcale-jej-nie-znanych zaklęć bojowych. Cioteczka była skrajnie uprzedzona do każdego, kto nie należał do standardowego metatypu homo sapiens nobilis i bardzo chętnie wygłaszała swoje opinie, oczywiście pod przykryciem uroczej troski. Carolyn miała pecha być jedną z zaledwie kilku osób w rodzinie o nietypowym metawariancie i naprawdę, ale to naprawdę cieszyła się, że pistolet został w schowku auta - pokusa mogłaby być zbyt wielka.

 

Marzenia o usmażeniu ciotki magią przerwał dźwięk commlinku. Wiadomość od Ratza. Trzy godziny - na styk, ale może... Po chwili zastanowienia zarzuciła jednak pomysł udania się na lotnisko w Bristolu. Co prawda byłoby szybciej, ale przeważyła niechęć do zostawienia auta - i pistoletu - w innym mieście. Zgarnęła notatki i po cichu wymknęła się z rezydencji. Już z trasy wysłała tylko matce krótką wiadomość zawierającą przeprosiny i słowa bardzo starannie dobrane tak, aby implikować winę ciotki Grace w tak cichym i szybkim opuszczeniu przez Carolyn domu rodzinnego. Dobre alibi zawsze przydatne. Autopilot szacował trasę na nieco ponad 2 godziny, plus przebicie się przez Londyn... powinna zdążyć. A po drodze mogła pozwolić sobie na chwilę drzemki i czas na przebranie się w bardziej... roboczy strój.

 

***

 

Weszła do Chatsubo na minuty przed wyznaczonym terminem, rozglądając się po lokalu. Skinęła głową kilku znanym z widzenia starym bywalcom i usiadła przy barze, poprawiając nieco strój. Uśmiechnęła się do barmana.
- Dobry wieczór, Ratz. Jak samopoczucie?
Widząc, że troll sięga po szklankę, powstrzymała go gestem.
- Tym razem kawa. Musiałam wstać o jakieś przeklętej porze kiedy jeszcze było widno.
Uśmiechnęła się żartobliwie do barmana, czekając aż to on podejmie temat "przedstawienia komuś". Damie nie wypadało nalegać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Billie

 

- Nie, nic takiego. Po prostu... źle się czuję - tyle udało się Billie wyciągnąć z ojca. Dziwny grymas twarzy z jakim to wypowiadał wskazywał że faktycznie mogło tak być, ale - jak sama dobrze wiedziała - jeśli ojciec nie chciał rozwinąć tematu, to nie było go jak do tego zmusić. Szczególnie gdy dysponowało się dość ograniczoną ilością czasu.

Zapakowała się więc do metra, które jak zawsze okazało się bardzo skutecznym sposobem poruszania się po metropolii. Choć zatłoczone przez przeważającą część doby, kursowało szybko i regularnie, czym biło na głowę pozostałełą część komunikacji publicznej.

 

Angel (i Billie)

 

Gdy Billie dotarła do Chatsubo, Ratz rozmawiał właśnie z brunetką, której wcześniej nie widziała. Gdy tylko ją spostrzegł, skinął ręką by podeszła.

- Wiem - odpowiedział z ciepłym uśmiechem - ale póki co poznaj innych zaproszonych na dzisiejsze spotkanie. Konkretnie, Billie. Billie, poznaj Angel... - chciał powiedzieć coś więcej, ale odwrócił się w kierunku, z którego dwóch mężczyzn prześligało się w stawianiu drinków płomiennowłosej nastolatce.

- Zostawić ich samych na pięć minut... - wymamrotał cicho pod nosem - ...a także resztę zaproszonej na dziś ekipy. Chodźcie, przedstawię was.

 

Wszyscy

 

- Widzę że chłopcy starają się jak mogą - Ratz pojawił się bez drinków i z niewielkim entuzjazmem na twarzy, za to z dwoma towarzyszkami. - I będą jeszcze mieli szansę nabrać większej wprawy, bo jesteście zaproszeni na to samo spotkanie. Podobnie jak Angel i Billie - odwrócił się z powrotem do dwóch towarzyszących mu osób - ta rozchwytywana przez wszystkich piękność to Kay, a to są Max i Chris. Powinna być tu jeszcze jedna... o, właśnie! - podniósł lekko głos widząc zmierzającą w ich stronę elfkę - Milady. Jak zawsze w samą porę. Więc jeszcze raz, to są Kay, Billie, Angel, Max i Chris. A siedząca przy tamtym stoliku osoba to właśnie Hauser - wskazał ręką orczycę siedzącą w jednej z wbudowanych w ścianę wnęk, która widząc ruch Ratza odpowiedziała salutując im stojących na stole kuflem.

 

Roci.png

 

- Muszę przygotować zamówione przez was drinki, więc nie będę dłużej przeszkadzał. Jak już się poznacie, to pójdzcie przywitać się z Hauser. - Po czym oddalił się z powrotem za kontuar. Zaś Hauser przyglądała im się uważnie znad swojego kufla z piwem.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

G5Yn4XM.png

Chris

 

Będę pierwszy - cisza nie przedłużała się aż tak bardzo, ale uznał że lepiej żeby przełamał lody.

Jak Ratz wspomniał, jestem Chris. Mam wieloletnie doświadczenie operacyjne. Moja specjalizacja to operacje morskie, operacje w trudnym terenie, ekstrakcja z terenów miejskich oraz szeroko rozumiane korporacyjne procedury bezpieczeństwa. Moim zadaniem będzie upilnowanie, żebyśmy wszyscy wyszli z tego żywi.

Wcześniej miał lekceważący ton głosu, zdawał się być wręcz lekko podpity, ale teraz brzmiał profesjonalnie, wyraźnie i słowa które z siebie wyrzucał przypominały bardzo celnie wymierzoną serię z karabinu.

 - No hard feelings, mam nadzieję - uśmiechnął się lekko do Kay i Maxa, unosząc szklankę w ich kierunku. Zerknął na Angel, Milady i Billie, które nie wyglądały na kogoś, kto planował wyjść z tego wszystkiego żywy. Decker? Mag? Nie chciał obstawiać w ciemno. I nie chciał niczego zakładać. Na tyle na ile znał ten biznes, jeśli ktoś ciągle był w nim żywy i nie wyglądał niebezpiecznie... Najprawdopodobniej był straszniejszy od tych wszystkich napakowanych cybernetyką trolli. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

4GMzH9b.png

 

Kayleigh "Kay" Sullivan

 

 

- Kay - przedstawiła się Maxowi, ale wiele więcej powiedzieć nie zdążyła, bo zaraz Ratz zjawił z drinkami i informacjami. No proszę, prawdopodobnie przyjdzie jej działać ze świeżo poznanym kompanem, tym drugim spod baru, jakąś niepozorną czarnulką i lalunią gładką jak pupka niemowlaka. Kay postanowiła nie być do nikogo z nich uprzedzona; nowa robota, nowe szanse.

 

No, a potem Ratz przedstawił im szóstą zamieszaną w to osobę. Elfka, włochata, o pseudonimie "Milady", c-c-c-combo breaker! Kolorowy drink niemal poszedł Kay nosem, kiedy parsknęła. Miała szczerą nadzieję, że nie przyjdzie jej pracować z fałszywym, wyniosłym długouchem w terenie. 

- Jeżdżę. Naprawiam, takie tam - poturlała parasolkę z drinka po stoliku zerkając w stronę orczycy, była całkiem, całkiem...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

TSKNoBc.png

MAX

 

Max spojrzał na Chrisa zastanawiając się czym Ratzowi czy może Ziggiemu podpadł, że do współpracy proponuje mu akurat gościa który czepia się ludzi i robi burdy w barach nie wiadomo o co a… jak wiatr powije w inną stronę natychmiast jest zmiana tematu. Ale cóż… chyba najbardziej go rozbawiła sentencja o wyciągania wszystkich z opresji. Ot taki tam - team work. No ale Max był profesjonalistą. Uśmiechnął się szeroko.

 

-Zawsze miło poznać nowych ludzi. – Odpowiedział przenosząc wzrok również na pozostała część ekipę.  Kobiety wyglądały na bardzo młode. A jednej to nie był nawet pewien czy mógłby postawić drinka bez posądzenia o pedofilie. Cóż... będzie się działo.

 

-Jestem Max. - Rozparł się na siedzeniu uśmiechając się szeroko.

 

-A Londyn to moje miasto. Ja i moje chłopaki mieszamy tu od zawsze. Znam wielu ludzi i oni znają mnie. Więc… Jeśli szukacie dyskretnego lekarza, doinformowanego policjanta, obrotnego pasera czy może macie ochotę na dragi – uderzajcie do mnie. W branży nazywają mnie Hieną, albo czasem „Blaszaną hieną” . – powiedział stukając palcem o ukryty pod skórą metal. – Potem podrapał się po karku zastanawiając się jak dalej ująć „te inne” jego zdolności.

 

-Poza tym… To robię to co większość strzelam, wysadzam, tnę w zależności od zlecenia. – Przeniósł spojrzenie na Key i jej drinka. Widział jak nagle fuknęła.

 

-Zamówić coś innego? – zapytał podążając za nią wzrokiem i odkrywając że patrzy na okszyce. Chwilę zastanawiał się dlaczego w końcu postanowił zapytać

 

-Gdybyś jeszcze czegoś potrzebowała to mów. I  wiesz w zasadzie to cieszę, że jesteś riggierką w ostatnim teamie w którym byłem musiałem wozić wszystkich albo na jednym motorze na raty albo zabieraliśmy się metrem czy taksówką. Wyobrażasz to sobie? Zresztą… - Przeniósł spojrzenie na resztę ekipy i na każdym po kolei skupiał wzrok by to co mówi wzięli sobie do serca .

 

-Muszę was ostrzec. Powinniście się mieć na baczności. Nie wiem jakie macie doświadczanie, ale zadanie dostajemy od znajomego Ziggiego a po ostatnim jego zleceniu prawie cały mój team wylądował w szpitalu. Gdyby nie ja trzeba by było oddawać też zaliczkę. Więc miejcie to na uwadze i pamiętajcie że was ostrzegałem. – Powiedział zastanawiając się czy wspomnieć im że wystawił go wampirą czy jednak zachować tą wiedzę dla siebie. W końcu postanowił nie mówić i tak nikt mu w to nie wierzył. Ba! Nawet jego ludzie uważali że przedawkował Zen i po prostu bredzi.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

40SO6u5.png

Milady

 

Pleasure to make your acquaintance. Możecie mi mówić Rose. Ewentualnie "Milady".

Elegancki akcent przywodził na myśl raczej raut wyższych sfer niż spotkanie w barze shadowrunnerów. Zresztą cała wydawała się przybyszem z jakiegoś innego świata, który to przypadkowo zabłądził do Chatsubo. Starannie upięte włosy, elegancka aksamitna kurtka, współgrająca fakturą z króciutkim szaroniebieskim futrem porastającym Nocną... Nawet sposób chodzenia nie przypominał ulicznego.
- Ciekawe - stwierdziła patrząc na swój przyszły zespół - Mówiono mi, że cienie to nie jest miejsce dla dam, a tu widzę żywe tego zaprzeczenie.
Przenosiła wzrok na kolejnych mówiących, przez chwilę rozważając nawet, czy nie spojrzeć z poziomu astralu, ale ostatecznie zarzuciła ten pomysł. Jeśli ktoś miał jakieś osłony to mógł nie przyjąć tego dobrze, a nie było sensu zaczynać od antagonizowania. Zawiesiła wzrok nieco dłużej na wytatuowanym.
- Interesująca ornamentacja fizjonomii, panie Hieno. I cóż, to ostrzeżenie brzmi trochę jak dobry powód do weryfikacji znajomości z rzeczonym Ziggim.

Uśmiechnęła się lekko, przygładzając futro na grzbiecie nosa.
- Jeśli o mnie chodzi, to jestem tu jako wsparcie magiczne. 

Nie dodawała nic więcej. Jak będą chcieli to sami spytają.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hQ1Mga0.png

Angela Richmont

 

Cóż... nie zawsze wszystko musi iść po naszej myśli. Angela uśmiechnęła się do młodej, bardzo młodej dziewczyny. 

- Miło cię poznać - powiedziała lekko, zastanawiając się w co się wpakowała.

Myśl nie ustała, gdy zobaczyła drugą... jeszcze młodszą dziewczynę, którą podrywał sporo starszy facet, obok siedział jeszcze jeden... parsknięcie na widok elfki... Naprawdę barwnie. 

Nie mogła też oprzeć się wrażeniu, że poznanie się potencjalnej drużyny pod okiem potencjalnej zleceniodawczyni lub informatorki było mało profesjonalne. Nic tak nie mówi "jesteśmy profesjonalistami" jak podrywy, spory i walka o pozycję na oczach innych. Ale należy zaufać Ratzowi... i wyjść z tego z twarzą. W końcu też od czegoś tu jest. 

Wysłuchała pierwszej trójki, silnie przeczuwając, że mogą kłopoty przyciągać równie dobrze co rozwiązywać. I spodziewając się, że jej rola i osobowość nie wzbudzą sympatii, ani okrzyków radości. Może powinna postarać się zjednać sobie drużynę, ale założyła, że noszenie kilku masek przy ludziach, z którymi być może będzie blisko współpracować, może okazać się głupie. Za to poznanie ich może być ciekawe. Na pewno zabawne. Skinęła głową z szerokim uśmiechem. 

- Miło mi. Nazywają mnie Angel - powiedziała, głównie na pożytek elfki. - Jestem tu od cichszej roboty. Negocjacje, informacje, dostanie się w miejsca, gdzie wielu nie wpuszczą. Czasem też odciągam uwagę, by reszta mogła zająć się czym trzeba - spojrzała na Maksa, mówiąc dość cicho. - Dzięki za ostrzeżenie... zawsze warto trzymać się na baczności. A gdy zainteresowane strony już obserwują nasze pierwsze spotkanie? Musisz przyznać, że to fortunne... przychodzimy od razu na spotkanie bez przygotowania czy świadomości kogo na co stać - jej uśmiech był złośliwy przez krótką chwilę. 

Wypiła spory łyk piwa, zastanawiając się co to ma znaczyć. Poprzednie nieudane zlecenie. Dwie nastolatki. Elegancka elfka z potencjalnym konfliktem z jedną z nastolatek. Kobieta unikająca rozlewu krwi. I weteran. Drużyna ze snu szaleńca. 

- Kiepskie byłyby z nas żyjące w cieniu, gdyby czyjeś twierdzenie, że to nie nasze miejsce nas powstrzymało, nieprawdaż?  - rzuciła do Milady przyjaźnie-neutralnym tonem. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

TSKNoBc.png

MAX

 

Max chwilę zastanawiał się co odpowiedzieć elfce głaszcząc się przy tym po brodzie. Był prawie pewien że pyta o tatuaż, bo ludzie zazwyczaj go o to pytają.

-Chodzi ci o tatuaż nie? – zapytał podnosząc dłoń i na jego życzenie sam wzór na ręce zaczął tańczyć mu pod skórą pokazując się i znikając w różnym rytmie. Max bawił się tak przez jakiś czas po czym opuścił dłoń. I… Przez chwilę słuchał dalszych wypowiedzi. W końcu postanowił jeszcze raz omówić kwestię fiksera. Żeby nikt nie myślał o nim źle.

-Wiecie generalnie. Jeszce raz JA na ostatnim zleceniu nie wyszedłem źle i nie mogę narzekać też na zapłatę no i... też nikt przez to nie zginął co też jest plusem. Po prostu… Hmn… - Max umilkł na chwilę.

- Nie wszyscy wytrzymali do końca. Bo zaczynały się dziać rzeczy dziwne i dziwniejsze. Zresztą… teraz nie będziemy pracować dla Ziggiego z którym w sumie mam dobry kontakt tylko dla Hauser u którego nie robiłem.

Przeniósł spojrzenie na Angele uśmiechnął się lekko.

-I cieszę się że umiesz negocjować. Mi też idzie to nie najgorszej. Kto wie może jeszcze dzisiaj uda nam się ładnie podbić stawkę tego zlecenie i wpadnie więcej kasy. 

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

40SO6u5.png

Milady

 

- Tak, tatuaż. Interesująca ornamentacja fizjonomii znaczy mniej więcej to samo, co ciekawa ozdoba twarzy.
Elfka uśmiechnęła się wyrozumiale.

- Jakie dziwne i dziwniejsze rzeczy? - uniosła lekko brew - Zakładam, że miałeś tam ze sobą jakiegoś maga?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

TSKNoBc.png

MAX

Max potarł szyję lekko zmieszany.

-To… długa historia. Na pewno nie na teraz. A w zespole cóż… miałem adeptkę krasnoludkę  dobra dziewczyna z chorą matką. Nie wiem czy po ostatnim zleceniu postanowił wrócić do „fachu” czy dała sobie spokój i zabrała się za coś bezpieczniejszego. No i był jeden, w sumie dwóch czarodziei, ale szybko dali sobie spokój i odeszli. Więc na końcu zostałem praktycznie ja i Kara. Ale dałem radę obronić i ją i siebie. – „Zabijając przy tym jakąś szamankę by reszta nowopoznanych gości z cmentarza mogła rozszarpać jej towarzyszy na drobne kawałki.” Pomyślał Max przypominając sobie mokre plamy na ziemi. Upił łyk piwa by ukryć zniesmaczenie. Jakaś cząstka mówiła mu, że w tamtym zleceniu znalazł się nie po tej stronie boiska co powinien, ale przecież zarobił i przeżył a to było na ulic najważniejsze. Tylko... upierdliwe było to, że co by nie robił, co noc wracał myślami do Nancy i nic nie mógł z tym zrobić.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

oFykoI8.png

Billie Jean

 

Młoda Billie wparowała do baru w swoich słonecznych okularach, skórzanej kurtce. Szybkim krokiem przeszła przez salę, nie wyglądała na zagubioną, ani trochę. Dobrze znała rozkład jednej ze swoich ulubionych knajp w Londynie. Musiała mieć dobry humor bo lekki uśmiech malował się na jej twarzy. 

Skinęła na powitanie przedstawionej właśnie brunetce. Nic nie powiedziała do samej Angel, ale wcześniej do Ratza rzuciła kilka ciepłych słów na powitanie, zdradzając że lubi właściciela tego miejsca. Gdy troll zaprowadził do reszty ekipy i przedstawił wzajem też na początku się nie odzywała, skinęła im na powitanie i usiadła na wolnym miejscu. Była chyba jedyną która nie zdążyła dotąd złożyć zamówienia, ale nadrobiła to zanim mięśniak się oddalił. Poprosiła trolla o specjalność zakładu, piwo. 

 

- Billie Jean - przedstawiła się gdy poczuła na sobie spojrzenia innych. Dla efektu, czasem warto chwilę poczekać i przedstawić się jako ostatnia. - Kradzież danych, fałszowanie dowodów, zacieranie śladów, szpiegostwo w sieci. Hacking klasyczny, etyczny jak i social engineering. Zależy czego klient sobie życzy - podsumowała z podobną, lekko obojętną nutą w głosie, jaka brzmiała w zachrypniętym głosie Black Velveta, gdy ten przedstawiał zakres usług. W stylu, ot, co robimy - to normalka. 

 

Po oficjalnej części przyszedł czas na gadkę zapoznawczą. Też, na samym początku więcej słuchała jak gadała. 

Odwracała głowę w stronę każdego, niekoniecznie w tym samym momencie gdy zabierał głos. Gdzie dokładnie patrzyły jej oczy? Ciężko powiedzieć, gdy miała na nosie te duże okulary. Okrągłe, czarne szkła odbijały na swej powierzchni z grubsza zarys całej sylwetki obserwowanego. A Billie chciała spojrzeć na nich tak, jak mało kto potrafi, a przynajmniej mało kto od tak potrafi bez pomocy dobrego sprzętu. 

Niestety, na dokładniejszą analizę musiałby się podłączyć, spojrzeć już na ikony ich urządzeń, a nie dało się tego pogodzić łatwo z zachowaniem pozorów nadążania za rozmową, więc jeśli nie chciała wyjść na mruka lub podejrzanego dziwaka musiała jak na razie odpuścić. 

- Ładnie powiedziane - dorzuciła do stwierdzenia Angel w odpowiedzi na komentarz Milady. 

 - A korzystając z okazji. Max - zwróciła się do towarzysza, którego wcześniej dość długo mierzyła wzrokiem zza szkieł czarnych okularów. - Skoro lubisz się dzielić kontaktami to musisz mi zapodać namiary na tatuażystę. Bo racja, wyglądasz w tym obłędnie  - uśmiechnęła się do niego zadziornie. - I czekaj, kogoś mi przypominasz... 

Zaczęła pstrykać palcami, no imię gościa miała na końcu języka. 

- Ta, już wiem! Szkieletor z He-Mana? Tylko w nieco lepszych ciuchach. - oświeciło ją  - Zajebista inspiracja stary, też wolałam tego gościa. Miał więcej klasy od blond gogusia biegającego w samych gaciach.

Pokiwała głową. 

A tak już na serio... to przykro mi z powodu twoich kumpli - dodała też to, poważniej. - Mam nadzieję że ich poskładają do kupy i się pozbierają. No ale co poradzisz? To część ryzyka zawodowego  - i rzuciła tu takim frazesem, bo cóż innego powiedzieć? Zdarza się.

Kiedyś i ją łatali po paskudnej strzelaninie. Od tamtych czasów przywykła już do ciężaru kamizelki kuloodpornej na wątłych ramionach. Życie. 

 

 - Ja o Ziggim nic nie słyszałam. Ratz mnie tu zaprosił, więc spodziewam się wyzwania. Zresztą, o ile klientowi się nie pali pod nogami, to dziś będą tylko gadka, wyciąganie szczegółów a na przygotowania dostaniemy dodatkowy czas - odniosła się do rozważań Angel - gdy już dowiemy się, co sobie klient życzy i poznamy stawkę.  

Przynajmniej tak to się działo, gdy pracowała z Black Velvetem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

TSKNoBc.png

MAX

 

Maxa z zamyślenia wyrwały słowa małej czarnulki. Tej której bałby się postawić piwo bo mogła być nieletnia jednak gdy dziewczyna otworzyła usta sprawiła że popatrzył na nią z zainteresowaniem.

Bo.. Cóż… Max był Hieną i był praktyczny. Jeśli kogoś zabił brał to co gościowi się już nie przydało i szedł do pasera, najczęściej do Śliskiego by to opchnąć. Niestety  niezarejestrowań broń mogła poparzyć łapy. Co prawda zazwyczaj umiał się dogadać z policją ale lepiej było ich nie prowokować.

Uśmiechnął się szeroko do dziewczyny czując że jest to początek „pięknej przyjaźni”.

-To się przyda. – powiedział krótko gdy Bill podała swoje zalety a gdy dziewczyna spytała o tatuaż prawie zakrztusił się pitym piwem. „Obłędny?”. Zaraz czy ta mała podrywała go czy na serio pytała tylko o tatuaż? Ale zanim zdążył jej odpowiedzieć zalał go kolejna falą pytań. Max był kompletnie zbity z tropu gadką i gapił się na nową towarzyszkę nie rozumiejąc ani jednego słowa jakie do niego mówiła.

-Ja… - zaczął. Ale poczuł że chyba tego nie ogarnia.

-Chciałem… Właściwie… Cóż... Jak chcesz to później cię do niego zaprowadzę. Może… Może po robocie. – Jakoś odpowiedział a kiedy złożyła mu kondolencje pokiwał głową, szybko zdając sobie sprawę, że musi o nią dbać szczególnie jeśli chce szybko na lewo coś tam sobie „odłożyć”.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz