Marta

Pożegnanie (Marta)

8 postów w tym temacie

Do not stand at my grave and weep

 

- Bracia: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana.

Trudno się skupić, mimo najszczerszych chęci trudno się skupić na słowach kapłana. Zbyt wiele jest emocji. Emocji, które koniecznie trzeba ukryć, zwłaszcza teraz, zwłaszcza publicznie, zwłaszcza kiedy żal, strach i, przede wszystkim GNIEW usiłują wyrwać się na zewnątrz każdym porem waszej skóry. Zwłaszcza...

...tych "zwłaszcza" jest na tyle dużo, że swobodnie można je zamienić na "zawsze".

 

Macie wiele do ukrycia. Być może nawet fakt, że znałyście kobietę, której ciało spoczywa w zamkniętej trumnie. Być może to, jak była wam bliska.

Na pewno to, że wiecie dlaczego trumna jest zamknięta. Jak koszmarnie zmasakrowane jest ciało.

Dlaczego jest zmasakrowane.

Nie, nikt nie może się nawet domyślić co wiecie. Albo że mogłybyście coś wiedzieć. Taki jest wasz los w tym świecie. Świecie, w którym nikt nie zna waszych prawdziwych imion, waszych talentów, waszego przeznaczenia, powodów, dla których Matka Luna was wybrała.

 

Ithaeur - gdzie odbywa się pogrzeb? Jak wygląda to miejsce? Jak zachowują się jego duchy?

Elodoth - kto ze społeczności miasteczka uczestniczy w pogrzebie? Kim wasza towarzyszka, mentorka, przywódczyni, była dla tych ludzi?

Rahu - dlaczego trumna jest zamknięta? Co zabiło tę kobietę? Kiedy to się stało? Jakie plotki chodzą po miasteczku w związku z jej śmiercią?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Pogrzeb znajduje się się na starym cmentarzu za kościołem.    Większość grobów jest tam już stara i poniszczona a kamienie nagrobne popękane. Jedynie niektóre groby na obrzeżach cmentarza wyglądają na nowszę. Podobnie jest z kwiatami i świeczkami. Tam gdzie mogiła jest wyraźnie świeższa tam jest ich więcej.

Wraz z dzwonami kościelnymi zerwał się wiatr ale i duchy były poruszone część z nich zaczeła się zbierać w jednym miejscu. Nad roskopanym w jednym z rzędów dole na rogu cmentarza.

Edytowane przez Kiopi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Pastor Albert prowadzący pogrzeb jest wilczej krwi, ale w dużej mierze ją odrzuca i chociaż ma jakąś bardzo mikrą wiedzę o istnieniu wilkołaków, uważa to za bycie kuszonym przez Szatana. Nie zmieniało to faktu, że bardzo przyjaźnił się z nasza mentorką, nie wiedząc o jej prawdziwej naturze, a jest też sercem i duszą biedniejszych warstw miasteczka.

 

Praktycznie cała rodzina Trenchów. Zmieszana z mieszczaństwem arystokracja, właściciele manufaktury która zatrudniała ogrom mieszkańców do tej pory, największe ofiary budowanej właśnie fabryki. Nadal ogromnie szanowani w mieście, bo zawsze byli zainteresowanie jej rozwojem i interesami społeczności, wielu burmistrzów było Trenchami, ale wypieranie manufaktur przez fabryki im nie sprzyja i z roku na rok robią się ubożsi, nie chcąc zawieść swoich pracowników. Nasza mentorka pochodziła z tej rodziny, była uznawana za dziwaczkę i odludka, ale to nadal rodzina, a Trenchowie nie zostawiają swoich. Wśród wyższych sfer mocno im się oberwie za to, że przyszli na ten pogrzeb, ale Trenchów to nie obchodzi. To dobrzy, uczciwi ludzie, szczególnie matrona rodu. Niespecjalnie przepadają za moją rodziną.

 

Hans Michel, Niemiec z pochodzenia, pisarz który przyjechał do miasteczka lata temu szukając inspiracji (i ludzie gadają, że uciekając przed prawem) i już tu został. Roztrzepany, zaniedbany paranoid, ale zainteresowany folklorem. Nie był z nasza mentorką jakoś specjalnie blisko, znali się - ciężko powiedzieć w jakich okolicznościach się poznali - ale przyszedł, siedział z boku i zdawał się być dziwnie tym wszystkim wstrząśnięty. Sporo ludzi go w mieście nie lubi i teraz, z jakiegoś powodu, zaczyna się tego obawiać jeszcze bardziej.

 

Dużo losowych ludzi. Ludzi, którzy wisieli jej przysługę, albo byli jej dłużni życie. Młodych, starych, biednych, bogatych, kobiet, mężczyzn... Ludzie gadają, że ona zawsze potrafiła załatwić każdy problem, a co bardziej przesądni gadali, że jest wiedźmą, bo czasem jak się z nią pogadało i ktoś sprawiał problemy - szczególnie wszyscy ci obleśni mężczyźni wciskający łapy nie tam gdzie trzeba - znikał w lesie i nigdy nie wracał. Co prawda generalnie nikt nie powinien chodzić po okolicznych lasach, bo tu dużo ludzi ginie, ale ona była najłatwiejsza do obwinienia.

 

Albo podziękowania.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wszystko sprowadza się do polowania, odwiecznego tańca ofiary i myśliwego, tego jak zmienny jest w swojej dynamice. Nigdy nie wiesz kiedy pogoń się obróci i na którym końcu wtedy wylądujesz.

 

Znaleźli ją tydzień temu, ale zaginęła trzy dni wcześniej. W mieście mówią że spadła, że to ostre skały pocięły jej ciało, a reszty dokonali padlinożercy jakich pełno na wrzosowiskach. Tak orzekł stary doktor i większość mu wierzyła, nawet ci, którzy widzieli zwłoki przyjęli to wytłumaczenie. Jest jak lekarstwo na ich skołatane nerwy, przywraca spokój i sen.

Takie rzeczy się tu już zdarzały, straszne, ale można z tym żyć.

 

Co się naprawdę stało?

Tego nie wiadomo, ślady opowiadają tylko część historii.

 

Ze wzgórz rozciągających się nad wrzosowiskiem czasem ktoś spada, zazwyczaj przyjezdni i kończy się to dla nich strachem oraz połamanymi kończynami, bo nie ma tu wielu miejsc z których można spaść porządnie, tak na śmierć lub kalectwo. Miejscowi już od dziecka uczą się utartych ścieżek, zarówno tych bezpiecznych, powolnych jak i ostrych, szybkich, spacerują po nich pomiędzy szczytami przez całe życie, w dół wąwozów albo na wrzosowisko. Zazwyczaj są w stanie pokonać drogę nawet w ciemności.

 

Tutejsi niezwykle rzadko spadają ze skał, jeśli już to rzucają się z nich. Jest taki przypadek co kilka lat. To przez wrzosowiska, mają w sobie ciężki smutek którym łatwo się zarazić. Była kilka lat temu ta dziewczyna, o której szeptano że zaszła w ciążę i ten były żołnierz w zeszłym roku.

Jak miejscowy spada prawie zawsze ginie, bo doskonale wie gdzie to zrobić skutecznie. Z resztą tego nietrudno się domyślić. Miejsca co tragiczniejszych wypadków oznakowane są krzyżami.

 

Znaleźli ją pod jednym z takich krzyży, kilka metrów od miejsca gdzie zazwyczaj spadają stamtąd ludzie. W tym miejscu skały rzeczywiście są postrzępione i zdradliwe, co i raz coś odpada od zbocza, wiele ostrych krawędzi czeka tylko na nieostrożnych wędrowców. Musiała o nie uderzyć - mówili. Rzeczywiście była krew rozmazana po ścianie, około półtora metra nad ziemią, dużo krwi, aż dziwne że się zmieściła w jednym człowieku.

Spadła, uderzyła, odrzuciło ją na bok i zginęła. Proste, prawda?

 

Gdyby obejrzeli stok trochę uważniej i wyżej znaleźliby jaskinię, jej wąskie wejście zasłania ustęp skalny, póki jest tam gdzie jest jaskinia pozostaje tajemnicą dla niewtajemniczonych. To miejsce z którego doskonale widać drogę i wrzosowisko. To była jej jaskinia, wciąż pełna jest jej zapachu. Tutaj czasem kończyła ich polowania wyskakujące z ukrycia na osaczoną ofiarę.

Czy znów się na coś zasadziła? A może tym razem się schowała?

W jaskini też są ślady krwi, o wiele mniejsze, dyskretne niż olbrzymia plama dwa metry niżej.

Czy tam to wszystko się zaczęło? Jeśli tak, kto zaczął?

 

Tak czy inaczej skończyło się na ziemi, z jej ciałem leżącym na plecach twarzą do ziemi. Tak. Dokładnie. Na plecach twarzą do ziemi. Skręciła sobie kark o dokładnie sto osiemdziesiąt stopni. Połamane ręce nosiły ślady nacięć, klatkę piersiową zupełnie zmiażdżono, “upadek” nie oszczędził też twarzy. To powód dla którego zamknięto trumnę.

 

Miasto aż huczy od plotek. Większość spekuluje że skoczyła i prześcigają się w snuciu teorii dlaczego. Cześć ludzi myśląc o jej ranach gryzie się w język kiedy ciśnie im się na niego suche: dostała na co zasłużyła. Nikt jednak nie może udowodnić samobójstwa. Nawet ksiądz słowem się nie zająknął kiedy przyszli prosić o pogrzeb. Być może dobrze wiedział że trzeba zamknąć tę sprawę tak szybko jak się da, inaczej ktoś doniesie władzom i zrobi się smród. To lokalna sprawa lepiej żeby taka została.

Być może lekarz mu powiedział o tym co pominął nawet w rozmowie z rodziną. Ciału brakowało serca, oczu i języka. 

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Odprowadziliście ciało, opuściliście je do ziemi. Duchy drzew, kamieni i mchu, duchy ognia i pamięci, duchy rozkładu przyglądały się temu w milczeniu, wierne i nieprzejęte.

Zgodnie ze zwyczajem część gości przeszła potem na konsolację. Pastor, jego żona, Trenchowie. Hans Michel zawrócił w pół drogi, wyraźnie zdenerwowany, wyraźnie niewiedzący co ze sobą zrobić, wyraźnie niemyślący o tym, co ludzie będą na ten temat mówić.

 

Nadszedł czas na mowy pożegnalne. Więcej słów. To prawie ulga, że nic nie powiecie - nie wypada wam przecież.

Hectora Trencha, nestor rodu, wuj zmarłej, podnosi się.

- Margaret była dobrą kobietą - zaczyna, i błądzi już w pierwszych słowach.

Gdyby widział jak Margaret zabija, nigdy nie powiedziałby czegoś takiego.

- Zagubioną owszem. Ale dobrą kobietą, a w swoim czasie dobrym, posłusznym dzieckiem. Nigdy nie odmawiała pomocy, burzyła się na wszelką niesprawiedliwość. Widać to po tym, jak licznie zebraliśmy się na tym pogrzebie.

 

Wy nic nie powiecie. Nie wypada, choć jesteście jednymi z nielicznych osób, które mogłyby powiedzieć o zmarłej Iracce coś prawdziwego (nie powiedziałybyście nigdy, na pewno nie w takich okolicznościach). Publiczne mowy jednak są sprawą mężczyzn.

Nie są wam zresztą przecież potrzebne. Nikomu nie musicie mówić o tym, co przeżyłyście z Siostrą Cieni.

Takie było jej prawdziwe imię. Siostra Cieni. Nie "Margaret".

 

Hector mówi dalej, niskim, przyjemnym dla ucha głosem, jego słowa rozpływają się w szumiącą rzekę, którą płyniecie w przeszłość, do chwil, które spędziłyście z Siostrą Cieni.

Chciałabym, by teraz każde z Was napisało scenę wspomnienia, w którym wystąpi Wasza postać i Margaret. Są w jednym miejscu. Co robiła wtedy Wasza postać? Wybierzcie na tę czynność coś, w czym chcecie by Wasza postać była naprawdę dobra. Przerwijcie flashback w decydującym momencie, takim, w którym MG kazałby Wam rzucić kośćmi żeby sprawdzić czy się udało.



Jeśli macie już awatary i imiona (ludzkie lub wilcze, jak wolicie), użyjcie ich w poście - avek na środku, imię pod nim, pogrubione

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach


Stała tam w czarnej sukni, woalce najwyższej którą dostała od męża i roniła godne łzy, jak można było po niej oczekiwać. Młoda pani z dobrego domu okazywała swój szacunek i smutek w taki sposób, w jaki młoda pani z dobrego domu powinna go okazywać. Cicho, pięknie, łagodnie. Ale w sercu... W sercu była gdzie indziej.

 

Pomocna Dłoń

 

Ten nieszczęsny jeleń nic jej nie zrobił, ale rozerwała go z taką złością, jakby to on był odpowiedzialny za jej los. I w swoich oczach to właśnie Jego widziała w tym w połowie zjedzonym byku i sprawiało jej to nieokiełznaną przyjemność. Ludzi nie wolno było zjeść i nigdy nie przeszło jej przez myśl pomyśleć inaczej. Prawo płynęło w jej żyłach i odkąd pierwszy raz zerwała z siebie ludzką skórę czuła jak świadomość nietykalności ludzkiego mięsa przenika ją do kości.

 

Ale wyobraźnia pozwalała przetrwać chłodne noce.


Świeża krew spływała po jej nagim ciele, młodym, pięknym, nadal rozgorzałym w chłodzie nocy. Upolowały go razem, za jej radami, mając jedynie Matkę Lunę za świadka, razem zaczęły go jeść, a potem razem znalazły w swoich ramionach ukojenie i spokój. Połowę nocy spędzili jako Urhan, połowę jako Hishu. Byli razem, w każdej chwili. Czuła się wolna. Czuła się prawdziwa. Czuła ze taka jest jej natura.

Siostro... - Siostra Cieni była starsza, ale w jej oczach była najpiękniejsza. Mentorka, przyjaciółka, wyciągnęła do niej dłoń, w której jeszcze przed chwilą spoczywało serce jelenia. Ciepła jeszcze krew dotknęła jej ust, a dłoń przesunęła się na policzek... Jej dotyk zdawał się przywracać ją z długiego snu, którym było jej codzienne życie. Zaplątanie ludzi w sieci, londyńskie życie, bycie dobrą żoną, jeszcze lepszą gospodynią, nasłuchiwanie, odrywanie się od siebie i swojej prawdziwej natury.

 

Jaka była prawdziwa natura Elodotha? Czy był wilkiem i człowiekiem? Czy może nie był ani jednym, ani drugim, wiecznie zawieszonym w limbo odosobnienia, w którym każda przewijająca się twarz była jednocześnie odbiciem i narzędziem. Wiecznie w ruchu. Wiecznie poza zasięgiem rąk.

 

Ale z nią czuła się z kimś. Siostra Cieni mówiła jej, że poczuje to samo ze swoją watahą, że nie będzie czuła się sama wiecznie, ale jej ciężko było w to uwierzyć. Zresztą, zawsze umykały jej słowa mądrości, zawsze umykały jej rady. Nigdy nie umykało jej złote spojrzenie jej oczu.

 

Dotyk przyjaciółki zacisnął się na jej policzku, paznokcie przebiły się przez jej delikatną skórę, ale ona nawet zdawała się tego nie zauważyć. Była twardsza niż na to wyglądała, to właśnie Siostra o to zadbała. Przewyższająca ją stojąca postać rzuciła się na nią, tak jak wilk rzucał się na swoją ofiarę chcąc zadać ostatni cios. Upadły na zimne poszycie, znowu, a usta starszej wilczycy znalazły się tuż przy jej gardle, grożąc, ale też rozgrzewając, lepiej niż jakakolwiek łowy, lepiej niż jakikolwiek ogień... Jednak po chwili ich twarze spotkały się. 

 

Czuła, że gdy ich spojrzenia się łączą, morze próbuje pochłonąć słońce, ale tak jak woda nigdy nie może pochłonąć awatara Heliosa, tak one nie mogły być nigdy wiecznie razem. Rozumiała to. Nie przeszkadzało jej to. Obie wiedziały na czym to polega i obie czuły się szczęśliwe w tym krótkim momencie, rzadkim ale intensywnym przeżyciu, po którym musiały wrócić do zwykłej szarej rzeczywistości. Nie był im dane być ze sobą, ale ta świadomość, zgoda na te uczucie, szacunek między nimi, czynił to jeszcze bardziej żywym i prawdziwym.

 

Jednak mimo że to był ich czas i nie powtórzy się przez długie miesiące, być może już nigdy, ona pragnęła tylko jednej rzeczy.

 

Zrozumieć ją.

 

Poczuć ją.

 

Zobaczyć ją.

 

Ich usta spotkały się na krótką chwilę w pocałunku, ciała złączyły, rozdzielone tylko krwią ich ofiary... Ale gdy spojrzały sobie znowu w oczy, uznała że nie może tego tak zostawić. Nie może już nigdy więcej mieć tej okazji. Próbowała ją przejrzeć, spojrzeć za maskę, którą widziała zawsze na jej twarzy, przez bursztyn jej oczu zajrzeć do duszy. Chłonęła jej zapach, jej dotyk, każde drobne słowo, które Siostra Cieni kiedykolwiek wypowiedziała w jej obecności i to wszystko prowadziło do tego momentu.

 - Kim jesteś... - wyszeptała tylko.

 

Chciała ją zrozumieć i przez to sama stać się silniejsza.

 

 

 

Spoiler

Największą jej przewagą na pewno będzie intuicja, empatia. Zdolność do pojmowania innych, rozumienia ich.

 

Znalazłem złoty środek :D

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kaHg5qO.jpg

 

Hierarchia opiera się na sile a ta ma różne twarze i wiele składowych. To była jedna z tych rzeczy które Czarna Burza nauczyła się od Siostry Cieni. Jedna z tych, o jakich myślała siedząc w ławce z wysoko uniesioną głową.

 

Gwennan Godfree nigdy nie zastanawiała się co Margaret Trench robi nocami poza miastem. Może zbierała zioła do tych wszystkich fascynujących rzeczy o które ją posądzano i o których ta jak na złość nigdy nie chciała mówić z dziewczyną, a trzeba było jeszcze kilku lat by Gwen przemieniła się i zrozumiała wołanie wilczej natury.

Z resztą dla młodej panienki oczywistym było, że kobiety czasem mają swoje tajemnice. Jej własne zamiłowanie do polowania o świcie na ptactwo nie było jedną z nich. Jednak powód dla którego włóczyła się z psami i bronią ojca po wrzosowiskach był trochę inny niż mogło się wydawać. Gwen lubiła swobodę i samotność okraszone nutką społecznej dezaprobaty, ale przede wszystkim lubiła słyszeć własne myśli. A te nigdy nie były głośniejsze.

Wychodziła więc z domu ciemną nocą, pędziła po polach w towarzystwie psów i wiatru. Jak to jazda nastolatka nie wierzyła że coś może się jej stać. Kiedy masz czternaście lat śmierć nie istnieje.

Chyba że spotkasz ją na drodze.

Gwen nie pamiętała już czemu tamtej nocy poszła do lasu zamiast na wrzosowiska. Tam zobaczyłaby ich z daleka, zdarzyłaby chociaż przywołać psy. Zdarzyłaby ich zastrzelić zanim by się zbliżyli.

Margaret usiłowała ją ostrzec, jak to miała w zwyczaju pojawiła się tuż za Gwen, zdarzyła nawet położyć jej dłoń na ramieniu. Zaskoczona dziewczyna odskoczyła nagle i oczywiście wpadła na suche gałęzie.

W oczach starszej kobiety widziała to co ta zwykła mówić w takich chwilach.

“Gwennan Godfree jesteś chudym, samobieżnym wcielonym hałasem”.

A potem pojawili się oni.

Było ich trzech i zdecydowanie nie wyglądali na dżentelmenów. Chudzi, żylaści i cuchnący brudem, stali trochę przykurczeni jak stworzenia z koszmaru. Gwen głupia nie była, wręcz przeciwnie więc szybko dodała ich wygląd do tego że na południu przeszła obława o której oczywiście ojciec nie chciał jej nic powiedzieć.

Serce zabiło jej szybciej, o dziwo miała chłodny, oceniła sytuację.

Byli uzbrojeni w kije, wydawało się jej że gdzieś też błysnął metal. Wyglądali na zmęczonych ale byli też zdesperowani, a to często pchało ludzi poza granicę fizycznej wytrzymałości. Owszem miałyby szansę przed nimi uciec, tyle że jeśli się nie uda ich pozycja obronną będzie gorsza.

Zetknęła na Margaret i odkryła że ta się nie boi. Coś teraz oczywistego wtedy było dla Gwen nie lada odkryciem. Dziwna panna Trench nie bała się ale też nie wydawała się skora do działania, patrzyła tylko na nastolatkę jakby chciała powiedzieć: Nawarzyłeś to wypij.

Gwen nie była skora do ucieczek, nie chciała też zostawiać rozproszonych po lesie psów. Pytanie czy była w stanie sobie poradzić z trzema mężczyznami.

- No proszę, panie o tej porze poza domem? - zagadał jeden z nich.

- Same w lesie - dodał drugi.

Gwen jednym płynnym ruchem ściągnęła ramienia sztucer ojca.

- Jak widać nie same, niestety - oznajmiła z całą stanowczością na jaką było ją stać. - Nigdy nie chybiałam, z resztą z tej odległości to naprawdę trudne. Zanim tu podejdziecie zabije jednego z was, a strzał zaalarmuje ludzi w mieście. Więc pytanie brzmi: - powiodła po nich wzrokiem. - Który z was będzie miał dziś pecha?

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Patrzyłam na wszystko z daleka. Nie mogąc wydusić ani jednego słowa nawet do samej siebie a tym bardziej nie mogąc uwierzyć w to co się stało i że obecnie jestem tu gdzie jestem. A pamiętam jakby to wczoraj …

 

Noc, cisza, mrok, smutek tego razu tylko księżyc był ze mną. Ale co łączy te wszystkie rzeczy? Samotność? Poczucie nędzy i rozpaczy? Gorzej jeśli do tego nawykniemy. Jeśli zostaniemy z tym sami. Wtedy to wszystko staje się prawdą. Wtedy koszmary stają się prawdą.

 

Spędziłam kolejną noc na ulicy, bez domu. Nie wiedząc jak mogłam upaść tak nisko. I wciąż zadawałam sobie pytanie co takiego się zmieniło w moim życiu. Jedni powiedzieliby że to pech inni że to zrządzenie losu. Ale ja w to nie wierzyłam. I nie miałam zamiaru uwierzyć dopóki nie skończyłabym tego co zaczęłam.

 

Następnego dnia dane mi było spotkać pewną kobietę. Było w niej coś dziwnego, strasznego ale i też coś znajomego i przyjemnego. Zaoferowała mi schronienie i szansę na lepsze jutro. Uznałam to za płomyk dobra w okrutnym świecie. Szybko jednak doszłam do tego kim jest tak jakby przy mnie się z tym nie kryła. Co więcej ona wiedziała o mnie wcześniej.

 

Z czasem pomogła rozwinąć me zdolności i odkryć nowe. Gdy nadszedł czas zrozumiałam jak wykorzystać każdą z nich. Postanowiłam i ja pomagać ludziom tak jak to kiedyś miało miejsce ze mną. Postanowiłam pomóc nie zamknąć się na świat tak jak ja. Zostałam “medium”. Zarobki całkowicie pokrywały moje potrzeby. Przy okazji pod przykrywką pozwalałam obudzić w przepowiedniach nadzieję na lepsze jutro i rzekomo pożegnać się z bliskimi dając ukojenie ich duszom.

 

Harmonia nie trwała jednak długo. Przyszła do mnie rodzina w celu odprawienia egzorcyzmu. Ponoć nikt inny nie dał na razie rady nic zdziałać. Nie wiedziałam co o tym sądzić. Nie wiedziałam nawet czy to prawdziwy duch ale wiedziałam kogo mogę się spytać. Tylko Siostra Cieni mogła znać odpowiedź na to co ja przeoczyłam. Ale nie usłyszałam tego co oczekiwałam. Usłyszałam że jednak ktoś we mnie wierzy. Więc i ja uwierzyłam i poszłam zrobić to co umiałam najlepiej …

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz