Strefa Forumowych RPG - forumowe sesje RPG, PBF, play by forum: Piloci nie lubią bezczynności (Ferr-kon) - Strefa Forumowych RPG - forumowe sesje RPG, PBF, play by forum

Skocz do zawartości

  • (2 stron)
  • +
  • 1
  • 2
  • Nie możesz napisać tematu

Piloci nie lubią bezczynności (Ferr-kon) Prolog

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Ferr-kon 

  • Zabójca Gigantów
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 1069
  • Rejestracja 11-październik 05
  • Gender:Male
ok

Napisano 15 styczeń 2012 - 19:15

Dołączona grafika

Rory nie miał na co narzekać. Światła Coruscant układały się w mozaikę przedstawiającą kwintesencję dzisiejszego świata. Śmigacze pędzące, jakby uciekały przed śmiercią. Wiecznie otwarte kluby, to zapalające się to gaszące swiatła mieszkań, których mieszkańcy pędzą przez życie nie patrząc się za siebie. Delikatny szum szeptów miliardów istnień koił go do snów niejednokrotnie i równie często nie dawał mu zamknąć oczy. Tutaj wiecznie coś się działo... Nuda nie spotkała go nigdy. Nawet, gdy był na misji.
- ... I dlatego Taris jest tak istotne, mistrzyni. Zyskamy wiele, musimy więc dobrze dbać o kontakty z nimi - pulchny senator uśmiechnął się szeroko, patrząc na mistrzyni Vizzal Shalę, młodą mistrzynię Jedi. Korelianin rzadko kiedy widział ją tak zaciętą, jednak doskonale pamiętał, że twi'leczka nie przepadała za politykami.
- Nie musi mi pan tego tłumaczyć - odpowiedziała pogodnym głosem, chociaż minę miała nietęgą - Ale to też swego rodzaju zielone światło dla mandalorian. Wiedzą, że nie zdobędą tam wpływów. Będą atakować.
- Nie można być takim czarnowidzem! Zresztą plotki o mandalorianach są przesadzone. Nie odważą się na wojnę na pełną skalę. Republika liczy tysiące światów i...
- Rory, która godzina?
Padawan spojrzał na chronometr. Późna. Dziesiąta wieczorem czasu lokalnego, ambasador Taris z który miał spotkać się senator Palathin spóźniał się pół godziny.
- Może wejdziemy do środka? - zapytał senator, a Shala nie czekając na odpowiedź wzruszyła ramionami i ruszyła do "Nocy Coruscant", jednej z najbardziej ekskluzywnych restauracji w tej części Coruscant.
- Rory, poczekaj tutaj, mam złe przeczucia - powiedziała Jedi, uśmiechając się do swojego padawana. Był to mimo wszystko uśmiech pogodny, wesoły, pocieszający. W końcu... To była tylko rutynowa misja. Kiedy mistrzyni ruszyła do środka, Korelianin otworzył umysł na otoczenie i...

Usłyszał to, tak wyraźnie, jakby ktoś powiedział mu to do ucha.

Zemsta

***

"Noce Coruscant"... Ekskluzywna knajpa. Klasyczna. Jego ostatnie zadanie na Coruscant było banalnie proste. Miał być "uchem" jak nazywał to jego mistrz. Było to zwykle dość proste zadanie, polegające na obserwacji eskorty z daleka, bez jej świadomości. Takie czujki często wykrywały więcej, lub mogły wkraczać niespodziewanie nawet dla napastnika. Banał? Zbyt banalne. Czemu nie mogliby wysłać jakiegoś młodszego padawana z mistrzem, a wysłali akurat jego? Nie miał pojęcia.

Ale widział co innego. Widział ludzi i nie-ludzi. Obserwował z dachu pobliskiego wieżowca wszystkich, którzy się tutaj znajdowali i była to niemała śmietanka towarzyska. Erlin Mawena, młodszy senator Duro i jeden z udziałowców durosiańskich stoczni. Piekielnie bogaty i wpływowy koleś, można było się nawet spierać czy nie ma więcej do gadania niż sam senator. U jej boku Thahila Hep, żona Griona Hepa, głowy HepTrans. Kochanka? Kto wie. Nie słyszał wcześniej o tym, by miała ona skłonności do rozwiązłości, ale i ta dwójka nie była zbyt blisko siebie. HepTrans... Przypomniał sobie, jak niedawno w HoloNecie coś o nich mówili. Jedna z bogatszych kompanii handlowych w przestrzeni Durosów. Prowadzona przez rodzinę, arystokratyczny wręcz ród. Teoretycznie rzecz biorąc wpływów na politykę wielkich nie mają... Ale pieniądze owszem. To wystarczy. Kto dalej... Mila Greevo. Rodiańska aktorka. Przypomniał sobie holovid jaki oglądały młodziaki kilka dni temu. Komedia romantyczna "Binarny zachód". Mało ambitne dzieło, ale mila jest dość sławna. Ponadto ostatnio reklamowała nową linię UniPerfum. Zeltroni lubili bawić się feromonami, ale czasem zastanawiał się, czy przypadkiem takie uniwersalne dla wszystkich ras zapachy nie chowają za sobą czegoś więcej niż zwykłych kombinacji zapachowych... Nie, to nie był dobry moment na takie rozważania.

I on. Wieczny padawan. Rory Drayson. Miał go obserwować, pilnować, ale... Coś przyciągnęło jego uwagę, ale nie było na platformie "Nocy...", ale...

Uniknął ciosu w ostatniej chwili. Vibroostrze wbiło się w barierkę, ale długo tam nie siedziało. Zakapturzona postać odskoczyła, zakręcając swoim ostrzem i klnąc pod nosem. Byłą ubrana w kruczą czerń, a twarz miała zasłoniętą chustą. Płeć szybko została zidentyfikowana przez Jedi - kobieta. Fioletowe oczy patrzyły na niego z chłodną determinacją, po czym nagle zabójczyni wyskoczyła na niego. Lecz jej ostrze zderzyło się z odruchowo zapalonym mieczem.

***

Zabrak patrzył na szary stół, zastanawiając się jak długo będą go tu trzymać. To już trwało zdecydowanie zbyt długo. Całe pomieszczenie, jednolicie szare, z lustrem na jednej ścianie dobijało go jeszcze bardziej. Czas jakby zatrzymał się w tym miejscu. Szum klimatyzacji nie dawał żadnego znaku upływu czasu, a był jedynym dźwiękiem, poza dzwonieniem kajdanek, jakie miał na nadgarstach. Wyrwano go w środku nocy z aresztu domowego i przyprowadzono tutaj. Posadzono i zostawiono. Nie był pewien gdzie był, gdyż transportowano go bardzo głośnym śmigaczem. Równie dobrze mógł być na pokładzie statku...

Drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka wszedł jeden mężczyzna, starszy już nieco o krótkich, wojskowo przystrzyżonych włosach i twarzy ozdobionej blizną, szybkim krokiem stając przed nim. Wyglądał, jakby ledwo co wrócił z misji. Nie czekał długo, nie przedstawił się. Zapytał od razu.
- Zennal Adakal. Co o nim wiesz. Kiedy miałeś z nim ostatnio kontakt. Co wiesz o nim i o organizacji o nazwie "Świt Alderaan".
Arkanianin... Wydawało mu się, że po procesie wysłano go do innej placówki. To było cały miesiąc temu.

***

Mesa "Zaślepionego" była dość dobrze zaopatrzona, jak zdążyła zauważyć Yen. Ale o dziwo - pusta. Chociaż domyślała się czemu. Ta jednostka nie była wielka, robiła bardziej za punkt wypadowy dla góra dwóch szwadronów. A z tego co wiedziała, w hangarze nie było teraz żadnego statku poza przydzielonym jej na krótki czas myśliwcem. Do tego statek szykował się do inspekcji dowódców, więc wszyscy byli na pozycjach. Jedynie kilku późniejszych zmienników siedziało w kątach jasno oświetlonego, przestronnego pomieszczenia. Oczywiście była także obsługa mesy, która znając wszelkie plotki obsłużyła dziewczynę bez wahania. Miała tu przybyć, ze względu na nagłe przeniesienie. Dowództwo kazało jej wylecieć od razu po dostaniu wiadomości... Sprawa była pilna. Ponoć było ryzyko jakiejś tajnej misji dla wywiadu...
- A co my tu mamy... - nagle drzwi do mesy otworzyły się. Twi'lek o atletycznej sylwetce, ubrany w nieco zmodyfikowany mundur oficera marynarki wkroczył nonszalanckim krokiem, kończąc przy Yen. U pasa miał blaster, ale także ozdobne wibroostrze, charakterystyczne odznaczenie wysokiego stopnia dla oficerów floty.
- Wróciłem z gwiazd, a tutaj gwiazda przyszła do mnie - uśmiechnął się szarmancko do dziewczyny.

***

Leith, jak każdy pilot, nie lubił bezczynności. Nawet, jeśli znajdował się on na bezpiecznym terytorium z dala od linii frontu. Jednak... To było dziwne. Skoro tak daleko od frontu, skoro nie na terytorium piratów - co oni tu robili? Siedział w kokpicie swojego myśliwca, zastanawiając się nad tym i obserwując resztę szwadronu, trwającą teraz w kluczu nad planetą, której nazwy nie pamiętał. Trudno jednak było to nazwać szwadronem. Ot pięć myśliwców na krzyż. Innych pilotów nawet nie znał po imieniu. Przyjął propozycję i teraz musiał mierzyć się z tym, że podobnie jak on - propozycję przyjęli losowi ludzie z losowych oddziałów.
- Więc... Chyba tu trochę posiedzimy - odezwał się dziwnie zniekształcony głos innego pilota. Pamiętając ich z widzenia, Leith uznał że to musiał być ten kel dor.
- Pomyśleć, że nasze tajne misje będą opierać się na siedzeniu na tyłku i ochronie jakichś oficjeli z orbity, z wyłączonymi skanerami dalekiego zasięgu - westchnął jakiś młodziak. Mały rudzielec, na którego Leith rzucił okiem... Ale teraz rzucił okiem na coś jeszcze. Od strony planety coś się zbliżało... Niepokojąco szybko. Wydawało się jednak, że tylko on to dostrzegł. Pamiętał też, że wieża kontroli wymagała od nich wyłączenia skanerów dalekiego zasięgu... Zrobienie tego mogłoby zaważyć na sukcesie misji ambasadora, jaki był teraz na planecie.

***

Nehrit spojrzał w niebieski, gęsty płyn w jego szklance. Dobijała go jego bezczynność, nawet jeśli myślał, że będzie inaczej. Gdy wrócił do domu, traktowano go jak bohatera. Bolące do tej pory żebra, które przebite były przez kadłub jego wiernego myśliwca nie były jednak dla niego dobrym medalem. Ranny bohater równał się w oczach wielu niczym kaleka. Weteran. Im dłużej tu siedział, tym bardziej wydawało mu się, że w młodym wieku zostanie skazany na emeryturę. Tylko przez co? To było irracjonalne, ale bezczynność... Piloci nie lubili bezczynności.
- Poruczniku? - usłyszał za sobą głęboki głos i naturalnie odwrócił się. Człowiek który za nim stanął był bardzo wysoki, dość potężnej budowy. Miał krótkie włosy i na twarzy malowało mu się niemałe zmęczenie. Wyraźnie czekał na jego odpowiedź.

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   Jedi Master 

  • Edgewalker
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7986
  • Rejestracja 13-kwiecień 04
  • Gender:Male
  • Location:Konin/Warszawa

Napisano 15 styczeń 2012 - 20:58

Dołączona grafika
Eon

Coruscant... Aż dziw bierze jak wiele niosła ze sobą ta nazwa. Eon generalnie nie lubił przebywać zbyt długo w jednym miejscu, ale w przypadku tej planety mógł czasem robić wyjątek. Już normalną osobę ogrom tego co tu stworzono oraz ilość zamieszkujących tu istot mogła przyprawiać o zawrót głowy a Eon miał do tego Moc, która pozwalała mu czuć to wszystko całym sobą. Cudowne uczucie. Jakby połączenie z jednym wielkim organizmem o niezliczonej ilości umysłów tworzących jedną wielką świadomość. Aż ciarki przechodziły...
Nie przeszkadzało mu to oczywiście w wykonywaniu tego co miał zrobić bo też bardzo wysilać się przy tym nie musiał. Miał swój cel na oku a otwarcie się na przepływ Mocy tylko ułatwiało zadanie gdyż o wiele bardziej był świadom tego co się dzieje.
Czuł się dość pewnie i nawet nie zwrócił uwagi, że ledwo słyszalnym szeptem zaczął sobie podśpiewywać pod nosem:

One night in Coruscant makes a hard man humble
Not much between despair and ecstasy
One night in Coruscant and the tough guys tumble
Can't be too careful with your company
I can feel the Sith walking next to me...


Eh, a mówią - nie wywołuj gundarka z jaskini. Tak czy inaczej w takich chwilach jak ta cieszył się niezmiernie z faktu, że Moc była z nim. Wolał nie myśleć co by się stało gdyby wibroostrze sięgnęło jego ciała ale też na myślenie o tym czasu nie było. Nie wiedzieć czemu - został zaatakowany. A przeciwniczka, uzbrojona i zapewne niebezpieczna, stała naprzeciw niego.
A pomyśleć, że to zazwyczaj on jest tym, który zaskakuje innych.

Stali naprzeciw siebie przez kilka dobrych sekund, mierząc się wzrokiem i czekając na ruch przeciwnika. Otaczały ich odgłosy nocnego miasta, ale przez nie wszystkie wyraźnie przedzierało się buczenie złocistego ostrza uaktywnionego przez Eona. Jedi poświęcił tą chwilę na uspokojenie emocji i powstrzymanie natłoku pytań jakie pojawiły się w związku z zaistniałą sytuacją. Podstawowe: kim był przeciwniczka i czemu chciała go zabić?
Postanowił dowiedzieć się tego u źródła.
- Kim jesteś, mów. I czemu próbujesz mnie zabić? - zapytał więc spokojnie dodając do tego silną sugestię poprzez Moc. Próbował zaszczepić w kobiecie przekonanie, że już wygrała i jej ofiara musi dowiedzieć się wszystkiego nim zginie. Dzięki temu w pełni uświadomi mu jego porażkę i da o wiele większą satysfakcję.

#3 Użytkownik jest zalogowany   Kira 

  • Zabójca Trolli
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 700
  • Rejestracja 03-lipiec 09
  • Gender:Female
  • Location:Opolskie's biggest Black Hole

Napisano 15 styczeń 2012 - 21:35

Dołączona grafika
Lahkayen Draysta

Rozejrzała się po całej mesie, nieśpiesznie. Niczym meloman, podziwiający dzieła sztuki otaczające go z każdej strony. Polubiła to miejsce.
A musicie wiedzieć, że bardzo trudno trafić w gusta tej osobiniczki. I było wiele, wiele rzeczy których szczerze nienawidziła. Wymieniać? Cóż, długo by to zajęło.
Hałas. Ruch. Przeludnione pomieszczenia. Krzyki, wrzaski, ostre światło. Tego tu nie uświadczyła, dobrze. Bardzo dobrze. To niosło ze sobą zdecydowanie zbyt bolesne wspomnienia.
Przymrużyła oczy, odganiając jedno z nich, które podkradło się znienacka, gdy pozwoliła sobie na tą jakże melancholijną chwilę. Wybrała miejsce w kącie. Jak zwykle. Solo.
Kobieta, na oko starsza od niej, w nienagannie czystym wdzianku i spiętych idealnie włosach przyniosła do stolika zamówiony napój. Yen spojrzała na nią znad trzymanego w dłoniach cyfronotesu, skinęła lekko głową na znak zwyczajowego podziękowania. Kobieta zaś wyglądała na odrobinę zniesmaczoną z powodu pary wojskowych butów spoczywających na stole, lecz powstrzymała się od komentarza. Zostawiła ją samą.

Tutaj było tak spokojnie. Może i nawet za spokojnie? Mniejsza.
Odstawiła na bok cyfronotes, dopiła resztę zamówionego napoju, zastanawiając się nad tym co on porabia. DJ. Miała dość sprawdzania co chwilę, tutaj akurat mogła dosłyszeć nawet szept gości siedzących po drugiej stronie mesy. Dźwięk obwieszczający nadejście nowej wiadomości nie zabrzmiał - nie odpisał jeszcze, mimo że wiadomość wysłała zanim wsiadła za stery. Miewał swoje obowiązki, czasochłonne jak cholera. Przeczesała włosy palcami, zastanawiając się, co za głupoty nagle przychodzą do głowy... niech go! Na twarzy zagościł grymas oburzenia.
Czy do tego łba nie dociera, że na wiadomość ode mnie odpowiada się 'ASAP'?! - ta myśl sprawiała że coś się w niej burzyło. Nie była jeszcze w stanie określić, co.

Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że nie zastanawiała się głębiej nad tym. Zamiast tego, rozsiadła jeszcze wygodniej, opierając plecy o niewygodne oparcie loży. Twi'lek, który przekroczył próg pomieszczenia należał do grona tych urodziwszych, jednak daleko było mu do pewnego ideału. Mimo to, śledziła każdy jego krok. I jakież było jej zdumienie, gdy zatrzymał się przy niej.
- Gwiazdka, tak? - spytała, przeciągając sylaby swoim niskim, nawet przyjemnym dla ucha głosem. Spojrzenie zatrzymało się na rączce wibroostrza i... coś ją tknęło - No tak. Więc to ty jesteś tym przystojniakiem w opałach, który potrzebuje pomocy najlepszego pilota Republiki? - podkreśliła rzecz wartą podkreślenia i zakończyła tą wypowiedź wyjątkowo bezczelnym uśmiechem.

Użytkownik Kira edytował ten post 15 styczeń 2012 - 21:40


#4 Użytkownik nie jest zalogowany   Eliastion 

  • Starożytny
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7438
  • Rejestracja 18-marzec 04
  • Gender:Male
  • Location:Nieważne skąd, tylko dokąd!

Napisano 16 styczeń 2012 - 04:16

Dołączona grafika
Leith Ilar

- A propos skanerów - rzucił do kolegów, przerywając narzekania - tam pod nami, chyba widzę coś, co by się na nich pojawiło. Zamawiał ktoś z was tutejsze specjały z dowozem na orbitę?
Jeszcze mówiąc, Leith uruchomił silniki. Nie miał ochoty dryfować jak zapomniana asteroida, kiedy to coś się zbliży na odległość strzału. Nie, żeby koniecznie miało dojść do jakiegokolwiek strzelania. Ale, w sumie, przysłano ich tutaj. Samo to oznaczało, że ktoś na wyższych stołkach - zapewne lepiej poinformowany - uważał miejsce za niezbyt bezpieczne.

#5 Użytkownik nie jest zalogowany   Chudeusz 

  • &Papug™
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 2475
  • Rejestracja 19-grudzień 06
  • Gender:Male
  • Location:z kwatery głównej

Napisano 16 styczeń 2012 - 18:30

Dołączona grafika
Nehrit Hep

Duros obrzucił przybysza pobieżnym spojrzeniem, wyczuwał jego związek z wojskiem, nie wyglądał jednak na aktywnego oficera, bardziej wywiadowcę. Kimkolwiek by jednak nie był z pewnością zasługiwał na godne powitanie. W końcu był gościem a Duro słynęła z przyjaznego podejścia do zwiedzających.
- Achuta, wydaje się że nie znam pana panie...
Głos Durosa zawisł na chwilę - ... Qui-Gon Jinn? czy też może John Smith? czy też jakiego tam pseudonimu pan obecnie używa. Proszę się przysiąść.
Mężczyzna gestem wskazał pobliskie krzesło. Równocześnie jak z pod ziemi wyrosła kelnerka pytającym wzrokiem obrzucając przybysza i Hepa.
- Grass Skirt dla pana, To lokalny patent z pewnością przypadnie panu do gustu.
Obsługa działała niezwykle szybko, już po krótkiej chwili obaj mężczyźni mogli przyjrzeć się mętnym niebieskim drinkom. Porucznik pełniący role gospodarza objął szklankę długimi i delikatnymi palcami i uniósł ją w niemym toaście, pociągnął delikatnie łyczek płynu po czym zagaił rozmowę.
- Mam nadzieję że rzeczywiście jest pan przedstawicielem Republikańskich służb, - Tu ton głosu pilota nieznacznie stwardniał- jeśli bowiem pracujesz dla mojego ojca to z góry mogę Cie zapewnić towarzyszu że oprócz drinka niczego nie wskórasz.
Duros nieznacznie się ożywił a jego poznaczona drobnymi bliznami twarz wpatrywała się wielkimi złocistymi oczami w zmęczonego przybysza, następny ruch należał do człowieka.
Dołączona grafika
Masters of Zajebistość Team ™ Member

#6 Użytkownik nie jest zalogowany   Bazil 

  • Lew Kanapowy
  • Grupa Great Creators
  • Postów 10199
  • Rejestracja 10-październik 05
  • Gender:Male
  • Location:Tam, gdzie Lew robi Rawr!

Napisano 16 styczeń 2012 - 19:48

Dołączona grafika
Rory Drayson

Dla kogoś o zmysłach wyczulonych jak Jedi, przebywanie w jednym miejscu z miliardami innych istot mogło mieć wpływ daleko odmienny od zbawiennego, lecz Rory od dziecka był przyzwyczajony do takiego życia, a co więcej – lubił je. Każda myśl, najmniejsze przeczucie, które stawało się jego udziałem, dawały mu do zrozumienia, że coś się dzieje. To właśnie działania, choćby najdrobniejsze, popychały wszechświat do przodu i właśnie ich orędownikiem był, niemłody już przecież padawan.
Nawet teraz, gdy rozmowa z politykiem była właściwie rzeczą wręcz przeciwną do działania, przynajmniej wnioskując z dotychczasowego doświadczenia Draysona, Rory czekał, aż coś się wydarzy. Co prawda ich misja była zwyczajową rutyną, niezbyt fascynującą, lecz w takim miejscu jak Coruscant mogło zdarzyć się właściwie wszystko.
I coś najwyraźniej miało się zdarzyć, jeśli zawierzyć Mocy.
Nagły „szept” podziałał na padawana niczym kąśliwy cios pałką elektryczną. W mgnieniu oka znudzona mina znikła z jego twarzy, zmieniając się w podejrzliwy grymas. Zemsta? Zbyt często i zbyt nieprzypadkowo krążyła wokół, choć w zasadzie… o kogo mogło chodzić? O niego? O mistrzynię Vizzal? O polityka? Kogoś innego?
Kogokolwiek dotyczyło przeczucie, Rory nie zamierzał go zignorować. Rozejrzał się uważnie po najbliższej okolicy, szukając czegokolwiek podejrzanego. Miecz miał na wyciągnięcie dłoni, nie obawiał się więc nagłego ataku. Nie zamierzał jednak pozostawać na zewnątrz, nawet pomimo prośby swojej mistrzyni. Jeśli to on był celem, równie dobrze mógł wejść do środka. Jeśli zaś celem było któreś z nich, albo jakiś gość restauracji, to cóż… wszyscy byli w środku. Prosta konkluzja.
Przekraczając próg „Nocy Coruscant”, Rory miał oczy szeroko otwarte, łowiąc każdy szczegół, jaki mógł dostrzec. Wciąż otwarty na wpływ Mocy, prowadził aktywne poszukiwania również z jej pomocą. Nawet jeśli ktoś dobrze się maskował, myśli bywały zdradliwe.
Rozglądając się po wytwornych stolikach i postaciach bywalców, Rory przypomniał sobie barwną i pełną przekleństw opowieść Krensharra o tym przybytku i marynowanych ośmiornicach z Mon Calamari, które to zebrały najwięcej bluzgów pod swoim adresem. Korelianin już nie pamiętał, w jaki sposób komandos znalazł się w takim przybytku, ale puenta opowieści wciąż mu pozostała.
Nie ma nic lepszego od tuńczyka.

#7 Użytkownik nie jest zalogowany   Thomas Ufnal Crowlake 

  • Champion
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 1358
  • Rejestracja 30-sierpień 09
  • Gender:Male

Napisano 16 styczeń 2012 - 20:04

Dołączona grafika
Hakk

Na widok wchodzącego Zabrak uśmiechnął się szeroko. Wraz z wojskowym do sterylnego pomieszczenia, które drażniło jego zmysły, wtargnęła woń potu, adrenaliny i krwi, wtargnęło życie w swoich szybkich, nerwowych ruchach, wtargnął dźwięk - huk, ciężkie uderzenia butów o posadzkę i głos kogoś, kto nieraz zdzierał go na polu bitwy.

Przez ułamek sekundy Hakk poczuł się, jak w domu. I choćby za to gburowi należała się szczera odpowiedź.

- Wiem, w jaki sposób ustawia stopy przed wykonaniem wypadu. - zaczął swobodnym, pogodnym tonem, mówił szybko i płynnie - Wiem, jak obraca nadgarstek do parady w hraz - wy, ludzie, nazywacie to kwartą - wiem, po ilu fintach przechodzi zwykle w zdradzieckie pchnięcie i że zawsze obserwuje kątem oka nogi przeciwnika, co sugeruje, że fechmistrz, który go uczył, pochodził z jakiejś planety, na której znają się na sztukach walki. Ale podejrzewam, że to wszystko mało was obchodzi. Wiem też, że przez rok służby we Flocie nie spotkałem lepszego szermierza, co może was obejść trochę bardziej, ale niekoniecznie. Poza tym nie wiem nic, czego byście zapewne i tak nie mieli w swoich aktach, a że ostatni raz widziałem go na procesie, najświeższych informacji i tak bym wam nie dostarczył. O żadnych świtach czy o Aldeeran nigdy nie wspominał. - Spróbował zrobić przyjazną minę pomocnego więźnia, co udało mu się nadspodziewanie dobrze, biorąc pod uwagę budzące się powoli z odrętwienia pokłady złości i frustracji. - To wszystko?

Użytkownik Thomas Ufnal Crowlake edytował ten post 16 styczeń 2012 - 20:05


#8 Użytkownik nie jest zalogowany   Ferr-kon 

  • Zabójca Gigantów
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 1069
  • Rejestracja 11-październik 05
  • Gender:Male

Napisano 17 styczeń 2012 - 09:46

Eon

Napotkał na mur. Twardy mur, którego tam się nie spodziewał. To nie była zwykła zabójczyni, wyraźnie była wyszkolona do radzenia sobie z Jedi. Nie miała też zamiaru udzielać odpowiedzi. Natychmiast doskoczyła do niego, tnąc w bok, jednak Eon natychmiast zasłonił sie mieczem. Oba ostrza zetknęły się, nie naruszając broni kobiety. Musiała być dostosowana do kontaktów z mieczem świetlnym. Zabójczyni nie czekała, lecz natychmiast w jej drugiej ręce znalazł się dziwny pistolet, który pomknął w stronę piersi padawana.

Lahkayen

- Najlepszy pilot galaktyki nie potrzebuje pomocy, kochanie - twi'lek spojrzał na nią z nieco mniejszym uśmiechem, a większym wyrazem irytacji na twarzy, zaś jedno z jego lekku zadrgało odrobinę - Ciekaw jestem co tu robisz, bo nie ukrywam, nie spodziewałem się ciebie. Chyba, że jesteś prezentem od dowódctwa za moje zasługi... Dawno nie przysłano mi nikogo dla towarzystwa.

Leith

- Oho, faktycznie coś tam jest - zaśpiewał rudzielec, a Ilar mógł dostrzec jak w statku obok niego pilot wychyla się nieco z fotela. Ciemne kształty lecące od planty zakręciły nieco i zakręciły w stronę przeciwną do nich, jakby miały zamiar odlecieć. W comlinku słychać było odgłos wypuszczanego powietrza.
- I po kłopocie... - głos kel dora brzmiał, jakby faktycznie przestraszył się cóż to może być. I wtedy stało się coś, co odebrało dech wszystkim. Tajemnicze obiekty zakręciły tylko dlatego, by zaraz zawrócić w ich stronę. Byli na przegranej pozycji. Skomunikowanie się z (prawdopodobnymi) napastnikami wymagało włączenia sensorów dalekiego zasięgu, co było sprzeczne z założeniami misji. Problem w tym, że ciemne pojazdy nabierające z każdą chwilą coraz wyraźniejszych kształtów zmierzały w ich stronę. Były to cztery pojazdy ustawione w eleganckim kluczu.

Nehrit

Mężczyzna uśmiechnął się nieco, siadając obok durosa. Nic nie mówił, słuchał go tylko i wzniósł posłusznie toast, upijając odrobinę napoju. Po jego minie trudno było wywnioskować czy mu smakuje... Prawdopodobnie był wyćwiczony w niepokazywaniu swoich prawdziwych intencji.
- A więc, panie Skirt... - powiedział dziwnie przeciągając to przywitanie - Jestem...
Rzucił okiem na przysłuchującego się barmana. Trwało to chwilę, ale krępy duros wzruszył ramionami i oddalił się od nich.
- Generał Travis Lerton z republikańskiej marynarki. Zostałem tu wysłany w poszukiwaniu Nehrita Hepa, by pomóc mu przełamać ponurą codzienność - uśmiechnął się ponownie. Nie wyglądał na generała w żadnym razie. Był ubrany w typową wśród podróżników kurtkę pilota, luźne spodnie i czarny podkoszulek, łatwy do prania - kolejny charakterystyczny atrybut pilota... Ale nazwisko Nehrit kojarzył. Alderaański generał słynący z tego, że do swojej pozycji doszedł bardzo szybko dzięki stanowczym działaniom podczas tłumienia grupy piratów pod dowodzeniem Micala Mavera. Bronił się przez miesiąc odcięty przez przeważające siły wroga. Został głównodowodzącym swojej floty, gdy dwa okręty flagowe zostały zniszczone, a potem zdołał po ryzykownym manewrze przebić się przez blokadę. Do tej pory Hep nie był pewien jakim cudem zdołał on ocalić tylu ludzi mimo utraty takiej części floty. Później był jednym z dowodzących patrolami na linii Jebble-Vanquo-Tarnith.

Rory

Gdy zaczął się rozglądać i próbował dojść do tego skąd pochodziła ta jedna złowieszcza myśl, zauważył jak jego mistrzyni razem z politykiem oraz przybyłym - prawdopodobnie - ambasadorem Taris weszła do środka. Tłum nieco się przerzedził, a padawanowi nie pasowały trzy osoby. Jednym z nich był Twi'lek stojący przy ścianie niedaleko wejścia i przeglądający coś na datapadzie. Co jakiś czas zerkał na wejście, ale głównie zajmował się swoim urządzeniem. Nie miał munduru świadczącego o przynależności do jakichś służb, nie wyglądał też na obsługę restauracji. Druga była kobieta, chodząca przed wejściem w kółko. Była ubrana elegancko, chociaż miała na sobie dość ciężki płaszcz, który mógł coś zakrywać. Wyglądała na zaniepokojoną i podenerwowaną, chociaż nie dało się powiedzieć czemu. Ostatni był arkanianin podpierający się grubą laską i wpatrujący się w restaurację z nieco większej odległości. Ubrany był też elegancko, chociaż skromnie - nie wyglądał na kogoś bogatego, lecz raczej mieszkańca tej dzielnicy.

Hakk

Jego rozmówca nie wyglądał na zadowolonego. Oparł się rękoma o stół wpatrując się w Hakka coraz bardziej rozwścieczonym wzrokiem.
- Nie mam czasu na gierki. Byłeś jego najlepszym kumplem w oddziale. Musiałeś mieć z nim jakiś kontakt przez ostatni miesiąc. Powtarzam, Świt Alderaan. I nie będę powtarzał znowu. I na razie jestem miły.

#9 Użytkownik nie jest zalogowany   Thomas Ufnal Crowlake 

  • Champion
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 1358
  • Rejestracja 30-sierpień 09
  • Gender:Male

Napisano 17 styczeń 2012 - 10:11

Dołączona grafika
Hakk

Uśmiech Iridonianina wzbogacił się o zęby. Ostre zęby. - Nie miewam kumpli. Miewam tylko godnych przeciwników. I nie mam w zwyczaju wysyłać holopocztówek z więzienia. - odchylił się na krześle, wciąż prezentując zęby w grymasie, który coraz mniej przypominał uśmiech. - Możesz pan sobie powtarzać albo nie powtarzać wedle woli, grozić albo być miłym. I tak nie mam pojęcia, o co chodzi.

Odpowiednia pozycja ciała, stabilne oparcie na krześle. Ręce luźne, przygotowane. Wzrok utkwiony w oczach tamtego, by wyczuć moment, ale kątem oka obserwacja reszty jego ciała. Jeśli staruszek spróbuje przejść do rękoczynów, czeka go niemiła niespodzianka. Łańcuch od kajdanek znakomicie nadaje się do krępowania cudzych kończyn czy podduszania, a Hakk nie lubił, kiedy ktoś mu groził.
Dancing amongst shadows.

#10 Użytkownik nie jest zalogowany   Chudeusz 

  • &Papug™
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 2475
  • Rejestracja 19-grudzień 06
  • Gender:Male
  • Location:z kwatery głównej

Napisano 17 styczeń 2012 - 15:53

Dołączona grafika
Nehrit Hep

Oczy obcego rozbłysły na dźwięk znanego nazwiska, o tym oficerze krążyły legendy, a w jego oczach Nehrit dostrzegł to co widział już wielokrotnie wcześniej u ludzi którzy tracili swoich podwładnych. Wypowiedź generała sugerowała zdecydowanie luźniejszy ton rozmowy, twarz Durosa rozjaśniła się i coś na kształt uśmiechu przemknęło przez wąskie wargi.
- Muszę się wytłumaczyć Panie Generale, zapewne zna pan moją historię znacznie lepiej niż ja pańską. W każdym razie mój ojciec intensywnie nalega abym porzucił armię i powrócił do rodzinnego biznesu. Stąd moje chłodne podejście dla pańskiego pojawienia się. Zdaje się że jest pan wyczekiwanym od dawna wybawcą.
Nehrit po raz kolejny wzniósł toast upijając odrobinę drinka. A jego złote oczy skoncentrowały się na rozmówcy
- Nie wiem czym zasłużyłem sobie na niewątpliwy honor jakim jest pańska wizyta, zwłaszcza że o ile mnie pamięć nie myli jest pan odpowiedzialny za utrzymanie naszych patroli przy granicy terytorium Mandalorian. Wnioskuję więc że sprawa dotyczy właśnie owej wojowniczej bandy. Z przyjemnością wesprę wszelkie wysiłki republiki zmierzające w kierunku usunięcia zagrożenia jakie oni stanowią.
Rozmowa została przerwana przez ponowne pojawienie się kelnerki która położyła przed durosem niewielką karteczkę zapisaną odręcznym ładnym pismem. Duros rzucił na nią okiem po czym westchnął nieco teatralnie wskazując na siedzące przy sąsiednim stoliku Durosianki wpatrujące się w niego ślicznymi oczkami. Nieco dalej mężczyzna mógł zauważyć dyskretnie siedzących w koncie sali ochroniarzy najpewniej przysłanych przez ojca Hepa. Porucznik skłonił się grzecznie młodej kobiecie uśmiechającej się zalotnie i ponownie spojrzał w zmęczone oblicze Travisa
-Uważają mnie tu za bohatera, którym nie jestem, oraz najlepszą partię w okolicy, z czym akurat się zgadzam. Pobyt tutaj prędzej czy później zmieni mój mózg w kulę poodo. Ratuj generale. polecę za tobą gdziekolwiek tylko mnie stąd zabierz.

Dołączona grafika
Masters of Zajebistość Team ™ Member

#11 Użytkownik nie jest zalogowany   Jedi Master 

  • Edgewalker
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7986
  • Rejestracja 13-kwiecień 04
  • Gender:Male
  • Location:Konin/Warszawa

Napisano 17 styczeń 2012 - 16:49

Dołączona grafika
Eon

No dobra, jeśli przed chwilą można było żywić złudzenia, że napastniczka jest zwykłym bandziorem, który jest zbyt głupi by na widok miecza świetlnego od razu zacząć uciekać. Atak na jej umysł zdecydowanie pokazywał, że kimkolwiek jest, wyszkolono ją by opierać się manipulacjom poprzez Moc a to nie było znowu tak powszechne. Dorzucić do tego broń odporną na ostrze miecza i hasło "Osoba przygotowana do walki z Jedi" zaczynało rozświetlać coruscańską noc niczym kolejny neon. Druga sprawa, że na przypadkowych Jedi raczej nie poluje się na dachach równie przypadkowych budynków więc pozostawała jedyna i jakże absurdalna opcja - to on był konkretnym celem.
I wyjątkowo nie podobała mu się ta perspektywa.
Kątem oka dostrzegł, że przeciwniczka wyciąga broń zapewne planując wykorzystać fakt zablokowania jego miecza wibroostrzem. Wyjątkowo niska zagrywka, ale jakże skuteczna być mogła. Nic tylko pochwalić nauczyciela.
Tyle, że Eon nie zamierzał na to pozwolić. Moc była ciągle z nim, a skoro już nauczył się, że na umysł kobiety nie zadziała, trzeba było spróbować inaczej. "Nic na siłę, weź większy młotek" jak to mawiał kuzyn Akers. Młody Jedi uderzył więc owym młotkiem, który przyjąć miał formę pochwycenia przeciwniczki i ciśnięcia nią o jakąś ścianę. Nie by zabić, ale na tyle solidnie by może ogłuszyć.

Spoiler

Użytkownik Jedi Master edytował ten post 17 styczeń 2012 - 16:52


#12 Użytkownik jest zalogowany   Kira 

  • Zabójca Trolli
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 700
  • Rejestracja 03-lipiec 09
  • Gender:Female
  • Location:Opolskie's biggest Black Hole

Napisano 17 styczeń 2012 - 19:36

Dołączona grafika
Lahkayen Draysta
...Chyba, że jesteś prezentem od dowództwa za moje zasługi...
Glany momentalnie zsunęły się z blatu, lądując na perfekcyjnie czystej posadzce z głośnym trzaskiem i metalicznym podzwanianiem. Wszyscy obecni w mesie, odwrócili się w jej kierunku, tak, czuła na sobie te ciekawskie spojrzenia. Tyle że w tym momencie to nie miało większego znaczenia. Usta drgnęły, ale nie wydobył się z nich żąden dźwięk. Podniosła się z siadu, powoli. I zaśmiała się, kręcąc głową we wszystkie strony; pomrukując przy tym mało zrozumiałe słowa, w jakimś obcym, pobrzmiewającym chłodem języku.
- Oooo-ooo-oo-k. - to już zrozumiał. Przeciągnęła tą jedną, jedyną sylabę tak długo, jak było chyba możliwe, by nie zaryzykować przy tym utraty tchu. Zerknęła na twi'leka, to na siedzących w kącie zmienników. I znów na niego - Udam że tego ostatniego nie słyszałam. I zaproponuję coś w zamian, dobrze? - gdzieś tam czaiła się nuta goryczy.

Jeden kroczek i przystanęła przy nim samym. Krótka chwila - na wzajemne skrzyżowanie spojrzeń, ale także na chłodniejsze sytuacji. Nie mógł sobie z tym żartować. A zupełnie nieświadomie, ten oto osobnik, zbliżał się do tematu, który irytował ją ponad wiele, wiele innych. Jej uśmiech zniknął zupełnie, choć starała się by słowa które wypowiada nie brzmiały wrogo.
-Ty, będziesz na tyle miły, jak miła byłam dla ciebie ja. Wskażesz mi drogę, lub podasz nazwisko człowieka odpowiedzialnego tutaj za przydział, bo to z nim miałam się spotkać - dłonią przesunęła bo ramieniu rozmówcy, jakby strzepywała jakiś drobniejszy pyłek - Ja będę niezwykle zobowiązana. A jak już sobie pójdę - wskazała drugą dłonią na drzwi wyjściowe -... to będziesz miał dostatecznie dużo czasu wolnego, na ten-tego...bo ja wiem? - przez chwilę wyglądało na to, że szuka w głowie pomysłu. Ostatecznie, wzruszyła ramionami, jakby chciała dać do zrozumienia że to przecież nie ma znaczenia. No bo co to obchodziło?
- Szukać swojej gwiazdki z nieba, hmm?

I resztki świetnego humoru szlag jasny trafił.

Użytkownik Kira edytował ten post 17 styczeń 2012 - 19:37


#13 Użytkownik nie jest zalogowany   Eliastion 

  • Starożytny
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7438
  • Rejestracja 18-marzec 04
  • Gender:Male
  • Location:Nieważne skąd, tylko dokąd!

Napisano 17 styczeń 2012 - 22:07

Dołączona grafika
Leith Ilar

"Po kłopocie" zabrzmiało bardzo przedwcześnie - chociaż Leith musiał przyznać, że raczej spodziewał się, że właśnie dali się wykryć i zawalili misję - nie, że tamci zaraz nawrócą wprost na nich. Czego chcieli? Raczej nie pogadać. Nawet w specyficznym "wyłączcie tarcze i uzbrojenie" stylu...
Cztery maszyny tamtych, przeciwko ich piątce. Gdyby jeszcze ta piątka była wytrawnymi pilotami, wprawiona we wspólnych lotach bojowych.
- Rozkazy? - syknął w komlink, próbując przypomnieć kel dorowi, po co tu był.

#14 Użytkownik nie jest zalogowany   Ferr-kon 

  • Zabójca Gigantów
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 1069
  • Rejestracja 11-październik 05
  • Gender:Male

Napisano 19 styczeń 2012 - 19:08

Rory

Mimo rozmyślań na temat ośmiornic, twarze które przyciągnęły jego uwagę na zewnątrz ciągle chodziły mu po głowie, jakby wcale nie wszedł do środka... Ujrzał Vizzal, która patrzyła na niego z dezaprobatą. Widać wolała mieć kogoś na zewnątrz, chociaż... Widać, że miała mnóstwo czasu na kontrolowanie otoczenia. Obiekt jej eskorty siedział teraz konwersując z zeltronką o uroczym uśmiechu i eleganckim stroju. Ewidentnie nie była to ambasadorka Taris, jednak senatorowi za bardzo to nie przeszkadzało.

Padawan odetchnął głęboko, czując że w pomieszczeniu robi się duszno... Lecz wiedział, że tak nie mogło być. Było ono regularnie wietrzone, by wszystkim gościom było przyjemnie. Czuł, jakby coś go dusiło, przytłaczało. Narastająca panika drażniła mu wnętrzności, ale... To było nienaturalne. Jakby ktoś przymuszał go do strachu. A to tylko wzmagało niepokój. Co miało się stać?


Hakk

Starszy oficer uderzył pięścią o stół i odszedł od niego, zakładając ręce za głowę i odwracając się. Musiał znać jego akta, wiedział że nie powinien posuwać się do rękoczynów. Widać, że bał się nieobliczalności zabraka. I dlatego zamiast sięgać po leżącą w kącie pałkę, wyciągnął z kieszeni mały holoprojektor i postawił go na stole. Spojrzał w twarz przesłuchiwanego, uśmiechając się dziwnie... Blizny wcale nie dodawały mu urody.
- To może wiesz kto to jest, hm? Może o nim coś nam powiesz? - uruchomił urządzenie i Hakkowi ukazała się postać w kombinezonie pilot. Zabrak. Ciemnoskóry zabrak. Mimo tylu lat rozłąki, nie mógł nie poznać.

Yuth


Nehrit

Duroski odwróciły się by zająć się niezwykle pasjonującą rozmową o torebkach z Korelii, gdy generał obdarzył je uroczym, zawadiackim uśmiechem. Opróżnił swoją szlankę na jednym oddechu, po czym wstał rzucając kredyty na ladę.
- Bohaterem jeszcze zostaniesz Hep. Spakuj najbardziej potrzebne rzeczy, ale ze świadomością że możesz długo nie wrócić. Potem przyjedź do portu cywilnego, dok A8. Wylatuję za cztery godziny, więc jeszcze masz czas do ewentualnego namysłu.
I wyszedł. Po prostu. Nawet się nie żegnając... Hep nie mógł pozbyć się dręczącego go pytania "co on tu robi?". Musiał go wysłać ktoś postawiony dużo wyżej. Kto był postawiony wyżej od jednej z żywych legend floty? Rozmyślania przerwało mu pikanie komunikatora... Była to wiadomość tekstowa. Ojciec prosił go o szybkie pojawienie się w jego gabinecie.


Eon

Dało się nauczyć obrony przed wpływem na umysł. Jednak potrzeba było czegoś więcej, by pokonać potęgę Mocy. Zabójczyni poderwała się z ziemi i uderzyła o ścianę, upuszczając po drodze pistolet, ale trzymając mocno ostrze. Gdy nacisk Mocy zelżał, zaklęła coś cicho pod nosem, po czym... Zerwała się do biegu. Widać nastąpiła nagle jakaś zmiana planów. Jedi odruchowo ruszył za nią, lecz kobieta była bardzo szybka. W pewnym momencie zauważył, jak zmierza w stronę krawędzi budynku. Jakby miała zamiar skoczyć.


Leith

Cisza trwała jeszcze chwilę... Nagle uszach pilota rozbrzmiał głos dowódcy.
- Pozycja boj...
Potężna eksplozja jego statku, oraz statku małego rudzielca poruszyły statek Leitha, który zaczął powoli lecieć w bok. Odruchowe przyspieszenie rzuciło statkiem pilota. Intuicja działała szybciej niż myśli. Czarne myśliwce przemknęły nad nimi po tym profesjonalnym, szybkim ataku... A Ilar nie mógł uwierzyć, że dali się tak podejść. Statki zaczęły nawracać, a w uszach usłyszał paniczne nawoływanie swoich skrzydłowych.

O dziwo, teraz on tutaj był dowódcą.


Lahkayen

W oczach twi'leka było autentyczne zaskoczenie. Widać nie był przyzywczajony do takiego oporu... Pewnie często wykorzystywał fakt, że jest znany wśród załogi, dlatego tak się nie przejął. Ale ten bunt był niespodziewany. Już poderwał się i miał zamiar siegnąć po broń, ale wyprostował się i zastygł w salucie. Lahkayen gdy tylko obróciła głowę również odruchowo się wyprostowała. Stał przy nich wyższy oficer... A przynajmniej tak jej się wydawało, gdyż czarnoskóry mężczyzna ubrany był po cywilnemu, ale jego wyprostowana postawa oraz surowe spojrzenie (a także reakcja innych pilotów) jasno sugerowały kim jest.
- Podporuczniku Privis - mocny głos mężczyzny rozbrzmiał po całym pomieszczeniu - CO ma znaczyć takie traktowanie wyższego stopniem oficera?
- S-sir - zaczął wyraźnie przerażony mężczyzna - N-nie wiedziałem, sir!
- Już wiesz. Wykonajcie rutynowy przegląd statku, bez pomocy droida analitycznego.
- Sir, tak jest, sir! - zawołał i wybiegł natychmiast z mesy. Jego towarzysze zrobili ponownie po zasalutowaniu oficerowi, po czym mesa ponownie się rozluźniła. Chociaż cały czas było tutaj niewiele osób. Oficer spojrzał na dziewczynę, salutując jej.
- Spocznij, poruczniku - powiedział już spokojnie, uśmiechając się lekko - Porucznik Draysta, nie mylę się? Jestem komandor Garric Mavanis. Wie pani czemu została tutaj pani wezwana?

#15 Użytkownik nie jest zalogowany   Chudeusz 

  • &Papug™
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 2475
  • Rejestracja 19-grudzień 06
  • Gender:Male
  • Location:z kwatery głównej

Napisano 19 styczeń 2012 - 21:01

Dołączona grafika
Nehrit Hep

Kiedy oficer wyszedł, Nehrit dopił drinka, z mniejszym pośpiechem niż jego były rozmówca. Decyzję o wylocie podjął jeszcze zanim usłyszał propozycję generała. Teraz pozostało mu spakować się i pożegnać z najbliższymi. Komunikator zasygnalizował wiadomość tekstową. Ojciec, młody duros wzdrygnął się na myśl o czekającej go rozmowie. Grion z pewnością wiedział o wizycie generała, ba Nehrit nie zdziwiłby się gdyby znał już przebieg rozmowy. Lekko zrezygnowany wstał i wyszedł z lokalu skinąwszy uprzednio głową rozćwierkanym panienkom. Ochrona otworzyła mu drzwi i a podstawiony speeder nie czekał nawet na komendę. Stary szofer sprawnie pilotował niewielką zwrotną maszynę od czasu do czasu rzucając zaniepokojone spojrzenia na pasażera. W końcu nie wytrzymał.
- Ojciec bardzo się o Panicza niepokoi, od czasu ... - mężczyzna zawiesił głos - ...w każdym razie nie jest mu lekko. Nie powinien mu panicz dostarczać jeszcze więcej stresów. Sytuacja na rynku jest... - Nehrit przerwał mu dość brutalnie
- oszczędź mi proszę wykładu, dobrze wiem jaka jest sytuacja i jakie są moje obowiązki wobec domu i republiki. Proszę - Dodał już spokojniejszym tonem. Reszta podróży upłynęła w milczeniu. Pojazd Zatrzymał się przy jednej z podmiejskich rezydencji. Bogatej i doskonale utrzymanej. Nehrit wysiadł i śmiałym krokiem ruszył do środka domu, stare znajome kąty tym razem przypominały mu o stracie, stracie której nigdy nie uda mu się wypełnić. Dotarł wreszcie do drzwi prowadzących do gabinetu swojego ojca, Zaczerpnął w płuca powietrza i wypuścił je z lekkim sykiem, ta technika pomagała mu zwykle, gdy siedział w kokpicie myśliwca. Jego myśli uspokoiły się a umysł rozjaśnił. Duros otworzył drzwi i wszedł do gabinetu ojca.

Użytkownik Chudeusz edytował ten post 19 styczeń 2012 - 21:32


#16 Użytkownik jest zalogowany   Kira 

  • Zabójca Trolli
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 700
  • Rejestracja 03-lipiec 09
  • Gender:Female
  • Location:Opolskie's biggest Black Hole

Napisano 19 styczeń 2012 - 21:24

Dołączona grafika
Lahkayen Draysta
W reakcji na dobiegający zza pleców surowy, donośny głos po kręgosłupie przepełzł lodowaty dreszcz, ciało momentalnie przybrało wyćwiczona postawę. Owy mężczyzna na samym początku zajął się Twi'lekańskim przyjemniaczkiem, co akurat przyjęła z zadowoleniem. Zastanawiała się, do jakiej rangi ten dobił; a musiała mieć dziś szczególny niefart, bo i tym razem nie zgadła. Jednak, jeden problem z głowy.
A drugi chyba z głową, przemknęło przez myśl obserwując jak koleżka w półpodskokach mknął na swój przegląd.
- Podporucznik? Heh - spojrzała w stronę drzwi, prychając lekko - Dawałam mu, w najgorszym wypadku, kapitana. A stroi minki i obnosi się jak generał, lub przynajmniej... takowego pupilek - dodała, z pewnym żalem. Miała nadzieję że jeszcze sobie z nim kiedyś pogada, coś mu wybije ze łba. Nazwisko zapamiętała, miała zamiar go sprawdzić, w wolnej chwili.
- Ale, żadnych aluzji, sir - dopowiedziała szybko, odwracając na niego spojrzenie. Miewała tego pecha do ludzi, kiepsko łapali co mówi. Widać, taka wada niższego gatunku. O'hara utwierdził ją w tym przekonaniu, do ludzi trzeba mówić możliwie jak najprościej, bo inaczej doszukują się obraźliwych aluzji. Ma się wtedy więcej kłopotów, więc warto się wysilać i przystosować.

- Odpowiadając na pytanie: Nie. Zupełnie - rozłożyła ręce. Nie licząc plotek, które usłyszałam, to tu, to tam; dodała w myślach - Zakładam jednak, że nie w charakterze prezentu dla podporucznika Privisa.
Uśmiechnęła się do komandora w taki dziwny, niepokojący sposób. Bo to mogłoby się źle skończyć... dla niego - właśnie ta myśl pociągnęła za sobą taką a nie inną reakcję.
- Ale pozwolę sobie zgadywać - chwilka przerwy, wzięła króciutki wdech - Potrzebujecie najlepszych. Tak więc... oto jestem. - gdyby nie fakt, że stała przed komandorem, rozłożyłaby dłonie w iście teatralnym geście. Zupełnie jak artysta na końcu swego przedstawienia, gdy nim rozbrzmi salwa oklasków i gwizdów, ustawia się w reprezentacyjnej pozie, wypowiadając coś w stylu: "Taadaaaaam!". I choć głos jej pobrzmiewał w podobnym tonie, nie było żadnego "błazowania", jakby to DJ określił.
- Szczegóły odprawy tutaj? Mam się zbierać jak najszybciej i ruszać, by ratować galaktykę?
Po prostu, stała w miejscu; już nie na baczność, skoro przyzwolił. Ręce skrzyżowała na piersi. Oczekiwała jakichś wyjaśnień. Pewna myśl ją tknęła, więc wyrzuciła z siebie jeszcze:
- ... sir.

#17 Użytkownik nie jest zalogowany   Bazil 

  • Lew Kanapowy
  • Grupa Great Creators
  • Postów 10199
  • Rejestracja 10-październik 05
  • Gender:Male
  • Location:Tam, gdzie Lew robi Rawr!

Napisano 19 styczeń 2012 - 21:31

Dołączona grafika
Rory Drayson

Rory nie miał czasu, by tłumaczyć Vizzal powody swojego wejścia do środka. Zanim jednak przekroczył próg restauracji, spróbował wysondować podejrzane osoby za pomocą Mocy. Cokolwiek, byle tylko uzyskać jakieś informacje.
Atmosfera, która panowała w środku, powoli doprowadzała go do niebezpiecznego stanu, w którym nawet on sam nie był pewien, co będzie kolejną rzeczą, którą zdecyduje się zrobić. Strach działał na Rory’ego dwojako – albo zwyczajnie wpompowywał więcej adrenaliny do jego żył, pozwalając mu dokonywać rzeczy, o których wcześniej nie myślał, albo drażnił go, czyniąc nieprzewidywalnym. W obu sytuacjach budziła się nuta szaleństwa, nieobca zresztą Korelianinowi. Panująca wewnątrz atmosfera niepokoju była nienaturalna, jednoznacznie kwalifikując się do drugiego typu strachu. Tego gorszego.
Wciąż próbując zlokalizować możliwy powód tego, co wyczuwał, padawan posłał ku swej mistrzyni ostrzeżenie o tym, co go niepokoiło. Następnie, korzystając z technik Jedi, spróbował się uspokoić. Oczyść umysł, jak mówiła Vizzal. Różnie z tym bywało…
Zeltronka również zwróciła jego uwagę. Nie zaszkodziło sprawdzić.

#18 Użytkownik nie jest zalogowany   Eliastion 

  • Starożytny
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7438
  • Rejestracja 18-marzec 04
  • Gender:Male
  • Location:Nieważne skąd, tylko dokąd!

Napisano 19 styczeń 2012 - 22:40

Dołączona grafika
Leith Ilar
Leith nie miał najlepszego zdania o wywiadzie Floty.
Tego dnia, owo zdanie nie miało się poprawić.
Widząc przelatujące nad nim maszyny (nieznanego typu) wroga (którego miało tu nie być), siedząc w myśliwcu (on, "pilot" w zasadzie tylko z nazwy)... miał szczerą ochotę powiedzieć kilka słów prawdy dowódcom. Tym prawdziwym, oczywiście, nie temu żałosnemu pechowcowi, który właśnie rozpadał się na kawałki razem ze swoją maszyną.
Ale, oczywiście, nie było czasu na myślenie o tym, kto i co zawalił. Nie teraz, kiedy potencjalni wrogowie nie tylko zgubili "potencjalni", ale zaczęli nagle mieć przewagę liczebną. I nie tylko liczebną - Leith wiedział aż za dobrze, że żaden z niego as myśliwski, a panika w głosach pozostałych dwóch pilotów wyraźnie sugerowała, że i im co nieco brakowało.
Co nie znaczyło, że mieli dać się tu rozstrzelać.
- MILCZEĆ! - ryknął nowy "dowódca" uciszając skamlących nieudaczników - Torpedy, teraz, zanim nawrócą! Szczajcie sobie w kombinezony na widok wroga, ale walcząc!
Nie była to może idealna motywująca mowa. Ale też Leith nie poświęcał jej całej uwagi. Nie zamierzał czekać, aż sprawniejszy wróg wciągnie ich w walkę kołową - szybki atak przeniósł napastników poza cel, stwarzając okazję do kontrataku torpedami... szkoda byłoby to zaprzepaścić. Najprawdopodobniej: śmiertelnie szkoda. Dlatego też, jeszcze obsobaczając przygodnych skrzydłowych, Leith szykował się już do ataku. Kątem oka kontrolował ruch dwóch pozostałych republikańskich maszyn. Jak bardzo by mu to nie przeszkadzało, jego własne życie zależało teraz od nich... zwłaszcza, że prawdopodobnie byli lepszymi pilotami myśliwskimi. Nawet, jeśli brakowało im bojowego doświadczenia.

Użytkownik Eliastion edytował ten post 19 styczeń 2012 - 22:41


#19 Użytkownik nie jest zalogowany   Thomas Ufnal Crowlake 

  • Champion
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 1358
  • Rejestracja 30-sierpień 09
  • Gender:Male

Napisano 20 styczeń 2012 - 08:55

Dołączona grafika
Hakk

O niech mnie. W co Ty się wpakowałeś, braciszku?

- Yuth Zoth. Iridoniański pilot. Znam go, owszem, choć dawno go nie widziałem. -
w głosie Hakka słychać było ton uprzejmego zainteresowania... I odrobinę niepokoju. Niemal niezauważalną odrobinę. - On też postanowił zostać Alderaańczykiem? To smutne. Bardzo nudna planeta. Mam z nim porozmawiać i przekonać go, że to zły pomysł? Bo nie wiem, czego innego moglibyście ode mnie oczekiwać, a te kajdanki są za ciasne, żeby wygodnie się w nich myślało.

Iridonianin nie był pewien, co o tym wszystkim myśleć. Od śmierci ojca nie utrzymywał specjalnych kontaktów z rodziną - w sumie nawet wcześniej nie byli najbardziej zżytym i kochającym rodzeństwem w historii - ale mimo to hologram wzbudził w nim dziwne uczucia. Coś pomiędzy nostalgią, irytacją i silnym podejrzeniem, że coś w tym wszystkim nie gra. Najpierw Zennal, teraz Yuth... Kogo jeszcze ten pobliźniony skurczybyk planował wyciągnąć z rękawa? I o co w tym wszystkim chodziło?

#20 Użytkownik nie jest zalogowany   Jedi Master 

  • Edgewalker
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7986
  • Rejestracja 13-kwiecień 04
  • Gender:Male
  • Location:Konin/Warszawa

Napisano 20 styczeń 2012 - 18:14

Dołączona grafika
Eon

Wiele osób po tym jak ciśnięto nimi o ścianę po prostu osunęłaby się na ziemię i nie wierzgało dalej nogami. Okazało się, że napastniczka nie należała do takowych choć równie prawdopodobna była opcja, że Eon osłabił trochę cios z racji, że miał do czynienia z kobietą. Galant od siedmiu boleści...
Kobieta tymczasem zebrała się do ucieczki jakby niespodziewany przelot ostudził trochę jej chęć do walki. No ale nieładnie tak bez pożegnania. Eon odruchowo ruszył za nią w pierwszej chwili, ale dość szybko okazało się, że może jej nie dopaść w ten sposób. Skupił się więc ponownie i otworzył na Moc. Normalnie korzystanie silniejszych technik dość szybko go wycieńczało i powtarzanie wyczynów jak przez chwilę nie przychodziło mu łatwo. Z drugiej jednak strony jego mistrzyni zawsze mu powtarzała, że to nie Moc stawia mu ograniczenia, ale on sam. Tak naprawdę tak on jak i otaczająca go energia byli jednością i przy odpowiednim skupieniu...
Wyciągnął dłoń ku zamierzającej się do skoku kobiecie i ponownie sięgnął ku niej poprzez Moc. Może i wydawało się to nudne, ale lubił skuteczne rozwiązania. A to już raz okazało się być takie. Ponownie cisnął kobietą o ścianę, ale tym razem był gotów od razu doskoczyć do niej i przystawić miecz świetlny tak by nie mogła uciec. O ile będzie jeszcze w stanie.

Spoiler

Użytkownik Jedi Master edytował ten post 20 styczeń 2012 - 18:16


Udostępnij ten temat:


  • (2 stron)
  • +
  • 1
  • 2
  • Nie możesz napisać tematu
  • Temat jest zamknięty

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych