Lomion

Rozdział I: Bez pracy nie ma nuyenów (Lomion)

47 postów w tym temacie

G5Yn4XM.png

Chris

 

Chris słuchał i mentalnie notował. I uśmiechnął się, szczerze i serdecznie. To była zdrowa ekipa, przynajmniej na taką się zapowiadała. Nieco go to przerażało, bo wyglądali na świeżych i optymistycznych, ale raz że pozory mylą i dwa, lepiej było to podchwycić, uśmiechać się i iść naprzód.

 - ...is not my lover... - Zanucił sobie pod nosem po tym jak Billie się przedstawiła.

 - Dobra podsumowując... Rigger - zaczął wymieniać, wskazując po kolei - Twardziel, Mag, Buźka, Deckerka. To brzmi jak porządna ekipa. Współczuję poprzedniej, ale nigdy nie ma tak, że każda misja odnosi sukces. Zdrowo jest czasem się potknąć, jeśli wychodzi się z tego żywym. Człowiek nabiera pokory. Musimy liczyć na to, że nam pójdzie lepiej. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

oFykoI8.png

Billie Jean


No proszę, więc co najmniej jeden w ekipie miał sentyment do klasyki. Szacunek. Dziewczyna była zadowolona, że ktoś podłapał inspirację. Jakby miała już swoje piwo, pewnie by mu skinęła, a tak pozostało jej jeszcze załapać się na koniec jego nucenia i pociągnąć jeszcze parę nutek pod nosem. 

Zsunęła okulary, popatrzyła znad ich krawędzi prosto na Maxa kiedy ten miał problemy ze złożeniem odpowiedzi. Niebrzydkie miała oczy, chociaż dziewczęce, ciemne, po ojcu takie bystre, jeśli wierzyć temu co "ciotki" Billie mówiły. Co prawda nie dowiedziała się czy trafiła z tym skojarzeniem ale na jej ustach mignął ciepły uśmiech a w źrenicach błysnęło zadowolenie kiedy usłyszała odpowiedź.  
- No to jesteśmy umówieni, Max. Po robocie. - mrugnęła do niego porozumiewawczo i wsunęła okulary z powrotem na właściwe miejsce.  
Wystarczyłoby gdyby podał commcode, resztę potrzebnych informacji by znalazła, zrobiła sobie rozeznanie po najbliższych hostach, poszukała jakie tatuażysta ma opinie, lecz jeśli chciał być staroświecki i ją tam zabrać na rozeznanie tak.... no, fizycznie to też jej pasowało. Jeśli dobrze zrozumiała to Hiena miał pod sobą paru chłopaków a to już znaczy "gang". Nie miała jeszcze okazji bujać się po dzielni z szefem jakiegoś gangu. Cool.  
Ojciec co prawda wolał by trzymała się sprawdzonego towarzystwa, no ale kolega z pracy któremu Ratz ufał to przecież nie to samo co przypadkowy koleś poznany na mieście. 
Co do reszty, ta rudowłosa mogła być równie interesującą towarzyszką. Najmniej o sobie powiedziała i może dlatego tak wzbudziła zainteresowanie Billie. Ludzie i metaludzie zajmujący się twardym sprzętem to grupa z którą zawsze znalazły się ciekawe tematy do rozmowy. 
Z magami miała dotąd najmniej do czynienia, czasem słyszała takie powiedzonko, że do maga, szamana czy dekera strzela się na początku. Można powiedzieć, że to jakiś punkt wspólny. Nigdy nie wiedziała czego się spodziewać czy nawet o co takich pytać. Tym bardziej, dobrze że w tej misji ekipa miała maga po swojej stronie i po prostu ktoś będzie patrzył na tę ichnią, zaczarowaną przestrzeń, Astral się chyba nazywała. No mniejsza z tym. 
No i była Angel, od gadania, odwracania uwagi, mogła, jak słusznie Max zauważył, przydać się dzisiejszej nocy przy negocjacjach z przedstawicielem klienta, a potem, do przejęcia ciężaru rozmowy pozwalając reszcie zajmować się swoją robotą. Plus, Max i ten Chris, do zabezpieczenia ekipy, rozwalania zabezpieczeń innych i wysadzania rzeczy. 
Dośc uniwersalny skład, ciężko zgadywać, jakiego rodzaju robota ich czekała. 
- To co, idziemy? - zaproponowała, skinąwszy w kierunku stolika Hauser - nie każmy szefowej dłużej czekać.  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

Orczyca przyglądała im się uważnie od chwili gdy została przedstawiona przez Ratza. Nie wykonała jednak żadnego gestu mogącego sygnalizować zniecierpliwienie. Nie zachęcała ich też w żaden sposób aby do niej podeszli, po prostu siedziała i obserwowała. Tylko raz na chwilę odwróciła spojrzenie, gdy na krótko do jej stolika dosiadł się mężczyzna, który położył na stole datachip. Po wymienieniu z nią kilku zdań i zabraniu przekazanego credsticka pożegnał się i odszedł tak samo szybko jak się pojawił.

 

Roci.png

 

Gdy zdecydowali się przysiąść, mieli okazję przyjrzeć się jej bliżej. Pierwszym, co rzucało się w oczy były jej posiwiałe włosy znaczące podeszły wiek. Co prawda Orkowie starzeli się szybciej niż pozostałe metarasy, ale i tak można było bezpiecznie założyć że jest w podobnym wieku co Ratz. Jej spojrzenie i wyraz twarzy robiły wrażenie zupełnie odwrotne od tego, czego możnaby się spodziewać po fixerze, Jonesie, czy jakiejkolwiek innej osobie polegającej na pracy z ludźmi. Z reguły tacy ludzie uśmiechali się szeroko i ciepło, niczym sprzedawcy gotowi sprzedać wam bilet do piekła w niepowtarzalnej promocji Last Minute i z darmową sauną na miejscu. Twarz Hauser nie wyrażała niczego. Nie obiecywała, ani też niczym nie straszyła. Była po prostu maską kryjącą wszystkie emocje. Z kolei jej spojrzenie wywoływało na krótko wrażenie, jakby przeszywało was na wylot i odkrywało wszystkie sekrety, pozostawiając po sobie nieprzyjemne uczucie chłodu biegnące wzdłuż kręgosłupa. Całości dopełniała czarna skórzana kurtka i rękawiczki, zakrywające każdy kawałek skóry poniżej szyi.

 

- Zakładam że Ratz mnie przedstawił - powiedziała krótko, gdy już wszyscy usadowili się w jej boksie. Mówiła niskim, gardłowym i nieco chrapliwym głosem - wy jesteście tymi zdolnymi od przemykania w Cieniach. - brzmiało to trochę jak stwierdzenie i trochę jak pytanie, ale Hauser kontynuowała zanim mieliście okazję odpowiedzieć. - Wyobraźcie więc sobie człowieka, który jest bardziej zielony niż te irlandzkie siki, które Ratz czasem jeszcze warzy. Bardziej zielony niż każde z was z osobna. Taki właśnie szczypiorek przychodzi do mnie i mówi że chciałby wynająć grupę na dziś wieczór. Sypie nuyenami jak z rękawa, więc o zapłatę nie ma się co martwić. Ale nie potrafi zrozumieć że to nie burdel, gdzie się wchodzi i zawsze jest z czego wybierać. Mówi że musi być dziś i nie ma opcji by zyskać więcej czasu. Chciałam mu powiedzieć że to niemożliwe, ale Ratz zasugerował by jeszcze spytać was o zdanie. Co sądzicie? Da się coś zrobić w tak krótkim czasie?

Edytowane przez Lomion

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

4GMzH9b.png

 

Kayleigh "Kay" Sullivan

 

 

Gadali i gadali o sobie, a Kay słuchała uważnie. Pokręciła tylko lekko głową na pytanie Maxa o innego drinka i uśmiechnęła się, gdy wypłynął temat środka lokomocji.

- Mam vana, więc metro nam nie grozi. 

Dopiła szybko drinka i wstała na propozycję pójścia do orczycy. Nareszcie koniec gadania o jakichś ramotach, misjach na których średnio poszło i słuchania pretensjonalnego akcentu elfki, wiedźmy jak się okazało. Na propozycję Billie Jean ruszyła pierwsza pozwalając by inni podążyli jej śladem i mogli się napawać jakże eleganckim napisem na kurtce sławiącym zamiłowanie do astronomii. Rozsiadła się bezceremonialnie koło orczycy i wysłuchała jej uważnie. 

- Wszystko się da - odpowiedziała z celową nonszalancją - Ale to nie jest jakaś ściema? Pułapka czy wkręt?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

40SO6u5.png

Milady

 

- Spędzić wieczór ciekawie w tak doborowym towarzystwie, brzmi nieźle. - Elfka uśmiechnęła się kącikiem ust. - Ciekawe tylko po co żółtodziobowi ekipa z cieni. Bo jak mamy przekonać byłą żeby do niego wróciła, to będę bardzo zawiedziona...

Fragment o byciu zielonymi zignorowała. Nie było sensu odpowiadać na takie szpilki, lepiej udowodnić czynem jak bardzo ktoś się myli.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

TSKNoBc.png

MAX

Max widząc że rozmowy dobiegły końca szybko dopił piwo i puścił dwie pierwsze kobiety przodem. W sumie widok idącej przed nim Kay był mu bardzo na rękę a elfki zawsze i szczerze podziwiał. Potem płynnym ruchem przysiadł się do orczycy. I tak… Cóż… Raczej nie była ona ani fikserem ani Johnesem. Raczej kimś kto werbuje ludzi do jakiejś organizacji albo gangu. W każdym razie miał wrażenia że to nie było jej codzienne zajęcie i co tu dużo mówić. Gdy mierzyła go wzrokiem uśmiechał się szeroko jak gdyby nigdy nic. Dla niego nie była to pierwszyzna. Po czym jak dziewczyny przemówił sam zabrał głos.

- Ja tam mogę się pobawić w porady małżeńskie. Jakby ktoś mi za to płacił to czemu nie. – powiedział lustrując Hauser wzrokiem. „Ta to musiała mieć ciężko w życiu. Nie dość że kobieta to jeszcze ork.” Nic dziwnego, że była taka szorstka w mowie i właściwie… to szybko poczuł coś na kształt współczucia.  Prawdziwej empatii którą szybko sobie przyswoił. Uśmiechnął się na granicy czułości.

-I Hauser … Nie bądź taka surowa. Piwo Raza nie jest taki złe właściwie to jest niezłe jak się spojrzy na całokształt tego co można dostać na streecie i flasuje się dość wysoko. – teraz jego głos miał już ciepłe zabarwienie jakby znał orczyce od lat a nie jakby poznał ją przed chwilą.

-I… Przepraszam nie przedstawiłem się jestem Max ten od Hien i może cię zaskoczę ale daleko mi już do świerzynki więc cóż… Usługi moje trochę już kosztują ale skoro mówisz że gość ma kasę to myślę, że się dogadamy nawet na robotę na "już". Chociaż… Cóż... Dziewczyny maja tu też trochę racji. Facet jest nie sprawdzony i wypadało by żebyś powiedziała co o nim wiesz. Cokolwiek co pomoże jakoś go namierzyć, gdyby pojawiły się jakieś problemy. – „będę wtedy wiedział które kości komu połamać”.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hQ1Mga0.png

Angela Richmont

 

Dziewczyna podeszła do stolika, ale zamiast mówić od razu obserwowała i wysłuchała tego, co mówi orczyca. Wyglądała na kogoś kto ceni konkrety, a nie sztuczki. 

Angel - przedstawiła się. - Miło mi. Szczypiorek naoglądał się trideo i myśli, że tak właśnie działają runnerzy? - uniosła brwi w zapytaniu. 

Miała nadzieję, że pozostali są jednak profesjonalistami. Nawet jeżeli są ostatnią deską ratunku. 

- Wiesz jak jest. Wszystko na ostatnią chwilę, potrzeba choć dobrych informacji o zadaniu. I środków  - powiedziała rzeczowo. - Co spowodowało desperację zielonego?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

oFykoI8.png

Billie Jean

 

Billie zauważyła napis na kurtce nowo poznanej dziewczyny zapisała sobie z tyłu głowy by kiedyś o to zapytać. Lub zrobić research na ten temat. Była też inna rzecz, która chwilowo bardziej ja intrygowała. Zauważyła przecież gościa, który przysiadł się do Hauser. Widziała, co jej przekazał.  

 

Oho. I to jest moi państwo, dla Billie smakowity kąsek.

Urządzenie, które nosiło jakieś dane. Zapewne cenne pliki, lecz, technologia no wireless. Mogli tego nie zauważyć, przez okulary które nosiła, ale dziewczyna zmrużyła oczy. Jak ciekawski kot, który ujrzał mysz na którą miał chrapkę. 

W tym przypadku, polowanie było z góry skazane na porażkę. Chip był totalnie niewidoczny w sieci; Billie mimo próby przeszukania, nawet zdejmując mentalne filtry, nie mogła znaleźć odpowiedniej ikony w gąszczu kolorowych kształtów i znaczników, nałożonych przez jej zmysły na szarą rzeczywistość.

Jej zmysły, szczególnie ten wzroku, już od dziecka działały inaczej niż innych ludzi czy metaludzi. Mogła zobaczyć więcej, lecz miało swoje ograniczenia. Póki urządzenie nie było podłączone na styk z Matrixem pozostawała na nie ślepa, nie mogła podejrzeć żadnych statystyk, nic. I tu, ku niezadowoleniu hakerki, zamiast do takiego comlinka czy decku, ten konkretny chip trafił do kieszeni Hauser. Więc wciąż pozostawał offline.

I wciąż kusił.

Na tyle, że gdy usiadła przy stoliku z orczycą ciężko jej się było skupić na rozmowie, rozważaniu co mądrego odpowiedzieć na tę zaczepne powitanie. Drażniona tą ochotą poznania tego, co w chipie siedzi, kombinowała, próbując przeszukać AR najpierw by wyłapać ikonę chipa a potem czy ujrzy cokolwiek interesującego wokół Hauser. Chip musiał zawierać jakieś ciekawe informacje bo przecież orczyca za niego zapłaciła. Musiał. Ta myśl jak natrętna mucha krążyła po głowie Jean. 

Reszta towarzystwa zadała swoje pytania, rzuciła jakieś wnioski, wstępne zapewnienia. A Billie dorzuciła od siebie:

- Sprawa ma coś wspólnego z datachipem który przed chwilą przetargowałaś?  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

G5Yn4XM.png

Chris

 

Nie pokazywał po sobie żadnego specjalnego wrażenia, chociaż to wszystko śmierdziało mu przekrętem. Przysiadł się do stołu orczycy, ręce trzymał na wierzchu, jak miał w zwyczaju przy oficjalnych okolicznościach i słuchał, analizował, przetwarzał. To co mówiła, to co mówili jego kompani i kompanki. Uśmiechnął się lekko słysząc Billie, która uderzała dokładnie tam, gdzie trzeba było.

 - I skąd wiadomo, że gość nie jest po prostu dobrym aktorem. Mamy brać robotę w ciemno? Przydałoby się więcej detali.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

 

Roci.png

 


- Nie. Datachip ma związek z inną sprawą, w której nie braliście dotychczas udziału. - Odpowiedziała krótko zwracając się do Billie. Grymas jaki pojawił się na twarzy Hauser trudno było jednoznacznie odczytać. Przypominał trochę sposób, w jaki nagrywało się niektóre sceny w starych filmach: w zależności od kontekstu, oświetlenia czy montażu można było z niej wyczytać albo subtelną satysfakcję albo dyskretną dezaprobatę. Być może więc była to mieszanka jednego i drugiego.

 

- Ale wracając do zadania, to jest właśnie najbardziej istotne pytanie w tym wszystkim - kontynuowała przenosząc wzrok na Angel - Niestety to jedno z tych na które nie dostaje się odpowiedzi wprost. Mimo tego, sporo sporo rzeczy robi się jasne gdy się uważnie przyjrzeć. Sposób, w jaki o tym mówi wskazuje że traktuje to osobiście. Co oznacza że dupa się pod nim pali i szuka sposobu aby ją ugasić. A to najczęściej zdarza się gdy ktoś próbuje być sprytny i trafia na sprytniejszego od siebie. Czyli nasz szczypiorek miał plan, który właśnie się sypnął i próbuje to naprawić nowym planem, przy waszym udziale. Nowy plan pewnie nie jest lepszy od pierwszego, co oznacza że w którymś momencie szlak go trafi, ale to już zwykłe ryzyko zawodowe. Nic nie wskazuje aby była to pułapka, a sprawdziłam go dość dokładnie. Prawdę mówiąc, gdybym chciała zastawić na kogoś pułapkę, to raczej starałabym się aby zlecenie wyglądało jak najbardziej rutynowo i nie skłaniało do dogłębnego grzebania w nim. Każdy nietypowy element prowokuje pytania, które ktoś zada szukając odpowiedzi. A szukanie odpowiedzi oznacza że ten ktoś będzie grzebał w waszej historii, co w takiej sytuacji nie byłoby wam na rękę.

 

- O więcej szczegółów będziecie musieli sami go spytać - powiedziała po chwili uważnego przyglądania się całej grupie. - omówicie przy okazji wynagrodzenie i inne istotne szczegóły. Poczekajcie moment.

 

Po czym wstała i udała się z powrotem do baru. Wraz z Ratzem wymienili jedynie spojrzenie, nie wypowiadając żadnego słowa, po czym potężny troll zniknął na chwilę w części baru niewidocznej z miejsca w którym siedzieli po czym pojawił się wraz z mężczyzną, którego zaprowadził wprost do zajmowanego przez was stolika. Po czym szybko wrócił do swoich obowiązków, zostawiając ich sam na sam z ich potencjalnym pracodawcą.

 

- Dzień dobry - powiedział, wyciągając w ich kierunku dłoń na powitanie, nie będąc jednocześnie pewnym komu powinien ją podać najpierw.

 

82924b55809a76da.png

 

Na pierwszy rzut oka przypominał dbającego o wygląd trzydziestoparolatka, skrywającego pod eleganckim garniturem atletyczną sylwetkę. Niepewność w jego ruchach dało się też dostrzec w uśmiechu, którym próbował ukryć swoją nerwowość. Sam strój zdawał się być nieco staroświecki i zdecydowanie nie z gatunku tych jakie zakłada się na wypad do pubu na piwo, ale nie przykuwał specjalnie uwagi do osoby swojego posiadacza. Choć kilka ulic dalej na zachód któryś z lokalnych gangów napewno zwróciłby uwagę i postanowił "zaopiekować się" zagubionym turystą.

 

- Nazywam się Nige.... ekh... znaczy Jones. Pan Jones - kontynuował gdy już usiadł na miejscu zajmowanym wcześniej przez Hauser. - Szukam ekipy gotowej odzyskać dla mnie przedmiot z laboratorium badawczego. Ułożyłem plan, dzięki któremu bez przeszkód dostaniecie się na miejsce i z powrotem, ale akcja musi być przeprowadzona dziś w nocy. W zamian za przedmiot oferuję 10 tysięcy nujenów dla każdego członka grupy. Jesteście zainteresowani?

 

Nie trzeba było być bardzo spostrzegawczym by dostrzec że ich zleceniodawca czule się nadzwyczaj niezręcznie - jego garnitur i zachowanie wskazywały że dużo lepiej czułby się na korporacyjnym bankiecie lub w pięciogwiazdkowej restauracji niż w klimatycznym pubie w śródmieściu. Wraz z pieniędzmi jakie oferował wskazywały że choć faktycznie może być zielony jeśli chodzi o poruszanie się w cieniach, to w korporacyjnym świecie radzi sobie na tyle dobrze, by nie martwić się zbytnio o pieniądze. Choć istniała spora szansa na to że jego dobra passa niedawno się skończyła i to było powodem wizyty w tym miejscu.

 

Milady 

Garnitur noszony przez Jonesa z pewnością został uszyty na miarę i pochodzi od któregoś ze słynnych projektantów - zarówno pod względem ceny jak i jakości wykonania mógłby śmiało konkurować z większością posiadanych przez nią strojów wieczorowych. Jednak wzór kraty, w jakim został wykonany nie był popularny już od... conajmniej dekady? Trudno dokładnie powiedzieć. Mężczyzna z pewnością nie był na bieżąco jeśli chodzi o bieżące trendy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hQ1Mga0.png

Angela Richmont

 

Tak jak oczekiwała. Co akurat wcale jej nie cieszyło. 

Gdy Hauser odeszła do stołu, kobieta szybko zwróciła się w stronę deckerki. 

- Świetnie, na przygotowanie do spotkania z Jonesem też nie ma czasu. Będziesz w stanie go sprawdzić podczas gdy będziemy rozmawiać? Skoro jest zielony, może powie coś, co będziesz mogła wyszukać? 

Nim mężczyzna się zjawił, Angela zdjęła kurtkę i wyprostowała się, przybierając wyraz pewności siebie. Jak korpo ludzie powinni widzieć Runnerów? Poza tym, że nie powinni? W duchu podziękowała sobie, że nie rusza się z domu bez lekkiej zmiany wyglądu. 

Gdy Jones... Nigel?... wyciągnął dłoń uścisnęła ją obdarzając go swoim najbardziej pewnym siebie i przyjaznym uśmiechem. 

- Miło mi, panie Jones. Jestem Angel, ze mną widzi pan resztę zespołu. Z pewnością wie pan, że Runnerzy nieczęsto decydują się na akcje w ostatniej chwili. Na pańskie szczęście jesteśmy zdolni, ale potrzeba nam wszelkich informacji o sprawie. Mało czasu to ryzyko, i wykorzystanie wszelkich środków, co zwiększa koszty operacji, na przygotowanie potrzebujemy zaliczki, by załatwić jakikolwiek potrzebny sprzęt w rekordowym tempie - mówiła z pewnością, która wraz z przyjaznym uśmiechem wręcz zapewniała, że Angel była profesjonalistką... a jej uczciwa, łagodna twarz tłumaczyła przydomek Angel. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

oFykoI8.png

Billie Jean

 

Czranulka skinęła głową gdy usłyszała odpowiedz na swoje pytanie. Uśmiechnęła się cwanie do orczycy, więc chyba nie przejęła się tą niejednoznaczną miną rozmówczyni oraz przekazem który znaczył "nie twoja sprawa".  

- Już ją lubię - skomentowała patrząc na plecy oddalającej się Hauser. Babka się z nimi nie pieściła, mówiła jak jest a to cecha którą Billie ceniła. Przy okazji, starsza orczyca sprzedała parę ważnych wskazówek które wrażliwe ucho potrafi wyłapać. Billie je wyłapała. - Chciałam wyzwanie i będę miała. Czyli co, rozumiem że nikt się nie wyłamuje? - rzuciła do reszty.

 

Sprawa rzeczywiście nie należała do pewnych, rysowała się bardzo ryzykownie, ambitnie - a to się hakerce bardzo podobało. Tylko jedna myśl ją gryzła. Ojciec na 80% by odrzucił takie zlecenie no i na jakieś 90% była pewna, że Ratz nie wspomniał Black Velvetowi o szczegółach. To nie brzmiało jak coś, na co zgodziłby się powierzyć córce. Gdzieś tam pod skórą czuła niepewność i miała wątpliwości, och sporo wątpliwości. Łudziła się że rozmowa z tym "szczypiorkiem" je wszystkie rozwieje. 

Słysząc pytanie Angel zmarszczyła nosek. 

- Jasne, mogę spróbować coś pogrzebać w sieci, szefowo - odpowiedziała, sięgając do wnętrza swojej kurtki. Wyciągnęła z niego deck, a przynajmniej coś co przypomniało rozmiarami deck bo urządzenie wciśnięte było w ciemny, skórzany pokrowiec. Pokrowiec był obtarty na rogach i ktoś z większą fantazją niż umiejętnościami nabazgrał na jednym z boków błyszczącą farbą jakieś bazgroły.

- Chociaż nie oczekuj cudów. Jeśli nasz kontakt pracuje dla korpo to raz, zabezpieczył się przed spotkaniem z nami. Dwa, w pracy zrobili mu pranie mózgu i wie, że pewnych rzeczy po prostu nie może mówić. No i najważniejsze, wiele kluczowych danych potrzebnych do zlecenia mogło nigdy nie wyciec w publiczny Matrix. Korporacyjni spece o to dbają.

Wyjaśniła jak ona to widzi. Oczywiście, spróbować nie zaszkodziło jeśli padną kluczowe słowa. 

Czekając aż Hauser przyprowadzi gościa Billie wyciągnęła swój sprzęt, stukała w deck by stworzyć w sumie...wrażenie.

 

Niedługo potem pojawił się on. "Stylowe wdzianko", pomyślała, widząc że Jones ewidentnie nie pasuje do "obrazka". Był przystojny, nie ma co zaprzeczać, tylko wystrojony jak na biznesowy meeting, tymczasem przychodzi do baru pogadać ze zgrają przestępców. Chyba nikt mu nie powiedział, że powinien się przebrać by nie zwracać na siebie takiej uwagi. Czasami w ciemniejszej alejce miasta można dostać w łeb od pary orczych kiboli tylko za to, że wyglądasz na dzianego, więc powinien raczej zachowywać pozory. 

Zatrzymała te komentarze dla siebie. Ojciec jej powtarzał by ważyła słowa w rozmowie z tymi, którzy zlecają potem przelewy. Skrzywdzisz delikatne ego albo nie załapie że żartowałaś i zaraz tracisz pół wypłaty. A skoro już o wypłacie mowa, usta czarnulki ułożyły się w ładne "O" gdy usłyszała stawkę. Kupił jej zainteresowanie.  

- Billie Jean.  

Wstała na chwilę po to by podać mu dłoń, ścisnęła krótko.

Angel rozpoczęła już rozmowę, bardziej czarując go słówkami a hakerka dla odmiany postanowiła poruszyć część praktyczną. 

- Ja chcę wiedzieć jaki przedmiot, konkrety. Urządzenie podłączone do sieci albo pod napięciem? - zaczęła dopytywać, koncentrując się chwilowo na samym celu - Coś ruchomego czy przytwierdzonego na stałe? Obiekt ciężki i duży czy raczej poręczny, trzeba go będzie jakoś zabezpieczyć? Łatwo to rozpoznamy? Bezpieczny dla otoczenia, można dotknąć gołą ręką?   

Uznała, że skoro Jones jest nowy, nerwowy, może nie wiedzieć jakich informacji się oczekuje od niego. Dlatego zadawała pomocnicze pytania a w tym samym czasie zastanawiała się o co może chodzić. To było coś z laboratorium to pierwsze co Billie przychodziło do głowy to obiekt badawczy lub urządzenia przetrzymujące wyniki badań. Chociaż, po charakterystyce pracodawcy którą nakreśliła Hauser, hakerka podejrzewała że mógł być to równie dobrze przedmiot osobisty. Dużo możliwości, więc chwilowo sprawa brzmiała dla niej zbyt mętnie. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

4GMzH9b.png

 

Kayleigh "Kay" Sullivan

 

- Hola, wstrzymajcie konie - Kay przeciągnęła się i całkiem bez ostrzeżenia położyła nogi na stole tuż pod nos "Pana Jonesa", którego w myślach nazywała czule ptysiem z pianką - Dziesięć tysięcy na osobę brzmi dobrze, ale myślę, że powinniśmy porozmawiać o kosztach dodatkowych jak wspomniała koleżanka - skinęła głową w kierunku Angel, która zyskała w jej oczach - Praca na last minute, w dodatku na cudzym planie... To wszystko są koszta. 

- Ale w sumie żeby je całkowicie oszacować musimy znać faktycznie wszystkie detale - dodała po namyśle - Ale rozumiem, że jest pan otwarty na negocjacje? Dobrze - odpowiedziała sobie sama nie dając gościowi dojść do głosu - Gdzie znajduje się laboratorium? Muszę obliczyć koszt paliwa i opłatę za parkowanie - rzuciła udając powagę - I jakiej ochrony możemy się spodziewać?

Ostatnie pytanie padło zupełnie serio. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

TSKNoBc.png

MAX

Max patrzył za oddalającą się ogrzycą. Mogła udawać hmn… trudnodostępną ale on wiedział swoje.

 

I w sumie… to cóż… skoro zlecenie było sprawdzone, a Haze była polecona przez Ziggego to nie miał o co się czepiać. Podniósł się i spokojnie podszedł do ich zleceniodawcy.

 

I… Chwilę patrzył jak zręcznie dziewczyny rozgrywał negocjacje. Nie spieszył się zanim sam wszedł do gry. Obserwował uważnie jegomościa zastanawiając się jak w ogóle udało mu się tu przyjść. Bo… Gdyby taki "gość" pojawił się na jego terenie z chłopakami żywce oskubali by go tak że łaził by zupełnie goły i to tylko jakby mieli dobry dzień. Chyba…. Musiał mieć dobrą furę, furę która potrafi się bronić…

 

W końcu otworzył usta żeby coś powiedzieć ale wtedy zabrała głos Kay. Poczekał aż skończy i sam się odezwał.

 

-Panie Johns… - Max uśmiechnął się firmowy uśmiechem.

 

-Te 10 na łebka to mogła by być kwota gdybyśmy rozmawiali o normalnym zleceniu a nie hmn… „last minut”. Takie akcje jak wspomniała moja urocza towarzyszka są dużo bardziej nieprzewidywalne i wiążą się z większym dla nas ryzykiem. To podwyższa koszt a sama zaliczka jest tu po prostu obowiązkowa. – "Bo cóż widzisz "przyjacielu" jak nie wywiążesz się z umowy to zanim zacznę cię ścigać po całym Londynie za długi to chociaż część moich zobowiązań spłacę."

 

-No i cóż... - Max zawiesił dramatycznie głos.

 

-jak już wypłynął temat ochrony.  To podczas akcji tych ludzi też chcesz "sprzątnąć"? I co z laboratorium? Ma pójść z dymem?– Max zadał te pytania trochę na wyrost. Chciał szybko przetestować gościa żeby sprawdzić jego reakcje i uzmysłowić mu, że wszelkie przekręty drogo go będą kosztować i nie chodzi tutaj o kasie.

 

Zresztą to cóż... jeśli chodzi o niego to ta robota wyglądała na "porosty włam" czyli dokładnie taką robotę do której był stworzony, bo Max dosłownie był dobrym shadowsrunnerem: dobrze się wspinał, poruszał się bezszelestnie potrafił być niewidoczni a gdy tylko ktoś stanął mu na drodze to ruszał na niego szybko i sprawnie ogłuszając. Zazwyczaj nie było sensu marnować naboi. Nie jeśli plan działał.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

G5Yn4XM.png

Chris

 

Chris mierzył Jonesa wzrokiem, oceniając jego reakcję na zasyp pytań. Dobrze. Należało go pytać o wszystko i czekać aż zacznie się plątać. Najlepiej poprosić, żeby zaczął wszystko tłumaczyć od tyłu. Ta ekipa podobała mu się coraz bardziej, wiedzieli o co pytać, wiedzieli co robić, wiedzieli jak się zachować. Ping, szukał Billie w lokalnej sieci. "ProfessorPain" prosił o prywatną konwersację.

 

ProfessorPain: Jak lubisz ryryzko, sprawdź gdzie wybiera się po spotkaniu. Tacy jak on muszą wszystko notować w commlinku.

ProfessorPain: Taki z niego pro-Jones jak ze mnie pro-baletnica.

Niestety nie wszyscy byli tutaj profesjonalistami najwyraźniej. Nie mógł dać po sobie poznać, że w jakikolwiek sposób go to ruszyło, ale trzeba było zrobić damage control, bez pokazywania wewnętrznych sporów.
 - Kolega pyta jak ma być głośno - wyjaśnił - I nie jestem sprzątaczem. Mogę być cicho, ale zabójcy chodzą trochę drożej panie Jones.

I nie, nie czuł się w obowiązku przedstawiać.

 - I jeszcze jedno. My planujemy akcję. Masz plan, świetnie, chętnie go usłyszymy, ale wynajmujesz nas do wykonania roboty, nie do wykonania planu.

Edytowane przez Ferr-kon

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

40SO6u5.png

Milady

 

Przysłuchiwała się rozmowie z Jonesem, sama jak dotąd nie wtrącając się do rozmowy. Coś tu śmierdziało i najwyraźniej reszta ekipy też się w tym połapała. Diabeł tkwił w szczegółach... na przykład w takim jednym... zdecydowała się włączyć do rozmowy.
- Cóż, o kwestiach pracy na ostatnią chwilę zostało już powiedziane. Ja mam jeszcze pytanie - dlaczego akcja jest last minute? Czy ten przedmiot, który mamy wydostać jest w jakiś sposób niestabilny, technologicznie lub magicznie i dlatego presja czasu czy może jakiś inny powód? Ma zostać przeniesiony? Zniszczony?
Przechyliła głowę, przyglądając się Jonesowi przez chwilę.

- A tak bez związku z tematem - widzę wielbiciel stylu vintage z pana, Jones? - gestem wskazała na jego garnitur - Linia "Larry Blaze King" dla Mortimer of London, rocznik... '63? Czy '64? Dobrze poznaję? Nie pamiętam dokładnie, kiedy ten wzór wszedł, ale był na rynku niecały rok.
Liczyła na to, że reszta towarzystwa podłapie sugestię. Garnitur sprzed dekady kupiony w second handzie mógł kosztować ułamek oryginalnej ceny. Z całą pewnością korposzczura oferującego lekką ręką 60 tysięcy nuyenów na start negocjacji powinno być stać na coś... bardziej rynkowego?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

 

82924b55809a76da.png

 

 


Negocjacje: Charisma + Negotiation [Social]
Mr Jones - 5 sukcesów
Angel - 5 sukcesów
Kay - 1 sukces
Max - 4 sukcesy

 

Choć początkowo ich zleceniodawca uśmiechał się kurtuazyjnie do Angel i angażował swoją wolę w utrzymanie kontaktu wzrokowego i nie opuszczanie spojrzenia niżej, to pod gradem pytań ze strony Kay i Maxa niemal zerwał się na równe nogi.

 

- Nie nie nie! - powiedział podniesionym głosem - Nic z tych rzeczy. Podczas akcji nie powinniście napotkać żadnego oporu. Nie wnikam w wasze metody, ale wejść, zabrać przedmiot i wyjść będziecie w stanie bez bycia dostrzeżonym i bez jednego wystrzału... - westchnął i po chwili kontynuował normalnym, cichym tonem - dlatego właśnie akcje musi odbyć się dzisiaj. Ochrona placówki będzie odbywać niezapowiedziane ćwiczenia w drugiej części placówki i nie będzie was niepokoić. Jedyne czym musicie się martwić to zamki magnetyczne i kamery - które będą włączone, ale nieobserwowane. Ale może zacznę od początku....

 

519CvB-yYOL._UX385_.jpg

 

Mówiąc to, przesunął nogi Kay na bok i na ich miejscu postawił przyniesioną ze sobą teczkę. Metalową, wyglądającą na solidną, ale poza tym niczym się nie wyróżniającą.

 

- Cel akcji znajduje się w teczce wyglądającej identycznie jak ta - wskazał przyniesiony przez siebie przedmiot, po czym otworzył go i zaczął szukać czegoś w środku - teczka zaś znajduje się w laboratorium Teksystems Limited w Harrow, na zachodnich przedmieściach Londynu. - wyjął z teczki papierowy plan budynku, co było dość rzadko spotykanym ewenementem, i rozłożył go na stole.

 

341bea1d394da95c.png

 

 

- Zewnętrzna część kompleksu będzie normalnie patrolowana przez ochronę, ale w środku nie będzie nikogo. Aby dostać się tam niepostrzeżenie, możecie wykorzystać miejski tunel serwisowy, którego fragment biegnie wzdłuż ściany budynku. Najbliższe wejście do niego znajduje się mniej więcej kilometr na zachód od laboratorium, by dotrzeć na miejsce będziecie musieli po prostu iść prosto, do momentu gdy natraficie na ścianę. Podłożenie ładunków wybuchowych w ciasnym podziemnym korytarzu nie jest dobrą metodą, a przebijanie się przez cerambetową ścianę przy pomocy tradycyjnych metod trwałoby zbyt długo. Dlatego dużo skuteczniejsze będzie wykorzystanie tego - wyjął z teczki puszkę przypominającą farbę w sprayu i postawił na stole - to specjalny środek zmiękczający beton, sprawi on że ściana choć nie zniknie to stanie się wodnista i pozwoli wam bez przeszkód przejść na drugą stronę. Jego efekty utrzymują się przez około dwie godziny, tyle więc będziecie mieli czasu aby zabrać co trzeba i wrócić tą samą drogą. Gdy się wydostaniecie, ukryjcie się gdzieś i dajcie mi znać przy pomocy tego commlinka - wyjął z teczki MetaLinka, jeden z najtańszych modeli commlinków dostępnych na rynku. Egzemplarz wyglądał na nowy, prosto ze sklepu, dzięki czemu na urządzeniu nie było żadnej historii ani niczego, co dałoby się powiązać z użytkownikiem. Profesjonalnie. - ...są na nim zapisane współrzędne wejścia do tunelu oraz mój commcode, dzięki czemu będziecie mogli się ze mną skontaktować. Przekażę wam wtedy adres, pod który musicie zabrać teczkę. Będzie tam na was czekać osoba z drugą, identycznie wyglądającą teczką. Dwie godziny po dokonaniu wymiany wróćcie tutaj, przekażcie mi wymienioną walizkę i dostaniecie umówioną zapłatę.

 

Zrobił przerwę, obserwując reakcję słuchaczy. Akcja może i była na ostatnią chwilę, ale z tego co mówił jasno wynikało że miał czas to przemyśleć i ułożyć sobie plan. To czy był to plan dobry było osobną sprawą, ale jeśli wszystko miałoby pójść tak jak ich pracodawca sobie poukładał, to robota faktycznie byłaby prosta - ot, krótka wycieczka na przedmieścia zakończona solidną wypłatą za jeden wieczór aktywności.

 

 


Spostrzegawczość - Perception + Intuition [Mental]

Max: 1 sukces http://strefarpg.net/turlacz/?id=14908
Kay: 2 sukcesy http://strefarpg.net/turlacz/?id=14909
Angel: 6 sukcesów http://strefarpg.net/turlacz/?id=14910
Bille: 3 sukcesy http://strefarpg.net/turlacz/?id=14911
Chris: 1 sukces http://strefarpg.net/turlacz/?id=14912
Milady: 1 sukces http://strefarpg.net/turlacz/?id=14913

 

Angel

 


Gdy Jones wyjmował kolejne przedmioty z teczki, udało ci się dostrzec znajdującą się w środku przepustkę. Znajdowało się na niej nazwisko: Tellwilinger, N. a także napis: "Uprzywilejowany dostęp do skrzydła Alfa."

 

Bille, Kay, Angel

 


Gdy Jones wyjmował kolejne przedmioty z teczki, udało ci się dostrzec kopertę z dokumentami, na której znajdowało się logo Teksystems Limited a także napis "Tylko dla pracowników ochrony".   

 

Max, Chris, Milady

 

Jones wydaje się być bardzo wkurzony wzmiankami o rozwalaniu czegokolwiek.

Edytowane przez Lomion

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

4GMzH9b.png

 

Kayleigh "Kay" Sullivan

 

No i proszę, ptyś z pianką miał dostęp do dokumentów ochrony firmy, którą chciał obrobić. Kay z daleko śmierdziało to podpuchą, pewnie typ chciał przetestować systemy ochronne korpo przy ich udziale. Na pewno jak zniknie trzeba było opracować plan b, c, a nawet i d, na wszelki wypadek. I upewnić się, że środek zmiękczający beton faktycznie działa przez dwie godziny.

- A co z zawartością walizki? - powróciła do pytania, na które odpowiedzi nie padły - Coś magicznego czy w inny sposób niebezpiecznego? Nie można trząść, rzucać, zalewać wodą?

Pochyliła się do przodu splatając ręce, tak by znów trochę naruszyć przestrzeń osobistą ptysia. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hQ1Mga0.png

Angela Richmont

 

Hmm... Zielony był kompletnie nie w swoim żywiole. I dużo ukrywał. I nie była pewna czy skupiał się na jej słowach, tak bardzo musiał pilnować tego gdzie patrzy. 

Prawdopodobnie tam pracował... i był albo bardzo dobrym kłamcą, który opracował wielką podpuchę, albo zwyczajnie fatalnym. 

I pomimo kompletnego zagubienia w tym co robi przesunął kogoś, jakby był u siebie. 

Już go lubiła. 

I naprawdę walczyła teraz z ochotą by zapytać ile filmów o Runnerach obejrzał zanim ułożył plan. 

Uśmiechnęła się szerokim uśmiechem, wciąż grzecznym, ale z nutą rozbawienia. 

- W porządku, panie Jones - odezwała się z naciskiem na nazwisko. - Podniesiony głos zwraca uwagę. Nie chcemy zainteresować innych tym co robimy, hmm? 

Jej uśmiech był łagodny, przyjazny, nawet jeżeli wciąż była nieco rozbawiona. Cudowne. 

Zauważyła też identyfikator. Drugi raz zdradza im dane. Nieprzyzwyczajenie czy 

- Miał pan czas opracować plan, czemu ekipa szuka pan na ostatnią chwilę? - pytanie było dość oczywiste, ale reakcja mogła znaczyć więcej niż sama odpowiedź. Poprzedni zrezygnowali? Nie umiał znaleźć runnerów? Uważał swój plan za tak banalny, że każdy go wykona? 

Obserwowała go otwarcie, wciąż z przyjaznym wyrazem twarzy. Gdyby nie byli w takim pośpiechu zadałaby więcej pytań, tylko by zobaczyć, czy przypadkiem nie wyjawi im swojego adresu nim ugryzie się w język. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

TSKNoBc.png

MAX

 

Max obserwował Chrisa który wciął mu się w zdanie. Nie mówił ani słowa, bo jeśli mimo wszystko chcieli chociaż pozować na zgrany team – nie powinien.

 

I cóż… Po namyśle doszedł do wniosku, że najwyraźniej jego nowy kompan po prostu nie miał obycia z ulicą i nie wiedział jakich metod „negocjacji” i „chwytów” można było użyć by zmiękczyć rozmówce, lub by dowiedzieć się czegoś więcej niż to co na początku zostało powiedziane.

 

No i… lekko uśmiechnął się słysząc, że zabójcy chodzą drożej. Skąd ten cały Chris to wytrzasnął? Zabójstwami było tak jak ze wszystkim innym. Wszystko zależało od zamawiającego i osoby którą trzeba było zdjąć. I ceny były skrajnie różne od kilku stówek po naprawdę okazałe kwoty.

 

Jednak… To w momencie kiedy Max usłyszał zdanie, że to Chris ma „plan” a nie pracodawca uniósł w osłupieniu brwi. Tak… Tego nawet nie było jak komentować.

 

Znowu skupił się na Johnsie. Nie uszła jego uwadze gwałtowna zmiana w zachowaniu faceta i przez chwilę musiał się zastanowić jakie uczucie teraz nim kieruje. Spodziewał się wywołać strach, a… Wywołała gniew. Gniew… to była bardzo ważna informacje. Większość ludzi by się przestraszyła. A skoro reakcją był gniew zakładał, że ma do czynienia z szefem tej firmy, albo jej jakimś ważnym udziałowcem.

 

Oczywiście wychwycił również to co powiedziała Milady że mówiąc w skrócie wyglądało na to że facet nie jest po prostu dziany tylko że jest ultra, mega dziany. 

 

Jeszcze raz powoli przeanalizował to co facet powiedział.

 

„Ochrona placówki na niezapowiedzianych ćwiczeniach” to by mu się kojarzyło również z tym że ta szyszeczka to szef szef ów. Jednak po co szef okradał by sam siebie? To poddawało w wątpliwość to co ustalił. Chyba, że faktycznie jakiś motyw istniał.

 

Zastanowił się nad tym dłużej ale nic nie wymyślił. W każdym razie  miał już zaczepienie o to gdzie gościa, można było szukać jakby coś poszło nie tak lub jakby nie chciał płacić. Właściwie wystarczy obserwować „ukochaną” firemkę a prędzej czy później pokazał by się w zasięgu wzroku i to nawet jakby okazał się kimś z konkurencji kto chce tylko przejąć firmę. 

 

Po tych rozmyślaniach pomału przeanalizował plan działania Johnsa  - brzmiał dobrze. Przekradanie się obok kamer nie będzie dla niego problemem i jeśli okaże się to użyteczne może również zająć się ochroną na zewnątrz.

 

Podsumowując w skrócie na akcje mieli dwie godziny sprayu. Potem 2 godziny na przekazanie danych w sumie 4. Jest szansa, że pójdzie okey. A w razie czego wiedział gdzie gościa mógł potem odnaleźć. Mógł więc w tą akcje spokojnie „wejść”.

 

- O której godzinie dokładnie straż ma te „niezapowiedziane ćwiczenia”? I… Hmn…  Rozumiem, że mają one trwać nie mniej niż 2 godziny które da nam ten spray? – Max wskazał puszkę nie bawiąc się w nazewnictwo pomału zbierając szczegóły.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

oFykoI8.png

Billie Jean

Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem kiedy spojrzała na ekran swojego decku. 

Billie♡Jean: ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Na początku odpisała Chrisowi tak krótko, bo musiała dzielić uwagę pomiędzy już kilkoma sprawami.

Rozmowa z Jonesem, to co się dzieje wokół, musiała rejestrować co mówią inni by złapać ważne szczegóły, słowa kluczowe, a jeszcze w planach miała przyjrzenie się pracodawcy z nieco innej perspektywy przenosząc świadomość do sieci. Opłaciło się, że jednak nie tak szybko uciekła świadomością poza rl. Mogła zaobserwować jak koleś reaguje na niewygodne pytania, odniosła wrażenie że się troszkę spina i emocjonuje a to mógł być trop. Zauważyła  też, że w walizce pracodawcy znajduje się coś jeszcze, coś co chyba nie planował pokazywać.

Ciekawe, logo i nazwa pasują. Kret korporacyjny, szpiegun konkurencji? No na własną firmę by nie nasyłał przestępców, musiałby upaść na głowę, ręki która karmi się nie gryzie. No bardzo interesująca sprawa, co ty tam trzymasz w tej kopercie, kocie? 

 

Zdusiła w sobie chęć sięgnięcia po comlink który mężczyzna położył na stole. Miała ciągoty do sprzętu a ten model to znała doskonale. Może nie wypas,  taniusieńki i nie budzi podejrzeń, łatwo go zmodyfikować a ileż możliwości to daje.

Jones sprytnie to rozegrał, tak w sumie klasycznie. Założyć się mogła, że kupił sobie też drugi taki sam commlink z którego będzie się z nimi komunikować, by na jego korpo commie nie było śladu po komunikacji.

Tyle że sprzętem mogła zająć się za chwilę. Pytania jakie przyszły jej do głowy po wysłuchaniu jego gadki i zerknięciu na plan też odłożyła na "za chwilę".

Teraz musiała zaufać, że towarzysze poprowadzą rozmowę dalej i jej chwilowy brak zaangażowania nie będzie zbyt podejrzany. Rozsiadła się wygodniej. Chciała teraz troszkę więcej uwagi poświęcić innemu wymiarowi, temu wirtualnemu.

Zmierzyła sylwetkę Jones'a, gdy ten skończył już wyjaśniać jakie jest zadanie oraz plan. Chwilowo przynajmniej, focus na jego klatę przyćmiły teraz ikony i tagi unoszące się w jego przestrzeni osobistej.  

Towarzysze zaczęli zadawać pytania a ona opuszczała wzrok na swój deck i podnosiła, tak kilka razy. Poprzesuwała palcami po ekranie a ProfessorPain dostał w tym czasie kolejne wiadomości: 

Billie♡Jean: Burżuj podpięty pod grid NeoNetu, ciekawe czy sam wybulił czy to firmowy dostęp. 
Widziałeś? Ma jeszcze w teczce kopertę od Teksystems Ltd,cieeekaaawe... 

Im bardziej się przyglądała tym było ciekawiej. Czyżby ich Jones był takim noobem? Czy może tylko chciał się na takiego kreować. Nie powinna pokazywać po swojej minie za dużo, ale uniosła brwi w zdziwieniu. Upust temu co ją zdziwiło dała w kolejnej wiadomości do Chirsa:  

Billie♡Jean: Koleś jest bez broni ミ●﹏☉ミ #wtf, życie mu nie miłe? Commlink pod kopułą, datajack, nic więcej nie widzę ale sprzęt prima sort. 
Niech się na mnie nie gapi i się za szybko nie zwija, k? xD   

Czy się cykała? No trochę. Gdyby jej cel wykrył że coś majstruje przy jego sprzęcie wkurzyłby się i to tak ostro. Zwłaszcza biorąc pod uwagę że swoje pliki pochował poza publicznym widokiem. A Hakować coś marki Transys Avalon i to jeszcze typa z korpo, to już nie spacerek do parku.

Ojciec chyba coś przebąkiwał, że nie powinno się takich rzeczy pracodawcy robić... co nie? Hej, może nawet nie raz? Dziewczyna...czasami puszczała te mądre uwagi ojca bokiem, czasem jednak coś tam do głowy wpadło, trafiało a potem się obijało z tyłu czaszki w momencie gdy chciała zrobić coś ryzykownego. Jak teraz.  

 

Więc Billie... czując że coś ją podgryza sumienie odroczyła chwilowo podjęcie decyzji o hakowaniu w locie.

Pomyślała, że może na początek spróbować czegoś innego. Podrzucić Jones'owi małą pamiątkę ze spotkania. 

 

 

 


Pójdę na razie za tym o czym rozmawialiśmy ostatnio, chcę się podłączyć przywołać niezarejestrowanego wcześniej Courier sprite'a żeby zaraz podrzucił Jones'owi cookie, które będzie zbierało statystyki w ciągu najbliższych paru godzin, o tym co nasz pracodawca porabia. 

Jak to mi wyjdzie to się zacznę zastanawiać co dalej chcę robić. Jeśli tez będzie czas by coś jeszcze zrobić, oczywiście. :D 
 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

82924b55809a76da.png

 


- Po prostu... - wzruszył ramionami, wyraźnie nie rozumiejąc sensu zadanego przez Angel pytania i uśmiechając się nieśmiało aby to ukryć - nie miałem dużo czasu, zająłem się więc organizowaniem tego co pozwoli ominąć największe trudności, uznałem że znalezienie ekipy będzie po prostu... - na chwilę się zawahał - łatwiejsze. Sama walizka nie zawiera niczego niebezpiecznego, powinna też wytrzymać wszelkie wstrząsy i inne zdarzenia losowe którymi może zostać poddana, łącznie z ostrzałem z broni ręcznej, gdyby do tego doszło. Jest też zabezpieczona przed otwarciem, choć podejrzewam że to zabezpieczenie nie jest idealne i byłoby możliwe do sforsowania. Jednak w środku znajduje się specjalistyczne wyposażenie techniczne, które może źle znosić kontakt z zanieczyszczonym powietrzem, dlatego lepiej byłoby gdyby pozostała zamknięta.

 


Mowa ciała - 5 sukcesów

 

Sposób w jaki mówił i działał zdawał się potwierdzać jego słowa - z pewnością był zniecierpliwiony "dziwnymi pytaniami" i znalezieniem się w sytuacji której dla niego nietypowej, ale nic nie wskazywało by coś przed nimi ukrywał. Przeciwnie, niecierpliwość jaką okazywał sugerowała że chce rozwiać wszystkie wątpliwości jak najszybciej i usłyszeć że jesteście gotowi do działania. O szczegółach ułożonego przez siebie planu mówił z pewnością wskazującą że naprawdę nie spodziewa się komplikacji - co oczywiście nie znaczyło że takie nie mogą się pojawić. Trudno było bowiem ocenić jego zdolności do przewidywania niespodziewanego.

 

- A ćwiczenia... - na końcu przeszedł do pytania zadanego przez Maksa, spoglądając jednocześnie na zegarek - Zaczynają się o 22, czyli lada chwila. Potrwają przynajmniej do czwartej rano, co sprawia że większym niż ochrona ograniczeniem będzie dla was czas działania sprayu.

 

Billie


Przywołanie sprite'a - udane
Sprite jest winien dwa zadania


Odparcie Zaniku (Fading) - 1 stun damage
 

Pierwsze zadanie - cookie power - nieudane
Drugie zadanie - cookie power - nieudane

 

W tym czasie Billie zmrużyła na chwilę oczy, by wejść do AR, dzięki czemu mogła jednocześnie działać w sieci i obserwować wydarzenia w realnym świecie. Normalnie takie podzielenie swojej uwagi utrudniałoby jej działanie, ale miała sposoby dzięki którym nie musiała działać sama. Po chwili skupienia pojawiła się przed nią przywołana z rezonansu istota, która technicznie była zlepkiem przeróżnych fragmentów kodu, nie mających prawa działać. Fizycznie zaś - o ile w Sieci można było mówić o fizyczności - przypominała mężczyznę w szarym garniturze, o zamazanej i wiecznie falującej sylwetce, uniemożliwiającej skupienie na nim wzroku. Otrzymawszy mentalne polecenie od dziewczyny, istota ruszyła w stronę błyszczącej ikony zamontowanego w czaszce ich rozmówcy commlinka, by po chwili zawyć z frustracją gdy błyskające z urządzenia iskry uniemożliwiły jej działanie. Billie ponowiła jeszcze polecenie, ale na nic to się nie zdało - przywołana istota rozpłynęła się ponownie w Rezonansie.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz