Egzio

Buran (Egzio)

88 postów w tym temacie

Po tym, jak padła propozycja sierżanta Arderna nastąpiła długa, niezręczna cisza. Hendrik milczał, przyglądając się swojemu przyjacielowi sprzez lat, zwiadowcy po spojrzeniu szybko zorientowali się że coś jest na rzeczy - Hendrik już zdecydował. Ardern dodał, że puści ich, jeśli ci zgodzą się pokazać dzieciaki. Hendrik nadal nie odpowiadał. 

Czekaliśmy na wsparcie. Zapasy żywności się kończyły, zrobiliśmy.... zrobiłem, złe rzeczy - odparł Hendrik zmęczonym głosem - Dopilnowałbyś, abyśmy zawiśli na stryczku.  Jeśli nie zrobiłbyś tego ty.. - spojrzał na próbującą ich oflankować Friggę - Zrobiliby to twoi ludzie.- oznajmił ze stoickim spokojem Hendrik - Liczyłem na to, że puścicie nas wolno, ale skoro tak być nie może.... - mężczyzna wyjął miecz z odpiętej pochwy, odrzucając ją na bok. 

Dezerter na dachu wypuścił pocisk, nim do zwiadowców dotarło, że dezerterzy właśnie zamierzają stawić im czoła, strzała nie trafiła, przeleciała tuż obok twarzy Arderna, rozcinając jego prawy policzek. A potem zaczęło się to, na co czekali wszyscy wyglądający przez okna gapie. Sprawiedliwości miało stać się zadość. 

 

Frigga ruszyła jako pierwsza, mając pod ręką barczystego, łysego mężczyznę, który mieczem sparował jej pierwszy cios. Rozległ się głośny szczęk broni, mężczyzna nie zauważył drugiej przeciwniczki zachodzącej go od boku. Lindha wbiła mu ostrze w silne, umięśnione plecy, które stawiły opór osłabionej żołnierce, dysponującej jedynie słabo zaostrzonym orężem. Mężczyzna gwałtownie obrócił się, uderzając ją silnym ciosem z pięści w twarz, Lindha zatoczyła się. Ostrze wciąż tkwiło w jego plecach. Dyszał ciężko, nadszedł kolejny cios, tym razem ze strony Friggi, mężczyźnie który obracał się właśnie w jej kierunku nie udało sparować się go na czas. Ostrze wbiło się w jego brzuch, dezerter chwycił norsmenkę za szyję, unosząc ją w górę. Jego twarz wykrzywiała się w gniewnym grymasie, nie okazywał po sobie cienia bólu. Był silny, prawdopodobnie najsilniejszy z oddziału Hendrika. 

- Zabiję cię. Ty.... Pierdolona... - zacisnął swoją dłoń na szyi duszącej się żołnierki jeszcze mocniej, mężczyzna kaszlnął, z jego ust wypłynęła strużka krwi - Kurwo... - obraz zaczął rozmazywać się przed oczyma Friggi, uścisk był zbyt silny, a ona zbyt osłabiona, aby się wyrwać. Gdyby tylko była w pełni wypoczęta, na pewno byłaby w stanie przeżyć, może nawet pokonać olbrzyma....

 Lindha zerwała się. Chwyciwszy za ostrze Friggi wbite w brzuch mężczyzny, przeciągnęła je z całej swojej siły. Wnet brzuch został rozcięty, a jego wnętrzności wpłynęły na wierzch, olbrzym puścił Friggę, która runęła na ziemię próbując złapać oddech. Na twarzy żołnierza pojawił się zaskoczenie, spojrzał w dół, na wypływające wnętrzności, rozszerzył oczy w przerażeniu, następnie padł osłabiony na kolana, próbował podnieść się resztkami sił, ale to było na nic. Po krótkiej chwili padł twarzą w śnieżną zaspę. 

 

Hendrik rzucił się na sierżanta Arderna, wyprowadzając pierwszy cios, sierżantowi udało się umknąć. Zrobił sprawny unik, odskakując na bok. Ardern również wyciągnął broń, chcąc stawić czoła swojemu staremu przyjacielowi, wyciągnął broń, przez to że władał tylko jedną sprawną dłonią, jego ruchy zdawały się być mocno ograniczone. Dochodziło do tego znaczące osłabienie. Ardern władał swoją bronią jak nowicjusz, któremu ledwie co dano do dłoni miecz, zaś Hendrik był pełen energii. Odskakiwał, robił uniki i parował wszystkie ciosy. Z kolei niewiele z tych ciosów wyprowadzał. Ardern wiedział, że gdyby Hendrik mniej się wahał, zabiłby go już wcześniej. Ale przywódca dezerterów próbował uderzyć go po nogach, dłoniach, unikał za to tułowia i głowy. Robił wszystko, by tylko zranić Arderna. Przez to nawet mimo ograniczonej sprawności bojowej, sierżant był w stanie stosunkowo skutecznie się bronić. 

Nie zasługujesz na śmierć Ardernie, nie po tym wszystkim co dla mnie zrobiłeś! - krzyknął Hendrik próbując wyprowadzić kolejny cios - Ale nie mogę pójść na taki układ. Każ swoim żołnierzom się wycofać! - w końcu po serii nieudanych pchnięć i parowań, Hendrik wbił swój miecz w prawą łydkę Arderna. Sierżant upadł jedną nogą na kolano. - Wydaj rozkaz. - rozkazał Hendrik, nie zamierzał teraz zabijać Arderna - Pozwól nam po prostu odejść...

Właśnie przez to wahanie Hendrika, Kentowi udało się z sukcesem rzucić nożem który wbił się w podbródek mężczyzny, Hendrik krzyknął z bólu, w tym samym czasie Ardern zerwał się, uderzając Hendrika rękojeścią broni w skroń, mężczyzna osunął się na ziemię. Musieli zdecydować, czy ukarać go publicznie - wieszając lub ścinając, czy zamordować teraz, na miejscu.

 

Raychel naciągnęła cięciwę i wypuściła pierwszą strzałę próbując ustrzelić mężczyznę w oknie, ale ten gwałtownie schował się w jego wnętrzu. Widząc łuczniczkę, przestał się wychylać. Raychel prędko zorientowała się, że osłona jaką daje mężczyźnie przebywanie we wnętrzu chałupy, czyni go z tego miejsca praktycznie nietykalnym. Szczególnie, że dezerter zdawał się być najbardziej tchórzliwym z nich wszystkich. Co jakiś czas wystawiał głowę, jak gdyby z nadzieją, że Raychel skoncentruje swoją uwagę na czymś innym, aby mógł wreszcie przystąpić do działania. Niedoczekanie, łuczniczka cały czas zachowywała czujność. Gdy wreszcie pozostali dezerterzy zostali pokonani, mężczyzna przestał się wychylać. 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania skull winter png

 

Zwiadowcy wparowali do chałupy, rozejrzeli się po wnętrzu. W środku poza żołnierzem znajdowała się młoda dziewczyna która kuliła się w przerażeniu pod drewnianym stołem na którym znajdowało się jadło i napoje. Była zapłakana. Miała kruczoczarne włosy i mogła mieć nie więcej, niż 16 lat.

Mówili, że jest kultystką chaosu. Że musi spłonąć.  - powiedział żołnierz siedzący tuż przy oknie, był to młody mężczyzna z łukiem przewieszonym przez ramię. - Wieśniacy spalili jej dziecko, uratowaliśmy ją w ostatniej chwili. Tego dnia przybyliśmy do wioski... - mężczyzna nawet nie patrzył na żołnierzy, po prostu sucho relacjonował fakty. Jak gdyby sam dla siebie. Próbował się usprawiedliwić. - Nie chcieli wpuścić nas do domów, dać nam żarcia, a do tego skrzywdzili niewinną kobietę, zabili dziecko... Wtedy Hendrik zdecydował... nie, on był pewien, nie będziemy się z nimi patyczkować. Obiecał to jej. - wskazał palcem na kobietę, podnosząc drżącą dłoń.

Nie karmiliśmy dzieci. - powiedział tylko, chowając twarz w kolana - Nie karmiliśmy ich... - załkał. 

 

***

Żołnierze zeszli aby sprawdzić, co wydarzyło się z dziećmi. W małej, ciemnej piwnicy leżało osiem zwiniętych w kłębki, powiązanych jak bydło i zakneblowanych kawałków drewna. Prawie wszystkie były martwe, powykręcane utrwaloną przez lodowe skamienienie męką agonii z zimna, twarzyczki nierozpoznawalne, białoczerwone, pokryte szronem, wszystkie dzieci były nagie..

Tylko dwójka z nich zdawała się jeszcze oddychać, choć były one w takim samym stanie, co chłopiec którego dezerterzy wytaskali na zewnątrz wcześniej. Zwiadowcy musieli zdecydować - ukarać publicznie trzech pozostałych przy życiu dezerterów, z czego dwóch umierających. A w końcu - Co zrobić z dziewczyną?

Edytowane przez Egzio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

jf0Y2cY.jpg

    Lindha Schwarz

 

Lindha wpadła do chałupy zająć się ostatnim z dezerterów, mężczyzna zaczął się tłumaczyć, pewnie dopiero teraz zorientował się co zrobił. Kazała mu rzucić broń a kiedy to zrobił związała go i wyciągnęła przed budynek. W tym czasie zaczęli zbierać się wieśniacy chcący odzyskać swoje dzieci. To co zastali mogło zaowocować rozszarpaniem dezerterów na strzępy, żołnierka pomogła wynieść dwójkę jeszcze oddychających dzieci z piwnicy i przekazać Rachel by mogła je obejrzeć i wydać rodzicom. Reszty nie wynosili ciała wieśniacy sami sobie wyniosą.

 

Wróciła sprawdzić stan swojej towarzyszki. Frigga oberwała mocno i Lindhu naprawdę się o nią zmartwiła. Nie tyle o jej zdrowie, ale dumę zemdleć na polu bitwy mogło ją rozdrażnić. Czekała przy niej aż norska odzyska przytomności, albo wieśniacy pomogą ją przenieść do chaty człowieka który im pomógł na początku.

 

Z całą resztą poradzi sobie sierżant, po tym ataku powinien przejrzeć na oczy i potraktować ich jako dezerterów biorąc pod uwagę ilość ciał w piwnicy to i morderców.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
qEaVkGd.jpg

Ardern Rindenerk

 

Ardern zrobił dla przyjaciela wszystko co w jego mocy lecz kiedy ten nie chciał się poddać domyślał się już, że dzieciaki nie żyją i że nie da się uniknąć walki. Tak się też stało i po chwili ona rozgorzała. Los chciał się ze stoczył pojedynek z przyjacielem. Jednak przez lewą ranę ręki walczył jak nowicjusz. Przeżył ten pojedynek tylko dlatego, że Henrik nie chciał go zabić tylko zranić, co mu się zresztą udało. Na chwilę jednak Hendrik stracił uwagę kiedy zaatakował go Kent. Wykorzystał ten moment i przechylił szansę pojedynku na swoją korzyść. Po chwili walka dobiegła końca. Udało im się wygrać i wszyscy przeżyli.

- Zabierzemy żywych i ciała poległych do domu. Jak zobaczę dzieciaki zdecyduję co dalej.

Kiedy weszli do domu przeżył następny szok. Od razu jego spojrzenie skierowało się w stronę Hendrika.

- Hendrik szkoda, że mu nie powiedziałeś ta sprawa mogła się inaczej skończyć. Macie jakieś dowody, że nie jest kultystką.

Po chwili przeżył następny szok. Dzieciaki nie żyły i były związane jak bydło. Choć dla dwójki z nich była nikła nadzieja.

- Kurwa. Dlaczego ich nie karmiliście. Wtedy wszystko mogłoby się inaczej potoczyć.

W życiu jeszcze nie przeżył tak emocjonalnych ciosów. Teraz musiał zdecydować co zrobić dalej. Sierżant kazał się Lindzie wstrzymać z wynoszeniem dezertera na zewnątrz.

Edytowane przez Shartan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e1HPb7y.jpg

 

Frigga

 

Walka się skończyła a Frigga opadła na kolana, ranna i zmęczona, głowa opadła jej na piersi i wydawało się że straciła przytomność. Może ten właśnie widok skłonił Lindhę do pomocy norsmence. Gdy bowiem przy niej przyklękła ta chwyciła ją nagle za ramię silnym uściskiem, który jednak po chwili zelżał.

- Jeszcze nie umarłam. Nic mi nie będzie. - odezwała się chrapliwie i cicho. Jak zawsze po ustaniu szału była dość wyczerpana i musiała odpocząć. A potem usłyszała co wydarzyło się w budynku, co stało się z porwanymi dziećmi. Wstała powoli, odpychając na bok Lindhę i skierowała swe kroki ku niedobitkom, pozostawiając za sobą krwawe krople spadające na śnieg. Nie zważała jednak na to. Nie czuła w tej chwili bólu, a może po prostu nie przeszkadzał jej aż tak bardzo.

- dagaz.jpgehwaz.jpgansuz.jpgtiwaz.jpghagalaz.jpgnone.jpgfehu.jpgothala.jpgraidho.jpgnone.jpgdagaz.jpgehwaz.jpgansuz.jpgtiwaz.jpghagalaz.jpgnone.jpgjera.jpguruz.jpgsowilo.jpgtiwaz.jpgisa.jpgkenaz.jpgehwaz.jpgnone.jpgfehu.jpgraidho.jpgothala.jpgmanaz.jpgnone.jpggebo.jpgothala.jpgothala.jpgdagaz.jpgsowilo.jpg - dało się słyszeć z jej ust w nieznanym języku ludów północy, a potem Fridda poderżnęła gardło dezerterom, którzy jeszcze żyli. Spojrzała na sierżanta, następnie na tą którą oskarżali o bycie wyznawczynią chaosu. - Lindha, zostań ze mną, reszta wynocha na zewnątrz. Obejrzymy tę kobietę czy jest nietknięta przez chaos. A potem sam zdecydujesz o jej losie. Może w końcu podejmiesz jakąś decyzję słuszną.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

jf0Y2cY.jpg

    Lindha Schwarz

 

Lindhu nie przejmowała się westchnieniem ulgi jaki się z niej wydobył kiedy Frigga dała znak że jest przytomna. Gdyby nie to że radość i uczucie ulgi przesłoniły jej inne uczucia pewnie by skomentowała ten jej 'ośli' upór pokazania jak to norsmenka nie potrzebuje pomocy i musi sama stać na nogach i pomoc nie jest mile widziana. Frigga właśnie taka była i Schwarz wiedziała lepiej niż zaczynać na siłę zmuszać ją do innego zachowania. 

Nawet jej ulżyło że egzekucja została wykonana i nie muszą się już tym przejmować, poza reakcją sierżanta.

- Rachel tez musi zostać - powiedziała stanowczo dla jasności dodała - jest wyszkolona medycznie i jeśli znajdziemy coś o czym będziemy miały odmienne zdanie będzie robić jako decydujący głos.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

OxxNVP4.jpg

Kent Bergsohn

 

 

Kent cieszył się prawie jak dziecko widząc, że sztylet trafił w sam podbródek przeciwnika. Celował w skroń, ale jak na rzucanie pierwszy raz taką bronią to miał niesamowite szczęście. Szczęście żółtodzioba. Było już po wszystkim. Koniec starcia, chociaż przez chwilę myślał, że Frigga nie dożyje potyczki. Podczas bitewki z bandytami miał dylemat czy rzucać w wytrzymałego bydlaka czy też w ich dowódcę, ale Linda przechyliła szalę zwycięstwa i mógł spokojnie celować w ich herszta. Jeden z dezerterów został w domu, więc jego towarzysze szybko weszli do domu go pokonać. Okazało się, że nie było takiej potrzeby. Ale to co zastali w domu było nie do opisania. Kent nie wchodził do domu, widział tylko przez otwarte drzwi dziewczynę skuloną pod stołem oraz Lindę przynoszącą ledwo żyjące dzieciaki. Gdy usłyszał, że reszta dzieciaków była naga, skrępowana jak świnie i pokryte szronem to widząc mord w oczach Friggi nawet jej nie powstrzymywał. Zasłużyli na śmierć. Za odebranie życia niewinnych dzieciaków zasługiwali na długą i bolesną śmierć. Ale Norsmenka postanowiła załatwić to szybko. Może tak było i lepiej. Po potyczce wziął od martwego łucznika łuk, sztylet i miecz oraz zapas strzałów. Poszukał też pieniędzy w sakwach i przeszukał kieszenie dezerterów. Co znalazł, to wziął ze sobą i złożył raport sierżantowi z łupów, a następnie poczekał na rozkaz co z nimi zrobić. Miał dość dzisiejszego dnia, miał nadzieję, że chłopi dadzą im teraz czas na wytchnienie i udzielą jakiegoś schronienia oraz gorącej strawy. Miał zamiar odpocząć i uporządkować myśli po tym zrąbanym dniu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
qEaVkGd.jpg

Ardern Rindenerk

 

Ardern był w takim szoku, że nawet nie zauważył tego co zrobiła Frigga. Dopiero po chwili jej słowa skierowane do niego przywróciły go do rzeczywistości.

- Frigga mogłaś poczekać. Oni po tym co zrobili i tak nie uniknęliby wyroków śmierci, a teraz przez, to że nie będzie można już ich przesłuchać trudniej będzie zebrać materiał dowodowy przeciwko mieszkańcom wioski jeśli dziewczyna okazałaby się niewinna. Sama jest w takim stanie, że raczej ciężko będzie wydobyć od niej jakieś zeznania. Moje decyzje były tak fatalne, że cały oddział przeżył starcie z dobrze odżywionymi i w pełni sprawnymi dezerterami.

Trochę wkurwiony był na Friggę i najchętniej odsunąłby ją od badania tej dziewczyny. Dezerterzy zasłużyli na to, co im Frigga zrobiła, ale dla tej dziewczyny ci ludzie byli bohaterami, którzy wyciągnęli ją z pod stosu. Jednak musiał mieć pewność co do tego czy dziewczyna jest dotknięta przez chaos.

- Tak, Lindha ma rację musimy mieć pewność co do tego czy dziewczyna jest dotknięta przez chaos, a tylko 3 osoby badające dadzą taką pewność. W najgorszym razie wynik będzie 2:1 na tak lub na nie.

Lepszym wynikiem byłoby 3 głosy na tak lub nie, ale na to jaki będzie wynik badania nie miał już wpływu.

- I Frigga nie życzę sobie więcej takiej samowoli w moim oddziale ma, to być pierwszy i ostatni raz.

Podszedł do niego Kent z którym wyszedł z pomieszczenia. Uznał, że dobrze by było zebrać bronie, które zostały na zewnątrz. Zwłaszcza jeśli okazałoby się, że wieśniaków też trzeba będzie ukarać.

- Kent kiedy miałeś gorączkę wspomniałeś o siostrze. Ile ona ma lat? I zanim zapomnę czy znalazłeś wśród rzeczy dezerterów kartkę z rozkazami lub bardziej dokładną mapę od naszej. W prawdzie dezerter, który złapaliśmy mówił, że ochraniali karawanę, ale łgał co do dzieciaków, to mógł i kłamać co do rozkazów jakie mieli.

Bandyta, którego złapali raczej nie miałby powodów kłamać co rozkazów jakie mieli, ale z drugiej strony nigdy nie było wiadomo.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NZEACS8rokqF3Ny7WSUg5uw0zQqEDWqLuhPyxbJIKtNU3D6x8sG0R0DkHkYXGL0Krz8f094yluha6P8uakwhbKsmxBQk9uRQjQExkKApM6NjS9OZmSWDBteU1iOn3__JmOQ5M8RGMUZprgeaVx92k7-TmgyqXW9OeR1Hp4hvmihlyw_Ilhnexbjyf-Sv73km_vW_MKacQI8XEX8PyKBQuP-By6NYLuWYeu-jw5zO_zIjeSBQ_s63mYT3QE1YRGKFFJGwuHxyBugvsP79bKupk3DzTJv8zdSKuIJqq4pd_rO8MGyz6quxRgELBduORjYXZfQEISTyxUGUEwLwlR2QkOTsu3OZz-RLBaoYUfbm-Jiaiq8_R882ThkxL_RoA0apesix_UWVvhbsAcdQreypBA4F

 

Frigga, Lindhu Szwarz, Raychel Wood

 

Kiedy mężczyźni wyszli a w środku zostały same żołnierki i spłoszona młoda kobieta, Lindhu wzięła głęboki oddech, nie miała ochoty na bawienie się w niańkę ale zostawienie tego norsce spowoduje jeszcze większą histerię u młodej kobiety. Powoli podeszła do niej, niczym do rannego zwierzęcia, wyciągnęła rękę jeszcze nie dotykając dziewczyny i przemówiła łagodnie. - Nazywam się Lindhu Schwarz, jestem żołnierką imperialnej armii - mówiła powoli, spokojnie zwracając na siebie uwagę dziewczyny - Choć do mnie, moja towarzyszka chce obejrzeć czy nic ci nie dolega - tamta nadal patrzyła na nią wielkimi przestraszonymi oczyma nie ruszając się spod stołu - Tamci mężczyźni powiedzieli że byłaś oskarżona o bycie kultystą musisz nam dać się obejrzeć inaczej przyznasz im rację i skończysz na stosie - Lindhu kontynuowała monolog, ale czuła kończącą się jej cierpliwość, w końcu dziewczyna podała żołnierce swoją dłoń a ta pomogła jej wyjść z pod stołu - Dzielna dziewczyna, właśnie tak choć - zachęcała ją Lindha, czując jak dziewczyna trzęsie się nadal ze strachu.   

- Musimy cię rozebrać, Rachel pomożesz mi? - Poprosiła nową o asystę kiedy sama  zaczęła zdejmować z dziewczyny kolejne warstwy ubrania, podobnie jak wcześniejszy monolog jej gesty były delikatne by nie pchnąć dziewczyny w panikę. Nadal przemawiała do niej spokojnym głosem, ale teraz zaczęła zadawać pytania. - Powiesz nam jak się nazywasz?

Dziewczyna pozostawała nieufna. Po naleganiach wyszła spod stołu, a chwilę po tym  obdarzyła zwiadowczynie gniewnym spojrzeniem. Dziewczyna wstrząśnięta, i wściekła.

- Morderczyni… - syknęła przez zaciśnięte zęby - Zabiłaś Brutusa, ty.... przeklęta... Widziałam….- odepchnęła Lindhu od siebie - Rozebrać?! Nie dotykaj mnie!

- Mówiłam ci już że byłaś oskarżona przez wieśniaków o bycie kultystą a tamci przed śmiercią to potwierdzili. Albo się zgodzisz żeby nasza lekarka cię zbadała. Albo odmówisz przyznając się do tego skazując się na śmierć. - Powiedziała nadal zachowując spokój i opanowanie choć w tyle głowy rodziły się podszepty ze lepiej by było puścić tą wioskę z dymem i jej popierdolonych mieszkańców też. Nie podejmowała z dziewczyną dysput o zabitych czy potyczce, skupiła się tylko na niej.

Raychel patrzał na dziewczynę bez cienie współczucia i nie wyglądało na to, że by chciała ją w ogóle dotykać.

-Wiedziałaś o pomordowanych dzieciakach? Co to właściwie miało być jakaś zemsta na wiosce za własnego niedorobionego dzieciaka? I… Sama przerobiłaś tych idiotów żeby ci w tym pomogli? Na serio myślałaś, że zabijecie te dzieciaki i „jakoś to będzie”?

Dziewczyna spojrzała z wściekłością na Raychel.

- Miałaś ty w ogóle kiedykolwiek dziecko, przeklęta suko? - zapytała rozdrażniona - Nie pozwoliłam Brutusowi ich karmić, a Brutus posłuchał. - wzięła głęboki oddech - Zabiłam dzieci w imię sprawiedliwości. Wy w imię sprawiedliwości zabiliście żołnierzy Ostlandzkich, czym my się w ogóle kurwa różnimy?

Lindhu chciała doprowadzić Rachel do porządku ale widząc jak rozwija się sprawa ujęła rękojeść miecza w dłoń. Po Kolejnych słowach dziewczyny była pewna co dalej zrobić.

- Właśnie przyznałaś się uczestnictwa w zamordowaniu sześcioro obywateli Imperium i próbie morderstwa pozostałej trójki - Powiedziała beznamiętnie Lindhu, kiedy kobieta odwróciła się spowrotem do niej żołnierka pchnęła ją starym mieczem musiała chwycić ją za ramię by móc przebić ją na wylot dając jej śmierć - na mocy danego mi prawa przez Imperialną Armię Skazuje cię na śmierć - Zakończyła oficjalnie patrząc dziewczynie w twarz czekając jak skona.    

Frigga przysłuchiwała się całej wymianie zdań. Kobieta nie była kultystką, lecz współpracowała z bandytami. W takim wypadku nie mogło być mowy o litości i też nie rzekła nic, gdy Lindha uśmierciła bandytkę.

- Skończyliśmy zatem. Może pora opuścić tą wiochę w końcu?

- Ja też nie chcę tu zostawać, ale nie piszę się na wyruszenie w śnieżnie pustkowie w moim stanie. Sierżant pewnie każe zostać przynajmniej ze względu na nogę Kenta - Powiedziała do niej Lindhu - Wy idźcie ja załatwię To - pokazała na martwe ciało dziewczyny - Z Sierżantem.

 

Wyszły przed chatę i żołnierka podeszła do Rindenerka, opisując mu co zaszło i jak skończyła dziewczyna, starając się mówić cicho żeby wścibskie chłopskie uszy nie podsłuchiwały. Powiedziała jak zachowała się dziewczyna i do czego się przyznałą kiedy Raychel zasugerowała współudział, a także o swojej decyzji wykonania szybkiej egzekucji, argumentując to chęcią uniknięciem linczu którego w ich stanie by nie powstrzymali.  

 

Potem mimo iż spodziewała się że jest na nią wściekły i po porostu stara się nie okazać przy gapiach jak bardzo chce wygarnąć jej co o tym myśli, dodała:

- Musimy zdecydować jak to przedstawiamy, albo chronisz ich dobre imię i wykorzystujemy posądzenie dziewczyny o bycie kultystką i mówimy że ich zbałamuciła do zabicia dzieciaków, albo przyznajemy że zrobili to z własnej nieprzymuszonej woli. Niezależnie od tego co wybierzesz musimy to spisać i stać przy tej wersji wszyscy - jej głos był spokojny, jak na tą sytuacje aż dziwić się można było - Dodatkowo sugeruje byś mówił że wydałeś rozkaz egzekucji kiedy się okazało że zabili sześcioro dzieci, i nie chciałeś doprowadzić do linczu przez mieszkańców. Dodatkowo niezależnie od tego jakie mamy opinie na temat zachowania mieszkańców przypominam że usłyszeliśmy że oni najpierw nie dopuścili do spalenia domniemanej kultystki a dopiero potem odmówiono im pomocy, więc mieli podstawy do takiego zachowania. W tej sytuacji uważam że powinniśmy odstąpić od wyciągania konsekwencji przeciw nim. To wszystko ode mnie. Co zamierzasz zrobić? - Skończyła pytaniem i czekała na reakcję sierżanta.

 

Edytowane przez Obca

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

TXd1fV4.png

Raychel Wood

 

Raychel obserwowała wszystko co się działo chłodnym spojrzeniem. Miała powstrzymać bandytów i uratować dzieci. Kiedy wyszło na jaw że to żołnierze i głód mógł zmusić ich do brutalności rozważała czy warto dać im szansę na opuszczenie wioski... Jednak... Prawda była potworna. Oni wszyscy byli szaleni! SZALENI! No bo jak na zdrowy rozum wyjaśnić to że zamordowali niewinne dzieciaki? Chwila rozmowy z odnalezioną kobietą postawiła kropkę nad "i". I naprawdę czy była wiedźmą czy opentaną żądzą zemsty uwodzicielską wariatką nie miało znaczenia. Zresztą to prawdę mówiąc nie potrafiła zrozumieć jej wypaczonego poczucia sprawiedliwości. No bo jeśli ktoś zabije twoje dziecko zabijasz mordercę bo to on zawinił nie jego dzieciak! Zresztą ta wariatka w jednym miała rację - ona nie była matką i w sumie to jeśli tak zachowują się matki to cieszy się że nią nie jest.

Bez słowa patrzyła jak  Lindhu wykonuje egzekucje na zatrzymanej i poszła sprawdzić co z dzieciakami które jeszcze żyły. Postanowiła już że da najsłabszemu z nich miksturę leczniczą. Naprawdę potrzebowała żeby z tej całej bezsensownej rzezi ocalało jakieś życie.

Edytowane przez Egzio
Wycentrowanie avka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
qEaVkGd.jpg

Ardern Rindenerk

 

Właśnie gdy miał odpowiedzieć Kentowi, Linhdu wyszła przez dom i zrelacjonowała mu co się stało. Nawet specjalnie się temu nie zdziwił się. Dziewczyna zemściła się na mieszkańcach wioski zagładzając dzieci jej mieszkańców, a Lindhu wymierzyła jej za to sprawiedliwość. W prawdzie była, to kolejna samowola w oddziale, ale dziewczyna i tak musiała by zginąć skoro doprowadziła do śmierci dzieci. Z tego co powiedziała Lindha jej zeznanie niewiele by pomogły. Bardziej przydatne były zeznania dezerterów, ale ich zamordowała Frigga utrudniając całemu oddziałowi pracę.

- Wróćmy, do domu.

Nie chciał rozmawiać o tym na zewnątrz. Wszedł do środka i zobaczył martwą dziewczynę.

- Sprawdziliście czy ta dziewczyna była kultystką i Lindhu czy wzięłaś pod uwagę, że mogła cię okłamać?

W tym czasie kiedy rozmawiali zauważył, że Raychel zajmuje się dwójką dzieci, którym udało się przeżyć.

Edytowane przez Shartan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

MUZprgeaVx92k7-TmgyqXW9OeR1Hp4hvmihlyw_Ilhnexbjyf-Sv73km_vW_MKacQI8XEX8PyKBQuP-By6NYLuWYeu-jw5zO_zIjeSBQ_s63mYT3QE1YRGKFFJGwuHxyBugvsP79

 

Lindhu Szwarz

 

Lindhu spojrzała na Rindenerka ze znużeniem, wskazała palcem dzieci i szeptem spytała - Chcesz o tym rozmawiać przy świadkach?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
qEaVkGd.jpgMUZprgeaVx92k7-TmgyqXW9OeR1Hp4hvmihlyw_Ilhnexbjyf-Sv73km_vW_MKacQI8XEX8PyKBQuP-By6NYLuWYeu-jw5zO_zIjeSBQ_s63mYT3QE1YRGKFFJGwuHxyBugvsP79

Ardern i Lindhu

 

Wyszli z Lindhu do innego pomieszczenia

- Tu chyba możemy spokojnie porozmawiać. W porządku. Dziewczyna przekonała jednego z dezerterów by przestał karmić dzieciaki, ta sprawa jest zatem zamknięta. Pozostaje sprawa czy była kultystką i dlatego udało się jej przekonać jednego z żołnierzy do pomocy w jej planach czy zrobiła, to w inny sposób. Trzeba będzie zbadać jej ciało. Lindhu, to jest ważne, bo jeśli nie była kultyską, a jej dziecko zostało dotknięte przez chaos, to być w tej wiosce ukrywa jakiś inny kultysta.

Nie, w momencie kiedy się przyznała że jest współwinna zabójstwa, nie miało już to znaczenia. To czy zadecydujemy czy tak napisać oficjalnie to już oddzielna kwestia. - Powiedziała. - O czym miała kłamać o współudziale czy o śmierci swojego dziecka? Rindenerk jakie to ma teraz znaczenie, roztrząsasz to nie potrzebnie. Musiał pewność czy dziewczyna była kultystką. Poza tym gdyby w wiosce ukrywał się inny kultysta, a oni by to przegapili, to nie najlepiej by o nich świadczyło.

- A teraz sprawa wieśniaków. Wcale nie usłyszeliśmy tego, że dezerterzy najpierw nie dopuścili do spalenia domniemanej kultystki, tylko, że tego dnia przybyli do wioski. Poza tym biorąc, to na logikę były bo dziwne gdyby najpierw uratowali czarownice, a potem chodzili po domach by ktoś im otworzył i dał jedzenie. Bardziej prawdopodobna wersją jest, że odmówiono im jedzenia kiedy tu przebyli i po tym wycofali się poza zasięg wzroku mieszkańców, a jako, że jeden z nich był chory doprowadzeni do ostateczności zdecydowali się napaść wieśniaków by ukraść jedzenie. Wrócili zatem tego samego dnia i akurat trafili na palenie czarownicy, a jako że i tak mieli napaść na wieśniaków i byli na nich wściekli za to, że odmówili im schronienia i jedzenia, to wyrwali im też i czarownice spod stosu. Zatem o winie lub nie winie mieszkańców decyduje chronologia wydarzeń, którą jednak teraz będzie trudniej ustalić, bo część ze świadków nie żyje. Jednak być może da się ją wciąż ustalić tylko tyle, że z trudnościami. Jeśli zatem wersja, którą przedstawiłem jest prawdziwa, to wieśniacy, a przynajmniej ich część jest współwinna tragedii do której tu doszło.

A jeśli byli współwinni, to jego zdaniem powinni ponieść karę.

- Dodatkowo przywódca wioski zapomniał nas poinformować, że bandytów może wspierać czarownica. Można, to uznać za utajnienie ważnej informacji. Zatem w świetle tych wszystkich wydarzeń do których tu doszło rozważam aresztowanie Ernesta.

Żołnierka popatrzyła na niego z politowaniem.

- Czy jak nie patrzyliśmy coś uderzyło cię w głowę i ..,. nie dobra nie ważne. Nie w naszych kompetencjach jest uganianie się za kultystami, to robią łowcy czarownic. Chcesz możesz napisać to w raporcie, oni przekażą to komu trzeba łowcy przyjdą spalą to miejsce do gołej ziemi. I tak zaaresztuj Ernesta spraw żeby wieśniacy nam odmówili pomocy postaw nas w sytuacji swojego znajomego. - Jej słowa były ironiczne specjalnie, by pokazać mu że powinien już odpuścić. Dalsze drążenie tego gówna sprawi że tylko się w nim utopią.

Ech wydawało się zatem, że to koniec. Wieśniacy chyba się wywiną, no chyba, że wspomni w raporcie o kultystach i wtedy przyjadą tu łowcy czarownic. Będzie się musiał nad tym poważnie zastanowić czy umieszczać wzmiankę o tym w raporcie.

- Niech będzie. Odpuszczę, ale ciało tej dziewczyny i tak zbadamy. Sam po prostu chcę wiedzieć czy kult chaosu miał coś wspólnego z tą tragedią czy też nie był w ogóle potrzebny. Pozostaje ostatnia sprawa raportu. Jeszcze nie wiem co w nim napiszę, ale Raychel powinna potwierdzić naszą wersję wydarzeń. Myślisz, że uda się ją przekonać?

- Myślę że nie potrzebujesz jej przekonywać, ale jeśli chcesz mieć pewność to to załatwię - Powiedziała już normalnie bez cienia ironii - chcesz pomocy z napisaniem tego raportu? I tak się musimy wszyscy podpisać.

- Raychel uratowała nam życie i jesteśmy jej dłużni. Porozmawiamy z nią i spróbujemy przekonać. Nie. Zdecydowałem, że napiszę, że kiedy odkryliśmy zwłoki dzieci jeden z dezerterów, który przeżył walkę wyjął ukrytą broń i zaatakował. W wyniki jego ataku wywiązała się walka z pozostałymi przy życiu dezerterami w której ci stracili życie.

- Napisz jak uważasz, poprę cię nie zależnie od tego co zdecydujesz, moim zdaniem nie musisz jej przekonywać wystarczy wyłożyć sprawę jasno. Ona nie jest głupia nie rzuci opinii o armii do szamba.

Z tą opinią Lindhu, o Raychel mógł się zgodzić.

- Tak, raczej tego nie zrobi.

Nie był pewny czy Raychel i Lindhu miały podobne opinie na temat armii, ale nawet jeśli miały inne, to w obecnie mogło, to być bez większego znaczenia.

Edytowane przez Shartan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
qEaVkGd.jpg

Ardern Rindenerk

 

Zakończył rozmowę z Lindhu i wrócił do reszty. Po chwili Kent przekazał mu co znalazł. Okazało się, że dezerter, którego złapali nie kłamał i rzeczywiście oddział Hendrika zajmował się ochroną karawany. Kent spytał czy może zatrzymać łuk. Uznał, że może i tak nikomu innemu nie był już potrzebny. Otrzymał od swego żołnierza również 15 koron. Przypomniało mu to, że dezerter parę razy wspomniał o koronach. Nie byłe pewny czy należały one wcześniej do wieśniaków czy zostały zabrane z karawany, która została zniszczona podczas nagłego załamania pogody. Później będzie musiał, to sprawdzić. Będzie też trzeba zrobić spis przedmiotów znalezionych w domu i następnie zwrócić je wieśniakom by zapobiec szabrowi. Na razie odpuści wieśniakom ich winy. W tym stanie jakim są, faktycznie lepiej by tak zrobił, ale z czasem oddział dojdzie do siebie i wróci do zdrowia wtedy się zobaczy. Kent zasugerował by zatrzymali się u Ernesta. Przeszło mu przez głowę parę ciekaw rozwiązań. Uznał jednak, że te rozwiązania w celu nie są takie dobre. I mogłyby zrodzić teraz niepotrzebne problemy.

- No, nie nie jest najlepszy pomysł Kent. Na razie zostaniemy tam gdzie jesteśmy, a później się zobaczy.

Pozostawała jeszcze sprawa dziewczyny. Rozpoczął oględziny jej zwłok. Kiedy skończył, że nic nie wskazywało na to, że by dziewczyna była kultystką. Informacje być może przyda się później. Jak opuści dom, to spyta o nią paru wieśniaków. Przypuszczał co mu powiedzą, ale uznał, że wszystko może przydać się później. Podszedł do dziewczyny, która zajmowała się dzieciakami, które przeżyły.

- Raychel, możesz na słówko?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz